Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Hawkwind
‹Hawkwind 50 Live›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHawkwind 50 Live
Wykonawca / KompozytorHawkwind
Data wydania4 grudnia 2020
Wydawca Cherry Red
NośnikCD
Czas trwania107:36
Gatunekkoncert, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Dave Brock, Magnus Martin, Niall Hone, Richard Chadwick, Tim Blake, Phil „Zööm” Campbell
Utwory
CD1
1) Motorway City06:29
2) Flesh Fondue08:58
3) Last Man on Earth04:51
4) Space is Dark03:18
5) Born to Go10:45
6) 65 Million Years Ago04:56
7) In the Beginning02:22
8) Spirit of the Age07:37
9) The Fantasy of Faldum09:23
CD2
1) The Watcher06:00
2) Silver Machine04:47
3) Assault and Battery02:37
4) Golden Void06:06
5) The Right to Decide09:54
6) [accolade]01:45
7) Hurry on Sundown07:15
8) Master of the Universe08:34
9) Welcome to the Future01:57
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Pięćdziesiąt lat minęło jak jeden dzień…
[Hawkwind „Hawkwind 50 Live” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W listopadzie 2019 roku przypadła pięćdziesiąta rocznica powstania zespołu, którego liderzy mają już słuszny wiek. Mimo to wciąż pozostają bardzo aktywni – zarówno na rynku płytowym, jak i na scenie. Hawkwind – bo o tej formacji mowa – w ostatnich miesiącach opublikował nie tylko nowy krążek studyjny („Carnivorous”), lecz także podwójne jubileuszowe wydawnictwo koncertowe, zatytułowane adekwatnie do sytuacji „Hawkwind 50 Live”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Pięćdziesiąt lat minęło jak jeden dzień…
[Hawkwind „Hawkwind 50 Live” - recenzja]

W listopadzie 2019 roku przypadła pięćdziesiąta rocznica powstania zespołu, którego liderzy mają już słuszny wiek. Mimo to wciąż pozostają bardzo aktywni – zarówno na rynku płytowym, jak i na scenie. Hawkwind – bo o tej formacji mowa – w ostatnich miesiącach opublikował nie tylko nowy krążek studyjny („Carnivorous”), lecz także podwójne jubileuszowe wydawnictwo koncertowe, zatytułowane adekwatnie do sytuacji „Hawkwind 50 Live”.

Hawkwind
‹Hawkwind 50 Live›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHawkwind 50 Live
Wykonawca / KompozytorHawkwind
Data wydania4 grudnia 2020
Wydawca Cherry Red
NośnikCD
Czas trwania107:36
Gatunekkoncert, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Dave Brock, Magnus Martin, Niall Hone, Richard Chadwick, Tim Blake, Phil „Zööm” Campbell
Utwory
CD1
1) Motorway City06:29
2) Flesh Fondue08:58
3) Last Man on Earth04:51
4) Space is Dark03:18
5) Born to Go10:45
6) 65 Million Years Ago04:56
7) In the Beginning02:22
8) Spirit of the Age07:37
9) The Fantasy of Faldum09:23
CD2
1) The Watcher06:00
2) Silver Machine04:47
3) Assault and Battery02:37
4) Golden Void06:06
5) The Right to Decide09:54
6) [accolade]01:45
7) Hurry on Sundown07:15
8) Master of the Universe08:34
9) Welcome to the Future01:57
Wyszukaj / Kup
Można odnieść wrażenie, że podobnie jak ma to miejsce w przypadku The Rolling Stones, bycie członkiem Hawkwind – idealnie konserwuje. Wszak przewodzącemu temu zespołowi od początku jego istnienia wokaliście, gitarzyście i klawiszowcowi Dave’owi Brockowi w tym roku stuknie… osiemdziesiątka; z kolei będący jego prawą ręką Tim Blake – podczas ostatniej trasy obsługujący głównie theremin – dobija siedemdziesiątki. A nie może przecież zapomnieć o innych artystach wchodzących w skład wielkiej hawkwindowej rodziny, którzy zaawansowanego mimo wieku, również pozostają aktywnymi twórcami, jak chociażby saksofonista i flecista Nik Turner, obchodzący swoje osiemdziesiąte urodziny latem ubiegłego roku, czy skrzypek Simon House, młodszy od niego zaledwie o osiem lat. Wprawdzie w składzie zespołu będącego dzisiejszym bohaterem „Tu miejsce na labirynt…” nie ma ich już od lat, to jednak ciągle pojawiają się w projektach, jakie mają w swoich nazwach odniesienia do formacji, z którą byli niegdyś związani (długo by je wymieniać).
W każdym razie jubileusz pięćdziesięciolecia aktywności twórczej to piękna okoliczność, której przegapić nie można było. Z tego też powodu jesienią 2019 roku muzycy aktualnie tworzący Hawkwind zorganizowali urodzinową trasę koncertową po Wielkiej Brytanii, której owocem stała się kolejna koncertowa płyta w dyskografii formacji. Zespół Dave’a Brocka ma ich już mnóstwo – oficjalnych i bootlegów – musiał więc brać pod uwagę fakt, że chcąc zainteresować fanów kolejną, trzeba odpowiednio dobrać repertuar. Stąd zapewne założenie, że oprócz kompozycji pochodzących z, jak do tamtego momentu, ostatniego studyjnego longplaya „All Aboard the Skylark” („Carnivorous” nie było wtedy jeszcze w planach), należy dobrać takie starocie, jakie się jeszcze na żywo nie osłuchały. Mamy więc na trackliście „Hawkwind 50 Live” – obok takich evergreenów, jak „The Watcher”, „Silver Machine”, „Golden Void” czy „Master of the Universe” (co ciekawe, wszystkie znalazły się na drugim krążku) – mnóstwo mniej znanych kompozycji.
Hawkwind podczas wspomnianej trasy koncertowej rozrósł się – w porównaniu ze składem, który nagrał „All Aboard the Skylark” – do kwintetu. Do Brocka, Magnusa Martina (śpiew, gitara rytmiczna, instrumenty klawiszowe), Nialla Hone’a (gitara basowa, syntezatory) oraz Richarda Chadwicka (perkusja, chórki) dołączył tym razem wspomniany już Tim Blake. Z gości specjalnych na scenie pojawił się tylko jeden instrumentalista – gitarzysta Phil Campbell, znany przede wszystkim z trzech dekad spędzonych u boku Lemmy’ego w Motörhead (od płyty „Orgamastron” po wydaną na kilka miesięcy przed śmiercią Kilmistera „Bad Magic”). Zaproszenie go do zagrania ognistej solówki akurat w „The Watcher” nie było wcale dziełem przypadku – wszak to jeden z utworów Lemmy’ego, jakie skomponował on na początku lat 70. ubiegłego wieku, będąc właśnie członkiem Hawkwind (pojawił się on zresztą na płytowym debiucie Motörhead z 1977 roku).
Początek koncertu należy do bardzo mocnych. Bo jak inaczej określić fakt przywitania się z publiką dynamicznym, ale także przebojowym, bardzo hawkwindowym w stylu i klimacie utworem „Motorway City” (z albumu „Zones”, 1983)? Który zresztą, mimo wszechobecnych syntezatorów, okazuje się numerem bardzo zadziornym. Po nim następuje niemal pół godziny – wprawdzie nie w jednym ciągu – poświęcone płycie „All Aboard the Skylark”, której zespół wstydzić się wprawdzie nie musi, ale na pewno nie dopisze jej do grona swoich najbardziej udanych produkcji. O ile można zrozumieć wybór hardrockowo-space’owego „Flesh Fondue”, obliczonego na kolejny hawkwindowy hymn „65 Million Years Ago” czy balladowego „The Fantasy of Faldum”, o tyle dziwi, że przez sito selekcji, która chyba nie była zbyt ostra, przeszła zdecydowanie nazbyt popowa kompozycja „Last Man on Earth”. Pomiędzy nowe utwory poupychano starocie, które wypadają – choć, niestety, nie wszystkie – przyzwoicie. Na pewno może ciarki na plecach wywołać może, znany z longplaya „Space Ritual” (pierwszego krążka live w dyskografii brytyjskiej formacji), „Born to Go”, w którym psychodelia miesza się z klasycznym hard rockiem.
Nie można tego jednak powiedzieć o „Spirit of the Age”, pochodzącym z przesadnie popowego wydawnictwa „Quark, Strangeness and Charm” (z 1977 roku). Na tle ciężkiego i dynamicznego, „kosmicznego”, ale jednocześnie precyzyjnego i niepozbawionego elementów przebojowości „Born to Go” – wypada on, mimo rockowej partii gitary, mało szlachetnie. Na szczęście otwarcie drugiego krążka – z „The Watcher” i nieśmiertelnym „Silver Machine” – z miejsca poprawia nastrój. Podobnie jak powiązane ze sobą – tak samo było na studyjnym albumie „Warrior on the Edge of Time” (1975) – „Assault and Battery” oraz „Golden Void”. To Hawkwind najklasyczniejszy z klasycznych, podniosły i motoryczny jednocześnie. Czego nie można powiedzieć już o „radosnym” „The Right to Decide” (z mało udanego krążka „Electric Tepee” z 1992 roku), który zupełnie niepotrzebnie rozrósł się do ponad dziewięciu minut. Na zakończenie Dave Brock z kompanami ponownie sięgnęli po szlachetne starocie w postaci ubarwionego country’ową gitarą „Hurry on Sundown” (w oryginale obecny na debiutanckim „Hawkwind”, 1970) oraz fantastycznego „Welcome to the Future”, który z racji tego, że po raz pierwszy pojawił się na „Space Ritual”, idealnie spina klamrą koncertową historię zespołu.
„Hawkwind 50 Live” nie jest najlepszym wydawnictwem koncertowym w historii grupy, ale trudno sobie wyobrazić, by Brytyjczycy nie wykorzystali takiej okazji jak półwiecze istnienia do podarowania spragnionym fanom albumu nagranego „na żywo”, który byłby idealną pamiątką po jubileuszowej trasie. Bierzmy więc i jedzmy z tego wszyscy. Nawet jeśli potrawa ta okaże się momentami średnio smaczna, na pewno nie wywoła komplikacji żołądkowych.
koniec
12 stycznia 2021
Skład:
Dave Brock – śpiew, gitara solowa, syntezatory, instrumenty klawiszowe
Magnus Martin – śpiew, gitara rytmiczna, instrumenty klawiszowe
Tim Blake – theremin, axe
Niell Hone – gitara basowa, syntezatory
Richard Chadwick – perkusja, chórek

gościnnie:
Phil Campbell – gitara solowa (CD2-1)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Gdzie Rzym, gdzie Krym, a gdzie Oslo?
Sebastian Chosiński

4 III 2021

Prawie trzy lata norweska formacja progresywno-folkowa Tusmørke nie pojawiała się na łamach „Esensji”. Czy to oznacza, że w tym czasie przewodzący jej bracia Momrakowie – Benedikt i Kristoffer – wzięli sobie urlop od działań artystycznych? Nic z tych rzeczy. Cały czas tworzyli nową muzykę, wydawali projekty poboczne, aż wreszcie przygotowali i ofiarowali wygłodniałym fanom szósty pełnoprawny krążek – „Nordisk Krim”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Druga „młodość” pradziadka Nika
Sebastian Chosiński

2 III 2021

W ubiegłym roku brytyjski saksofonista i flecista Nik Turner obchodził osiemdziesiąte urodziny, z kolei zespół, dzięki któremu zyskał nieśmiertelną sławę i miejsce w historii rocka, czyli Hawkwind, świętował półwiecze. Turner także postanowił ten nadzwyczajny okres uhonorować, dorzucając do grupowego trudu coś od siebie – premierową płytę studyjną, którą, jak na mentora space rocka przystało, zatytułował „Interstellar Energy”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Nordic-kraut na organowym „kwasie”
Sebastian Chosiński

25 II 2021

Choć, jeśli chodzi o przynależność gatunkową, są to dwa zupełnie odmienne światy, jest jednak coś, co łączy – poza wytwórnią Rune Grammofon – najnowsze albumy szwedzkiego Fire! oraz norweskiego Elephant9. To fakt, że obie grupy nagrały płyty znacznie różniące się od swoich wcześniejszych produkcji. W przypadku formacji Stålego Storløkkena różnice są tak duże, że „Arrival of the New Elders” równie dobrze można by uznać za dzieło solowe lidera.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.