Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Jarosław Księżyk
‹Punkt przywracania›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorJarosław Księżyk
TytułPunkt przywracania
OpisZ wykształcenia informatyk, z zawodu menadżer, z pasji literat i fotograf. Nie akceptuje podziału na ścisłowców i humanistów, który uważa za sztuczny. Według niego, prawdziwa siła tkwi na przecięciu tych dziedzin.
Mieszkaniec Gliwic o śląskich i warszawskich korzeniach. Zakochany w międzywojennej polskiej modernie. Może godzinami dyskutować o historii, futurologii i militariach. Miłośnik motoryzacji i sportów motorowych. Nie ma kota, ale ma żonę, która podziela jego pasje i dopinguje. Lubi ludzi niebanalnych, docenia odwagę i posiadanie własnego zdania. Używa muzyki jak narkotyku. Przy niej pisze, pracuje i odpoczywa. Uwielbia tę nietuzinkową i międzygatunkową.
Pisze prozę niedającą się zakwalifikować do jednego gatunku, na ogół nacechowaną science fiction. Uważa, że dzięki stosowaniu fantastycznego sztafażu łatwiej pokazywać naturę człowieka.
Autor kilkudziesięciu opowiadań. Część z nich ukazała się w ogólnopolskich periodykach oraz antologiach. Obecnie kończy prace nad debiutancką powieścią.
Strona autorska, profil autorski na Facebook.
Gatunekobyczajowa, SF

Punkt przywracania

« 1 3 4 5

Jarosław Księżyk

Punkt przywracania

Podając mi talerzyk ze sztućcami, raz jeszcze przeprasza za zajętą antresolę. Spogląda na mnie badawczo. Gdy nie reaguję, dopowiada:
– Gdybym wiedziała, że pan przyjdzie, to może trzymałabym pana miejsce. Choć z drugiej strony, ci rządowi ważniacy mogą wszystko.
– To nic, tutaj siedzi mi się świetnie – stwierdzam machając ręką, jakbym odganiał muchę.
W tym samym momencie zaczynam czuć niewygodę. Pochłaniam polędwiczki, wiercąc się na krześle. Nie wiedzieć czemu mam ochotę pójść na antresolę. Może jak zobaczę moje miejsce, wtedy wróci mi pamięć? Zjadam kluseczki z sosem, czując się tak, jakby tam na górze był ukryty skarb. Skrzynia tajemnic, do której noszę ukryty w plecaku klucz, i w której kryją się odpowiedzi na wszystkie moje pytania. Oczyma wyobraźni widzę, jak otwieram ową skrzynię i życie wraca na swój tor, a ja, onieśmielony moim zapominalstwem, chowam głowę w dłoniach i wybucham śmiechem. Razem z Agnieszką dworujemy sobie z tego kuriozalnego nieporozumienia.
Postanawiam pójść do toalety. Dziwnym trafem znajduję ją bez jakichkolwiek problemów. Przemywając twarz zastanawiam się, kim może być ten ważniak, który zarezerwował półpiętro dla siebie. Wtedy widzę stojące w rogu wiadro z mopem. Leży na nim mokra, śmierdząca, żółta ściera. Sam jej widok jest już odrażający. Nie wiedzieć czemu, niemal czuję jej lepkość na ciele. Przechodzi mnie dreszcz, po czym ogarnia mnie wściekłość. To, że ktoś jest ministrem, nie usprawiedliwia go do zajmowania czyichś miejsc! Do tego właśnie prowadzi degeneracja władzy. Wszędzie przekupstwo, nepotyzm i podwójne standardy. Same osły u tej władzy – burczę pod nosem wsuwając ręce do suszarki. Wychodzę, szerokim łukiem omijając wiadro.
Coś mnie pcha schodami na górę. Jakaś dziwna złość i rozgoryczenie. Przemykam obok Agnieszki, która jeszcze raz przeprasza mnie za zajęcie miejsca, ale nic na to nie może poradzić. Uciszam ją pozornie spokojnym, wręcz zawadiackim gestem. Chwytam się barierki i po kilku susach jestem na antresoli. Tam zatrzymuje mnie mężczyzna ze słuchawką w uchu. Chyba ochroniarz.
– Zarezerwowane – informuje mnie, napinając mięśnie.
– Tak, wiem – odpowiadam łagodnie.
Zza jego szerokim pleców widzę stolik pod lustrem i dwóch mężczyzn przy nim. Jeden z nich, łysiejący, z sumiastym wąsem, siedzi na krzesełku wyścielanym czerwonym atłasem. Tuż pod ozdobnym karniszem. Nagle widzę siebie, jak tam siadam, jak tam jadam, jak tam popijam wino. Jak tam rozmawiam z Agnieszką.
– Proszę zejść na dół – naciska goryl, dosłownie spychając mnie na niższy schodek.
– Kiedy ja tylko – dukam coś, odmawiając powrotu.
Wtedy wąsacz rzuca mi przelotne, znudzone spojrzenie. Skądś znam tę twarz. Pewnie z telewizji, to oczywiste, w końcu to minister. Ale…
Moment objawienia. Księgarnia, książka.
– Proszę zejść – naciska mnie fizycznie i psychicznie bodyguard.
– Już, już – mamroczę i sięgam do plecaka. – Chciałem tylko autograf.
Wyjmuję gruby tom, na którego odwrocie widnieje zdjęcie wąsacza.
– Zajmę tylko minutę – kłamię uniżenie.
Nie wiem skąd wziąłem to kłamstwo, ani co książka robi w moim plecaku. Mam ochotę wygarnąć tej politykierskiej świętej krowie, że jak tak dalej będą się izolować od ludzi, to ich wywiozą na taczkach, jak w „Chłopach”. Otóż to! Jak tak dalej będą zajmować w restauracjach czyjeś miejsca, to ich wszystkich przywołamy do porządku.
Gość z obstawy odwraca się w kierunku szefa, który skinieniem głowy daje przyzwolenie. Ochroniarz obszukuje mnie jeszcze, na chwilę rekwiruje plecak, po czym puszcza wolno z tomem w ręku.
– Proszę podejść – mówi minister ponaglająco, jakby chciał mieć już tę sprawę z głowy.
Staję przy moim stoliku, przyciskając książkę do piersi. Widzę siebie w lustrze. Zmęczone oczy. Wątła figura. Zaniedbany mężczyzna koło czterdziestki. Przypomina mi się walka od pierwszego do pierwszego, ciągle rosnące podatki, godność, a właściwie jej brak. Upodlenie – tak, właśnie – upodlenie.
– Chce pan ten autograf, czy nie? – niecierpliwi się polityk.
Właśnie o upodleniu rozmawiałem z Agnieszką. Przy tym stoliku! A może to jednak była Anna? Wspomnienie tego drugiego imienia otwiera zapadnię, pod którą tylko mulisty ból i cierpienie.
– Czy to pan? – rzucam agresywnie, wskazując na podobiznę autora.
– Tak, tak – odpowiada członek rządu, sięgając po kieliszek.
Znowu widzę swoje odbicie. Książka w lewej ręce. Prawa wolna. Anna. O co chodzi z Anną? Tabletki, leczenie, szpital, wenflon kłujący w żyłę. Nierefundowane leki, niewspierane metody leczenia, brak pomocy. To wszystko zalewa mnie nagle, niczym tsunami demoluje do reszty mój poprzedni spokój. Wino buzuje mi w skroniach. Zaciskam nerwowo zęby.
– Słuchaj pan, nie mam czasu. Chcesz pan ten podpis, czy nie? – niecierpliwi się wąsacz.
– Chcę – mamroczę.
Jego zniecierpliwiony ton jest kluczem do mojej skrzyni pełnej skarbów. Przypomina mi się, tak, przypomina! Coś jakby instrukcja. Krok po kroku przywołuję polecenia.
Otworzyć książkę.
To skrytka! Jest w niej nóż! – serce skacze mi do gardła.
Wziąć szpikulec w prawą rękę.
Minister zdumiony, nie umie złapać tchu.
Wyciągnąć przed siebie i pchnąć, szermierczym ruchem. Jeden cios za ból.
Krew tryska na biały obrus. Przyjaciel polityka zrywa się z krzesła, próbuje mnie zatrzymać, lecz odtrącam go z łatwością.
Za odsetki, za rentę, za te nędzne grosze.
Wyprowadzam kolejne ciosy jak w retrospekcji.
Za brak perspektyw. Za pogardę, za upodlenie.
Wkładam w nie coraz więcej siły. Klatkę piersiową członka rządu zdobią kolejne krwawe dziury. Koszula strzępi się po kolejnych uderzeniach.
Ktoś wrzeszczy. Pewnie ochroniarz.
Jak w retrospektywie, która nagle pojawia się w mojej głowie. Rzucić nóż, odejść, unieść ręce ku górze.
Skuwają mnie. Biją, chyba wyzywają.
Mam niewyobrażalne poczucie ulgi i uśmiech na twarzy.
Nagle widzę przed sobą Agnieszkę.
– Pani Agnieszko? – dukam, a ona robi mi zdjęcie, błyskiem po oczach.
Postępowanie wykonawcze
Inspektor Dołęga stał nad zlewem, płucząc kubek z fusów po kawie, gdy do pokoju numer czterdzieści jeden Inspektoratu Dochodzeniowego Komendy Głównej Policji wparował starszy inspektor Kolenda.
– Widziałeś to? – huknął. – Dwadzieścia tysięcy kosztowała ta pieprzona drukarka, a zobacz, jak kseruje.
Rzucił na biurko stos kartek zamazanych szarymi i czarnymi plamami oraz przebarwieniami.
Dołęga rzucił okiem na papiery podchodząc do bulgoczącego czajnika.
– Trzeba serwisanta – podsumował, a następnie wsypał trzy łyżki kawy do kubka i zalał wrzątkiem. – Chcesz też?
– Nie, nie chcę! Serwis był tydzień temu. Chwilę podziałało i co?
– Jak było na przesłuchaniu? – zapytał niby od niechcenia Dołęga, zajmując miejsce przy swoim biurku.
– Gówno – burknął Kolenda.
– Dalej nic?
– Zupełnie nic. Nie rozpoznał jej, tej całej Agnieszki, co mu zdjęcie zrobiła. W ogóle niczego nie poznaje. Nie ma nawet pojęcia, że kogoś zabił. Rozumiesz to? Złapany na gorącym uczynku twierdzi, że to nie on.
– Pewnie kłamie.
– Gówno. Przeszedł nawet badanie na wykrywaczu. Według urządzenia mówi prawdę.
– Niesamowite – skomentował Dołęga, popijając kawę. W głębi duszy cieszył się, że to nie jego śledztwo.
– Podobno tak może być, mówią psychole. Dysocjacyjne zaburzenie osobowości, czy jakoś tak. Ma na to papiery. Leczą go od lat w jakiejś tam klinice.
– O kurwa.
– A zostało mi tylko pięć lat do emerytury. Zgrillują mnie, zobaczysz. Media nie przyjmą takiego wytłumaczenia.
Starszy inspektor Kolenda schował twarz w dłoniach.
– Może trzeba jeszcze raz sprawdzić jego przeszłość? – zasugerował z troską Dołęga, po cichu liczący na awans, gdy już jego kolegę zdegradują.
– Pewnie tak.
– A z tą kelnerką zupełnie nic? Mówiłeś, że się dziwnie zachowywała. Zdjęcia robiła, czy jakoś tak, nie? – zafrasował się Dołęga.
– Nic. Głupia siksa, pewnie chciała dorobić. Skonfiskowaliśmy jej kartę pamięci. Nic specjalnego. Dobra, idę do starego, pewnie oglądał wideo z przesłuchania. Trzeba jakąś strategię opracować. Dupę chronić. Sam nie wiem.
– Powodzenia – siorbnął Dołęga.
– A spierdalaj. Żeby mnie jakiś pieprzony świr pogrążył. Witold, co to w ogóle za imię.
Odchodząc trzasnął drzwiami.
koniec
« 1 3 4 5
4 stycznia 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Sin-ra
Anna Sikorska

2 IV 2022

Spróbowała odtworzyć w pamięci ich nieskładną wymianę zdań. Jej biedny, ranny symbiont nie mógł pomóc. Z zapamiętanych fragmentów wywnioskowała, że Gertrand pytał głównie o sin-ra. Wtedy złożyła to na karb ich obcości, faktu, że sami nie posiadali symbiontów, ale teraz…

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Miasto Słońca
Paweł Wolski

15 I 2022

Tym razem jednak, kiedy na dany mi przez cicerone znak jednym ruchem ściągnąłem z Niespodzianki osłaniające ją płótno, pośród z górą dwóch tysięcy skupionych wokół rezydentów zapanowała absolutna cisza.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Wędrowny Teatr Lalek Jeremium Patajasz
Anna Robak-Reczek

18 XII 2021

Wystarczyło kilka nieznacznych ruchów, i snuła się historia. Młody chwilę patrzył na to, co robi mój towarzysz, a potem, nie odrywając od niego wzroku, wyjął z kangurzej kieszeni bluzy niedużą lalkę. Biedne to stworzenie po przejściach dołączyło nieśmiało do tej, którą trzymał stary. Nie wiem, kto kogo prowadził, ono chłopca, czy on je.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Suicide Blonde
— Jarosław Księżyk

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.