Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Pearl Jam
‹1996-11-01, Torwar, Warsaw, Poland›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł1996-11-01, Torwar, Warsaw, Poland
Wykonawca / KompozytorPearl Jam
Data wydania1996
NośnikCD
Czas trwania111:27
Gatunekkoncert, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Long Road5:42
2) Last Exit2:47
3) Animal2:48
4) Hail, Hail3:42
5) Go3:21
6) Red Mosquito3:37
7) In My Tree4:00
8) Corduroy4:57
9) Better Man (Save It For Later)4:35
10) Lukin1:17
11) Mankind3:47
12) Off He Goes5:50
13) Even Flow5:25
14) Daughter (Androgynous Mind)5:39
15) Jeremy5:34
16) Sometimes2:40
17) Rearviewmirror4:51
18) Immortality6:06
19) Alive6:35
20) Who You Are3:24
21) I Got Shit3:46
22) State of Love And Trust4:07
23) Present Tense6:36
24) Smile5:56
25) Indifference4:25
Wyszukaj / Kup

Pot i Kreff – Made in Poland: Wszyscy święci na koncercie Pearl Jam
[Pearl Jam „1996-11-01, Torwar, Warsaw, Poland” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Dziś startuje Open’er Festival, a gwiazdą wieczoru ma być Pearl Jam. Zespół, który bardzo polubił się z polską publicznością. Z tej okazji proponuję małą podróż w czasie do roku 1996, by powspominać pierwszy koncert, jaki dali w naszym kraju.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff – Made in Poland: Wszyscy święci na koncercie Pearl Jam
[Pearl Jam „1996-11-01, Torwar, Warsaw, Poland” - recenzja]

Dziś startuje Open’er Festival, a gwiazdą wieczoru ma być Pearl Jam. Zespół, który bardzo polubił się z polską publicznością. Z tej okazji proponuję małą podróż w czasie do roku 1996, by powspominać pierwszy koncert, jaki dali w naszym kraju.

Pearl Jam
‹1996-11-01, Torwar, Warsaw, Poland›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł1996-11-01, Torwar, Warsaw, Poland
Wykonawca / KompozytorPearl Jam
Data wydania1996
NośnikCD
Czas trwania111:27
Gatunekkoncert, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Long Road5:42
2) Last Exit2:47
3) Animal2:48
4) Hail, Hail3:42
5) Go3:21
6) Red Mosquito3:37
7) In My Tree4:00
8) Corduroy4:57
9) Better Man (Save It For Later)4:35
10) Lukin1:17
11) Mankind3:47
12) Off He Goes5:50
13) Even Flow5:25
14) Daughter (Androgynous Mind)5:39
15) Jeremy5:34
16) Sometimes2:40
17) Rearviewmirror4:51
18) Immortality6:06
19) Alive6:35
20) Who You Are3:24
21) I Got Shit3:46
22) State of Love And Trust4:07
23) Present Tense6:36
24) Smile5:56
25) Indifference4:25
Wyszukaj / Kup
Grupa nie miała u nas łatwego startu. Występ został zapowiedziany na pierwszego listopada, czyli dzień, który w naszej tradycji nie kojarzy się z zabawą. Spotkało się to z krytyką środowisk katolickich, uważających, że robienie wielkiej imprezy tego dnia będzie sporym nietaktem. Eddie Vedder z kolegami przyznali potem, że nie wiedzieli, że ten dzień dla Polaków ma o wiele większe znaczenie niż amerykańskie Halloween i że oznajmiono im to na krótko przed koncertem. Muzycy chcąc podkreślić, że szanują nadwiślańską tradycję i nie chcą urazić niczyich uczuć, wyszli na scenę przy świetle świec. Był to piękny gest, którym zjednali sobie całkowicie publiczność.
Niepowtarzalną atmosferę tego wieczoru można poczuć słuchając bootlegu „1996-11-01, Torwar, Warsaw, Poland”, który przenosi nas do czasów, kiedy Pearl Jam byli bożyszczem młodzieży. Trudno dziś to sobie uświadomić, ale Vedder był wtedy obiektem westchnień nastolatek, które tłumnie przybyły do Torwaru. Przynajmniej takie można odnieść wrażenie, słuchając ekstatycznych pisków i wrzasków dochodzących z publiki. Szkoda, że dziś podobne emocje u młodzieży nie wzbudzają już zaangażowane grupy rockowe, a wystylizowane gwiazdki w stylu Tokio Hotel. A może to ja się zestarzałem…
Wracając do Pearl Jam, trzeba przyznać, że był wtedy w szczytowej formie. Choć może właśnie wydany krążek „No Code” nie należy do ścisłego kanonu ich najlepszych dzieł, ale przecież do tej pory radzili sobie rewelacyjnie, pod rząd wydając genialne albumy: „Ten”, „Vs.” i „Vitalogy”. Co prawda coraz więcej znaków na ziemi i niebie mówiło, że grunge się skończył, ale muzycy w czasie występu na Torwarze zdawali się jeszcze o tym nie wiedzieć, grając szorstko, z niesłychaną energią, a przy tym przebojowo jak diabli.
Po nastrojowym wstępie przy świecach w postaci „Long Road”, panowie odpalili gitary, grając „Last Exit”, „Animal” i „Hail Hail”. Zresztą nie ma się czemu dziwić, zwłaszcza, że w tamtym czasie w repertuarze formacji ilość ostrzejszych kawałków w zestawieniu z balladami wychodziła zdecydowanie na korzyść tych pierwszych – wystarczy choćby wspomnieć „Go”, „Corduroy”, „Lukin”, „Rearviewmirror” czy „Smile”. Nie znaczy to, że zabrakło momentów bardziej intymnych. Tu na szczególną uwagę zasługują zwłaszcza „Off He Goes” i zagrany na koniec „Indifference” z harmonijką ustną i piękną partią gitary. Swoje zrobiła też śpiewająca z Eddiem publiczność. W repertuarze nie zabrakło również sztandarowych, międzynarodowych hitów z klasycznego debiutu Pearl Jam. Jest więc „Even Flow”, nieśmiertelny „Jeremy” i kończący podstawowy set „Alive”.
Niestety sporą część uroku bootlegowi zabiera dość marna jakość nagrania. Pomysł na to, by po każdym koncercie wydawać oficjalną płytkę, w głowach muzyków zrodził się dopiero później, tu musimy więc cieszyć się nagraniem z publiki. Zasadniczo nie jest źle, nie ma specjalnych zniekształceń, czasem tylko ktoś przeklnie na szalejący tłum, ale zasadniczym mankamentem jest ciche nagranie. Jeśli nie słucha się go na dobrym sprzęcie, ciężko jest poczuć moc koncertowego Pearl Jam.
Nie zmienia to faktu, że tamten wieczór 1996 roku był magiczny. Widocznie wszyscy święci, którzy obchodzili wtedy swój dzień, też przyszli zobaczyć w akcji ekipę Eddiego Veddera.
koniec
1 lipca 2010

Komentarze

01 VII 2010   14:25:50

No Code to kanon jak diabli - najlepsza przecież ich płyta.

04 XI 2016   13:22:17

Ja tam wtedy byłem te 20 lat temu i było oczywiście magicznie! Greg ma racje bo No Code to super płyta.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gdyby Puebla leżała na Śląsku…
Sebastian Chosiński

4 V 2021

Przed laty ważną pozycję w polskim jazzie i rocku zdobył kubański perkusjonista José Torres; dzisiaj w jego ślady może pójść inny Latynos – meksykański skrzypek Eduardo Bortolotti (Lopez). Nad Wisłą osiedlił się on dziewięć lat temu, a w tym roku wydał swój debiutancki album – „Huapango Nights” – na którym połączył wpływy muzyki ludowej z Ameryki Środkowej z typowo europejskim jazzem.

więcej »

Krótko o muzyce: Piekielne basy
Sebastian Chosiński

29 IV 2021

Trójmiejski kwartet Hellvoid to ewenement na rodzimym rynku. W składzie zespołu nie ma bowiem gitarzysty solowego, jest za to dwóch basistów, spośród których jeden zajmuje się wykonywaniem partii solowych. Świat rocka nie takie jednak dziwy już widział. Najważniejsze, że pełnowymiarowy debiut zespołu – „Bass and Roll, Vol. 1” – to dzieło, po które warto sięgnąć.

więcej »

Odkrywanie wewnętrznego Kosmosu
Sebastian Chosiński

27 IV 2021

Mariusz Duda – lider Riverside i Lunatic Soul – zalicza się akurat do tych artystów, których obecna sytuacja nie przytłoczyła i nie skłoniła do milczenia. Wręcz przeciwnie! Korzystając z przymusowego przestoju koncertowego, tworzy kolejne materiały solowe. Po ubiegłorocznym „Lockdown Spaces” kilka dni temu opublikował drugą część swojej pandemicznej trylogii – „Claustrophobic Universe”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Page & Plant na schodach do nieba
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Statek z nowym kapitanem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dwa światy w Chorzowie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Największy z Wielkiej Czwórki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Trzech mężczyzn i fani
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Odkryli sposób na długowieczność!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Folk z rockowym pazurem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Chwila prawdziwych emocji
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Najdorodniejsze jeżozwierzowe drzewa rodzą się w Warszawie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Metallica poczuła się dobrze!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

Pot i Kreff: Grunge w światłach sceny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

It’s Pearl Jam babe!
— Krzysztof Czapiga

Bez ciśnienia
— Jakub Stępień

Tegoż autora

Batman wraca do miasta
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zacne sędziowskie archiwa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Włoski western (niekoniecznie spaghetti)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po tamtej stronie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nanopandemia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dziesięć filmów Michaela Baya w jednym
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tytus, Romek i A’Tomek: The Best of Papcio Chmiel
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly, metal i RPG
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nie tędy droga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Catwoman miała pieskie życie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.