Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 1 października 2022
w Esensji w Esensjopedii

Acid Mothers Temple & Infinity Rising Zero
‹Free My Infinity Desire›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFree My Infinity Desire
Wykonawca / KompozytorAcid Mothers Temple & Infinity Rising Zero
Data wydania6 maja 2022
Nośnikcyfrowy
Czas trwania43:40
Gatunekelektronika, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
Pliki
1) Free My Infinity Desire12:15
2) Pink Ladies & Gentomado31:25
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Uwolnione pragnienia płatają figle
[Acid Mothers Temple & Infinity Rising Zero „Free My Infinity Desire” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Acid Mothers Temple & Infinity Rising Zero to kolejny „odprysk” działalności japońskiego Acid Mothers Temple. Tym razem jednak motorem napędowym nie jest, jak można by sądzić, Makoto Kawabata, lecz perkusista grupy – Nani Satoshima. To za jego sprawą dziś możemy cieszyć zmysły albumem „Free My Infinity Desire”, któremu równie blisko jest do rockowej psychodelii, jak i eksperymentalnej elektroniki.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Uwolnione pragnienia płatają figle
[Acid Mothers Temple & Infinity Rising Zero „Free My Infinity Desire” - recenzja]

Acid Mothers Temple & Infinity Rising Zero to kolejny „odprysk” działalności japońskiego Acid Mothers Temple. Tym razem jednak motorem napędowym nie jest, jak można by sądzić, Makoto Kawabata, lecz perkusista grupy – Nani Satoshima. To za jego sprawą dziś możemy cieszyć zmysły albumem „Free My Infinity Desire”, któremu równie blisko jest do rockowej psychodelii, jak i eksperymentalnej elektroniki.

Acid Mothers Temple & Infinity Rising Zero
‹Free My Infinity Desire›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFree My Infinity Desire
Wykonawca / KompozytorAcid Mothers Temple & Infinity Rising Zero
Data wydania6 maja 2022
Nośnikcyfrowy
Czas trwania43:40
Gatunekelektronika, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
Pliki
1) Free My Infinity Desire12:15
2) Pink Ladies & Gentomado31:25
Wyszukaj / Kup
Perkusista Nani Satoshima dołączył do składu Acid Mothers Temple latem bądź wczesną jesienią 2014 roku, zastępując Kojiego Shimurę, który wspierał Makoto Kawabatę przez poprzednich osiem lat. Pierwszym studyjnym albumem, na jakim można go usłyszeć, był krążek „Benzaiten” (2015). Z biegiem czasu rola Naniego w zespole rosła, aż w końcu został dopuszczony przez lidera do tworzenia muzyki, ba! Kawabata przystał nawet na pewne koncepcje artystyczne swego bębniarza, co znalazło odzwierciedlenie w powołaniu do życia przed dwoma laty projektu pobocznego o nazwie… Acid Mothers Temple & Infinity Rising Zero. To od początku do końca „dziecko” Satoshimy, aczkolwiek wyrastające z ducha i trzewi tokijskiej formacji. W przeciwnym wypadku Makoto nie dołączyłby przecież do tego składu ani nie pozwoliłby na wykorzystanie pierwszego członku szyldu grupy założonej przez siebie już niemal trzy dekady temu.
Kwartet Acid Mothers Temple & Infinity Rising Zero pierwsze koncerty zagrał jeszcze w 2020 roku. Oprócz Naniego i Makoto znalazło się w nim miejsce dla trzeciego stałego członka Acid Mothers Temple & The Melting Paraiso U.F.O. – grającego na syntezatorach Hiroshiego Higashi. A kim jest czwarty artysta? Nie tyle jednak artysta, co artystka. To perkusistka (niekiedy udzielająca się również wokalnie) Mineko Higashi, która często ukrywa się pod pseudonimem „Pika” (co jest skrótem od „Pikacyū”). Na co dzień Mineko jest częścią psychodeliczno-eksperymentalnego duetu Afrirampo, który tworzy do spółki z gitarzystką i wokalistką Mayūmi Takemasą, ale ma też długą, sięgającą 2005 roku, historię współpracy z Kawabatą. Pod szyldem Acid Mothers Afrirampo dziewczyny wydały wówczas album „We Are Acid Mothers Afrirampo”; później „Pika” dołączyła do Acid Mothers Temple & The Cosmic Inferno, wreszcie stworzyła okazjonalnie funkcjonujący do dzisiaj duet gitarowo-perkusyjny Pikacyū & Makoto.
Studyjna historia Acid Mothers Temple & Infinity Rising Zero zaczęła się od nagrania osiemnastominutowego utworu „Free My Infinity Desire”, który w ubiegłym roku ukazał się na splicie „In Search of Highs, Vol. 4” (razem z jedną, równie długą, kompozycją amerykańskiego zespołu Perhaps). Muzycy byli tak zadowoleni z efektu, że postanowili kontynuować tę przygodę. Jej efektem stała się opublikowana, jak na razie jedynie na Bandcampie, w maju tego roku pełnowymiarowa płyta, której tytuł dał wyżej wzmiankowany utwór. Tyle że na debiutanckim wydawnictwie pojawia się on w znacząco zmienionej wersji: po pierwsze – Satoshima przyciął go o sześć minut, po drugie – poddał ostrej elektronicznej obróbce. Repertuar albumu uzupełnia jeszcze ponad trzydziestominutowy kawałek (dobre sobie! „kawałek”, który trwa pół godziny) „Pink Ladies & Gentomado”, który jest de facto coverem jednego z najsłynniejszych numerów Acid Mothers Temple & The Melting Paraiso U.F.O., czyli „Pink Lady Lemonade” (wspominałem o nim przy okazji omawiania „Levitation Sessions”). Właśnie: coverem! Nani dostał bowiem od Kawabaty zgodę na odczytanie tej kompozycji na nowo, a to, co zrodziło się w jego głowie, kwartet zarejestrował w studiu w kwietniu tego roku.
Zremiksowana wersja „Free My Infinity Desire” powinna przypaść do gustu wszystkim wielbicielom EBM (to skrót od electronic body music). Jeżeli więc nie gardzicie takimi grupami, jak belgijski Front 242, angielski Nitzer Ebb czy kanadyjski Front Line Assembly – przez te nieco ponad dwanaście minut muzyki serwowanej przez Acid Mothers Temple & Infinity Rising Zero będziecie czuć się jak ryba w wodzie (uwaga: sprawdzić czy nie w Odrze!). Pojawiają się tu bowiem elementy charakterystyczne dla industrialu i noise’u, tanecznego electropunku i elektroniki charakterystycznej dla późnego wcielenia Kraftwerk. Dominują więc syntezatory i dźwięki generowane komputerowo, na to nałożone są pojawiający się z taśmy głos „Piki” (śpiewem tego absolutnie nazwać nie można) oraz zgrzytliwa gitara Kawabaty. Wszystko to, będące w zasadzie pochodną oryginalnego wykonania „Free My Infinity Desire”, utrzymane jest w szybkim tempie i na wysokim poziomie dynamiki. Z wyłączeniem rozciągniętego w czasie, stopniowo wyciszanego zakończenia.
„Pink Ladies & Gentomado” to już trochę inna „bajka”. Ale tylko trochę. Bo pulsujący elektroniką i syntezatorami początek utworu wciąż jednak odwołuje się do stylistyki EBM. Tyle że dochodzi do tego jeszcze transowy rytm oraz zapętlony melodyjny motyw gitary, który rozbrzmiewa niemal do samego finału. Nie oznacza to jednak, że Makoto skupia się jedynie na tym: po drodze dorzuca noise’ową improwizację, a w codzie pozwala sobie na ogniście rockową solówkę. Główny ciężar ciągnięcia wózka spoczywa mimo wszystko na barkach Naniego (elektronika) i Hiroshiego (syntezatory); Mineko pełni tu raczej funkcję służebną. Po dotarciu do końca możecie dojść do wniosku, że „Pink Ladies & Gentomado” niewiele ma wspólnego z „Pink Lady Lemonade”, ale czy to właśnie nie na tym polega sens grania coverów – na nadawaniu im zupełnie nowego oblicza, a nie odtwarzaniu nuta w nutę? Wiem, kwestia gustu, lecz naprawdę naiwnością byłoby oczekiwanie od Japończyków, że sięgną po jedną ze swoich sztandarowych staroci jedynie po to, aby zaprezentować ją w niezmienionej postaci.
koniec
22 września 2022
Skład:
Makoto Kawabata – gitara elektryczna
Hiroshi Higashi – syntezatory
Mineko Higashi „Pika” – głos, instrumenty perkusyjne, perkusja (1)
Nani Satoshima – syntezatory, programowanie, perkusja (1)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Niewiarygodne przygody Polaka w Paryżu
Sebastian Chosiński

29 IX 2022

Debiutancki album zespołu Karola Dobrowolskiego to gratka dla miłośników jazzowych skrzypiec. Zwłaszcza tych, którzy gustują w jazzie inspirowanym tradycyjną muzyką romską. „Bleue Mélancolie” powinna spodobać się głównie wielbicielom dokonań takich tuzów, jak gitarzysta Django Reinhardt i skrzypek Stéphane Grappelli.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Jeden z tych dni, które przechodzą do historii
Sebastian Chosiński

27 IX 2022

To oczywiste, że nazwa Ahanes nic jeszcze nikomu nie mówi. Jest to bowiem, jak można sądzić, efemeryczny projekt międzynarodowy, który powstał z inicjatywy szwedzkiego pianisty i organisty Alexa Zethsona i którego debiutancka płyta „Petrichor” dopiero wkrótce trafi do sprzedaży. Ale gdy się już na nią natkniecie, nie zwlekajcie ani chwili. To czterdzieści minut fantastycznych jazzowych improwizacji, którym patronują artyści tej miary, co John Coltrane i Charles Mingus.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Lewitowanie… orbitowanie…
Sebastian Chosiński

20 IX 2022

Penetrując zakamarki przebogatej dyskografii japońskiej formacji Acid Mothers Temple, warto zwrócić uwagę na wydany półtora roku temu koncertowy materiał „Levitation Sessions”, który opublikowany został w ramach serii, jakiej patronuje amerykańska wytwórnia The Reverberation Appreciation Society. Ileż tam pasji! Ileż psychodelicznej energii i szalonych improwizacji!

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.