Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Draken

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDraken
Wykonawca / KompozytorDraken
Data wydania26 marca 2021
Wydawca Majestic Mountain Records
NośnikCD
Czas trwania43:36
Gatunekmetal
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Hallvard Gaardløs, Even Helte Hermansen, André Drage Haraldsen, Per Spjøtvold
Utwory
CD1
1) Realm of Silence04:15
2) Way Down Low05:41
3) Grand General03:47
4) [We Walk] In Circles07:13
5) The Master09:40
6) Strange Love06:46
7) Mountain in an Endless Ocean06:09
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Smocze wyn(at)urzenia
[Draken „Draken” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Pozostajemy w Norwegii! Po nowych produkcjach Spidergawd, Hedvig Mollestad i Red Kite – dzisiaj bierzemy na warsztat debiutanckie dzieło tria Draken. Choć to pierwszy album grupy, dwóch muzyków ma już niemałe doświadczenie na scenie i w studiu, więc nie musimy obawiać się wpadki. Fani heavy metalu po zapoznaniu się z tą płytą na pewno będą usatysfakcjonowani.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Smocze wyn(at)urzenia
[Draken „Draken” - recenzja]

Pozostajemy w Norwegii! Po nowych produkcjach Spidergawd, Hedvig Mollestad i Red Kite – dzisiaj bierzemy na warsztat debiutanckie dzieło tria Draken. Choć to pierwszy album grupy, dwóch muzyków ma już niemałe doświadczenie na scenie i w studiu, więc nie musimy obawiać się wpadki. Fani heavy metalu po zapoznaniu się z tą płytą na pewno będą usatysfakcjonowani.

Draken

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDraken
Wykonawca / KompozytorDraken
Data wydania26 marca 2021
Wydawca Majestic Mountain Records
NośnikCD
Czas trwania43:36
Gatunekmetal
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Hallvard Gaardløs, Even Helte Hermansen, André Drage Haraldsen, Per Spjøtvold
Utwory
CD1
1) Realm of Silence04:15
2) Way Down Low05:41
3) Grand General03:47
4) [We Walk] In Circles07:13
5) The Master09:40
6) Strange Love06:46
7) Mountain in an Endless Ocean06:09
Wyszukaj / Kup
Czasami odnoszę wrażenie, że norwescy rockmani i jazzmani mają po prostu… za dobrze. Gdyby musieli, jak zdecydowana większość polskich artystów, łączyć przyjemność grania muzyki z pracą etatową (bo przecież w naszym kraju, nie będąc gwiazdą disco polo bądź twórcą hołubionym przez państwowe media, nie da się godnie żyć, robiąc tylko to pierwsze), nie mieliby czasu na angażowanie się w kilka projektów jednocześnie. Nie nagrywaliby i nie wydawali po kilka płyt w ciągu roku. Nad Wisłą więc prawdopodobnie taki zespół, jak Draken by nie powstał. A nawet jeśli, to umarłby śmiercią naturalną po paru latach, nie doczekawszy się żadnej publikacji. Dopiero dwadzieścia lat później ktoś wygrzebałby ich nagrania demo, wydał na archiwalnym krążku, a krytycy podnieśliby larum, że taki talent został zmarnowany…
Wybaczcie ten nieco osobisty (choć muzykiem akurat nie jestem) wtręt i, proszę, nie odbierzcie go opacznie. Cieszę się, że Norwegowie mogą sobie na to pozwolić, bo gdyby nie mogli, bylibyśmy ubożsi o wiele doskonałych płyt, które cieszą przecież słuchaczy nie tylko skandynawskich, ale przynoszą radość także tysiącom sfrustrowanych Polaków. Mam tu na myśli między innymi debiutancki longplay pochodzącego z Oslo tria Draken. Tworzący je muzycy od lat funkcjonują na scenie rockowej, można więc tę formację spokojnie określić mianem supergrupy (ewentualnie… minisupergrupy). Jej motorem napędowym jest wokalista i basista Hallvard Gaardløs, który karierę zaczynał w bluesowo-hardrockowym Orango, potem dołączył do rockowego Woodland, a dwa lata temu został etatowym (piątym) członkiem Spidergawd, z którym nagrał najnowszy album grupy – „Spidergawd VI” (wydany w grudniu tego roku).
Gaardløs zaprosił do współpracy gitarzystę Evena Heltego Hermansena, który wcześniej dał się poznać jako podpora Shining, Bushman’s Revenge, Grand General, Scheen Jazzorkester, a ostatnio przede wszystkim doskonałego Red Kite. Skład uzupełnił jeszcze najmniej doświadczony z nich perkusista André Drage Haraldsen, którego Hallvard i Even Helte wyszukali w progresywno-jazzrockowej formacji Tip the Scales. By zarejestrować swój debiutancki materiał, trójka ta spotkała się w studiu nagraniowym Røffsound Recordings w Oslo, do którego zaproszony został również – aby w jednym utworze wspomóc wokalnie Gaardløsa („Way Down Low”) – Per Spjøtvold (najbardziej znany z reaktywowanej nie tak dawno grupy Goat the Head). Gotowy już album – zatytułowany po prostu „Draken” – ujrzał światło dzienne w marcu za sprawą szwedzkiej wytwórni Majestic Mountain Records (tej samej, która wydawała drugi pełnowymiarowy longplay innej norweskiej formacji – Jointhugger).
Czego można się spodziewać po debiucie Drakena? Choć zawarty na krążku materiał jest w pełni autorski, stanowi on interesujący przegląd hardrockowych i heavymetalowych mód począwszy od lat 70. ubiegłego wieku, poprzez lata 80. i 90., aż po czasy współczesne. Najgłębiej zespół sięga w otwierającym dysk „Realm of Silence”, którego stonerowy początek może być lekką zmyłką. Kiedy jednak Gaardløs zaczyna śpiewać, z miejsca przenosimy się w końcówkę lat 70. – do świata ówczesnego metalowego undergroundu, gdy do kariery szykowały się takie amerykańskie grupy, jak Pentagram, Saint Vitus czy Trouble. Mocy utworowi przydają jeszcze nałożone na siebie ścieżki gitar Hermansena (to jest, jak się okazuje, stałą praktyką na płycie) oraz podłożony przez niego chórek. W efekcie końcówka utworu zamienia się w potężny, nokautujący cios, po którym przez dłuższą chwilę trzeba dochodzić do siebie.
W drugim w kolejności „Way Down Low” klasyczny heavy metal (zagrany na jak najbardziej współczesną modłę) miesza się z black metalem, co jest oczywiście zasługą zaproszonego do studia Pera Spjøtvolda (w końcu zalicza się on do tych wokalistów, którzy zazwyczaj nie biorą jeńców). „Grand General” z kolei to wycieczka w lata 90. XX wieku. Choć i jemu nie brakuje mocy i ciężaru, a aranżacyjny rozmach robi spore wrażenie (zwłaszcza gdy zdamy sobie sprawę z tego, że Draken to trio), to ma on także spory potencjał na przebój. Którym jednak nigdy nie zostanie, bo mało który prezenter w radiu znajdzie w sobie odwagę, by taką kompozycję promować na antenie mainstreamowego radia. W „(We Walk) In Circles” zespół wreszcie odrobinę zwalnia tempo. Do tego stopnia, że Hallvard – zamiast śpiewać – melodeklamuje tekst. Chociaż i tu przychodzi moment, w którym trio wskakuje na właściwe dla siebie tory i wytacza najcięższe działa.
Opus magnum płyty stanowi niemal dziesięciominutowy „The Master”. Monumentalny, ze stonerowym otwarciem gitary i hipnotycznie grającą sekcją rytmiczną. Ze zmieniającymi się nastrojami i płynnym przechodzeniem od subtelności do wściekłości. Wreszcie z przejmującym zakończeniem, w którym uszy słuchacza świdruje pogłos przetworzonej przez jakiś efekt elektroniczny gitary (prawdopodobnie). W „Strange Love” Draken odkrywa dla siebie lata 80.: Hermansen snuje swoją opowieść na gitarze, a Gaardløs i Haraldsen przydają całości pikanterii wstawkami psychodelicznymi. Finałowe wyciszenie ma stworzyć kontrast przed ostatnim punktem repertuaru – czadowym i rozpędzonym „Mountain in an Endless Ocean” (w którym gitary tną przestrzeń jak lancet!). I chociaż w samej końcówce trio odrobinę zwalnia tempo, mentalny efekt przygniecenia pozostaje.
To dobre otwarcie kariery, która – co istotne – nie zakończy się, jak już wiadomo, na tej jednej płycie. W grudniu zespół opublikował bowiem nowe dziełko („Bastards”), które zapowiada drugi longplay – „Book of Black”. Jeśli całość będzie taka, jak promujący ją singielek – to można spodziewać się jeszcze większej metalowej miazgi. Ale przecież może być całkiem inaczej…
koniec
23 grudnia 2021
Skład:
Hallvard Gaardløs – śpiew, gitara basowa
Even Helte Hermansen – gitara elektryczna, chórek
André Drage Haraldsen – perkusja

gościnnie:
Per Spjøtvold – śpiew (2)

Komentarze

23 XII 2021   22:10:53

(bo przecież w naszym kraju, nie będąc gwiazdą disco polo bądź twórcą hołubionym przez państwowe media, nie da się godnie żyć, robiąc tylko to pierwsze)

fakt, te wszystkie hołubione przez państwowe media, ******* *** Organki, Marie Peszek, Nergale, siostry Sistars to przecież przymierają głodem. :D

23 XII 2021   22:12:07

Maleńczuk pewnie jak Krystyna Janda chleb zamraża żeby mieć na cały tydzień. :)

23 XII 2021   23:21:26

Sorry za offtopa - Ja tam chleb zamrażam, żeby nie musieć często po niego chodzić do sklepu i aby nie spleśniał :>

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Świętość zgrzytliwa i awangardowa
Sebastian Chosiński

19 V 2022

Pięć lat temu, gdy ukazała się pierwsza płyta Weserbergland, zastanawiałem się, czy będzie to jedynie efemeryczny projekt Ketila Vestruma Einarsena i Mattiasa Olssona, czy też zespół zagości na scenie na dłużej. Trzy lata później światło dzienne ujrzał kolejny album, a przed paroma miesiącami trzeci. Jego tytuł – „Sacrae Symphoniae Nr. 1” – sugeruje, że za jakiś czas możemy spodziewać się następnych.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Częstotliwość ma znaczenie!
Sebastian Chosiński

17 V 2022

Nie ma wątpliwości, że pochodzący z Częstochowy Krzysztof Majchrzak to jeden z najbardziej konsekwentnych polskich artystów. Chociaż zaczynał jako jazzman, jego obecne zainteresowania artystycznej wykraczają daleko poza jazz improwizowany. Aczkolwiek nie odżegnują się od niego. Najnowszy album muzyka – „432 Hz” – może zainteresować zarówno wielbicieli free jazzu, jak i elektroniki.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Niepisane prawo do nagrywania świetnych płyt
Sebastian Chosiński

12 V 2022

Nie licząc wydanej w 2018 roku płyty koncertowej, kwintet Niechęć kazał nam czekać na nowy album studyjny sześć lat. Cieszy zatem bardzo, że czas ten nie został zmarnowany. Najnowsze dzieło kwintetu – „Unsubscribe” – to wydawnictwo jeszcze dojrzalsze i ciekawsze, bo bardziej różnorodne. Aczkolwiek wciąż mamy do czynienia ze swoiście pojętym jazz-rockiem.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Świętość zgrzytliwa i awangardowa
— Sebastian Chosiński

Częstotliwość ma znaczenie!
— Sebastian Chosiński

Niepisane prawo do nagrywania świetnych płyt
— Sebastian Chosiński

Piękna nasza Ziemia cała
— Sebastian Chosiński

Pomarzyć warto
— Sebastian Chosiński

Balsam na skołataną duszę
— Sebastian Chosiński

Rewolucja bez rewolucji
— Sebastian Chosiński

Trzej przyjaciele ze studiów
— Sebastian Chosiński

Immanentnie i nieskończenie
— Sebastian Chosiński

Giganci wciąż nie śpią
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.