Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 września 2021
w Esensji w Esensjopedii

Koman Band
‹Suita słoneczna›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSuita słoneczna
Wykonawca / KompozytorKoman Band
Data wydania28 maja 2021
Wydawca GAD Records
NośnikCD
Czas trwania41:53
Gatunekjazz, klasyczna, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Janusz Koman, Remigiusz Kossacz, Zbigniew Karwacki, Krzysztof Woliński, Andrzej Kleszczewski
Utwory
CD1
1) Uwertura05:31
2) Czarny pejzaż05:04
3) Wizja dzienna03:18
4) Zasmucenie jesienne08:04
5) Bezsilność02:00
6) Wizja słoneczna06:50
7) Rafa11:04
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Do tańca, nie do różańca
[Koman Band „Suita słoneczna” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Po wydanym na początku roku albumie „Continuation” dyskografia Koman Band wzbogaciła się o kolejną wypełnioną archiwaliami płytę. Różnica jednak jest taka, że na „Suicie słonecznej” otrzymujemy nie zbiór utworów z różnych sesji, lecz pełnoprawną, ponad czterdziestominutową kompozycję stworzoną z myślą o… balecie.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Do tańca, nie do różańca
[Koman Band „Suita słoneczna” - recenzja]

Po wydanym na początku roku albumie „Continuation” dyskografia Koman Band wzbogaciła się o kolejną wypełnioną archiwaliami płytę. Różnica jednak jest taka, że na „Suicie słonecznej” otrzymujemy nie zbiór utworów z różnych sesji, lecz pełnoprawną, ponad czterdziestominutową kompozycję stworzoną z myślą o… balecie.

Koman Band
‹Suita słoneczna›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSuita słoneczna
Wykonawca / KompozytorKoman Band
Data wydania28 maja 2021
Wydawca GAD Records
NośnikCD
Czas trwania41:53
Gatunekjazz, klasyczna, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Janusz Koman, Remigiusz Kossacz, Zbigniew Karwacki, Krzysztof Woliński, Andrzej Kleszczewski
Utwory
CD1
1) Uwertura05:31
2) Czarny pejzaż05:04
3) Wizja dzienna03:18
4) Zasmucenie jesienne08:04
5) Bezsilność02:00
6) Wizja słoneczna06:50
7) Rafa11:04
Wyszukaj / Kup
Nie ma się co łudzić: polska scena rockowa i jazzrockowa w latach 70. ubiegłego wieku była wyjątkowo uboga. Poza SBB i Breakoutem (chociaż to jednak nieco inna, bluesowo-rockowa bajka) żadna z formacji nie mogła liczyć na zainteresowanie wytwórni płytowych, które przekładałoby się na regularne publikowanie nowych płyt. Dlatego po tak awangardowych, jak na peerelowskie warunki, zespołach, jak Klan czy Nurt pozostały tylko pojedyncze albumy (wrocławski Romuald i Roman miał jeszcze mniej szczęścia i za „życia” wydał jedynie EP-kę). Co gorsza, tak wcale nie musiało być. Nie byliśmy przecież wcale gorsi od Czechów, Słowaków, Węgrów czy – mówiąc ogólnie – Jugosłowian. W czasach Gierka powstało wiele świetnych grup, które nierzadko funkcjonowały na obrzeżach show-biznesu, wygrywały festiwale, lecz nie publikowały płyt. Szczęście choć, że pozostały po nich nagrania radiowe…
Jednym z takich wykonawców był – prowadzony przez klawiszowca Janusza Komana – Koman Band. Popularny wprawdzie w drugiej połowie lat 70., ale głównie jako grupa akompaniująca Krystynie Prońko, Jadwidze Strzeleckiej, Zdzisławie Sośnickiej, Hannie Banaszak i Andrzejowi Zausze. Wtedy mało kto wiedział, że lider miał zdecydowanie większe ambicje, niż skupianie się jedynie na komponowaniu i graniu estradowych szlagierów (choć akurat pierwsze albumy Prońko udanie wymykały się tej stylistyce), mimo że miały one ten plus, iż przynosiły w miarę stały dochód. Koman Band „prywatnie” był zespołem, który pełnymi garściami czerpał inspiracje z dorobku takich tuzów fusion, jak Return to Forever czy Weather Report. I takie właśnie – w zdecydowanej większości instrumentalne – utwory rejestrował dla radia. Specjalizująca się w rodzimych starociach wytwórnia GAD Records przypomniała je parę miesięcy temu na znakomitym – zawierającym nagrania z lat 1974-1975 – krążku „Continuation”.
Michał Wilczyński zapewnił wówczas słuchaczy, że to dopiero początek eksploracji bogatego archiwum Janusza Komana, które takich pereł zawiera podobno znacznie więcej. Na spełnienie tej obietnicy nie trzeba było zresztą długo czekać, ponieważ już pod koniec maja ukazała się kolejna wyśmienita płyta – „Suita słoneczna”. Historia powstania niepublikowanej dotąd siedmioczęściowej kompozycji, trwającej niemal czterdzieści dwie minuty, została opisana w książeczce dołączonej do wydawnictwa. Przedstawię ją w wersji skróconej. Pod koniec lat 70. Janina Niesobska, tancerka i choreografka Teatru Wielkiego w Łodzi, prywatnie żona aktora Krzysztofa Janczara (tego od serialu „Wojna domowa”), wpadła na pomysł, aby powierzyć Januszowi Komanowi stworzenie muzyki do baletu, który miał zostać wystawiony na scenie w 1979 roku. Nie było to nic szczególnie szokującego, ponieważ na potrzeby baletu tworzyli przecież już wcześniej i Krzysztof Komeda, i Jerzy Milian, ba! nawet Skaldowie. Czemu więc nie Koman Band?
Muzyka powstała, została nagrana, ale ostatecznie szefostwo łódzkiego Teatru Wielkiego zmieniło zdanie i balet oparty na „Suicie słonecznej” nigdy nie powstał, a taśma wylądowała w radiowym archiwum. Powrócono do tej muzyki dopiero po ponad czterdziestu latach. I bardzo dobrze się stało! Sesja, na którą nie szczędzono pieniędzy, odbyła się na początku 1979 roku. Niestety, dokładna data nie jest znana. Ale to i tak nic. Dziwniejsze może wydawać się to, że z całego składu grupy Koman Band, dzisiaj można odtworzyć na sto procent tylko trzy nazwiska. Wyjaśnić można to tym, że skład formacji często ulegał zmianie, a tamten moment w jej dziejach wiązał się z totalną przebudową. Wiemy więc na pewno jedynie to, że na „Suicie…” zagrał lider (na elektrycznym pianie Rhodesa, syntezatorze Mooga, fortepianie akustycznym oraz klawinecie), od lat mieszkający w Norwegii gitarzysta Remigiusz Kossacz (niegdyś w Gramine, później w Air Condition i Vox) oraz saksofonista Zbigniew Karwacki (wcześniej w Polanach i Grupie ABC).
Pewny jest też udział Krzysztofa Wolińskiego i Andrzeja Kleszczewskiego, czyli duetu gitar klasycznych Completorium, oraz Orkiestry Polskiego Radia i Telewizji pod dyrekcją Henryka Debicha. Już po tym zestawie instrumentalnym widać, że Janusz Koman podszedł do powierzonego mu zadania nad wyraz poważnie i ambitnie, a łódzkie radio stworzyło jak najlepsze warunki do pracy, chcąc sprostać wielkiej wyobraźni kompozytora. Jak na dzieło klasyczne przystało, „Suitę słoneczną” otwiera… „Uwertura”. Nietypowa, ponieważ rocka i jazzu nie ma w niej wcale. Są za to patetyczne orkiestrowe smyczki, wprowadzające na „scenę” motyw, jaki będzie przewijał się aż do finału, oraz nastrojowe gitary klasyczne (z bardzo dalekiego tła można też wyłowić dźwięki fortepianu akustycznego, a nawet syntezatora). To również najbardziej baletowa część kompozycji, jednoznacznie kojarząca się z tańcem klasycznym. W kolejnych fragmentach Koman jest już bardziej nowoczesny i awangardowy.
Remigiusz Kossacz
Remigiusz Kossacz
W „Czarnym pejzażu” od pierwszych sekund mamy do czynienia z nastrojowym fusion, któremu ton nadaje stonowane piano Rhodesa wspomagane przez gitarę akustyczną. Dopiero pod koniec utwór nabiera tempa, aby doszedłszy do granicy, przeistoczyć się w „Wizję dzienną”. Ta zaczyna się od smyczkowej parafrazy lejtmotywu, jakby Koman chciał, aby słuchacze ani na moment nie zapominali, z jakiego typu dziełem mają do czynienia; pół minuty później jednak ponownie rozbrzmiewa klasyczny jazz-rock, na który z czasem nakładają się smyczki, jak również coraz bardziej eksponowane kotły i dęciaki. Przenikają się w tym utworze dwa muzyczne światy, dwie odmienne, ale – jak słychać – dające się pogodzić stylistyki (jak w tak zwanym „trzecim nurcie”). Wartością dodaną „Wizji dziennej” stają się popisy solowe: Komana na Rhodesie oraz Kossacza na gitarze elektrycznej. Całość kończy się zaskakująco radośnie, co warto odnotować, ponieważ chwilę później…
…pogrążamy się wraz z zespołem i orkiestrą w „Zasmuceniu jesiennym”. Nie jest to wprawdzie najdłuższa część suity, ale na pewno najbarwniejsza. Otwiera ją nieco pościelowy saksofon sopranowy Karwackiego, który następnie ustępuje miejsca improwizującemu – na jazzowo – fortepianowi elektrycznemu. Kiedy dołączają dęciaki, robi się z kolei niemal funkowo, a w końcu – intensywnie jazzrockowo (głównie za sprawą sekcji rytmicznej). Rozmachu temu utworowi przydaje jednak głównie orkiestra Debicha, która razem z keyboardami przywraca pamięci słuchacza motyw przewodni baletu. Kolejne dwie minuty poświęcone są „Bezsilności”. Jakkolwiek tłumaczyć sobie tytuł, na pewno nie odnosi się on do braku pomysłów kompozytora. Czego w tej miniaturze nie ma! Są i fusion, i funk (vide syntezatory Mooga!), a nawet smyczkowa klasyka. Biorąc pod uwagę, że zgodnie z zasadami im bliżej finału, tym bardziej napięcie powinno rosnąć, aż strach pomyśleć, co czeka słuchaczy w dwóch ostatnich utworach.
Completorium
Completorium
I to całkiem rozbudowanych, ponieważ „Wizja słoneczna” i „Rafa” trwają wspólnie prawie osiemnaście minut. Pierwsza z nich to najbardziej rozimprowizowana część suity. Folguje sobie zwłaszcza Zbigniew Karwacki, który mógłby swoją solówkę dorzucić jako istotny element curriculum vitae, gdyby starał się wtedy o angaż w jakiejś uznanej formacji freejazzowej. Uwagę przykuwa również solo bębniarza (niestety, nieznanego z nazwiska), który pod koniec wchodzi w dialog z Moogiem Komana. „Rafa” pomyślana została jako opus magnum przedsięwzięcia. Rozpoczyna ją długa introdukcja zagrana przez lidera na pianie Rhodesa. Przez tych kilka minut trudno orzec, w jaką stronę popłynie wyobraźnia twórcy w dalszej części, aczkolwiek pewnych rzeczy można się domyślać. Tego chociażby, że pojawi się ponownie orkiestra. Jak i faktu, że musi jeszcze wybrzmieć – przynajmniej raz – motyw przewodni, co pozwoli całość spiąć klamrą. I tak właśnie się dzieje.
GAD Records zapowiada kolejne płyty zespołu Janusza Komana. Może więc pojawi się na srebrnym dysku po latach suita „Continuation 2”. Może zostanie wydana – znana z festiwalu opolskiego – rock-opera „3400 lat po Ikarze”. Ale na pewno nikomu nie zaszkodziłoby też wznowienie trzech pierwszych albumów Krystyny Prońko („Krystyna Prońko”, 1975; „Deszcz w Cisnej”, 1978; „1980”, 1980), które nie prezentują się wcale gorzej, niż wznowiona dwa lata temu „Geira” (1977) Haliny Frąckowiak i SBB.
koniec
15 lipca 2021
Skład:
Janusz Koman – lider, fortepian elektryczny Fender-Rhodes, fortepian, klawinet, syntezator Mooga, muzyka
Remigiusz Kossacz – gitara elektryczna, gitara akustyczna
Zbigniew Karwacki – saksofon sopranowy
Krzysztof Woliński – gitara klasyczna (Completorium)
Andrzej Kleszczewski – gitara klasyczna (Completorium)
Orkiestra Polskiego Radia i Telewizji pod dyrekcją Henryka Debicha
oraz inni instrumentaliści

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: „Piątka” na szóstkę!
Sebastian Chosiński

16 IX 2021

Gdyby norwescy muzycy znali Perfect, mogliby zaśpiewać: „Było nas trzech, w każdym z nas inna krew”. Ale to już w zasadzie nieaktualne, bo w ostatnich latach Krokofant rozrósł się z tria do kwintetu. Co należy uznać za błogosławieństwo, bo od tego momentu nagrywa płyty jeszcze bardziej zachwycające. „Fifth” to arcydzieło fusion – tej jego odmiany, która narodziła się na styku free jazzu i rocka progresywno-psychodelicznego.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Czekajcie, a będzie Wam dane!
Sebastian Chosiński

14 IX 2021

Czy zwątpiłem? Trochę. Czy wierzyłem? W głębi duszy – na pewno. Kiedy na nową studyjną płytę jednego ze swoich najulubieńszych zespołów trzeba czekać długie cztery lata – wątpliwości, czy się w ogóle ukaże, są uzasadnione. I potrzebna jest też wielka wiara, że to się jednak stanie. I w końcu jest: „En annan värld” – perfekcyjny pod każdym względem najnowszy album szwedzkiej Agusy.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Syreni śpiew (bez słów)
Sebastian Chosiński

9 IX 2021

Chociaż nazwa zespołu może kojarzyć się ze Szkocją, a miasto, w jakim rezydują muzycy – Frankfurt nad Menem – z Niemcami, tworzą go obecnie trzej… Polacy. Album „Sirens”, który ukaże się w sprzedaży w przyszły piątek, to drugie pełnowymiarowe wydawnictwo Glasgow Coma Scale, które lokuje formację wśród najciekawszych europejskich wykonawców spod znaku post-rocka i post-metalu.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.