Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 maja 2024
w Esensji w Esensjopedii

Marcel Baron
‹Na ścieżce ku kosmicznemu Samhdi-Ra›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMarcel Baron
TytułNa ścieżce ku kosmicznemu Samhdi-Ra
OpisTarnogórzanin. Rocznik 1998. Absolwent II Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Staszica. Członek Śląskiego Klubu Fantastyki. Obecnie studiuję medycynę na Wydziale Nauk Medycznych w Zabrzu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Pisaniem pasjonuję się od dzieciństwa. Jedno z moich opowiadań, pt. „Wszystko już było”, zdobyło drugą nagrodę na V konkursie Nadszaniec Fantastyki w Zamościu w 2015 r. W 2022 r. inne opowiadanie zostało wyróżnione na konkursie Fantastyka2022 Wschód i Zachód, a kolejne w następnej edycji Fantastyka2023 Więcej niż człowiek. Na łamach Esensji gościłem już wcześniej z opowiadaniem „Moja anima”. Poza tym ostatnio opublikowałem skrypt z dziedziny psychiatrii „Czym jest świadomość. W poszukiwaniu odpowiedzi na gruncie neurobiologii i nauk myślicieli Wschodu”.
GatunekSF

Na ścieżce ku kosmicznemu Samhdi-Ra

Marcel Baron
1 2 3 4 »
Dokądkolwiek wyruszysz, Adnana, będziesz w samym sobie. Nie ma innej drogi, by osiągnąć Samhdi-Ra, niż wyrzec się siebie w ogniu Modi-jana-Sy. Będziesz więc wędrował w czasie i przestrzeni, tak naprawdę jednak nie poruszysz się ani o jeden atom. A potem wrócisz ze swojej podróży wzbogacony tylko o ciężar nowych doświadczeń.

Marcel Baron

Na ścieżce ku kosmicznemu Samhdi-Ra

Dokądkolwiek wyruszysz, Adnana, będziesz w samym sobie. Nie ma innej drogi, by osiągnąć Samhdi-Ra, niż wyrzec się siebie w ogniu Modi-jana-Sy. Będziesz więc wędrował w czasie i przestrzeni, tak naprawdę jednak nie poruszysz się ani o jeden atom. A potem wrócisz ze swojej podróży wzbogacony tylko o ciężar nowych doświadczeń.

Marcel Baron
‹Na ścieżce ku kosmicznemu Samhdi-Ra›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMarcel Baron
TytułNa ścieżce ku kosmicznemu Samhdi-Ra
OpisTarnogórzanin. Rocznik 1998. Absolwent II Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Staszica. Członek Śląskiego Klubu Fantastyki. Obecnie studiuję medycynę na Wydziale Nauk Medycznych w Zabrzu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Pisaniem pasjonuję się od dzieciństwa. Jedno z moich opowiadań, pt. „Wszystko już było”, zdobyło drugą nagrodę na V konkursie Nadszaniec Fantastyki w Zamościu w 2015 r. W 2022 r. inne opowiadanie zostało wyróżnione na konkursie Fantastyka2022 Wschód i Zachód, a kolejne w następnej edycji Fantastyka2023 Więcej niż człowiek. Na łamach Esensji gościłem już wcześniej z opowiadaniem „Moja anima”. Poza tym ostatnio opublikowałem skrypt z dziedziny psychiatrii „Czym jest świadomość. W poszukiwaniu odpowiedzi na gruncie neurobiologii i nauk myślicieli Wschodu”.
GatunekSF
Mądrość Dubh-Dy:
Nie ma innej drogi, by osiągnąć Samhdi-Ra, niż poprzez samospalenie w ogniu Modi-jana-Sy, ponieważ lepiej jest spalić swe członki i nie poddawać się ich skłonnościom niż poddawać się ich skłonnościom i nie osiągnąć Samhdi-Ra.
• • •
SERIA TAJEMNICZYCH ZAGINIĘĆ
Zeszłej doby zgłoszono w Tokio aż jedenaście przypadków zaginięć. Do zaginionych należą m.in. Naoko Sasaki, członkini rady wykonawczej Bank of Japan, Youkio Nakamura, reżyser popularnych filmów animowanych, a także ppłk James Marshall, oficer amerykańskiej armii. Policja podjęła już dochodzenie w tej sprawie.
„Japan Today”
Jane Yao przyswoiła ten tekst, ale nie mogła zrozumieć, dlaczego powinno ją to interesować. Wypluła z ust dopalający się papieros i niedbale roztarła go butem. Potem wyłączyła komórkę i schowała ją do czarnej, kopertowej torebki przyozdobionej sztucznymi brylantami. Kilka z nich zdążyło się już wykruszyć.
– Co za towarzystwo – mruknęła. – Pewnie już nie żyją.
Nocą w dzielnicy Shimbasi, kiedy ze stacji odjechał ostatni pociąg, ulice niemal zupełnie pustoszały, jeśli nie liczyć kilku samotnie stojących kobiet, ubranych w obcisłe sukienki i buty na szpilkach. Jane Yao była jedną z nich i, w przeciwieństwie do reszty, tylko w połowie Chinką, w połowie natomiast Szwedką. Jednak każdemu, kto się spytał, mówiła, że jej ojcem jest Amerykanin, który uwiódł w Hongkongu prostytutkę i zrobił jej dziecko, po czym zniknął. Poza tym jednym szczegółem była to najszczersza prawda.
Zamruczał silnik. Yao przestała opierać się o barierkę i się wyprężyła, lecz z samochodu wysiadł znany jej policjant z Komendy Stołecznej, inspektor Hiroshi Tanaka, choć po cywilnemu. Miał poważną minę.
– Hiroshi-san, to chyba nie pana rewir. – Ziewnęła.
– Jestem już po służbie.
– Nie musiał się pan fatygować, żeby mnie znaleźć. Jest pan naprawdę wspaniałomyślny, Hirosi-san. Niestety na próżno; ani w Okubo, ani też tutaj nie szukam tanich hoteli.
Tanaka westchnął i spojrzał na nią błagalnie.
– Yao-san – powiedział smutno, z naciskiem – czy nie wiesz, co się teraz dzieje?
– Ano wiem – przyznała. – Ludzie znikają.
– I mimo tego nie chcesz przeczekać gdzieś tych kilku dni?
– Hiroshi-san, wiesz, że jestem najbardziej zblazowaną baishunpu w całym Tokio. Niektórzy to lubią. Nie zamierzam wchodzić w jakieś układy, na które nie mam ochoty. Lubię się przenosić z miejsca na miejsce, kiedy przyjdzie mi taki kaprys. A jeśli ktoś mnie kiedyś zamorduje? Cóż, tak bywa.
– Nie sposób cię do niczego zmusić, Yao-san – mruknął Tanaka. – Po prostu miałem złe przeczucie i chciałem cię ostrzec. Jakby co, masz mój numer.
– Jakby co, ty też masz mój numer, Hiroshi-san – przedrzeźniła go.
Pomimo słabego światła ulicznych latarni zobaczyła, że się zarumienił. Obserwowała, jak wraca do samochodu i odjeżdża pospiesznie, nie zwracając uwagi na pozostałe kobiety.
Zaledwie rozwiały się spaliny, znów powiało nudą. Jane Yao westchnęła i podłubała w nosie. Jej uszy były wciąż przytkane szumem wielkiego miasta, przez który przedarł się huk samolotu przelatującego przez chmury. Zdała sobie sprawę, że równie dobrze mogłaby zniknąć i tak naprawdę nic by się tutaj nie zmieniło. Tokio żyłoby dalej.
Jane myślała już, że tej nocy nic się nie wydarzy, kiedy zza zakrętu wyłonił się samochód. Sunął powoli wąską jezdnią i zatrzymał się tuż obok niej. Miał przyciemniane szyby. Jedna zsunęła się aż na sam dół. Yao podeszła powoli i oparłszy na drzwiach oba łokcie, zajrzała do środka. W półmroku dostrzegła zarys twarzy mężczyzny, dość młodego, prawdopodobnie Europejczyka, czego się domyśliła po linii jego szczęki i jasnych włosach.
Messēji – powiedziała.
– Nie szukam kłopotów – odparł nieznajomy po angielsku. – A ty?
– Ja nie szukam niczego. Pytanie, czego ty szukasz. Być może będę mogła ci to dać.
Milczał przez chwilę. Potem rzekł:
– Wsiadaj.
Kiedy otworzyła drzwi i w samochodzie zapaliło się światło, mogła mu się lepiej przyjrzeć. Rzeczywiście był biały, miał nordycką urodę; wydatny, prosty nos, silnie zaznaczoną żuchwę i wysokie czoło. Gdy usadowiła się na kremowej, pachnącej nowością skórzanej tapicerce, on również otaksował ją dokładnie.
– Nie jesteś czystej krwi Azjatką – stwierdził.
– Nie – przyznała. – Mój ojciec był Amerykaninem. To problem?
Ruszyli. Prowadził spokojnie, z jedną ręką na kierownicy.
– Nie. Jak się nazywasz?
– Jane Yao.
– Jaka jest twoja cena, Jane Yao?
Polubiła go. Lubiła mężczyzn, którzy poważnie podchodzili do interesów.
– Sześć tysięcy jenów za godzinę. Pięćdziesiąt tysięcy za noc. Trzy tysiące za loda. Dziesięć tysięcy, jeśli chcesz w dupę. Tyle samo, jeśli tobie mam coś wsadzić. Ale sprzęt i zabawki we własnym zakresie. Jeśli chcesz coś z BDSM, trzeba dopłacić dwadzieścia tysięcy. Wtedy jednak wolałabym najpierw ustalić co i jak, żeby nie było nieporozumień. Nie jestem dobra w dominowaniu, lepiej wychodzi mi uleganie. Aha, naprawdę jestem kobietą, taką z cipą, jeślibyś się zastanawiał. Coś jeszcze? A tak, za samo gadanie stawka godzinowa wynosi dziesięć tysięcy. Za szczególne fantazje biorę sto tysięcy. Więc czego ty byś sobie życzył?
– Wezmę to ostatnie – powiedział.
Jane poczuła, jak po karku przechodzi jej lekki dreszczyk. Wyjrzała przez okno. Jechali teraz aleją Sakurada-dori, ruch był bardzo mały. Samochód sunął po asfalcie spokojnie, niemal bezszelestnie. Pomyślała, że jeśli ma umrzeć, ta noc jest dobra jak każda inna.
– Słyszałaś o body paintingu? – dodał, zanim zdążyła zapytać, czego konkretnie sobie życzy. – Jestem w tym całkiem dobry.
– Więc jesteś artystą – mruknęła obojętnie.
– Można tak powiedzieć.
Yao, która ciągle patrzyła przez okno, obserwując mijane wieżowce, spostrzegła, że nieliczne światła rozmywają się i wydłużają. W większości ciemne, pozbawione banerów i neonów fasady budynków zaczęły pokrywać się barwnym plamami, w kształcie prostokątów i kwadratów. Amarant, turkus, indygo, trochę ciemnej żółci. Wszystkie te jaskrawe kolory pojawiły się znikąd i natychmiast rozciągnęły w pasy różnej grubości, szatkując ciemność nocy. Jane zamrugała, lecz cały czas widziała to samo. W zasadzie spektakl wciąż narastał, barwy wyskakiwały zewsząd. Wkrótce nie było już nic, tylko kolorowe smugi, a wszystkie zbiegały się w jednym, kłującym ostrą bielą punkcie dokładnie przed nimi.
Zdążyła jeszcze pomyśleć, że to niezły odlot, zwłaszcza że wcale nie poczuła ukłucia.
• • •
Mądrość Dubh-Dy:
Ten, kto twierdzi, że osiągnął Samhdi-Ra, nie osiągnął tak naprawdę Samhdi-Ra, ponieważ ten, kto osiągnął Samhdi-Ra, nie odczuwa już potrzeby, żeby cokolwiek stwierdzać.
• • •
Z gejzerów na zboczu wulkanu tryskały strugi wrzącej siarki, które opadały potem pod postacią żółtego deszczu. Spływał on po spadzistym dachu klasztoru Ognistego Wozu, bulgotał w rynnach, tryskał ze starannie rzeźbionych, granitowych rzygaczy i pienił się w kałużach pod werandą. Niebo było przytłoczone skłębionymi, szarymi chmurami dwutlenku węgla, spomiędzy których ledwo prześwitywało pomarańczowe światło niegasnącego po tej stronie globu słońca. Dwóch Gautamitów trwało nieruchomo, opierając wypustki o poręcz werandy i patrzyło w milczeniu przed siebie.
– Szlachetny mistrzu – odezwał się ten, którego ciało było gładkie i kremowe, a czarnych, soczewkowatych fotoreceptorów na szczycie wieżyczki nie zasnuwał matowy nalot. – Wiedz, że pogoda jest wyjątkowo burzowa. Niebo szczelnie pokrywają chmury, a siarkowy deszcz pada obficie. Za to nie ma silnego wiatru.
Przemówił rzecz jasna nie za sprawą dźwięku, a dzięki falom kwantowej telepatii, ponieważ był to jedyny sposób, w jaki Gautamici mogli się porozumiewać.
– Głupi uczniu – odparł ten drugi – nie zapominaj, że pogoda nie jest twoim opisem, ani tym, jak go sobie wyobrażę. A już na pewno nie jest dobra ani zła. Pogoda to pogoda.
1 2 3 4 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: Waldemar Jagliński

Malarz, chłopiec i Ewa
Waldemar Jagliński

20 IV 2024

Pośród soczystych traw zobaczył znajomą postać. Obraz zafalował, stał się żywy, a chłopiec z pierwszego planu znikał i pojawiał się, pulsując barwami. Kilka większych kwiatów pochyliło się w stronę Promyka, a ten uśmiechnął się szeroko i wskoczył na mocne łodygi.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:tatsusachiko@gmail.com'>Tatsu</a>, wygenerowane przy pomocy AI

Bestseller
Marcin Pindel

16 III 2024

— Spójrz prawdzie w oczy: marny z ciebie pisarzyna, takich „talentów” jest na pęczki w każdym zakątku tego kraju. Nawet wśród twoich uczniów było wielu lepszych od ciebie; pewnie to zauważyłeś, czytając ich wypracowania, ale twoje chore przekonanie o tym, że jesteś wyjątkowy, pozbawiło cię trzeźwego osądu. Tylko ja mogę ci pomóc, jedyne, co musisz zrobić, to o to poprosić.

więcej »
Ilustracja: Małgorzata Myśliborska

Pająki
Jan Myśliborski

14 I 2024

Było już prawie zupełnie ciemno. Kiedy zatrzaskiwał ciężkie skrzydło bramy, wydało mu się, że po drugiej stronie drogi dostrzegł zarys sylwetki stojącego pod drzewem człowieka. Mimo wszystko poczuł coś w rodzaju ulgi, gdy już przekręcił klucz.

więcej »

Polecamy

...ze szkicownika, cz. 9

...ze szkicownika:

...ze szkicownika, cz. 9
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 8
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 7
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 6
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 5
— Jacek Rosiak

Za kulisami autoportretu, cz. 3
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 4
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 3
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 2
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 1
— Jacek Rosiak

Zobacz też

Tegoż twórcy

Moja anima
— Marcel Baron

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.