Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Jerzy Bogusławski
‹Krzesło łaski Barabasza›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorJerzy Bogusławski
TytułKrzesło łaski Barabasza
OpisRocznik 1986. Absolwent Automatyki i Robotyki Politechniki Gdańskiej, pożeracz wszelakiej wiedzy dotyczącej nowinek astrofizycznych, kwantowych oraz elektronicznych. Publikuje od 2016 roku, głównie na portalu Nowa Fantastyka pod pseudonimem „NoWhereMan”, ale także w „Silmarisie”, „Szortalu”, „Białym Kruku” oraz Fantazmatach.
GatunekSF

Krzesło łaski Barabasza

Jerzy Bogusławski
1 2 3 5 »
Krzyczę do zdarcia gardła. Zwijam się w kłębek, wciskam palce w usta. Emmanul chwyta moje dłonie, nie pozwalając mi ich odgryźć. Potem ból ustaje. Leżę bezwładny, niezdolny do poruszenia choćby palcem.

Jerzy Bogusławski

Krzesło łaski Barabasza

Krzyczę do zdarcia gardła. Zwijam się w kłębek, wciskam palce w usta. Emmanul chwyta moje dłonie, nie pozwalając mi ich odgryźć. Potem ból ustaje. Leżę bezwładny, niezdolny do poruszenia choćby palcem.

Jerzy Bogusławski
‹Krzesło łaski Barabasza›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorJerzy Bogusławski
TytułKrzesło łaski Barabasza
OpisRocznik 1986. Absolwent Automatyki i Robotyki Politechniki Gdańskiej, pożeracz wszelakiej wiedzy dotyczącej nowinek astrofizycznych, kwantowych oraz elektronicznych. Publikuje od 2016 roku, głównie na portalu Nowa Fantastyka pod pseudonimem „NoWhereMan”, ale także w „Silmarisie”, „Szortalu”, „Białym Kruku” oraz Fantazmatach.
GatunekSF
„W karczmie z widokiem na Golgotę,
Możesz się dzisiaj napić z łotrem”.1)
Bębnię palcami o podłokietnik w rytm akordów gitary. Wyobraźnia podpowiada, by szklanką rozbić głośnik tuż pod sufitem auta.
Opanowanie jednak bierze górę. Pierwsze wymyślone zdanie odrzucam – zbyt bezczelne. Drugie i trzecie układam w łagodniejszej formie, ale dopiero czwarte jest na tyle uprzejme, by wypowiedzieć je na głos:
– Czy mogę prosić o ściszenie?
Złote oczy świdrują mnie na wylot.
– Tekst czy melodia, panie Pontio? – pyta ich właścicielka, siedząca naprzeciwko.
– Żadne – kłamię. – Mam dzisiaj jeszcze jedną rzecz do zrobienia i…
– Rozumiem.
Siedzący obok niej dryblas tylko fuka z dezaprobatą, po czym znów odwraca głowę i wygląda za okno.
Nie powinno ich tu być. Ona – Angela Faustin – niewysoka, młoda kobieta o bladej jak mleko skórze i smolistych włosach. On – Emmanul, jej wierny sługa – łysy, niebieskooki, górujący o głowę nawet nad gwardzistami w pancerzach wspomaganych.
Para będąca znakiem klęski. Mojej klęski. Nie chcę nawet myśleć, ile kosztują ich usługi.
Szturcham czwartego pasażera antygrawitacyjnej limuzyny, który półleży tuż obok mnie, najwyraźniej za nic mając pozostawienie Emmanulowi choćby odrobiny miejsca na nogi. Spasiony Szejt Anhor reaguje jak zawsze – odrazą.
– Ścisz – mówię.
Przez twarz grubasa przebiega grymas. Jeden ruch dłoni i słowa z głośników stają się szeptem.
– Dzięki.
Szejt coś mruczy i ponownie poświęca uwagę wirtualnej rzeczywistości zalewającej jego źrenice czerwonymi smugami.
Moje spojrzenie ponownie przyciąga złoty wzrok Angeli.
– Co sądzi pan o piosence? – pyta znienacka.
– Pewnie stara – to pierwsze, co mi przychodzi na myśl.
– Bardzo. A skąd jest, to już zależy tylko od tego, w którą teorię o pochodzeniu ludzi pan wierzy.
– Zawsze miałem ważniejsze problemy niż zastanawianie się nad tym. – Przeciągam ręce. Kości trzaskają, aż miło. – A pani?
– Martwa Terra.
Prycham.
– Tutaj to niepopularny pogląd. Może przysporzyć kłopotów.
– Mnie to nie dotyczy.
Co za buta! Działa mi na nerwy, jak przed chwilą Piłatowi słowa: „polityka, tłum i wiara”.
Cholera, ale ten utwór włazi do głowy!
Spokojnie. Ja też byłem pupilkiem, dopóki wyniki moich badań nie zawiodły oczekiwań rządu.
Wbrew sobie przyłączam się do obserwacji świata za oknem. Mknące na magnetycznych poduszkach pojazdy, czy winda orbitalna górująca nad miastem niczym wielkie drzewo – wszystko tonie w świetle barwy gówna. Chyba w całej stolicy planety Hosarius nie ma nawet jednego miejsca, gdzie inne kolory nie zostałyby zdominowane przez blask Karła. Jest na budynkach, pojazdach, ludziach; wdziera się przez okna do wnętrza auta, kalając wszystko, na co padnie.
Karzeł – adekwatna nazwa na protogwiazdę, wokół której orbituje ten świat. Niekompletne ciało niebieskie, któremu tak niewiele zabrakło do rozbłyśnięcia białym, ciepłym światłem. Tak jak Hosarianom „niewiele” brakuje do osiągnięcia sprawiedliwości po długich latach rządów terroru.
Teraz to Szejt mnie trąca.
– Musimy zmienić trasę – mówi. – Demonstracja.
– Zdążę? – pytam poirytowany.
– Jeden wieczór i tak już nic nie zmieni – odpowiada z podejrzaną obojętnością.
W takich chwilach żałuję, że moje ciało nie ma implantów. Chwytam smartpad i wertuję obrazy z kamer.
Spaślak nie kłamie. W sensorach dronów patrolowych wyraźnie widać lecącą limuzynę, jej eskortę, otaczającą pustkę zamkniętej przestrzeni powietrznej, a ledwo kilka tras powietrznych dalej – setki policyjnych pojazdów nad zbitą ludzką masą. Tłum wypełnia jeden z centralnych placów stolicy, wlewa się w uliczki i nadziemne przejścia. Skąpani w barwach gównianego światła mieszkańcy świętują zburzenie kolejnego chronolitu, kopiąc i tłukąc jego kawałki. W wyobraźni słyszę ich krzyki pełne ekstazy i gniewu. Jakby powalenie tych ruchomych posągów miało wygnać stąd ducha reżimu i egzorcyzmować technologię, którą jego polityka im zapewniła.
Głupcy.
– Sprawiedliwość – rzucam tryumfalnie, pokazując Angeli ekran.
„Barabasz człowiek też”2) – słyszę cicho z głośników.
To samo zdają się mówić oczy kobiety. Złote, nieskalane blaskiem Karła…
Kiedy ona i Emmanul wysiadają przy swoim hotelu, Szejt od razu rozkłada się na całej długości zwolnionego przez nich siedzenia.
– Nadal nie rozumiem, po co mnie zabrałeś – mówię twardym tonem.
– Polecenie z góry – odpowiada. Zmęczony ton daje jasno do zrozumienia, żebym wybił sobie z głowy bombardowanie go pytaniami.
Znowu to samo. Jak w przypadku zatrudnienia Angeli, czy braku przedłużenia moich badań.
Znowu pozbawiono mnie wyboru.
Resztę drogi spędzamy w ciszy, jeśli nie liczyć chrapania spaślaka.
• • •
Kiedy przejeżdżamy obok nasmarowanego farbą napisu: „Posesja Ojca Postępu – Vatersona”, nie potrafię powstrzymać grymasu. Dawny dom zmarłego dyktatora przywodzi na myśl leże krwawego monstrum: niewielki pałacyk o obłych wieżyczkach w nowobogackim stylu, otoczony kikutami drzew. Wszędzie roi się od patrolujących żołnierzy Gwardii Republikańskiej, ledwo widocznych przez aktywne maskowanie.
Zostawiam śpiącego w najlepsze Szejta i szybko wysiadam z limuzyny. Mam tylko kilka minut. Ignoruję windę i biegnę co sił schodami. Zziajany docieram do biura na ostatnim piętrze tuż przed tym jak antyczny zegar wahadłowy wybija północ. Gwardziści przygotowali wszystko zgodnie z instrukcjami, więc pozwalam sobie na sekundę wytchnienia.
Zdążyłem.
Dwa krzesła stoją samotnie na środku pokoju. Wszystkie meble postawiono pod ścianami. Smartpady z biurka uprzątnięte. Sufitem pomieszczenia jest szkło o zmiennej polaryzacji, obecnie ustawione na maksymalną przeźroczystość. Jako że Hosarius rotuje synchronicznie wokoło Karła, brzydkie światło dociera i tu pomimo nocnej pory.
Uruchamiam antyczny odtwarzacz wciśnięty gdzieś między globus a barek. Kilka trzasków i pomieszczenie wypełnia głos steranego życiem człowieka:
„Zaczęło się wszystko,
Gdy z domu mnie wzięli
I w celi śmierci zamknęli”.3)
Siadam na krześle, z którego mam widok na drzwi. Holografie na ścianie po lewej przykuwają uwagę. Biały kleks na czarnym tle jest podobno sferą Dysona. Kolejna przedstawia młodego mężczyznę w skórzanym płaszczu w otoczeniu robotów. Jeszcze inna ukazuje go pośród wianuszka polityków, stojących pod transparentem „Wszystko dla przyszłości”. Z perspektywy czasu to hasło Vatersona stało się raczej klątwą niż błogosławieństwem.
Ciarki mnie przechodzą na widok ostatniej holografii. Ten sam mężczyzna, całkiem już stary, wciśnięty w galowy mundur. Stoi pośród kilkudziesięciu par z małymi dziećmi.
Kat i ledwie niektóre z jego ofiar. Vaterson i grupka niemowląt, którą jako pierwszą sprzedano poza planetę. Wszystko przez dar, jaki posiadały.
Oto cena, za którą dokonał się postęp technologiczny Hosariusa.
Zmieniam krzesło. Światło Karła męczy mnie jak nigdy. Głowa pulsuje bólem, jakby miała się stopić.
Czy tak właśnie postrzegał świat Vaterson? Przez brązowo-pomarańczowy filtr moralności, gdzie każdy czyn był jednakowo zły? Czy dlatego co noc zmieniał polaryzację sufitu, by kolorem gówna zalać każdy mebel, dywan i obraz?
Sam zainteresowany już nie odpowie, zmarł przed dekadą. Jego następcy okazali się słabi, reżim podupadł, co ostatecznie doprowadziło do rewolucji. Gdy opadł kurz, nowy rząd postawił sobie za cel rozliczenie „Ojca Postępu”. O ile jednak żywych można było rozstrzelać, to jak zabić mit?
I tak na Hosariusa trafiłem ja – byt cyfrowy Pontio. Empata, śledczy, psycholog. Wciśnięty w odtworzone co do najmniejszego szczegółu ciało gardzącego implantami Vatersona. Mój cel – zrozumieć potwora i ukazać prawdę. Wytropić źródło tajemnic, które przez lata pozostawały przemilczane, aby ostatecznie zamknąć ten etap historii planety.
1 2 3 5 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Gwiezdne wojny: Druga szansa
Magdalena Stawniak

20 II 2021

Facet utkwił w nim badawczy wzrok, aż zrobiło mu się nieswojo. Ale dzięki temu przestał płakać. Oficer skinął dłonią zachęcając go do podejścia bliżej. Chętnie to zrobił, bo nie musiał już więcej patrzeć na zwłoki.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Rocznica śmierci mamusi
Jakub Miazga

30 I 2021

Podczas porannego spaceru mijam wierzby i udaję się nad jezioro. Jeszcze unosi się nad nim lekka mgiełka. Wciągam w nozdrza powietrze i poza zapachem mułu oraz zgnilizną pierwszych opadłych liści wyczuwam w jego chłodzie jakby delikatną zimową nutę. Nie wiem, czy to dlatego, że powietrze jest już inne niż wczoraj, czy też dlatego, że nie jestem w Krakowie.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:halas.agn@gmail.com'>Agnieszka ‘Ignite’ Hałas</a>

Wędrujące oko, smog i tramwaje
Justyna Hankus

12 XII 2020

Bogacze i żołnierze są w wieżowcach, do nas przychodzą urzędnicy; przynoszą prowiant, sprawdzają wydajność, nie odpowiadają na żadne pytania. Nie biją nas, nie gwałcą, boją się nas dotknąć. Nie wiem, gdzie mieszkają, gdzie chodzą nocować.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.