Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Henryk Debich
‹Monika›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMonika
Wykonawca / KompozytorHenryk Debich
Data wydania26 lutego 2021
Wydawca Astigmatic Records
NośnikWinyl
Czas trwania07:12
Gatunekfunk, jazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Henryk Debich, Jacek Malinowski, Mirosław Racewicz
Utwory
Winyl1
1) Monika02:45
2) Zabawa w ciemności04:31
Wyszukaj / Kup

Puma skacząca do gardeł wampirów
[Henryk Debich „Monika”, Henryk Debich „Zbliżenie” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Urodził się sto lat temu, zmarł dwadzieścia. Przez kilka dekad kierował jedną z najsłynniejszych orkiestr w krajach demokracji ludowej. Jego zespół pojawiał się na wszystkich festiwalowych scenach Polski Ludowej: od Opola, poprzez Zieloną Górę i Kołobrzeg, po Sopot. Henryka Debicha znamy więc doskonale, mimo to możecie być pewni, że album „Zbliżenie” wywoła w Was szok. Z którego długo nie będziecie chcieli (sic!) otrząsnąć się.

Sebastian Chosiński

Puma skacząca do gardeł wampirów
[Henryk Debich „Monika”, Henryk Debich „Zbliżenie” - recenzja]

Urodził się sto lat temu, zmarł dwadzieścia. Przez kilka dekad kierował jedną z najsłynniejszych orkiestr w krajach demokracji ludowej. Jego zespół pojawiał się na wszystkich festiwalowych scenach Polski Ludowej: od Opola, poprzez Zieloną Górę i Kołobrzeg, po Sopot. Henryka Debicha znamy więc doskonale, mimo to możecie być pewni, że album „Zbliżenie” wywoła w Was szok. Z którego długo nie będziecie chcieli (sic!) otrząsnąć się.

Henryk Debich
‹Monika›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMonika
Wykonawca / KompozytorHenryk Debich
Data wydania26 lutego 2021
Wydawca Astigmatic Records
NośnikWinyl
Czas trwania07:12
Gatunekfunk, jazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Henryk Debich, Jacek Malinowski, Mirosław Racewicz
Utwory
Winyl1
1) Monika02:45
2) Zabawa w ciemności04:31
Wyszukaj / Kup
Gdyby taka płyta długogrająca – z tymi konkretnie utworami (zarejestrowanymi w latach 1974-1977) – ukazała się w epoce, to jest w drugiej połowie lat 70. ubiegłego wieku, łódzka Orkiestra Polskiego Radia i Telewizji (wraz z jej najsłynniejszym dyrygentem Henrykiem Debichem) miałaby cały muzyczny świat u stóp! Nie miałaby znaczenia nawet istniejąca przecież wtedy „żelazna kurtyna”, bo o współpracy z takim big bandem marzyłby chyba każdy wybitny artysta z kręgu jazzu i funku. Taką płytą łodzianie pozostawiliby w pokonanym polu zarówno swoich katowickich konkurentów (dowodzonych przez Jerzego Miliana), jak i wykonawców z innych demoludów, czyli cieszące się największą renomą w Europie orkiestry czechosłowackie (Gustava Broma, Kamila Háli, Karla Vlacha) i enerdowskie (Klausa Lenza, Güntera Gollascha). Niestety, żadne z państwowych wydawnictw płytowych – prywatnych zresztą wtedy nie było – nie zdecydowało się wówczas na publikację tych kompozycji, w efekcie czego najdonioślejszym dokonaniem fonograficznym big bandu Debicha pozostał longplay „String Beat” (1975). Też wyśmienity, ale jednak nie tak dobry.
18 stycznia 2021 roku minęła setna rocznica urodzin legendarnego polskiego dyrygenta rodem z Pabianic. Nic więc dziwnego, że pojawili się wydawcy chcący przypomnieć jego zapomniane bądź kompletnie nieznane dzieła. Najpierw Warner Music wznowił na winylu kultowy „String Beat” (2018); następnie GAD Records zaprezentował dwa albumy z materiałem zarejestrowanym w 1978 roku („City”, 2020; „Horyzonty”, 2021); wreszcie Astigmatic Records sięgnął po jeszcze starsze utwory. Dwa lata poszukiwań w łódzkim archiwum radiowym przyniosło efekt porażający. Ostatecznie wyselekcjonowano trzynaście kompozycji – nie bez powodu wydawca określa je mianem „perełek” – nagranych przez Orkiestrę Polskiego Radia i Telewizji w Łodzi pod batutą Henryka Debicha. Dwie – „Monikę” i „Zabawę w ciemności” – wydano w lutym tego roku na winylowym singlu; dziewięć kolejnych trafiło natomiast na długogrające „Zbliżenie” (premiera miała miejsce w ostatnim piątek września). Pytanie co z dwiema pozostałymi?

Henryk Debich
‹Zbliżenie›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZbliżenie
Wykonawca / KompozytorHenryk Debich
Data wydania24 września 2021
Wydawca Astigmatic Records
NośnikCD
Czas trwania42:14
Gatunekfunk, jazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Jacek Malinowski, Marek Wałaszek, Jerzy Żak, Mirosław Racewicz, Jacek Delong, Henryk Debich
Utwory
CD1
1) Puma05:02
2) Wampiry05:18
3) Wewnątrz i na zewnątrz06:04
4) Marzanna03:36
5) Zbliżenia05:07
6) Rodzinna wyspa03:25
7) Sjesta05:54
8) Błyski i cienie03:17
9) Ostinato – Riff04:34
Wyszukaj / Kup
Tych jedenaście utworów należy traktować jako całość. Najstarszym z nich, zarejestrowanym 12 listopada 1974, jest „Marzanna”, najmłodszym – „Błyski i cienie” (nagrane w dwóch podejściach, 14 i 19 marca 1977 roku). Przyglądając się datom poszczególnych nagrań, można odnieść wrażenie, że dla łódzkiej orkiestry nie organizowano specjalnych sesji, że praktycznie miała ona stały dostęp do studia, co na pewno było bardzo wygodne i sprzyjało twórczemu rozwojowi zespołu. Henryk Debich, który był również kompozytorem, w numerach umieszczonych na singlu i longplayu prezentuje się jednak tylko w roli dyrygenta big bandu. Głównymi dostarczycielami repertuaru (i przy okazji aranżerami) są jego młodsi koledzy – Jacek Malinowski (pięć utworów) i Mirosław Racewicz (cztery); po jednym dostarczyli natomiast Marek Wałaszek („Wampiry”) i Jacek Delong (wspomniana już „Marzanna”). Dobierając materiał na obie płyty, szefostwo Astigmatic Records przyjęło – oczywiście poza wzglądem na jakość artystyczną – klucz stylistyczny: zdecydowało się na te dzieła, którym najbliżej było do funku (w większym) i fusion (w mniejszym stopniu). Choć w kilku przypadkach można usłyszeć również inspiracje easy listening bądź muzyką filmową.
Wspólnym mianownikiem większości kompozycji jest funkowa pulsacja – wybijająca się na plan pierwszy sekcja rytmiczna, na tle której pojawiają się czy to partie solowe instrumentów, czy też powłóczyste orkiestrowe smyczki. Do tego dochodzą nadzwyczaj bogate aranże, które rzeczywiście czynią z tych jedenastu utworów najprawdziwsze perły polskiej muzyki lat 70. XX wieku. Singlowa „Monika” (nagrano: 6 marca 1975 roku) to numer najkrótszy, niespełna trzyminutowy, ale za to skrzący się wieloma barwami: z jednej strony dynamiczny (vide potężny bas i mocne wejścia dęciaków), z drugiej – zaskakująco nastrojowy (za sprawą urokliwego fletu). W nieco spokojniejszej „Zabawie w ciemności” (20 października 1976) więcej jest instrumentów dętych, które wpisują się w narzucony przez bębny i perkusjonalia rytm, lecz nie mniej istotną rolę odgrywają wypełniające tło klawisze (z dużym prawdopodobieństwem jest to fortepian elektryczny, lecz upierał się nie będę). Te dwa utwory to jednak dopiero rozgrzewka; ich podstawowym zadaniem było zaostrzyć apetyt na danie główne, czyli zapowiadane pierwotnie na czerwiec, ale ostatecznie opublikowane 24 września pełnowymiarowe „Zbliżenie”.
Przyglądając się tej płycie, trudno będzie uchronić się od komplementów najwyższego stopnia, lecz inaczej po prostu się nie da. Wybaczcie więc, jeśli momentami popadnę w przesadę. Wierzę jednak, że gdy tylko sami przesłuchacie ten materiał – zrozumiecie uniesienie recenzenta. Na otwarcie albumu wydawca wybrał „Pumę” (10 marca 1976) – i tytuł ten mówi praktycznie wszystko. To drapieżny funk, zaaranżowany z ogromnym rozmachem, zachwycający przy tym niezwykle selektywnym brzmieniem: z tła można wyłowić zarówno zadziorną partię gitary elektrycznej, jak i dźwięki syntezatorów, których późniejsza solówka zalicza się do najsmakowitszych kąsków nie tylko tej kompozycji. Drapieżność „Pumy” sprawia, że świetnie sprawdziłaby się jako czołówka filmu kryminalnego bądź sensacyjnego dorównując w tej dziedzinie fantastycznemu motywowi Klausa Doldingera z kultowego (zachodnio)niemieckiego serialu „Tatort” (w Polsce prezentowanego jako „Miejsce zbrodni”).
Wiele mówiący i równie znaczący jest także tytuł kolejnego utworu, czyli „Wampirów” (13 marca 1975), którego twórcami są Marek Wałaszek (muzyka) i Jerzy Żak (aranżacja). Jak na opowieść o krewnych Drakuli przystało, mamy tu mnóstwo niepokojących dźwięków: od dialogu saksofonu z fletem, poprzez gitarę (z rockowym zacięciem), aż po smyczki; klasą samą w sobie jest z kolei finałowy freejazzowy popis na klawiszach, któremu mrocznej aury również nie brakuje. „Wewnątrz i na zewnątrz” (październik 1975) to powrót do stricte funkowego rdzenia płyty: pulsacja basu wzmocniona jest tamburynem i – oczywiście – obowiązkową perkusją. Wśród solistów o palmę pierwszeństwa rywalizują flecista Zbigniew Karwacki z saksofonistą Jackiem Delongiem: ten pierwszy stara się przekaz łagodzić, ten drugi – dynamizować. Obu wspierają w ich działaniach sekcje smyczkowa i dęta; ta druga pozwala sobie nawet na improwizowany wtręt, po którym stopniowo subtelnieje, aby ostatecznie oddać pole fleciście.
Najstarsza ze wszystkich kompozycji „Marzanna” (12 listopada 1974) to dzieło wspomnianego już Delonga. Ma ono w sobie ponury nastrój miesiąca, w jakim je zarejestrowano (vide fortepian elektryczny), ale nie brakuje w nim też fragmentów rozpędzających czarne chmury (jak partia fletu czy solo saksofonu). Tytułowe (niemal, bo w liczbie mnogiej) „Zbliżenia” (18 marca 1975) po stonowanej introdukcji (klawisze plus flet) nabierają sporego rozmachu, stylistycznie zbliżając się do klasycznego modern jazzu (saksofon wraz z akustycznym fortepianem, który chętnie bierze na siebie rolę instrumentu rytmicznego). Zaczynającej się od walczyka „Rodzinnej wyspie” (17 lutego 1976) ton z kolei nadaje dialogów saksofonów tenorowego (Karwacki) z sopranowym (Delong), które wyrywając się ze swoich objęć, rozwijają główny motyw w oddzielnych partiach solowych (notabene pojawiających się na tle sekcji dętej).
Nawiązań do jazzu z lat 60. – zarówno klasycznego, jak i improwizowanego – nie brakuje w „Sjeście” (październik 1975). Aranżacyjnie to następny majstersztyk. Lejtmotyw powtarzany i rozwijany przez kolejne, nakładające się na siebie instrumenty sprawia, że całość zyskuje na mocy, aż do przesilenia, po którym wszystko trzeba budować od nowa. Aż do spinającego całość klamrą gongu. Arcynowocześnie, jak na drugą połowę lat 70. ubiegłego wieku, brzmią „Błyski i cienie” (14 i 19 marca 1977), w których najwięcej do powiedzenia mają syntezatory. Od nich ta kompozycja się zaczyna i na ich porywającej solówce – granej w duecie – kończy. Pomiędzy nie brakuje ani dęciaków, ani smyczków, które podkreślają pulsujący rytm. Wydawnictwo zamyka nagrany w sylwestrowo-noworocznym otoczeniu „Ostinato – riff” (29 i 31 grudnia 1975). Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z utworem, który nadawałby się do zabawy. Chyba że ktoś nie stroni od tańca nowoczesnego. Zgodnie z tytułem ta sama fraza powraca co rusz w innej oprawie, by ostatecznie rozpłynąć się w wyciszanym stopniowo popisie na syntezatorach.
Niestety, po latach trudno dojść do tego, kto konkretnie brał udział w nagraniach. Skład orkiestry zapewne bywał płynny, a w radiowych archiwach zapisywano jedynie nazwiska twórców poszczególnych utworów (czasami tylko – jak w przypadku Karwackiego i Delonga – solistów). Komu więc się pochylić z uszanowaniem? Na pewno Henrykowi Debichowi, który tak doskonale poprowadził łódzki big band.
koniec
28 września 2021
„Monika”

Skład:
Orkiestra Polskiego Radia i Telewizji w Łodzi pod dyrekcją Henryka Debicha
oraz
Jacek Malinowski – muzyka i aranżacja (1)
Mirosław Racewicz – muzyka i aranżacja (2)
„Zbliżenie”

Skład:
Orkiestra Polskiego Radia i Telewizji w Łodzi pod dyrekcją Henryka Debicha
oraz
Jacek Malinowski – muzyka i aranżacja (1,7-9)
Marek Wałaszek – muzyka (2)
Jerzy Żak – aranżacja (2)
Mirosław Racewicz – muzyka i aranżacja (3,5,6)
Jacek Delong – muzyka i aranżacja (4)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

Poobiednie lenistwo
— Sebastian Chosiński

Śpij, kochanie, po słonecznej stronie ulicy
— Sebastian Chosiński

Ballady i impro-romanse
— Sebastian Chosiński

Mroczna zatoka
— Sebastian Chosiński

Zdradzona i porzucona
— Sebastian Chosiński

Znaki na niebie i ziemi
— Sebastian Chosiński

Noir w kolorze… żółtym
— Sebastian Chosiński

Miłość w cieniu katastrofy
— Sebastian Chosiński

Na Dzikim Zachodzie i w kraju Łokietka
— Sebastian Chosiński

W samym sercu Czarnego Lądu
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.