Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Marianna Szygoń
‹Negatywy›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMarianna Szygoń
TytułNegatywy
OpisPisze dla przyjemności. Urodziła się w roku, w którym pilot Hermaszewski ruszył na podbój kosmosu, a pilot Pirx na podbój srebrnego ekranu. Być może właśnie dlatego najlepiej czuje się w mocno niemodnym już kręgu klasycznego sci-fi. Uparcie płodzi też mroczne kryminały, rozgrywające się na pograniczu rzeczywistości. Związana z portalami Nowa Fantastyka i Herbatka u Heleny, gdzie można znaleźć większość jej opowiadań. Autorka domowej roboty e-booka pt. „Metastaza” — minipowieści fantastyczno-naukowej, dostępnej za darmo w sieci.
Gatunekkryminał, sensacja

Negatywy

« 1 9 10 11
– Zapali pan? – Wyciągnął dłoń z pudełkiem do rozmówcy. – Chciał udowodnić prawdziwość teorii makrosplątania, słyszałem to już.
– O nie. – Naukowiec kiwnięciem dłoni zaprosił detektywa do palarni w końcu korytarza. – Słuszność tej teorii udowodnili już Marshall i O’Toole z Princeton. Orzelski chciał podważyć ich ustalenia.
– To znaczy?
– Chciał obalić tezę, że pomiędzy światem naszym i światem bliźniaczym zbudowanym z ciemnej materii istnieją powiązania, które determinują los osób po jednej i drugiej stronie. A przecież w Stanach służby już korzystają z tego odkrycia przy zwalczaniu chociażby islamskiego terroryzmu. Orzelski przy swoim oślim uporze raczej nie dochrapie się profesury.
Górecki wypuścił z ust kłąb dymu.
– Obalić – powtórzył w zamyśleniu. – Co musiałby zrobić, żeby tego dokonać?
– Znaleźć inny czynnik sprawczy – padła odpowiedź. – Albo udowodnić, że wydarzeniami po tej i po tamtej stronie rządzi czysty przypadek. Ale taką opcję wyklucza statystyka.
– Czynnik sprawczy? – podchwycił Górecki. – Na przykład człowiek, który odpowiadałby za śmierć tych samych ludzi po obu stronach?
Naukowiec skinął głową bez przekonania.
– Na przykład. Ale to wyjście należy z kolei do skrajnie nieprawdopodobnych.
Na drugi koniec korytarza ze schodów wytoczyła się otyła portierka, a za nią wyszedł mężczyzna w kombinezonie roboczym. Na ich widok detektyw pośpiesznie zdusił papierosa w popielniczce na pokracznym stoliku i wrócił pod drzwi pracowni Orzelskiego. Starszy naukowiec niczym cień podążył jego śladem.
– Otwieraj pan – mruknął Górecki do ślusarza.
Mężczyzna bez słowa zabrał się do pracy; hałas powstający podczas wyłamywania zamka mieszał się z odgłosami pociągania nosem portierki i niecierpliwym pochrząkiwaniem uczonego. Jedynie detektyw pozostał niewzruszony. Gdy drzwi wreszcie stanęły otworem, pierwszy przekroczył próg; pozostała trójka zatrzymała się tuż przed wejściem i zaglądała do zagraconego pomieszczenia z nieskrywanym rozczarowaniem.
– Nie ma go – zauważyła kobieta.
– Mówiłem. – Naukowiec skrzywił się z wyższością.
Górecki podszedł do biurka i poruszył myszą; czarny ekran monitora nagle ożył, ukazując panel logowania. Od razu przeniósł wzrok na komorę przesyłową; była zamknięta, a z urządzeń za nią wydobywało się monotonne buczenie.
– Aparatura działa – stwierdził. – Zna pan hasło?
Uczony pokręcił głową.
– Ja? Skąd? Niech pan popyta doktorantów, prędzej któryś z nich… Ale i tak wątpię, by umieli to obsługiwać. Orzelski poznał tę technologię w Stanach.
– Popytam – rzucił nieobecnym głosem Górecki, po czym zwrócił się do ślusarza: – Pan naprawi ten zamek. Zamkniemy ten pokój, tym razem od zewnątrz.
Człowiek w kombinezonie roboczym mruknął pod nosem coś w rodzaju: „Się zrobi”, a naukowiec uśmiechnął się do śledczego poufale.
– Na wypadek gdyby nasz przyjaciel wrócił? – spytał, stukając zgiętym palcem we właz komory przesyłowej.
Górecki wzruszył ramionami. Pierwszą myśl, że Orzelski wyruszył, by zrehabilitować się, odnajdując zaginionego Cichonia, zdążyła już zastąpić następna: że nie wybrał się w taką podróż po raz pierwszy.
– Na wszelki wypadek – odpowiedział wymijająco.
• • •
– Dość. – Orzelski dołączył do swojego negatywu, obserwującego ulicę zza pordzewiałej bramy rozsypującej się kamienicy. – Od teraz nie rób nic.
– A ty?
– Wracam do siebie. – Uruchomił lokalizator, po czym włożył go do ucha. – Wpiszę współrzędne tego obszaru i ściągnę Cichonia. Wiem, że tu jest. Musi tu być.
– Co ze mną? Jeśli znajdą moje ślady w tych autach? – W głosie nauczyciela i niespełnionego wynalazcy pojawił się strach. – A jeśli Kurczych widział, jak zabieram mu telefon? A jeśli ona cię widziała? Przecież wyglądasz tak jak ja.
Orzelski, wyraźnie zdenerwowany, z niecierpliwością czekał, aż lokalizator połączy się z komputerem w Instytucie.
– Miałeś się postarać, żeby nie znaleźli żadnych śladów. Poza tym nikt oprócz ciebie mnie tutaj nie widzi. Częściowa manifestacja, rozumiesz? – Wskazał ruchem głowy na ulicę, gdzie oszołomiona Marecka pochylała się właśnie nad nieprzytomną Białas. – Będzie się upierała, że to sprawka Cichonia i że samochody były puste. Zatrzymałem się odpowiednio blisko, by mogła przyjrzeć się dokładnie – dodał złośliwie. – Nie martw się, tu wszyscy uważają rzeczywistości bliźniacze za bzdurę. W razie czego możesz zgrywać wariata.
Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale usłyszał charakterystyczne pikanie. Komputer przygotowywał automatyczne przeniesienie. Zanim zdążył przymknąć powieki, obraz obskurnej bramy rozmył mu się przed oczami.
• • •
– Cichoń, niech cię szlag trafi – powtarzała Marecka, pocierając piekące, zaczerwienione od powstrzymywanego płaczu oczy. – Po co to wszystko? Po co?
Od dłuższej chwili roztrzęsiona klęczała nad ciałem konającej Wiesławy. Cichoń przysiadł na krawężniku nieopodal, ze smutkiem wpatrując się w negatyw przybranej córki.
– To nie ja, Moniś – wyjaśnił łamiącym się głosem, choć dobrze wiedział, że nie mogła go usłyszeć. – Nie ja. Nie wiem kto, dużo bym dał, żeby się dowiedzieć. Żałuję, że nigdy się nie dowiem, choć pewnie Orzelski maczał w tym palce. Szkoda mi Wieśki, naprawdę szkoda, ale ktoś, kto umiera po tamtej stronie, musi umrzeć też i po tej. Przynajmniej ty żyjesz… Jeszcze. I oby jak najdłużej. Bo to, skarbie, niestety przesądzone. A tak bardzo chciałbym wpadać tu od czasu do czasu. Widywać ciebie… Zobaczyć wnuka…
Ulicę wypełnił ryk sygnału nadjeżdżającej karetki; migotanie kogutów wydobyło z mroku mokre policzki śledczej, ożywiając je barwnymi refleksami.
– Niech cię diabli wezmą, sukinsynu – jęknęła, zaciskając pięści. – Nienawidzę cię!
– Wiem. Powiedziałaś mi to już kiedyś, zanim uciekłaś z domu. Właściwie cię rozumiem, wiem, czemu wykradłaś mi walthera. Zapewne morderca sam cię znalazł, namówił, przekonał, że w ten sposób się zemścisz. Zasłużyłem sobie na to. Tak, wiem, że tak naprawdę to nie ty, tylko moja mała dziewczynka, ale…
– Żebyś zdechł…
Cichoń pokiwał głową z rezygnacją.
– To już się stało, Moniś. Na dobrą sprawę już wtedy, gdy twój kochanek zastrzelił tamtego włóczęgę. A gdy w garażu pozbyłem się komunikatora, już nic…
Nie dokończył; widok ulicy na przedmieściach zastąpiła doskonała, głęboka czerń.
• • •
Rozgorączkowany Orzelski szarpnął uchwyt włazu komory przesyłowej natychmiast po tym, jak zgasła lampka kontrolna. Z rozmachem otworzył drzwiczki; śmierdząca czerwona breja wylała się z wnętrza na wytartą wykładzinę. Naukowiec osłupiał, wpatrując się z obrzydzeniem w połowę rozerwanego potężną siłą ciała. Czując żołądek podchodzący do gardła, odwrócił wzrok, ale nie zdołał powstrzymać mdłości.
Zrozumiał. Wpisując współrzędne zbytnio zawęził przeszukiwany obszar i część Cichonia pozostała po tamtej stronie. Najgorsze było to, że mimowolnie potwierdził w ten sposób amerykańską teorię; tę, którą tak bardzo chciał obalić. Na ironię losu zakrawał fakt, że nawet gdy tracił kontrolę nad wydarzeniami, sprawy i tak ostatecznie biegły przetartym już wcześniej szlakiem. Przecież to Anka miała wtedy zginąć tam, na torowisku, miało to być jeszcze jedno, tajemnicze morderstwo, za które finalnie obciążono by starego śledczego. Szlag by to trafił; tej teorii nie da się podważyć. Przynajmniej nie tak łatwo, jak się Orzelskiemu zdawało. Wmanewrowanie Cichonia we wszystkie te zbrodnie może nie wystarczyć.
Hałas w pracowni zwrócił uwagę kogoś w korytarzu; zadudniły ciężkie kroki, rozległ się ostry krzyk, ktoś inny równie głośno odpowiedział. Na moment zapadła cisza, ale odgłosy zaraz powróciły i to ze zdwojoną siłą.
Dopiero wtedy Orzelski zauważył, że w zamku brakuje klucza.
Zastygł, wsłuchując się w zwielokrotnione echa butów stukających w posadzkę. Ożywił się dopiero, gdy głosy, tym razem stłumione, rozległy się pod samymi drzwiami. W jednej chwili dopadł komputera, ale zanim zaprogramował współrzędne przeniesienia, usłyszał chrobot klucza, po czym drzwi otwarły się z hukiem.
– Stać! – powiedział Górecki, choć naukowiec stał jak skamieniały. – Stefanie Orzelski, jest pan aresztowany pod zarzutem morderstwa Ilony Gackiej, Henryki Musiał, Anny Nowak, Moniki Mareckiej i Wiesławy Białas. – Ogarnął wzrokiem czerwoną maź pod stopami naukowca i podszedł bliżej, omijając ją z odrazą. Zbladł jak papier, widząc zawartość komory przesyłowej, i dodał po chwili zdławionym głosem: – A także, z tego co widzę, detektywa Jakuba Cichonia.
– Nie masz dowodów – wymamrotał naukowiec.
– Mam. Pistolet w twojej szopie. – Górecki skinął na zastygłych w progu mundurowych. – Skuć go i wezwać ekipę.
Sam jak najszybciej opuścił pracownię, jak na skrzydłach pokonał schody i wypadł przed Instytut, gwałtownie łapiąc mroźne, ciężkie od pyłu i spalin powietrze.
W porównaniu z fetorem laboratorium wydało mu się ono krystalicznie czyste.
koniec
« 1 9 10 11
27 lutego 2016

Komentarze

09 IV 2016   12:21:07

Zauważyłem, że kobietom znacznie łatwiej przychodzi odnajdywanie się w gąszczu postaci. Czy to w telenoweli czy w swojej własnej twórczości. One doskonale wiedzą kto jest kto oraz kto z kim i kiedy. Faceci gubią się po trzecim nazwisku. Ale generalnie opowiadanie fajne.

10 IV 2016   22:47:52

Nie wiem tak do końca, jak jest w telenowelach, bo nie lubię i nie oglądam, ale generalnie możesz mieć rację. Wielkie dzięki za przeczytanie i pozostawienie śladu :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Kości dla trupokupca
Magdalena Świerczek-Gryboś

15 V 2021

Chłopak zachwycony motorem wzdrygnął się i zwrócił uważne spojrzenie na mnie. Nawet przez szkła maski zwykły człowiek dostrzegłby, jak zaszlamione ma oczy. Wróżka podeszła jeszcze dwa kroki. Odsłoniła twarz. Zalane krwią gałki w zapadniętej twarzy. Sczerniałe usta. Była całkiem śliczna, taka wyjedzona.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Umowa
Elżbieta Leszczyńska

10 IV 2021

Bóg podrapał się w głowę. Targały nim sprzeczne uczucia. Kusiła go gra z diabłem, a równocześnie pragnął jak najszybciej usunąć popełnione przy tworzeniu ludzkich istot błędy.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Za górami, w tym samym lesie
Ewa Kajtoch

27 III 2021

Idę po zakupy wspomagając się balkonikiem. Udaje mi się dojść, a wrócić do domu pozwalają mi jakieś dziewczynki z osiedla. Całej portmonetki nie zabrały, ale pięćdziesiąt złotych musiałam oddać.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Luka w pamięci
— Marianna Szygoń

Dobry glina
— Marianna Szygoń

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.