Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 lipca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj
‹Mos Eisley 2000›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna ‘Cranberry’ Nieznaj
TytułMos Eisley 2000
OpisSylwester 1999 r. w kantynie w Mos Eisley. Oczywiście na wesoło.
Gatunekfanfiction, space opera

Gwiezdne wojny: Mos Eisley 2000

– Drodzy goście! – zawołał barman. – Za chwilę północ. Trzy, dwa, jeden…
Wszystkie miotacze plunęły ogniem, osmalając i tak już popalony sufit. Orkiestra zaczęła grać dwa razy głośniej niż poprzednio. Prawie nie dało się oddychać rozgrzanym, zadymionym powietrzem.

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Gwiezdne wojny: Mos Eisley 2000

– Drodzy goście! – zawołał barman. – Za chwilę północ. Trzy, dwa, jeden…
Wszystkie miotacze plunęły ogniem, osmalając i tak już popalony sufit. Orkiestra zaczęła grać dwa razy głośniej niż poprzednio. Prawie nie dało się oddychać rozgrzanym, zadymionym powietrzem.

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj
‹Mos Eisley 2000›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna ‘Cranberry’ Nieznaj
TytułMos Eisley 2000
OpisSylwester 1999 r. w kantynie w Mos Eisley. Oczywiście na wesoło.
Gatunekfanfiction, space opera
W noc sylwestrową obowiązywało w Mos Eisley zawieszenie broni. Ścigający i ścigani zebrali się w kantynie, by powitać nadejście nowego tysiąclecia.
Guri zjawiła się uwieszona na ramieniu Greedo. Oczywiście ubrana w wojskowe spodnie, skórzana kurtkę i bluzeczkę odsłaniającą pępek, wokół którego wytatuowany był napis „Jabba is sexy”. Jedną ręką obejmowała Rodianina za szyję, drugą poklepywała czule miotacz wiszący nisko na udzie.
– Guri! – zawołał Han Solo. – Witaj.
Dobrze się znali. Bardzo dobrze.
– Ty sukinsynu! – wrzasnęła, przystawiając mu lufę do głowy. – Jeszcze raz naślesz na mnie patrol, to cię zastrzelę. Wiozłam dla Jabby białą wróżkę. Jakby ją znaleźli, kopałabym teraz sól na Kessel.
– Guri, nie tak nerwowo – Han uśmiechnął się czarująco. – Wypadek przy pracy, kogoś przecież musieli zrewidować.
Wyjął Guri miotacz z ręki, włożył do kabury i już miał ją pocałować, kiedy spojrzał na Greedo.
– Pozbądź się go, od paru dni czuję się nieswojo przy łowcach nagród.
– Ale ja też jestem łowcą nagród – zmrużyła zalotnie oczy.
– Przy tobie jest mi zawsze bardzo miło.
Greedo nie wytrzymał. Odepchnął Hana od dziewczyny i wysyczał mu prosto do ucha ze swoim śpiewnym, huttyjskim akcentem:
– Uważaj, Solo. Dzisiaj jest święto, ale jutro nie żyjesz. Jabba dużo płaci.
Potem odciągnął Guri w stronę baru. Posłała Hanowi całusa.

W kącie sali siedział Samotny Biały Jedi i z ponurą miną sączył drinka. Jako tajny agent Rebelii nie widział dla siebie w tym zakazanym miejscu zbyt dużego pola do działania. Poza tym było święto, a jego dom bardzo daleko.
– Coś ty za jeden?
Jedi nie uznał za stosowne odpowiedzieć.
– Nie lubimy tu obcych. Zwłaszcza dziwnie wyglądających.
Jedi z żalem uświadomił sobie, że już za chwilę trzeba będzie wyjąć miecz. Ale wtedy rozległ się drugi głos.
– Daj spokój, Boba. Jest impreza. Zostaw go albo stąd wylecisz.
Trudno powiedzieć czy większy skutek odniosły słowa Hana, czy łapa Chewiego na ramieniu łowcy nagród. Tak czy owak, Boba Fett się wyniósł.
W takiej sytuacji Jedi musiał postawić załodze „Sokoła” whisky. Trzeba jednak przyznać, że zrobił to z przyjemnością.

Siedli przy barze koło Guri, która właśnie wyjęła pudełeczko z białą wróżką. Zaciągnęła się i kiedy podniosła głowę, jej oczy podejrzanie błyszczały.
– Mmm… – mruknęła – boska… Jeżeli Rebelia zalegalizuje takie cudeńka, to się do nich przyłączę.
– Co ty, dziecko, wiesz o Rebelii – nie wytrzymał Samotny Biały Jedi.
– Wystarczająco dużo, żeby rozpoznać szpiega – zachichotała.
Jedi zbaraniał.
– Nie bój się, nikomu nie powiem. Jestem apolityczna, nawet w wojny gangów się nie mieszam.
– Wiemy, wiemy – przerwał jej Lando Calrissian, który wyłonił się nagle jak spod ziemi. – Dlatego jednakowo lubisz i Hana, i Greedo. A w wolnych chwilach stajesz się maskotką Jabby.
– Byłam ochroniarzem.
– Od kiedy to ochroniarze robią striptiz?
– Jaki tam striptiz, zdjęłam pas z miotaczem.
– Guri! Publicznie? Jak na ciebie to szczyt rozpusty.
– To mój jak zwykle uroczy przyjaciel Lando Calrissian, jeszcze bardziej apolityczny niż ja – przedstawiła ich sobie. – A to… Jak ci na imię?
– Igen.
– Igen, rebeliancki agent.
Jedi mało się nie zakrztusił drinkiem.

– Stawiam każdą sumę, że Lorka Zendo wygra za tydzień! – krzyczał Greedo.
– Każdą? – Han był mniej pijany, więc myślał rozsądniej. – Może te udziały, które podobno masz w Mos Espa Space Transport?
– Umowa stoi.
– Świetnie, Greedo. Jeżeli wygra Sebulba, biorę twoją forsę. Tylko tu podpisz, o tutaj.
– Greedo niczego nie podpisze, słoneczko – Guri wykręciła Hanowi rękę, w której trzymał flamaster. – Chyba, że wytrzeźwieje.
– Jakaś ty słodka.
– Dla ciebie zawsze.
Nie można powiedzieć, żeby wykręciła ten nadgarstek boleśnie.
– Chodź, Han – zawołał Greedo, nie zauważając całej afery. – Barman! Daj nam tego szatana z Kashyyyk.
Chewbacca słysząc to, ryknął z aprobatą i walnął pięścią w stół, co oznaczało, że dla siebie i Samotnego Białego Jedi zamawia to samo.
Odporność Igena na alkohol powoli się wyczerpywała.

Orkiestra grała liryczną melodię. Lando porwał do tańca jedną z kręcących się po knajpie dziwek. W parze z szarmanckim właścicielem kopalni wypiękniała nagle i nabrała elegancji. Wirowali w szumie jego błękitnego płaszcza.

Ulicą Mos Eisley przeszedł patrol szturmowców. Było zupełnie cicho, gwiazdy świeciły jasno w zimnym powietrzu.
Dopiero koło kantyny żołnierze usłyszeli muzykę, wrzaski i śpiewy. Z wejściowych drzwi wylewała się smuga pomarańczowego światła.
Ale zabawa przebiegała spokojnie i nie było trzeba interweniować. Nie weszli więc. Nawet jeżeli kilku chciałoby to zrobić.

Impreza osiągała maksimum szaleństwa. Han i Greedo jak zwykle przy takich okazjach pili bruderszaft i jak zwykle zapewniali się o swojej wiecznej przyjaźni. Samotny Biały Jedi opowiadał Chewiemu o lokalizacji bazy na Dantooine.
– …Bardzo sprytnie, mówię ci, nigdy nas nie znajdą…
Ale Wookiee spał już na szczęście z głową na barze i niczego nie słyszał.
Guri w przypływie szczególnie dobrego humoru tańczyła na stole przed entuzjastyczną przemytniczą publicznością. Chociaż mówiła i poruszała się normalnie, była kompletnie naćpana. Dodawało jej to nieprzyzwoitej urody.
– Hej, popatrz – Lando szturchnął w ramię Dasha Rendara.
Ale ten nie odrywał wzroku od szmuglerki. Właśnie zaczęła zdejmować kurtkę.
– Dash, popatrz.
Czarna skóra wylądowała na podłodze, a Guri nie wyglądała, jakby chciała zdjąć coś jeszcze. Kołysała tylko do rytmu nagimi ramionami. Rendar niechętnie się odwrócił.
Po przeciwnej stronie sali siedział Boba Fett i mimo hełmu jasne było, że wpatruje się w Guri jak w obrazek.
– Biedny Boba! – zarechotał Dash. – A to mu się trafiło.
– Zwłaszcza z jego zasadami moralnymi.
– Że jak?
– Co ty, Rendar? Jesteś chyba jedyną osobą w galaktyce, która nie wie, że Boba Fett uznaje jedynie zalegalizowane związki.
– No to ma pecha.

Greedo uczył Hana hymnu Rodii. Przekrzykiwali orkiestrę. Lando aż się skrzywił. Han nie umiał w sposób zrozumiały powtórzyć najprostszych słów. Greedo to nie przeszkadzało.
Przy barze pojawił się Owen Lars z farmy na zachód od Mos Eisley. Chciał kupić świece. Ich generator prądu miał strasznie stare oprogramowanie i po północy mogły być z nim problemy.
Lars przywitał się grzecznie z Calrissianem, dał się przedstawić Dashowi, ale ogólnie sprawiał wrażenie zniesmaczonego atmosferą lokalu.
– Za prawdziwych kumpli! – ryknął Greedo i po spełnieniu toastu padli sobie z Hanem w ramiona, tonąc we łzach.
– Kapitan Solo miał nerwowy tydzień. Jabba kazał go zabić – Lando wyszczerzył zęby w swoim najbardziej bezczelnym uśmiechu. Owen Lars tylko uniósł oczy do nieba.
– No to masz te świece, czy nie?
Luke Skywalker czekał w drzwiach i z niekłamaną przyjemnością przyglądał się Guri. Zauważyła to, uśmiechnęła się rozkosznie i przesunęła dłonią po tatuażu.
Lars wziął bratanka za kołnierz i wyprowadził na zewnątrz.

Muzyka ucichła nagle.
– Drodzy goście! – zawołał barman. – Za chwilę północ. Trzy, dwa, jeden…
Wszystkie miotacze plunęły ogniem, osmalając i tak już popalony sufit. Orkiestra zaczęła grać dwa razy głośniej niż poprzednio. Prawie nie dało się oddychać rozgrzanym, zadymionym powietrzem.
– Niech żyje Mos Eisley 2000! – wrzasnęła Guri.
– Niech żyje zyskowny przemyt! – zawtórował jej Han.
– Za Nową Republikę!
– A niech mnie, może być i za Nową Republikę!
– Za łowców nagród!
– Za Jabbę, niech żyje długo i z każdym rokiem pięknieje!
– Za Rodię! – wołał Han.
– Za planetę, na której urodził się Han Solo, chociaż to pewnie paskudne miejsce!
– Za Boonta Race! – krzyczał ktoś, a wszyscy podchwycili.
– Boonta Race zawsze! I za Sebulbę!
– Nie, za Lorkę Zendo!
– Za wszystkich naszych chłopców, którzy są w Rebelii! – powiedział ni stąd ni zowąd Dash Rendar.
– I za wszystkich naszych chłopców, którzy są szturmowcami – zupełnie serio dodała Guri.
– Dobrze, niech będzie – zgodził się Jedi.
– Słuchajcie, za kantynę!
– I whisky!
– I białą wróżkę!
– I szatana z Kashyyyk!
– Za „Troublemakera"!
– I „Sokoła"!
– Grhhrr…! – ryczał Chewbacca.
– I kopalnię w Mieście Chmur, własność mojego drogiego, nagle ustatkowanego przyjaciela! – wołał Han.
Puste butelki po wódce tłukły się na szczęście.
Guri siadła przy barze i zaczęła ścierać z twarzy łzy wzruszenia.
– Co jej? – spytał Jedi.
– Normalne. Biała wróżka daje taką ładną sinusoidę – Dash poruszył dłonią w górę i w dół.
Rzeczywiście już po chwili Guri szlochała rzewnie w ramionach Lando.
– Tylko ty jesteś prawdziwy facet… I prawdziwy przyjaciel…
Potem bełkotała coś po huttyjsku. Calrissian zupełnie nie mógł jej zrozumieć, chociaż znał ten język naprawdę dobrze.
Świtało. Samotny Jedi pił przy barze sok pomarańczowy. Lando, który zaraz po północy ulotnił się z jedną z panienek, trzeźwy i wyspany dyskutował teraz z Dashem o nowych przepisach celnych.
Greedo spał na ławie, wciśnięty między stolik i ścianę. Barman zamiatał z podłogi szkło, starając się go nie obudzić.
Przy najlepszym stoliku Sebulba i jego świta jedli suto zakrapiane śniadanie. Trafili tu koło trzeciej, kiedy urządzili sobie wyścig na trasie Mos Espa – Mos Eisley. Najwięcej pił ten, którego maszynę Sebulba rozwalił w drobny mak w wąwozie kilometr na północ od farmy Larsów.
W drzwiach zjawił się Boba Fett. Nie zważając na głupawo chichoczących Dasha i Calrissiana, kupił dwie butelki szatana z Kashyyyk, schował do kieszeni i poszedł na pustynię pić.

W pałacu Jabby wszyscy spali jak dzieci. Idealny moment, żeby zdobyć twierdzę i zmienić układ sił na Tatooine. Niestety członkowie konkurencyjnych gangów też nie byli w stanie podnieść się z łóżek. Lub z jakichkolwiek innych miejsc, w których spali.

Guri obudziła się na „Slave I”, lekko zszokowana nowym otoczeniem. Potem znalazła przy łóżku termos z kawą, kochany Boba, tak mnie głowa dzisiaj boli; i zaczęła sobie wszystko po kolei przypominać. Muzykę w kantynie, przemarsz z Bobą zygzakiem ulicami Mos Eisley, ze śpiewem na ustach oczywiście. Jak chciała zamykać śluzę na statku strzałem w zamek, ale ją powstrzymał. Że pili dalej razem i że ją poprosił o rękę.
– Boba, złotko, co to, to nie.
No i poszedł sobie.
Wiedziała też, że Boba Fett zdjął na statku hełm i Guri była być może jedyną żyjącą osobą, która kiedykolwiek widziała jego twarz. Ale jak on wygląda, tego już sobie Guri w żaden sposób przypomnieć nie mogła.

Na platformie numer 94 Han i Chewie pośpiesznie pakowali ostatnie pudła i dokręcali ostatnie śruby w swoim nigdy nie psującym się statku. Musieli zdążyć, zanim wraz z nowym dniem nie skończy się zawieszenie broni i zanim obudzi się Greedo.
Han załatwił formalności z dyżurującym na lądowisku urzędnikiem. Wracając zastał Chewiego przed statkiem. Obok pięknego czerwonego napisu „Sokół” Wookiee trochę krzywo dopisywał farbą „Millennium”.
koniec
1 października 2002

Komentarze

17 VII 2015   16:26:13

Urocze! Kilka razy parsknęłam śmiechem (– Za Jabbę, niech żyje długo i z każdym rokiem pięknieje!), uśmiech utrwalił mi się na pysku na dłużej. Gościnne wystąpienie Larsa Owena i Luke'a - bezcenne.

18 VII 2015   19:29:00

@Marta- zapoznaj się z innymi fanfikami "Cranberry", a zobaczysz galaktykę StarWars z zupełnie innej strony. Do tego jeszcze komiks o Szalonym Mimbanicie i nigdy już midichloriany nie przestaną tańczyć rumby w twoich żyłach.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Lagasz. Za cenę krwi
Barbara Konopka

2 VII 2022

Hegal poszedł za radą Hassema, gdy odkrył w swym łożu jadowitego skorpiona. Poskromił pierwszy odruch lęku i odrazy. Potraktował to zdarzenie jak naturalną kolej losu, nieuchronność, która musiała się wydarzyć.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Sin-ra
Anna Sikorska

2 IV 2022

Spróbowała odtworzyć w pamięci ich nieskładną wymianę zdań. Jej biedny, ranny symbiont nie mógł pomóc. Z zapamiętanych fragmentów wywnioskowała, że Gertrand pytał głównie o sin-ra. Wtedy złożyła to na karb ich obcości, faktu, że sami nie posiadali symbiontów, ale teraz…

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Miasto Słońca
Paweł Wolski

15 I 2022

Tym razem jednak, kiedy na dany mi przez cicerone znak jednym ruchem ściągnąłem z Niespodzianki osłaniające ją płótno, pośród z górą dwóch tysięcy skupionych wokół rezydentów zapanowała absolutna cisza.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Druga szansa
— Magdalena Stawniak

Nowa układanka ze starych klocków
— Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Mroziuk, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Przemytnik i pozostali
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 razy Darth Vader
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wróg publiczny, cz. 7
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 6
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 5
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 4
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 3
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 2
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Tegoż twórcy

Nocą wszystkie koty są czarne
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.