Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Adrianna Filimonowicz
‹W oczach gwiazd›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAdrianna Filimonowicz
TytułW oczach gwiazd
OpisRocznik 1990, miłośniczka fantastyki i gier RPG, rzadko przebywająca myślami w normalnej rzeczywistości. Zakochana w Tatrach i tańcu (od towarzyskiego po flamenco). Publikowała na łamach Esensji, Fahrenheita, Mega*Zine Lost&Found oraz SFFiH. Jej powieść pt. „Taniec gór żywych” – słowiańskie fantasy osadzone w Tatrach – nagrodzona została w konkursie wydawnictwa Genius Creations (planowane wydanie w 2021 r.). W wolnych chwilach czyta i prowadzi literacko-górski blog Piszę o górach.
Gatunekfantasy

W oczach gwiazd

« 1 2 3 4 6 »

Adrianna Filimonowicz

W oczach gwiazd

Powaga wróciła o zmroku.
Przygotowałem się do niewygodnie spędzonej nocy. Obca wycofała się pod nawis i tam rozpaliła liche ognisko, którego odblask widziałem na powierzchni zmętniałej wody. Wtem usłyszałem jej wrzask. Szarość, która rozlała się między górami, zgęstniała i czarnym tumanem sączyła się do kotła. Przypomniałem sobie słowa Echo Lawiny o nadchodzącej ciemności jaskiń, ale nie wierzyłem, bym to właśnie widział. Wyglądało raczej, jakby sama noc gęstniała w coś namacalnego. Gdzieś z gniazda w turniach dobiegł mnie krzyk orła i po chwili dostrzegłem olbrzymiego ptaka pikującego wzdłuż ściany. Bez wahania wpadł w ciemność, a ta oblepiła go niczym żywica muchę. Runął w dół, tłukąc rozpaczliwie skrzydłami. Kobieta wyskoczyła z niszy, z chlupotem pokonała oczko wodne i dopadła do krawędzi.
– Stój! – wyrwało mi się.
Zamarła. Dopiero, gdy dobiegł nas tryumfalny okrzyk orła, który zdołał strząsnąć z siebie mrok, otwarcie zwróciła do mnie zniekształconą przerażeniem twarz.
Po omacku dotarłem do kotła jeszcze w nocy. Kobieta wróciła pod nawis, ale nie paliła już ognia. Siedziała, skulona, czujna.
– Mogę podejść? – spytałem.
– Nie wiesz, kim jestem, prawda?
Potwierdziłem.
– Więc możesz.
Była bezbronna. Nie miała zresztą prawie nic, jakby odeszła ledwie kilka kroków od gniazda. Nie zdjęła kaptura i wcisnęła się głębiej w niszę – choć mnie nie odganiała, nie chciała też pokazać swojej twarzy. Pozostał mi jej obraz z tego jednego mgnienia utopionego w zmierzchu. Blada cera, ostre rysy i ciemna kreska sinofioletowych ust.
– Widziałaś mnie dobrze, wiesz więc, że się nie znamy – rzuciłem, by przełamać milczenie, a przy tym nie pytać o to, na co na pewno odpowiedzieć nie chciała.
– Wiem. Ale mogli cię posłać z innego gniazda.
– Mogli – przyznałem. – Jestem Rahyt. Wielu już wie, że wydzieram czasem Tyyine tych, których zmogły.
Mrok między nami zgęstniał, lecz nim stał się namacalny, kobieta jęknęła ciężko i przedarła się przez niego ku wodzie. Zdjęła rękawice, zanurzyła dłonie w mętnej cieczy i opłukała nią twarz, odrzucając na moment kaptur.
– Nie jestem gończym psem, by tropić uciekinierów. Jeśli nie jesteś w niebezpieczeństwie, nic mi do waszych spraw – podjąłem, bo milczała.
Tak naprawdę wiedziałem już, że jest tutaj uwięziona. Zarówno droga w górę, jak i w dół wymagała umiejętności, których brakło niejednemu łowcy. Zwłaszcza, jeśli nie miało się liny, by pokonać przewieszenia. Ot, zdradliwość Tyyine – pułapka, w którą łatwo wejść, ale z której nie sposób się wycofać. I kobieta to wiedziała.
– Jestem – wyszeptała ledwo słyszalnie. – Ale jeśli ratunek oznaczałby powrót do gniazda, to wolę tu zostać.
– Uszanuję to – odparłem. – Także, jeśli nic więcej nie zechcesz mi wyjaśnić. Wiem, że są rzeczy, o których mówi się tylko z duchami. Łatwiej nam jednak będzie, jeśli zdradzisz swoje imię i wyjaśnisz, przed kim i dlaczego uciekasz. Mogę rozpalić ogień?
Zawahała się.
– Nie. Tak będzie łatwiej zacząć wyjaśnienia.
Usiedliśmy obok siebie, oparci o kamienną ścianę. Obca podkuliła nogi i objęła je ramionami. Drżała. Noce wciąż były chłodne, a jej gruby płaszcz nasiąkł wodą i w tej chwili więcej ciepła kradł niż dawał. Chmury w międzyczasie zasłoniły gwiazdy, w niszy zrobiło się zupełnie ciemno. Rozwinąłem ciepły pled, podarowany mi kiedyś przez handlarza z równin, któremu uratowaliśmy zagubionego we mgle syna.
– Okryję cię. Przed świtem przyjdzie mróz – rzuciłem, a w odpowiedzi dostałem tylko ciężkie, podszyte jękiem westchnienie, jakby rozpaczliwie łapany przez topielca oddech.
Zarzuciłem pled na ramiona skulonej kobiety i poczułem liźnięcie dojmującego chłodu. Wtargnęło pod rękaw, przemknęło po przedramieniu. Wzdrygnąłem się, potrząsnąłem ręką, ale zimno rozchodziło się po ciele.
– Co się dzieje?! – Wstałem gwałtownie, wyciągając z sakwy krzesiwo.
Gdy po chwili iskry chwyciły hubkę i pomknęły po żywicznych gałązkach, ujrzałem, jak spod pledu okrywającego kobietę sączy się gęsta, smolista ciemność. Skapywała z krańców materiału, kłębiła się pod kapturem. Mocowała się ze światłem jak równy z równym. Straszliwie zabrakło mi w tamtej chwili imienia kobiety. Bo jak inaczej wołać kogoś, kto znalazł się w objęciach duchów? Pozostało mi dopaść do niedopalonych gałęzi i spróbować rozdmuchać ogień. Jeszcze ciepły żar pomógł szybko obudzić płomienie. Niewiele to zmieniało. Kobieta walczyła. Wspierając się o ścianę dźwignęła się na nogi i chwiejnie ruszyła ku oczku wodnemu. Nitki ciemności kleiły się do ścian, sięgały w cienie i oplątywały obcą jak pajęczyna. W chwilach trwających tyle co wdech mogłem wreszcie zobaczyć wyraźnie jej twarz. Była młoda, młodsza na pewno ode mnie, ale naznaczona powagą, która nie zwiastowała niczego dobrego. Rysy miała niepokojące – nieregularne i obce w tych stronach. Blada cera i wyraźnie odcinające się na niej kropki piegów dopełniały wrażenia. Nagle otworzyła oczy.
Cofnąłem się gwałtownie, wpadając po kolana w wodę. Tęczówki dziewczyny skrzyły się zimno. Na tle ogarniającej ją czerni były jak gwiazdy na niebie lub odbicie księżyca w lodowatym stawie. Bez wstydu przyznam, że w tamtej chwili byłem przerażony, ale widząc, jak z uporem próbuje dotrzeć do wody, rzuciłem się na ratunek. Chwyciłem ją w ramiona – igły chłodu sięgnęły kości – i pociągnąłem za sobą do stawu. Wywinęła mi się. Wstała niezgrabnie i zobaczyłem jak pasma ciemności opadają na dno. Patrząc, jak i z moich dłoni skapują gęste krople nocy, pojąłem, czemu woda była tu tak mętna. Obmywszy przedramiona, cofnąłem się do ognia. Dopiero, gdy oczy kobiety straciły nadludzki blask, odważyłem się odezwać:
– Kim jesteś?
– Nazywam się Isirre… – zaczęła słabo, ale potem podniosła głowę i z mocą dodała: – Jestem córką Patrzącej przez Mrok.
– Widzącej…
Opuściła głowę i usiadła ze mną przy ogniu.
– Widzącej – powtórzyła jak zapóźnione echo.
• • •
Jak podejrzewałem, była tym, kogo pragnęli odnaleźć ludzie dostrzeżeni przez Echo Lawiny. Pochodzili z jej gniazda. Z jaskiń. W poszukiwaniu córki widzącej, łowcy i woje gotowi byli zapędzić się w najstraszliwsze rejony i sięgnąć po każdą pomoc, byleby nie rozgniewać duchów. Kiedyś wszak zapłacili już za to wysoką cenę. Isirre nie wiedziała, czym jej lud zawinił, że musiał opuścić szczyty i szukać ocalenia w jaskiniach. Twierdziła natomiast, że przez długie lata wzrósł znów w siłę i gotów był ponownie sięgnąć ku turniom.
– Rozumiem, co sprawia, że wojowie, łowcy i przewodnicy ryzykują życiem gnając za tobą… – przerwałem jej, widząc, że chce uciec w opowieści o swym plemieniu miast mówić o sobie. – Ciągle nie wiem, czemu zmuszasz ich do tej pogoni.
Przygryzła wargi i dyskretnym ruchem strąciła włosy zza ucha, by skryć twarz. Przemoczony płaszcz i kaptur kazałem jej wcześniej zdjąć.
– Gdybym miała na to wpływ, nie szliby za mną. Lecz nie mnie są posłuszni. A ja musiałam odejść. Nie uciekam. Szukam.
– Czego?
– Ratunku – jęknęła. – Zemsty? Śmierci? Przyjmę wszystko, co nie będzie tym, co mam teraz.
– To wiele dróg – mruknąłem. – Niektórymi mało kto chciałby pójść.
– Widziałeś, co się ze mną dzieje. To jedyna droga, jaką wróży mi matka. Ona przyjęła imię Patrzącej przez Mrok, mi już chyba tylko sama Ciemność zostanie. A to jest tak straszne. Nie wyobrażasz sobie, jakie to jest straszne…
Nie wyobrażałem sobie, to prawda. Ale wierzyłem, słuchając jej smutku. Jako córka widzącej miała kiedyś zająć jej miejsce. Przybrać nowe imię i zasłuchać się w głosy gór. Należała do duchów od urodzenia, lecz to nie czyniło jej niewrażliwą na ich bezwzględność.
– Nie mam już siły walczyć, bo nic tego nie zatrzyma. Nie mam już siły nawet protestować. Mogę tylko iść przed siebie i szukać.
– A twoja matka? Duchy dały ją plemieniu, by wskazywała mu właściwe ścieżki. Czemu ty szukasz po omacku?
– Moja matka? Moja matka jest ze mnie dumna.
Wyrzut pobrzmiewający w tych słowach odbił się wśród chmur pomrukiem odległego gromu.
– Dumna?
« 1 2 3 4 6 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Miasto Słońca
Paweł Wolski

15 I 2022

Tym razem jednak, kiedy na dany mi przez cicerone znak jednym ruchem ściągnąłem z Niespodzianki osłaniające ją płótno, pośród z górą dwóch tysięcy skupionych wokół rezydentów zapanowała absolutna cisza.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Wędrowny Teatr Lalek Jeremium Patajasz
Anna Robak-Reczek

18 XII 2021

Wystarczyło kilka nieznacznych ruchów, i snuła się historia. Młody chwilę patrzył na to, co robi mój towarzysz, a potem, nie odrywając od niego wzroku, wyjął z kangurzej kieszeni bluzy niedużą lalkę. Biedne to stworzenie po przejściach dołączyło nieśmiało do tej, którą trzymał stary. Nie wiem, kto kogo prowadził, ono chłopca, czy on je.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Części zamienne
Bohdan Waszkiewicz

30 X 2021

Na wybiegu dla lwów przebywał mój ulubiony kolega z pracy. Karmił z ręki ufnie podchodzące zwierzęta, coś cichutko do nich mówiąc i szczerząc w uśmiechu nienagannie białe zęby. Nawet pogłaskał po grzywie ogromnego samca, po czym z radością wręczył mu solidny kawał mięsa.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Demony Witkacego
— Adrianna Filimonowicz

Opar absurdu
— Adrianna Filimonowicz

Strach przed deszczem
— Adrianna Filimonowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.