Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Hawklords
‹Time›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTime
Wykonawca / KompozytorHawklords
Data wydania6 sierpnia 2021
Wydawca Hawklords
NośnikCD
Czas trwania52:52
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Chris Aldridge, Jerry Richards, Dave Pearce, Tom Ashurst, Philip Reeves (Dead Fred), Adrian Shaw
Utwory
CD1
1) Speed of Sound06:16
2) Lighthouse at the Edge of the World06:53
3) Obscura04:48
4) Take Off Your Mask07:58
5) Turn You On05:30
6) Kites05:34
7) To the New Age05:37
8) Empire of Sand04:28
9) Turn You On [Dead Fred Hard Dance Mix]05:48
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Czas w bezczasie
[Hawklords „Time” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Jest taka kategoria artystów, których z powierzchni nie zmiecie nic – żadna pandemia ani nawet wojna atomowa. To między innymi brytyjski zespół Hawkwind oraz wyrastające z niego projekty poboczne, spośród których jednym z najbardziej znanych jest Hawklords. Dowodem nowa płyta tego ostatniego – „Time”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Czas w bezczasie
[Hawklords „Time” - recenzja]

Jest taka kategoria artystów, których z powierzchni nie zmiecie nic – żadna pandemia ani nawet wojna atomowa. To między innymi brytyjski zespół Hawkwind oraz wyrastające z niego projekty poboczne, spośród których jednym z najbardziej znanych jest Hawklords. Dowodem nowa płyta tego ostatniego – „Time”.

Hawklords
‹Time›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTime
Wykonawca / KompozytorHawklords
Data wydania6 sierpnia 2021
Wydawca Hawklords
NośnikCD
Czas trwania52:52
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Chris Aldridge, Jerry Richards, Dave Pearce, Tom Ashurst, Philip Reeves (Dead Fred), Adrian Shaw
Utwory
CD1
1) Speed of Sound06:16
2) Lighthouse at the Edge of the World06:53
3) Obscura04:48
4) Take Off Your Mask07:58
5) Turn You On05:30
6) Kites05:34
7) To the New Age05:37
8) Empire of Sand04:28
9) Turn You On [Dead Fred Hard Dance Mix]05:48
Wyszukaj / Kup
W obecnym składzie Hawklords znajduje się tylko dwóch muzyków, którzy wcześniej przewinęli się przez Hawkwind: to ukrywający się pod pseudonimem Dead Fred klawiszowiec Philip Reeves (w „macierzystej” formacji występował w latach 1983-1984 i 2012-2016) oraz wokalista i gitarzysta Jerry Richards (1996-2001). Poza tym obaj panowie występowali, chociaż nie razem, w dwóch różnych grupach prowadzonych przez saksofonistę Nika Turnera: Philip w Inner City Unit, natomiast Jerry w Space Ritual. Można więc stwierdzić, że mają papiery uprawniające ich do posługiwania się tym szyldem. Oprócz nich w obecnym Hawklords grają jeszcze basista Tom Ashurst i perkusista Dave Pearce. Piątym muzykiem, który zyskał spore uprawnienia, nie wiadomo jednak czy pozostanie w składzie na dłużej, jest saksofonista i flecista Chris Aldridge (od 2012 roku współtworzący Climax Blues Band).
To oni właśnie odpowiedzialni są za najnowsze dzieło formacji – wydany własnym sumptem na początku sierpnia tego roku album „Time”, będący następcą dwóch zaskakująco udanych płyt „Heaven’s Gate” (2019) oraz „Alive in Concert” (2020). Gwoli ścisłości należałoby dodać, że w sesji uczestniczył jeszcze jeden muzyk, choć akurat jego wkład był raczej znikomy, albowiem słychać go tylko w jednym utworze – chodzi o gitarzystę basowego Adriana Shawa (który też zaliczył epizod w Hawkwind w drugiej połowie lat 70. ubiegłego wieku). Stylistycznie „Time” nie wnosi niczego do oblicza grupy. Zresztą nikt od Hawklords nie oczekuje, że będą wyprawiać się w rejony wcześniej przez siebie nieeksploatowane. Wręcz przeciwnie: mają grać to, co grają od lat – space rock z elementami psychodelii. W przeciwnym wypadku powinni zmienić nazwę, a przynajmniej zrezygnować z pierwszego jej członu.
W porównaniu z poprzednim krążkiem studyjnym, czyli nadmienionym już powyżej „Heaven’s Gate”, „Time” wypada słabiej. Nie jest to jakiś dramatyczny zjazd jakościowy, ale można odnieść wrażenie, że tym razem kompozytorom – to jest Richardsowi i Reevesowi – zabrakło inwencji. To, że posłużyli się podobnymi patentami co wcześniej – jest naturalne; gorzej, że nowym kompozycjom zabrakło serca. Owszem, są poprawne, niektóre nawet intrygujące, lecz nie ma w nich ognia, jaki zawsze charakteryzował najciekawsze produkcje Hawkwind i grup pochodnych. Chociaż akurat na otwarcie płyty narzekać nie można. „Speed of Sound” prezentuje się bardzo klasycznie. To typowy hawkwindowy space rock – z motoryczną sekcją rytmiczną (i pulsującym basem), wszechobecnymi klawiszami (niekiedy brzmiącymi wręcz kościelnie) i zadziornymi wstawkami saksofonu (charakterystycznymi dla Nika Turnera). Żeby całe wydawnictwo było takie!
W podobnym klimacie, choć jednak bardziej stonowanym, utrzymany jest „Lighthouse at the Edge of the World”. Nastrojowa introdukcja sprawia, że niemal do połowy utworu trzeba czekać, aż zespół wskoczy na właściwe sobie tory. Ale nawet wtedy stara się urozmaicać formułę, dzięki temu na tle powłóczystych syntezatorów rozbrzmiewa rozbudowana partia fletu. „Obscura” ma za zadanie, jak sądzę, przede wszystkim wystraszyć: stąd mnóstwo frapujących dźwięków elektronicznych, które stają się podkładem pod niepokojącą melodeklamację Richardsa. Niestety, to właśnie ona okazuje się najsłabszym elementem tej kompozycji. Może gdybyśmy, zamiast Jerry’ego, usłyszeli kogoś o bardziej charyzmatycznym i charakterystycznym głosie (na przykład Michaela Moorcocka, który współpracował przecież z Hawkwind) – efekt byłby dużo ciekawszy. „Turn You On” to powrót do narracji hawkwindowej, wzmocnionej zapadającym w pamięć solem gitary i pojawiającymi się na drugim planie organami.
Niestety, zaraz potem zespół ponownie postanawia wyciszyć emocje i raczy słuchaczy nieco inną wersją „Obscury”. Tym razem jest to brzmiący bardziej sielankowo, ponownie okraszony melodeklamacją, numer „Kites”. Tytuł niby to usprawiedliwia (nawet odgłosy mew), ale nie zmienia to faktu, że gdyby tego kawałka na „Time” zabrakło, nic złego by się nie wydarzyło. Na szczęście pojawiający się tuż po nim „To the New Age” – z hardrockowym popisem Richardsa na gitarze – pozwala zapomnieć o poprzedniku. Cóż z tego, skoro chwilę później otrzymujemy „Empire of Sand”. Nie, to nie jest zła kompozycja sama w sobie. Przypomina ambitne popowe piosenki z końca lat 80. XX wieku. Tylko czy od zespołu Hawklords oczekujemy, aby naśladował Marka Almonda (robiąc to zresztą bez jego gracji)? O utworze ostatnim wspomnę tylko, że jest, ale pisać więcej nie mam o nim zamiaru. Jeśli go posłuchacie, to jedynie na własną odpowiedzialność. Dlaczego? Bo to okraszona mówiącym wszystko podtytułem „Dead Fred Hard Dance Mix” wersja chwalonego powyżej „Turn You On”. Brrr!
koniec
10 sierpnia 2021
Skład:
Jerry Richards – śpiew, gitara elektryczna, gitara akustyczna, muzyka (1-6,8,9)
Chris Aldridge – saksofon, flet
Philip Reeves (Dead Fred) – fortepian, organy, syntezatory, muzyka (2,4,6,7)
Tom Ashurst – gitara basowa
Dave Pearce – perkusja

gościnnie:
Adrian Shaw – gitara basowa (4)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Moc i eMOCje
Sebastian Chosiński

20 I 2022

Nie zawsze takie marzenia spełniają się. Historia norweskiego kwintetu Bear Brother udowadnia jednak, że warto marzyć. Na swój pierwszy ważny koncert zaprosili do współpracy szwedzkiego puzonistę Matsa Äleklinta, który nie tylko, że im nie odmówił, to na dodatek obiecał dalszą współpracę. Czego efektem stał się doskonały freejazzowy album „Played Freely with Power and Emotion”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Piekielna czeluść świata
Sebastian Chosiński

18 I 2022

Tytuł najnowszej płyty madryckiego kwartetu postrockowego Toundra – „Klątwa” („Hex”) – może budzić niepokój. Podobnie zresztą jak „szyld” najdłuższej kompozycji na albumie – suity „Nienawiść” („El odio”). Widać więc od razu, że to nie jest muzyka dla każdego, a jedynie dla najwytrwalszych wielbicieli gatunku. Którzy na dodatek nie boją się zajrzeć w piekielną czeluść naszego świata.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Nostalgiczna „przechadzka” po świecie
Sebastian Chosiński

13 I 2022

W dzisiejszym świecie, będącym „globalną wioską” – choć w czasach pandemii jakby jednak trochę mniej – nie ma tak wielkiego znaczenia fakt, gdzie się mieszka. Norweski kontrabasista Ingebrigt Håker Flaten na miejsce postoju wybrał Stany Zjednoczone, a jednak często pojawia się w Europie, by pracować nad kolejnymi płytami. Jedną z nich jest solowy album „(Exit) Knarr”…

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.