Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 grudnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Mythic Sunship
‹Light / Flux›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLight / Flux
Wykonawca / KompozytorMythic Sunship
Data wydania30 września 2022
Wydawca Tee Pee Records
NośnikWinyl
Czas trwania43:15
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Emil Thorenfeldt, Kasper Stougaard Andersen, Rasmus Cleve Christensen, Frederik Denning, Søren Lyhne Skov
Utwory
Winyl1
1) Aurora08:26
2) Blood Moon04:46
3) Equinox07:18
4) Decomposition10:32
5) Tempest05:08
6) First Frost07:05
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: W oczekiwaniu na… pierwszy śnieg
[Mythic Sunship „Light / Flux” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Druga płyta Duńczyków z Mythic Sunship wydana przez amerykańską wytwórnię Tee Pee Records przynosi dokładnie taką muzykę, jakiej zapewne oczekiwali fani grupy. Na „Light / Flux” nie brakuje bowiem ani elektryzującej psychodelii, ani wtrętów spacerockowych czy progresywnych. A trafia się nawet jeden utwór, w którym Skandynawowie postanawiają przypomnieć o swoich jazzowych inklinacjach.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: W oczekiwaniu na… pierwszy śnieg
[Mythic Sunship „Light / Flux” - recenzja]

Druga płyta Duńczyków z Mythic Sunship wydana przez amerykańską wytwórnię Tee Pee Records przynosi dokładnie taką muzykę, jakiej zapewne oczekiwali fani grupy. Na „Light / Flux” nie brakuje bowiem ani elektryzującej psychodelii, ani wtrętów spacerockowych czy progresywnych. A trafia się nawet jeden utwór, w którym Skandynawowie postanawiają przypomnieć o swoich jazzowych inklinacjach.

Mythic Sunship
‹Light / Flux›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLight / Flux
Wykonawca / KompozytorMythic Sunship
Data wydania30 września 2022
Wydawca Tee Pee Records
NośnikWinyl
Czas trwania43:15
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Emil Thorenfeldt, Kasper Stougaard Andersen, Rasmus Cleve Christensen, Frederik Denning, Søren Lyhne Skov
Utwory
Winyl1
1) Aurora08:26
2) Blood Moon04:46
3) Equinox07:18
4) Decomposition10:32
5) Tempest05:08
6) First Frost07:05
Wyszukaj / Kup
Przed trzema laty duńska formacja Mythic Sunship po wydaniu pięciu albumów pod szyldem kopenhaskiej wytwórni El Paraiso Records – począwszy od „Ouroboros” (2016), poprzez „Land Between Rivers” (2017), „Another Shape of Psychedelic Music” (2018) oraz „Upheaval”, aż po koncertowy „Changing Shapes – Live at Roadburn” (2020) – zdecydowała się podpisać kontrakt z mającą siedzibę w nowojorskim Brooklynie firmą Tee Pee Records. Pierwszym efektem ich współpracy był longplay „Wildfire”, drugim jest – ukazujący się półtora roku po poprzedniku – „Light / Flux”. Zarejestrowano go w tym samym pięcioosobowym składzie (saksofonista Søren Lyhne Skov, gitarzyści Emil Thorenfeldt i Kasper Stougaard Andersen, basista Rasmus Cleve Christensen oraz bębniarz Frederik Denning) w sztokholmskim studiu RMV. Muzycznie również nie ma znaczących różnic: to wciąż doskonała psychodelia z elementami space- i post-rocka oraz progresu.
Duńczycy mają zasadę, że wszystkie swoje produkcje wydają także na winylach; muszą więc dopasować długość trwania płyty do możliwości technicznych. Nie inaczej jest w przypadku „Light / Flux”, którego czas tylko nieznacznie przekracza czterdzieści trzy minuty. Dzięki temu można poczuć się jak w latach 70. czy 80. ubiegłego wieku, co dla wielu słuchaczy, a już na pewno wielbicieli Mythic Sunship, jest wartością dodaną. Album zaczyna się od rozbudowanej kompozycji zatytułowanej „Aurora”. Tytuł jest jak najbardziej znaczący. Dla starszego pokolenia od razu przywodzi na myśl skojarzenia rewolucyjne. Czy tego samego można spodziewać się po tym numerze? Cóż, początek jest stonowany: słyszymy subtelną gitarę, do której z czasem dołączają równie delikatny (aczkolwiek później coraz bardziej przenikliwy) saksofon i… druga gitara, tym razem ostrzejsza, rockowa. Jeśli dorzucimy do tego jeszcze psychodeliczną sekcję rytmiczną, otrzymujemy to, co jest kwintesencją stylu Duńczyków: tętniącą energią i zadziwiającą bogactwem brzmień rockową psychodelię, której nie brakuje ani mocy, ani melodyjności, ani patetyzmu. Ale w końcu mamy do czynienia z „Aurorą” – okrętem, z którego wystrzał, jak głosi legenda, stał się sygnałem do rozpoczęcia Wielkiej Rewolucji Październikowej.
W „Blood Moon” kwintet odwiedza nieco inne rejony: znacznie więcej jest tutaj stonerowo-metalowego ciężaru (z okolic wczesnego Monster Magnet) i gitarowych pogłosów, które tylko odrobinę łagodzi saksofonowa partia Skova. Choć głównym atutem jest jednak kapitalnie, krystalicznie czysta i ostra jak skalpel solówka Thorenfeldta, za sprawą której utwór ten płynnie przechodzi w trzeci w kolejności „Equinox”. To z kolei ponad siedem minut czystej psychodelii, z narastającymi tempem i mocą oraz popisami gitarowymi; uwagę przykuwa zwłaszcza zapętlony na modłę postrockową melodyjny lejtmotyw Andersena. Od nietypowego gitarowego duetu, w którym każdy z instrumentalistów snuje własną opowieść, rozpoczyna się najdłuższy w zestawie ponad dziesięciominutowy „Decomposition”. Kiedy Emil i Kasper docierają do szczytu napięcia, wyciszają emocje, aby zacząć na nowo wznosić coraz wyższą i jeszcze bardziej skomplikowaną konstrukcję. Tym razem wspiera ich w tym Søren, który chętnie wchodzi w zaskakujący intensywnością dialog z Thorenfeldtem.
Największym zaskoczeniem dla fanów Mythic Sunship będzie jednak najprawdopodobniej kompozycja zatytułowana „Tempest”, którą cechuje z jednej strony iście punkowa ekspresja, z drugiej – freejazzowa partia saksofonu. Dopiero w ostatniej minucie wszyscy muzycy zgodnie tonują narrację. Najnowszy album Duńczyków zamyka nastrojowy „First Frost”, który – wbrew pozorom – nie jest wcale piosenką świąteczną, ale też nie ma w sobie zadziorności „Tempest”. Nawet kiedy rozbrzmiewają gitarowe przestery, bardziej służą one budowaniu klimatu niż budzeniu słuchaczy ze śpiączki. Aczkolwiek w finale, wzorem otwierającej krążek „Aurory”, pojawia się gitarowy dialog, w którym jeden z muzyków postanawia sobie pofolgować na modłę rockową. Tym samym całe wydawnictwo zostaje spięte zmyślną klamrą stylistyczną. Porównując „Light / Flux” z wcześniejszymi albumami, trudno dostrzec wyraźny progres, ale czy można tego wymagać od zespołu, który już przed paru laty wzniósł się na poziom dla wielu innych niedostępny?
koniec
4 października 2022
Skład:
Søren Lyhne Skov – saksofony
Emil Thorenfeldt – gitara elektryczna
Kasper Stougaard Andersen – gitara elektryczna
Rasmus Cleve Christensen – gitara basowa
Frederik Denning – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: „Drewniani” muzykanci z Bremy
Sebastian Chosiński

1 XII 2022

Pół wieku po nagraniu koncertowe nagrania Kwintetu Tomasza Stańki wreszcie trafiają „pod strzechy”. Na dwóch albumach zatytułowanych „Wooden Music” znajduje się muzyka dokumentująca najbardziej rozimprowizowany, freejazzowy okres w twórczości polskiego trębacza. Pierwsza płyta zawiera występ z Bremy; druga, która ukaże się za kilka miesięcy, z Hamburga. Stańce towarzyszą legendy polskiego jazzu.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Tomasz Stańko byłby – jak sądzę – usatysfakcjonowany
Sebastian Chosiński

29 XI 2022

Ta płyta Was zaskoczy! Może nawet na początku wprawi w zdziwienie lub wręcz osłupienie. Liczę się z tym, że niektórzy wyłączą ją po dziesięciu bądź dwudziestu minutach i nigdy więcej już do niej nie wrócą. Tyle że stracą wtedy mnóstwo niezwykłych doznań artystycznych i estetycznych. Dlatego warto dać duńskiej trębaczce Anne Efternøler szansę i ze spokojem – od pierwszej do ostatniej nuty – wysłuchać jej debiutanckiego albumu „Anne Efternøler & Lige Børn”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Jak Turcja długa i szeroka…
Sebastian Chosiński

24 XI 2022

Od dawna już żaden turecki artysta nie podbił światowych rynków muzycznych. Deryi Yıldırım – Turczynce, ale urodzonej w Niemczech – też prawdopodobnie to się nie uda. Nie dlatego, że jest kiepską wokalistką. Po prostu: muzyka, jaką wykonuje (z towarzyszącą jej Grup Şimşek), liczyć może jedynie na zainteresowanie niszowej publiczności. Jeśli jednak sięgniecie po „Dost 2”, jest duża szansa, że poczujecie się urzeczeni.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.