Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Tomasz Grysztar
‹Nawet magia›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorTomasz Grysztar
TytułNawet magia
OpisZ wykształcenia matematyk, nigdy nie skończył pisać doktoratu, ale w dalszym ciągu tworzy rzeczy mniej poważne.
Gatunekfantasy, realizm magiczny

Nawet magia

1 2 »
Po drugiej stronie tunelu zobaczyła Czarka oplątującego stworzenie całym pękiem korzeni. A potem w magicznym lesie zaczęło dziać się więcej, niż kiedykolwiek wcześniej, kiedy tam była. Drzewa kołysały się, jakby tańczyły. Z ziemi poderwało się mnóstwo liści i wszystkie zalśniły. Wzleciały setkami, może nawet tysiącami, ale i tak prawie ich nie ubyło na dole.

Tomasz Grysztar

Nawet magia

Po drugiej stronie tunelu zobaczyła Czarka oplątującego stworzenie całym pękiem korzeni. A potem w magicznym lesie zaczęło dziać się więcej, niż kiedykolwiek wcześniej, kiedy tam była. Drzewa kołysały się, jakby tańczyły. Z ziemi poderwało się mnóstwo liści i wszystkie zalśniły. Wzleciały setkami, może nawet tysiącami, ale i tak prawie ich nie ubyło na dole.

Tomasz Grysztar
‹Nawet magia›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorTomasz Grysztar
TytułNawet magia
OpisZ wykształcenia matematyk, nigdy nie skończył pisać doktoratu, ale w dalszym ciągu tworzy rzeczy mniej poważne.
Gatunekfantasy, realizm magiczny
Przydarzyło mi się coś nowego. To miłe, bo wydaje mi się, że dawno już nic się nie zmieniało.
W okolicy pojawiło się stworzenie, które z niczym mi się nie kojarzyło. Było bardzo ruchliwe, chodziło i skakało z miejsca na miejsce, dotykało wszystkiego i odskakiwało z piskiem, jeśli coś się w odpowiedzi poruszyło. Wzbudziło we mnie rozbawienie i zainteresowanie.
– Co za dziwny las! – powiedziało nagle. Zaskoczyło mnie, że były to zrozumiałe dla mnie słowa.
– Dlaczego dziwny? – wyrwało mi się pytanie.
– Ojej! Mówiące drzewo! – krzyknęło stworzenie, odskakując lekko do tyłu.
Nie było to określenie do końca właściwe, ale nie miało to zbytniego znaczenia.
– Tak, można ze mną rozmawiać – powiedziało mi się.
– Nie wierzę! Jestem w zaczarowanym lesie! – wykrzykiwało dalej stworzenie. – Niesamowite! Jak masz na imię?
Zamruczało mi się w oczekiwaniu na właściwe słowo, ale żadne się nie pojawiło. To była jedna z tych rzeczy, które, mimo wysiłku, nie chciały mi się przypomnieć. Może kiedyś było inaczej, ale to też mi się nie pamiętało.
– Zgubiło mi się i nie chce wrócić.
– Dziwne. Jak wszystko tutaj! To na pewno też jakiś czar. Ja mam na imię Gosia.
Jej mowa brzmiała dziwnie, ale jednak całkiem zrozumiale. Coś mi się z tymi słowami kojarzyło, ale były to bardziej wrażenia niż wspomnienia.
– Będę na ciebie mówić Czarek, dobrze? – zdecydowała. Zanim nadeszła odpowiedź, już mówiła dalej. – Tutaj chyba wszystko jest magiczne! Nawet liście lecą z dołu do góry. W normalnym lesie jest raczej odwrotnie. – Wyciągnęła rękę, próbując złapać jeden, ale umknął jej i pofrunął wyżej.
Pomyślało mi się, że słowo, którym je nazwała oznacza jednak jakieś inne rzeczy, nawet jeśli trochę podobne do tych. Właściwe określenie jednak nie chciało mi się przypomnieć.
Jedno z moich odnóży wysunęło się i dotknęło przelatującego obok liścia, który, jak powinien, rozbłysnął jasnym światłem.
– Potrafisz ruszać korzeniami? No tak, chyba nie powinno mnie to dziwić – powiedziała Gosia, ale zapatrzyła się we wzbijający się w górę liść i krzyknęła: – On świeci! I zmienia kolory! Jak pięknie!
Roześmiała się. Skojarzyło mi się z tym jakieś bardzo miłe uczucie.
Moje odnóża dotknęły kolejnych kilku liści, które właśnie zaczynały swój lot. Po chwili unosiły się już wysoko nad nami a w grupie każdy świecił jeszcze jaśniej, niż mógłby w pojedynkę.
– Rozświetlają cały las! – cieszyła się Gosia. – Och! – Nagle jej oczy zrobiły się trochę większe. – Co to za rzeczy na niebie? Jeśli to chmury, to najdziwniejsze jakie w życiu widziałam. Niesamowite!
Znów zaczęła chodzić wokół i przyglądać się wszystkiemu. Nagle udało jej się złapać liść, który zaświecił jej w dłoni.
– Śliczny! – powiedziała. – Czy mogę go zabrać ze sobą? Albo dwa? Zaraz będę musiała wracać, bo się ciotka zdenerwuje. Wiesz, mieszkam teraz u cioci, bo… Mama się bardzo rozchorowała, jest w szpitalu.
To było za dużo słów. Utknęło mi się już na pierwszym pytaniu. Żeby na nie odpowiedzieć, potrzeba było więcej myślenia, więc moje odnóża przesunęły się w miejsce, gdzie mogły znaleźć wsparcie. Gosia obserwowała je cały czas, kiedy się wczepiały.
– Jejku, co to jest? – spytała. – Wygląda jak grzyb, który ma futro. Albo… nie wiem co.
– To decyduje, co się ma robić – powiedziało mi się.
– Co ty opowiadasz?! To jest twój mózg?
– To… prawie dobre słowo. Ale ten jest tylko od trudnych decyzji. Łatwe podejmują się tu bliżej.
Zachichotała, podczas gdy u mnie pojawiły się nowe myśli.
– Możesz zabrać liść – powiedziało mi się. – Możesz wziąć nawet kilka.
– Dziękuję! – złapała jeszcze dwa. – Muszę już iść, ale wrócę tu jutro, na pewno! Do zobaczenia, Czarku!
Zanim pojawiła się odpowiedź, już jej nie było.
A potem przez jakiś czas było spokojnie i wszystko działo się tak jak zawsze. I znowu pojawiła się Gosia.
– Cześć, Czarku! – powiedziała. – Dzień dobry!
– Cześć – odpowiedziało mi się. Podobało mi się to słowo.
– Już się bałam, że nie znajdę drogi. To takie wąskie przejście w gęstwinie, ledwo się w nim mieszczę i trudno je wypatrzyć. Ale to nie takie ważne… Moje liście zniknęły! Czy wróciły może tutaj?
– Nic na to nie wskazuje.
– Ojej, chyba zniknęły zupełnie – zmartwiła się. – Może nie mogą być za długo poza tym lasem?
Zabrakło mi na to odpowiedzi.
– Mogę wziąć jeszcze jeden? Będę go pilnować przez cały czas, odniosę, jeśli będzie się z nim działo coś złego, obiecuję!
Decyzja tym razem nie była już trudna.
– Tak, możesz – powiedziało mi się niemal natychmiast.
Zanim jednak zabrała liść, długo chodziła wokół, przyglądała się wszystkiemu i zadawała mnóstwo pytań. Niestety, większość pozostała bez dobrych odpowiedzi, bo mało co chciało mi się przypomnieć.
Potem położyła się na ziemi i patrzyła w niebo. Pojedyncze liście czasem wyrywały się spod niej i rozświetlały się, odlatując w górę. Patrzyła w ślad za każdym z nich i uśmiechała się.
Kiedy znowu odeszła, zaczęło mi jej brakować. Choć wszystko działo się tak, jak powinno, zdawało się, że czegoś jest za mało.
Zanim wróciła, minęło więcej czasu i tęsknota zaczęła rozmywać się wraz ze wspomnieniami. Kiedy w końcu Gosia pojawiła się, nawet jej imię przypominało mi się z trudem.
Była bardzo poruszona.
– To ciotka podkradła moje liście, uwierzysz? Ona wie o tym lesie, przychodziła tu, kiedy była jeszcze mała. I nic mi nie powiedziała, paskuda! Podobno teraz jest już za duża, żeby się tu dostać. To prawda, że to przejście jest bardzo ciasne… A może chodzi o to, że dorosłym nie wolno tu wchodzić? W każdym razie, ona zabrała te liście i mówi, że ich magia może pomóc mojej mamie. Nie mogła mi tego wcześniej powiedzieć?! Mówi, że nie chciała mi robić nadziei. Ale to głupie! Przecież ja bym ich przyniosła… ile bym tylko mogła!
Przetarła oczy rękawem.
– Mogę wziąć jeszcze trochę? Dla mamy. One chyba naprawdę pomagają.
Trochę trwało, zanim pozbierały mi się myśli.
– Tak, możesz wziąć kilka – powiedziało mi się w końcu. – Nieprędko ich zabraknie.
– Głupia ciotka – powtórzyła parę razy podczas łapania liści.
Potem pobiegła gdzieś i znów długo jej nie było.
• • •
Gosia chciała wrócić do czarodziejskiego lasu następnego ranka, ale nie było na to czasu. Zaraz po śniadaniu trzeba było jechać z ciocią do miasta, odwiedzić mamę w szpitalu, a to zawsze była dość długa podróż. Na miejsce dotarły niedługo przed południem – akurat wtedy, kiedy zaczynano wpuszczać gości na oddział.
– Opowiadaj, co tam u ciebie? – spytała mama, kiedy po serii długich uścisków dziewczynka przysiadła obok niej.
– Podarły mi się dwie koszulki!
– Naprawdę? Jak to?
– W niedzielę ta w gwiazdki. Zaczepiła o gałązki i drru! A wczoraj ta z pszczółką, tak samo mi zrobiła.
– Chyba jednak nie sama, tylko ktoś jej pomógł, prawda? – mama zaśmiała się przyjaźnie.
– Ja tego nie chciałam, przydarzyło mi się! – wyjaśniła Gosia. – Czarek tak o wszystkim mówi, ja też tak będę!
Mama nie przestawała się uśmiechać. Wiedziała już, że to imię nadane mówiącemu drzewu, które sama też znała z dzieciństwa.
– On może ma swoje powody, ale ty powinnaś już przecież wiedzieć, że podejmujesz decyzje, które mają swoje skutki. Nie mówię tylko o tych złych! – dodała pospiesznie, widząc że Gosia spuściła wzrok. – Są takie, z których powinnaś być dumna. Dziękuję ci bardzo, naprawdę bardzo, za liście, one na pewno pomogły. Dziś dostałam potwierdzenie: już pojutrze mnie wypuszczą, będziemy mogły wrócić do domu.
– Tak się cieszę! Ale… nie! Przyjedź do cioci. Ja chcę chodzić do Czarka, do zaczarowanego lasu!
– Och, rozumiem, ale niedługo musisz wracać do szkoły, pamiętasz? Nie martw się, będziemy czasem jeździć na wieś, jeszcze go odwiedzisz.
– Koniecznie! Każdego tygodnia. Możemy?
Mama uśmiechała się i kiwała głową. Doskonale rozumiała, że nie mogło być inaczej.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Części zamienne
Bohdan Waszkiewicz

30 X 2021

Na wybiegu dla lwów przebywał mój ulubiony kolega z pracy. Karmił z ręki ufnie podchodzące zwierzęta, coś cichutko do nich mówiąc i szczerząc w uśmiechu nienagannie białe zęby. Nawet pogłaskał po grzywie ogromnego samca, po czym z radością wręczył mu solidny kawał mięsa.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:edward.strun@gmail.com'>Edward Strun</a>

Sześć oktaw
Edward Strun

2 X 2021

Nerwowo zerkał na zegarek. Za chwilę Baron zadzwoni zaniepokojony brakiem wieści. Do obowiązków dilera należało zameldowanie szefowi o przebiegu każdej większej transakcji. A zlecenie opiewające na dwie bańki z pewnością do takich należało.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Tylko nie z robotami!
Paweł Wolski

10 VII 2021

Na potrzeby zwiększonej grawitacji na HD 85512b naukowcy i farmerzy wypracowali miliardową populację nowych, trawożernych ras, muskularnych i niemal bezmózgich pięciotonowców na krótkich, silnych nogach. Poza rozlicznymi zaletami, miały jedną podstawową wadę: bez opamiętania żarły i rosły więc, no cóż… sami rozumiecie. Produkty ich przemiany materii trzeba było nieustannie z tej przemiłej planetki wywozić.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Czas na światło
— Tomasz Grysztar

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.