Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Hawklords
‹Alive in Concert›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAlive in Concert
Wykonawca / KompozytorHawklords
Data wydania29 maja 2020
NośnikCD
Czas trwania73:49
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Jerry Richards, Harvey Bainbridge, Philip Reeves (Dead Fred), Tom Ashurst, Dave Pearce
Utwory
CD1
1) Crowd Introduction00:09
2) We Are One04:18
3) Aerospaceage Inferno08:57
4) Isle of the Dead09:13
5) Circus Freaks07:41
6) Master of the Universe06:35
7) A State of Life02:18
8) One Way Trip09:27
9) The Joker06:53
10) Flight Path05:10
11) SR-7103:57
12) Brainstorm09:10
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Z niewielką pomocą legendarnego przyjaciela
[Hawklords „Alive in Concert” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Cztery dni po premierze studyjnego albumu „Heaven’s Gate” zespół Hawklords dał koncert w mieście Chester. Występ ten został zarejestrowany i siedem miesięcy później wzbogacił koncertową dyskografię formacji prowadzonej przez Harveya Bainbridge’a. Z tą jednak zasadniczą różnicą, że na „Alive in Concert”… zabrakło lidera; jako gość specjalny pojawił się natomiast Nik Turner, współtwórca legendarnego Hawkwind.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Z niewielką pomocą legendarnego przyjaciela
[Hawklords „Alive in Concert” - recenzja]

Cztery dni po premierze studyjnego albumu „Heaven’s Gate” zespół Hawklords dał koncert w mieście Chester. Występ ten został zarejestrowany i siedem miesięcy później wzbogacił koncertową dyskografię formacji prowadzonej przez Harveya Bainbridge’a. Z tą jednak zasadniczą różnicą, że na „Alive in Concert”… zabrakło lidera; jako gość specjalny pojawił się natomiast Nik Turner, współtwórca legendarnego Hawkwind.

Hawklords
‹Alive in Concert›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAlive in Concert
Wykonawca / KompozytorHawklords
Data wydania29 maja 2020
NośnikCD
Czas trwania73:49
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Jerry Richards, Harvey Bainbridge, Philip Reeves (Dead Fred), Tom Ashurst, Dave Pearce
Utwory
CD1
1) Crowd Introduction00:09
2) We Are One04:18
3) Aerospaceage Inferno08:57
4) Isle of the Dead09:13
5) Circus Freaks07:41
6) Master of the Universe06:35
7) A State of Life02:18
8) One Way Trip09:27
9) The Joker06:53
10) Flight Path05:10
11) SR-7103:57
12) Brainstorm09:10
Wyszukaj / Kup
Oficjalna premiera „Heaven’s Gate” miała miejsce 18 października 2019 roku; cztery dni później natomiast grupa zawitała do położonego w północno-zachodniej części Anglii, tuż przy granicy z Walią miasta Chester, aby w miejscowym klubie Live Rooms zaprezentować się fanom. Nie byłoby w tym pewnie nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że w gronie muzyków zabrakło tego najważniejszego – klawiszowca (i basisty) Harveya Bainbridge’a, lidera projektu Hawklords od momentu reaktywowania zespołu w 2008 roku. Zamiast niego – obok gitarzysty i wokalisty Jerry’ego Richardsa, klawiszowca Philipa Reevesa (znanego także jako Dead Fred), basisty Toma Ashursta oraz perkusisty Dave’a Pearce’a – pojawił się natomiast, i na pewno była to wspaniała niespodzianka, Nik Turner, przed laty będący, wraz z Dave’em Brockiem, jednym z ojców założycieli Hawkwind (gdy formacja posługiwała się jeszcze nazwami Group X bądź Hawkwind Zoo).
Turner, mimo prawie osiemdziesięciu lat na karku (okrągły jubileusz będzie obchodził za dwa miesiące, 26 sierpnia tego roku) wciąż jest bardzo aktywnym artystą – nagrywa nowe płyty (vide „The Final Frontier” z marca 2019 roku) i nadzwyczaj chętnie koncertuje. Kiedy więc pojawiła się propozycja od kolegów z Hawklords, z którymi jego ścieżki wcześniej wielokrotnie się przecinały – nie odmówił wsparcia. Repertuar koncertu dobrano tak, aby wilk był syty i owca cała. Znalazły się w nim zarówno utwory z promowanego właśnie krążka „Heaven’s Gate”, jak też z kilku poprzednich wydawnictw studyjnych Hawklords (choć pominięto całkowicie albumy „Dream”, „Censored” oraz „Six”). Można jednak odnieść wrażenie, że największą radość sprawił publiczności fakt, że muzycy sięgnęli również po klasyki Hawkwind sprzed prawie półwiecza i jeden numer z solowej płyty Roberta Calverta.
Złożyło się to wszystko na – co najmniej – ponad siedemdziesięciominutowy koncert; tyle w każdym razie trwa opublikowany w końcu maja tego roku przez wytwórnię należącą do zespołu „Alive in Concert”. To piąty oficjalny zarejestrowany „na żywo” krążek drugiego wcielenia Hawklords; poprzednimi były – okolicznościowe – „Robert Calvert – A Memorial Concert” (2008) i „The Barney Bubbles Memorial Concert” (2011) oraz dokumentujące kolejne trasy formacji „Live in Concert – Sonic Rock Solstice” (2012) i „The Reality Tour 2013” (2014). Na otwarcie Jerry Richards, dowodzący „jastrzębiami” pod nieobecność Bainbridge’a, wybrał „We Are One” – numer, od którego (nie licząc oczywiście powstałego w specyficznych okolicznościach wydawnictwa „25 Years On” z 1978 roku) wszystko się zaczęło. Jeżeli muzykom zależało na tym, aby od pierwszych sekund przytłoczyć publiczność kompozycją, która jest idealnym wzorcem psychodelicznego space rocka (z hardrockowym zacięciem) – to dokonano najwłaściwszego wyboru.
Drugi w kolejności utwór „Aerospaceage Inferno” po raz pierwszy ujrzał światło dzienne w… 1977 roku na solowej płycie Roberta Calverta – w tamtym czasie wokalisty Hawkwind – „Captain Lockheed and the Starfighters”. Brzmi nieco lżej niż „We Are One”, ale i jemu nie brakuje dynamiki, zwłaszcza gdy na tle motorycznej sekcji rytmicznej pojawiają się grające w duecie unisono syntezatory i gitara. Od czasu do czasu „wcina” się pomiędzy nie saksofon – tak właśnie akcentuje swoją obecność na scenie Nik Turner. Choć był tam najważniejszą osobą – z racji wieku i zasług dla światowego rocka – zna on swoje miejsce w szeregu i nie stara się, będąc gościem, przestawiać mebli w mieszkaniu gospodarzy. Robi natomiast wszystko, aby upiększyć wystrój wnętrza. Saksofon jest więc „smaczkiem”, ale bardzo pikantnym, przydającym całości hipnotycznego sznytu. „Isle of the Dead” pochodzi z najnowszej płyty i jest jednym z jej najmocniejszych punktów. W wersji live wybrzmiewa niezwykle energetycznie, choć pojawiają się w nim również spokojniejsze tony, podkreślone partiami solowymi organów, gitary, a wreszcie fortepianu elektrycznego.
W „Circus Freaks” (z longplaya „Fusion”) przenosimy się w lata 70. XX wieku – głównie za sprawą organisty, który gra tak, jakby właśnie dosiadł wehikułu czasu i przeniósł się o kilka dekad wstecz. W podobnym stylu, mocno progresywnym, utrzymana jest też partia gitary. Trudno się dziwić, że po dotarciu do mety zespół otrzymuje rzęsiste oklaski. Należą się one kwintetowi również za następny numer – „Master of the Universe”, klasyk Hawkwind, ceniony przez wielbicieli grupy od momentu ukazania się na płycie „In Search of Space” (1971). To kolejny z kamieni milowych space rocka, tu zaprezentowany z należną klasykowi czcią, ale bez formaliny. Nakładające się na siebie wokale – obok Richardsa słyszymy jeszcze Nika Turnera, Philipa Reevesa i Toma Ashursta – sprawiają, że na plecach pojawiają się ciarki, a łydki zaczynają się trząść. Po tak mocnym uderzeniu konieczna jest chwila uspokojenia. Zapewnia ją – wyjęty z programu „Heaven’s Gate” – instrumentalny, syntezatorowy „A State of Life”, na żywo wzbogacony o partię saksofonu i efekty elektroniczne.
Kompozycją „One Way Trip” (ostatnią z najnowszego krążka) kwintet wraca na utarte spacerockowe tory. W porównaniu z wersją studyjną trwa ona o dwie minuty dłużej. Ten czas wykorzystano na improwizacje, w którym przodują fortepian elektryczny i saksofon. Z tego powodu numer ten nic jednak nie stracił na dynamice. W „The Joker” (jedynym reprezentancie longplaya „R:Evolution”) panowie z Hawklords dbają przede wszystkim o generowanie psychodelicznej muzycznej „magmy”. Na plan pierwszy wybija się gitara Richardsa, za to w tle jest nieprawdopodobnie gęsto od dźwięków syntezatorów i elektroniki. A im bliżej końca, tym robi się gęściej. „Flight Path” to z kolei jedyny przedstawiciel albumu „Brave New World”. Zespół zwalnia tu tempo, stawiając na liryczny nastrój i nostalgiczną solówkę gitary. Potem – już do samego końca – panowie z Hawklords nie oszczędzają słuchaczy. Zarówno w rockandrollowym „SR-71” (z „Fusion”), jak i wieńczącym całość „Brainstorm”, pochodzącym z kolejnego klasycznego krążka Hawkwind – „Doremi Fasol Latido” (1972). Psychodelia miesza się w nim z czysto punkową energią, a wokaliści nie oszczędzają gardeł. I tak prawie przez całe dziewięć minut. Prawie, bo jednak, gwoli ścisłości należy o tym wspomnieć, w środku pojawia się kilkadziesiąt sekund bardziej stonowanych.
koniec
25 czerwca 2020
Skład:
Jerry Richards – śpiew, gitara elektryczna, efekty elektroniczne
Nik Turner – saksofon, śpiew
Philip Reeves (Dead Fred) – fortepian elektryczny, organy, syntezatory, chórki
Tom Ashurst – gitara basowa, chórki
Dave Pearce – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Świętość zgrzytliwa i awangardowa
Sebastian Chosiński

19 V 2022

Pięć lat temu, gdy ukazała się pierwsza płyta Weserbergland, zastanawiałem się, czy będzie to jedynie efemeryczny projekt Ketila Vestruma Einarsena i Mattiasa Olssona, czy też zespół zagości na scenie na dłużej. Trzy lata później światło dzienne ujrzał kolejny album, a przed paroma miesiącami trzeci. Jego tytuł – „Sacrae Symphoniae Nr. 1” – sugeruje, że za jakiś czas możemy spodziewać się następnych.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Częstotliwość ma znaczenie!
Sebastian Chosiński

17 V 2022

Nie ma wątpliwości, że pochodzący z Częstochowy Krzysztof Majchrzak to jeden z najbardziej konsekwentnych polskich artystów. Chociaż zaczynał jako jazzman, jego obecne zainteresowania artystycznej wykraczają daleko poza jazz improwizowany. Aczkolwiek nie odżegnują się od niego. Najnowszy album muzyka – „432 Hz” – może zainteresować zarówno wielbicieli free jazzu, jak i elektroniki.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Niepisane prawo do nagrywania świetnych płyt
Sebastian Chosiński

12 V 2022

Nie licząc wydanej w 2018 roku płyty koncertowej, kwintet Niechęć kazał nam czekać na nowy album studyjny sześć lat. Cieszy zatem bardzo, że czas ten nie został zmarnowany. Najnowsze dzieło kwintetu – „Unsubscribe” – to wydawnictwo jeszcze dojrzalsze i ciekawsze, bo bardziej różnorodne. Aczkolwiek wciąż mamy do czynienia ze swoiście pojętym jazz-rockiem.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Świętość zgrzytliwa i awangardowa
— Sebastian Chosiński

Częstotliwość ma znaczenie!
— Sebastian Chosiński

Niepisane prawo do nagrywania świetnych płyt
— Sebastian Chosiński

Piękna nasza Ziemia cała
— Sebastian Chosiński

Pomarzyć warto
— Sebastian Chosiński

Balsam na skołataną duszę
— Sebastian Chosiński

Rewolucja bez rewolucji
— Sebastian Chosiński

Trzej przyjaciele ze studiów
— Sebastian Chosiński

Immanentnie i nieskończenie
— Sebastian Chosiński

Giganci wciąż nie śpią
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.