Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Quo Vadis, rynku muzyczny?

Esensja.pl
Esensja.pl
« 1 2

Paweł Franczak

Quo Vadis, rynku muzyczny?

PF: Odnośnie koncertów. Przypominam sobie słowa wokalisty Marillion, Steve’a Hogharta, który mówił już w latach 90., że przyjdą takie czasy, kiedy muzycy będą się utrzymywać głównie z koncertów, nie płyt. Ty, zdaje się, podzielasz ten pogląd?
PG: Miał po części rację. Choć jeśli chodzi o wokalistów Marillion, to wolę Fisha (śmiech). To jest pewne uproszczenie. Muzyk, artysta piszący muzykę i teksty oraz grający koncerty i wydający płyty, ma wiele źródeł dochodów i nie zgodzę się, że koncerty to jedyne ważne, co trzeba robić. Może koncerty są dla pewnych muzyków ważniejsze, ale dla innych to tylko jedno z wielu działań. Wyliczę może przykładowe źródła przychodów, zapewne nie wszystkie. Załóżmy, że artysta sam pisze teksty i muzykę, własnym sumptem wydaje płyty czy pliki i koncertuje, a na dodatek jego muzyka nadawana jest w mediach… Wówczas ma przychody: z tytułu tantiem, jako autor (od ZAiKS-u) i z tego samego tytułu, jako wykonawca (od Stowarzyszenia Artystów Wykonawców SAWP lub Związku Artystów Wykonawców STOART). Do tego dochodzą przychody z koncertów i ze sprzedaży koszulek, kubeczków, książek, czegokolwiek, co wykorzystuje jego lub jej wizerunek. Plus przychody z ewentualnego wydawania płyt, bądź plików, a jeżeli ktoś zechce wykorzystać tę twórczość, na przykład nagrać cover, użyć muzyki w filmie lub reklamie, są dodatkowe zyski. Zatem: można sobie zarabiać na koncertach, ale jeśli ktoś sam pisze, gra dobre koncerty i ma wielu fanów, to szkoda żeby rezygnował z pozostałych źródeł przychodów. Tak więc nie tylko koncerty. Zresztą nie wszyscy artyści koncertują.
Dlaczego artyści są biedni? Hans Abbing zna odpowiedź<br>Fot. www.xs4all.nl
Dlaczego artyści są biedni? Hans Abbing zna odpowiedź
Fot. www.xs4all.nl
PF: Ale wszyscy chcą zarabiać. Czy twoim zdaniem, takie zagrywki jak Radiohead „In Rainbows” mają przyszłość? Wielka gwiazda na nich zarobi – nowicjusze niekoniecznie. A jednak „walka z fonografią” i „artystyczna niezależność”, jak nazywane są takie posunięcia, są w modzie.
PG: Tak, ale na kontrakcie z wytwórnią nowicjusze też z reguły nie zarabiają za dużo. Szacuje się, że jedynie jedna na dziewięć płyt się zwraca, więc z debiutantów zarobią tylko ci nieliczni. Ekonomiści napisali o tym niejedną książkę, na przykład „Why Are Artists Poor?” („Dlaczego artyści są biedni?”). Zatem działania takie jak „In Rainbows” na dziś dzień mają sens tylko w przypadku wielkich. Jak długo tak będzie – ciężko powiedzieć.
PF: Więc co u licha mają zrobić młode zespoły na początku drogi? Bo co z tego, że zmienia się rynek, skoro obowiązują te same zasady?
PG: Moim zdaniem przyszłością są pliki, te bezstratne, na przykład wav, flac. CD będzie mieć dzisiejszy status winylu… Oczywiście za parę ładnych lat.
PF: Czy muzykę wyda w postaci mp3 iTunes czy na płycie Warner- majors to majors.
PG: Niestety, w tym biznesie tak jest, że zarabiają nieliczni… Dzięki dokonującym się zmianom grono tych nielicznych może się poszerzyć, ale nie łudźmy się – wszyscy chętni nie utrzymają się z tego. Początkujący artyści powinni przede wszystkim grać dobrą muzykę, rozwijać się, konsekwentnie poszerzać bazę fanów i nie podpisywać żadnych kontraktów bez solidnej konsultacji z prawnikiem!
PF: Może trzeba muzykom w końcu powiedzieć, że na początku należy zatrudnić dobrego prawnika, dopiero potem dobrego gitarzystę?
PG: Niekoniecznie w tej kolejności. Najpierw trzeba świetnie grać, a potem przyda się prawnik i ktoś z wiedzą o rynku.
PF: A co z naszym biednym jak mysz kościelna polskim showbizem? Obudzi się toto wreszcie?
PG: Czy się obudzi – nie wiem. To jest zależne od wielu czynników, a generalnie show business jest oddzielnym tematem od rynku muzycznego. Scena muzyki „dodopodobnej” chyba ma się nieźle? Od strony sprzedaży kompaktów jest kiepsko, ale to nie mówi nic o scenie, o jej stanie.
PF: Wciąż mam jednak takie wrażenie, że polscy spece od marketingu przysnęli sobie na kilka ładnych lat.
PG: OK, więc mamy pytanie – czy fonografia w Polsce (czyli sprzedaż płyt, plików) będzie się rozwijać? To bardzo trudne pytanie – przynajmniej dziś. Przede wszystkim, sądzę że niepotrzebnie wychodzimy z założenia, że płyty mają się sprzedawać.
PF: Wcale nie wychodzimy; niech to będą na przykład „empetrójki”.
PG: To samo dotyczy mp3. Może scena muzyczna ma się świetnie, a Polacy po prostu nie chcą posiadać fonogramów? Pliki nie sprzedają się najlepiej z paru powodów. Najważniejszym jest cena.
PF: Społeczeństwo się bogaci, a na mp3 żałujemy kilku złotych?
PG: Założyłbym się, że gdyby pojawiło się u nas coś takiego jak Rhapsody (platforma z całymi albumami w mp3, działająca na zasadzie abonamentu – przyp. red.), to w średnim lub dłuższym terminie stałoby się to bardzo popularne.
PF: A może jesteśmy narodem złodziei? Wolimy ukraść coś z P2P niż kupić za złotówkę?
PG: Może jesteśmy społeczeństwem, które nie kolekcjonuje płyt i plików? No właśnie, dochodzimy do sedna: po co posiadać mp3?
PF: To, że kolekcjonuje, to wiem na pewno. Nawet ręczę głową (chociaż niekoniecznie swoją). Co do posiadania, to rozumiem, że nie jest to jakaś neokomunistyczna wizja?
PG: Nie, nie (śmiech). Chodzi mi o to, że charakter odbioru muzyki się zmienia. Rzadziej słucha się całych albumów, liczy się dostęp, nie posiadanie. Na polskim rynku nie ma serwisu, który w zamian za abonament oferowałby dostęp do pełnych albumów bez konieczności ich każdorazowego kupna, jak Rhapsody. Zmierzam do tego, że popyt jest, a nie ma kogoś, kto by dostarczył produkt w tej formie, w której konsumenci będą chcieli go konsumować.
PF: Czyli co? Cały problem z piractwem tylko w braku Rhapsody? Nie chce mi się w to wierzyć…
PG: Nie tylko, jest wiele problemów. Nie ma Rhapsody, więc ceny plików sprzedawanych na sztuki nie są atrakcyjne. Do tego dochodzi słaba dostępność Internetu, brak wiedzy i tak zwane piractwo. Jestem zdania, że poza artystami, to właśnie ci, którzy w normalnych warunkach są największymi motorami rozwoju rynku muzycznego – oddani fani muzyki, są najbardziej pokrzywdzeni z powodu obecnego stanu.
koniec
« 1 2
10 czerwca 2008
Patryk Gałuszka uzyskał tytuł doktora na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego. Obecnie pracuje jako adiunkt w Wyższej Szkole Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Jego zainteresowania badawcze dotyczą marketingu muzyki, ekonomii kultury oraz ekonomii własności intelektualnej. Jest autorem kilkunastu publikacji z tego zakresu, obecnie przygotowuje książkę poświęconą zmianom dokonującym się na rynku muzycznym. Należy do Międzynarodowego Stowarzyszenia Badaczy Muzyki Popularnej. Prowadzi naukowy blog poświęcony zagadnieniom z zakresu zarządzania kulturą, dostępny pod adresem http://pga.blox.pl

Komentarze

12 III 2010   21:36:36

Zajmuję się problematyką zarządzania Artystą na poziomie

podstawowym czyli problematyką `manageringu` i chętnie podyskutowałbym z p.Gałuszką
Co do przedmiotowego wywiadu niestety potwierdzam mizerię
polskiego muzbizu i co gorsza w najbliższej perspektywie nie zapowiadają się żadne większe zmiany-to nie jest gałąż gospodarki w Pl i nie generuje takich zysków jak np.chociażby u sąsiadów oczywiście na Z .....

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Jazz cały czas mnie kształtuje
Marcin Hałat

13 X 2021

Ze skrzypkiem jazzowym i klasycznym rozmawia Sebastian Chosiński.

więcej »

Nie przegap: Październik 2019
Esensja

31 X 2019

Oto co zrecenzowaliśmy w październiku – jeśli coś ciekawego wam umknęło to akurat zdążycie nadrobić w weekend.

więcej »

Emocje są dla mnie w muzyce najważniejsze
Piotr Schmidt

19 VII 2018

Rok po nagraniu doskonałej płyty „Dark Morning” i na niespełna dwa miesiące przed publikacją – wypełnionego gwiazdami – albumu „Saxesful” postanowiliśmy dowiedzieć się od twórcy obu płyt, trębacza Piotra Schmidta, jak rozpoczęła się jego przygoda z jazzem, co dała mu współpraca z pianistą Wojciechem Niedzielą oraz czy jako pedagog widzi w swoim otoczeniu młodych artystów, którzy w przyszłości mogą wpłynąć na oblicze polskiego jazzu…

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

Milczenie Boga
— Paweł Franczak

Są wielcy, nie Mali!
— Paweł Franczak

Pokój z Zornem!
— Paweł Franczak

Podsumowanie muzyczne roku 2008 (2)
— Paweł Franczak, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zawód: kompozytor
— Paweł Franczak

Na żywo i z prądem
— Paweł Franczak

Pierwszy sort Chopina
— Paweł Franczak

Między arcydziełem a Radiem Maryja
— Paweł Franczak

Diament nieco zszarzały
— Paweł Franczak

40 najlepszych soundtracków wszech czasów
— Sebastian Chosiński, Paweł Franczak, Wojciech Gołąbowski, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Sobczyński, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.