Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 czerwca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj
‹Światełko›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna ‘Cranberry’ Nieznaj
TytułŚwiatełko
OpisAlternatywna kontynuacja „Drugiej strony Mocy” Achiki i Cranberry przy założeniu, że Cran została Darth Beyre. Akcja rozgrywa się kilka lat po wydarzeniach opisanych w „Obławie”.
Gatunekspace opera

Gwiezdne wojny: Światełko

1 2 3 4 »
Bocznym wejściem na balkon weszło kilku szturmowców w szarostalowych mundurach i z gotowymi do strzału miotaczami. Stanęli po obu stronach drzwi i przy barierce. Wtedy pojawiła się młoda kobieta w czarnej pelerynie obszytej srebrem, w rękawicach, z jasnymi włosami do ramion. Za nią pozostali żołnierze.

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Gwiezdne wojny: Światełko

Bocznym wejściem na balkon weszło kilku szturmowców w szarostalowych mundurach i z gotowymi do strzału miotaczami. Stanęli po obu stronach drzwi i przy barierce. Wtedy pojawiła się młoda kobieta w czarnej pelerynie obszytej srebrem, w rękawicach, z jasnymi włosami do ramion. Za nią pozostali żołnierze.

Anna ‘Cranberry’ Nieznaj
‹Światełko›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna ‘Cranberry’ Nieznaj
TytułŚwiatełko
OpisAlternatywna kontynuacja „Drugiej strony Mocy” Achiki i Cranberry przy założeniu, że Cran została Darth Beyre. Akcja rozgrywa się kilka lat po wydarzeniach opisanych w „Obławie”.
Gatunekspace opera
W momencie, kiedy „The Shadow” wyszedł z nadprzestrzeni, w stolicy Chandrilii była wczesna noc. Inauguracja nowego roku akademickiego miała się odbyć dopiero następnego dnia, nie było więc najmniejszego sensu już teraz wysyłać na dół promu. Zgodnie z wcześniejszymi rozkazami piloci i nawigatorzy wprowadzili niszczyciela na orbitę i spokojnie zajęli się innymi obowiązkami.
Beyre cały czas pobytu w nadprzestrzeni spędziła w swojej kwaterze, mogąc nareszcie odpocząć. Miała ostatnio dużo irytujących i pilnych, a po prostu głupich spraw do załatwienia. Teraz stwierdziła, że zrobiła, co do niej należało, a resztą niech się zajmują jej podkomendni. W końcu za to dostają żołd. Sama zamknęła się w swoim apartamencie z głębokim postanowieniem egoistycznego relaksu. Nie do końca udało jej się to zrealizować, bo jednak musiała dopracować plan dalszego postępowania w kilku kwestiach, ale jak na nią równe sześć godzin odpoczynku, poza snem, to było bardzo dużo. I wcale nie miała zamiaru zrezygnować z jego końcówki tylko dlatego, że dolecieli.
Siedziała w dużym czarnym fotelu, który unosił się jakieś dwa metry nad podłogą w sali łączności. Pomieszczenie należało oczywiście do ściśle prywatnych. Ściany pokryte były monitorami, na których wyświetlały się przeróżne obrazy, od zdjęć z kamer przemysłowych na niszczycielu do serwisów informacyjnych najważniejszych stacji. Zwykłego człowieka rozbolałyby oczy, ale jej się tu świetnie pracowało. Jeżeli na którymś z bocznych ekranów coś było nie tak, zauważała to kątem oka.
Beyre ucieszyła się, kiedy wyszli z nadprzestrzeni, bo miała już dość odcięcia statku od kontaktu ze światem zewnętrznym.
– Włącz radio – rzuciła w przestrzeń.
Polecenie odebrał komputer zawiadujący wszystkimi automatami i robotami w apartamencie. Sterował kuchnią, sprzętem sprzątającym i medycznym, włączaniem i wyłączaniem światła; przechowywał dane o stanie zdrowia Beyre, kartotekę jej oficerów i szczegółowy życiorys księcia Xizora. A poza tym zajmował się na przykład łącznością.
Nie musiał się dopytywać, co jego pani ma na myśli, mówiąc „radio”, bo zawsze chodziło jej o studencką radiostację „Nowa Chandrilla”. Z głośników w różnych punktach pomieszczenia popłynęła ostra nowoczesna muzyka.
Beyre uśmiechnęła się pod nosem. Chyba wszyscy jej podwładni mocno by się zdziwili wiedząc, że tego słucha. No ale bez przesady, w końcu jest znacznie młodsza od połowy swoich oficerów.
„Nowa Chandrilla” uchodziła za rozgłośnię alternatywną. To, że działała pod oficjalnym szyldem uniwersytetu, było dowodem jego liberalizmu. Dzięki niemu dziennikarze z „Nowej Chandrilli” dostali dostęp do łączy nadprzestrzennych. Promowali niekomercyjną muzykę, wygłaszali kontrowersyjne opinie, czasem mocno niestosowne. Kiedyś robili sobie żarciki z imperialnej floty.
Ale to wszystko raczej Beyre bawiło, niż drażniło. Znała dokładnie skład zespołu prowadzącego radiostację. Studenci przedostatnich lat – fizycy różnych specjalności, lekarze, programiści. Oczywiście ani jednego politologa. Ktoś, kto ma takie poglądy jak oni, nie idzie w dzisiejszych czasach na politologię.
Beyre ich lubiła i wiedziała o nich więcej, niż mogliby się w najśmielszych domysłach spodziewać. Znała też sposób na spiłowanie pazurków zbuntowanym tygryskom z „Nowej Chandrilli”. Za rok dostaną od niej świetne propozycje pracy dla wojska. Najlepszy sprzęt, obłędne kwoty na doświadczenia. Polityka wywietrzeje im z głów.

Beyre stuknęła w klawisz na poręczy i fotel uniósł się trochę w górę. Muzyka była teraz spokojniejsza, grana na nieznanym jej instrumencie. Beyre ziewnęła. Była rozleniwiona i starała się jak najlepiej wykorzystać resztkę wolnego czasu. Siedziała skulona w fotelu, ubrana jak do snu w białe, luźne spodnie i bluzę. Owinęła się swoim czarnym płaszczem i podwinęła bose stopy na siedzenie, bo w kajucie wcale nie było ciepło.
Pełny brak mobilizacji. Nawet miecza nie miała w zasięgu ręki. Żeby dostać się aż tutaj, trzeba by mieć oddział wojska i sporo materiałów wybuchowych, a wtedy miecz nie na wiele by się przydał.
Miała już łączność, więc teoretycznie mogła wejść do sieci i przejrzeć sobie najnowsze zapisy w bazach Vadera albo korespondencję Xizora, ale jej się nie chciało. Mniejsza o Falleen, ale Vader był zbyt spostrzegawczy, żeby mogła sobie pozwolić na brak koncentracji.
Z wrodzoną skromnością uważała się za jednego z najlepszych hakerów w galaktyce i być może była to prawda, bo oprócz umiejętności miała specyficzną intuicję, która przydawała się i przy tej okazji.

Czas płynął i trzeba się było przygotować do lotu na planetę.
– Daj mi obiad – rozkazała Beyre, nie przejmując się zupełnie tym, że według żadnego z dwóch obowiązujących na niszczycielu czasów nie było pory obiadu.
Po kilku minutach drzwi rozsunęły się i stanął w nich robot z tacą w ręku. Za nim do sali wlazł Deixel, wielki grafitowo czarny vornskr, potężne bydlę o tępo zakończonym pysku i żółtych ślepiach.
Beyre prychnęła poirytowana. Wypuściła zwierzę z jego kajuty, żeby mogło chodzić po całym apartamencie, ale to nie znaczy, że chce je mieć tutaj.
Dbała o niego, karmiła surowym mięsem, nikt też nie mógłby powiedzieć, że dręczy wielkiego drapieżnika zamknięciem w prywatnej kwaterze. Codziennie biegał razem z nią wiele kilometrów po niszczycielu.
Jednak miała go już dosyć. Z trudem się do tego przyznawała przed samą sobą, ale zaczynała ją męczyć napięta atmosfera, która wytwarzała się między nimi, a dla której w ogóle wpadła na pomysł zdobycia dla siebie takiej maskotki. Strach, niepewność, skrywana agresja. Deixel czuł doskonale, że ona jest Sithem, nawet, kiedy nie używała Mocy. Z jednej strony słuchał się jej bezwzględnie, ale z drugiej – bywał przecież nieprzewidywalny.
No a Beyre nie była przyzwyczajona do liczenia się z kimkolwiek. Drażniło ją, że przy vornskrze nie może nawet przesunąć Mocą na odległość przedmiotów na półce. To znaczy mogła oczywiście, ale nie miała pojęcia, co by wtedy zrobił i bała się próbować.
Przed miesiącem zdarzyło się jej coś naprawdę nieprzyjemnego. Medytowała w gabinecie z oknem. Szykował się duży atak, chciała być przygotowana.
W transie cały czas miała wrażenie, że z Deixlem jest coś źle, coś jej przeszkadzało, a obecność vornskra w pomieszczeniu obok czuła bardzo wyraźnie. Ocknęła się i z mocno mieszanymi uczuciami poszła sprawdzić. Nie otworzyła drzwi, tylko popatrzyła na zamontowany w nich monitor z obrazem z kamery wewnątrz. Nic. Pełen spokój. Vornskr leżał zwinięty pod ścianą.
Tknęło ją i przewinęła do tyłu, do momentu, kiedy medytowała. Vornskr rzucał się na drzwi, drapał je pazurami, żółte ślepia błyszczały. Zrobiło się jej zimno.
Później wszystko było z pozoru normalnie, ale Beyre dojrzewała do radykalnego rozwiązania. Problem w tym, że oznaczałoby to przyznanie, że się vornskra po prostu boi, a to była ostatnia rzecz, na którą miała ochotę.

Deixel wszedł za robotem do sali łączności i sprawiał wrażenie spragnionego towarzystwa. Beyre gwałtownie obniżyła fotel, ale i tak skoczyła na podłogę z większej wysokości niż zrobiłby to na jej miejscu kto inny.
– Wynoś się stąd! – wrzasnęła, wskazując vornskrowi drzwi. – Wynocha!
Była zła. Deixel popatrzył na nią zdziwiony, ale nie wyszedł.
I wtedy Beyre zaczęła kaszleć. Kolejny, chociaż oczywiście mniej ważny powód, dla którego chciała się go pozbyć. Uczulenie.
Charcząc i z trudem łapiąc oddech, wyrzuciła zwierzę. Włączyła wentylację na maksymalny przepływ. Siadła z powrotem w fotelu i minęła długa chwila, zanim uspokoiła się na tyle, żeby kazać robotowi odgrzać jedzenie, które w międzyczasie wystygło.
Uczulenie. Rycerze Jedi nie miewają takich felerów. To istoty doskonałe, pozbawione genetycznych niedoróbek. Tego ją przez lata uczono. Ale ona doskonale pamiętała, że w domu dziecka kaszlała, kiedy ktoś z kolegów przyniósł jakiegoś zwierzaka. Przeszło jej, kiedy odleciała z Ziemi. Kiedy została Jedi.
A teraz wróciło. Niedawno.
• • •
Nad kampusem chandrillskiego uniwersytetu świeciło słońce. Beyre kazała posadzić prom na głównym placu. Specjalnie przyleciała wcześniej, żeby móc się przespacerować. Zresztą niech sobie rektor nie myśli, że jak zaprosi Beyre na południe, to o dziesiątej może się czuć bezpiecznie.
Szła przez alejki, Piett tuż za nią, reszta eskorty bardziej z tyłu. Budzili zainteresowanie, ale niezbyt duże. Chandrilla należała do centrów galaktycznego życia, uprzywilejowane rządowe statki lądujące na kampusie i wysiadający z nich notable z wojskową ochroną wcale nie byli tu rzadkim widokiem.
Poranne słońce świeciło w szkle i metalu budynków. Na fontannach tworzyła się tęcza. Beyre miała słabość do Chandrilli, inaczej się tego nazwać nie dało.
Nie bez powodu to ten uniwersytet został zaszczycony jej propozycją. Postanowiła mianowicie wybudować centrum doświadczalne dla fizyków zajmujących się cząstkami elementarnymi. Armii się to opłacało. Wielki akcelerator, który powstał na Chandrilli, będzie wykorzystywany do wojskowych badań. Beyre finansowała inwestycję z własnych funduszy, ale Imperatorowi pomysł się spodobał do tego stopnia, że dołączył się do prezentu.
1 2 3 4 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Sin-ra
Anna Sikorska

2 IV 2022

Spróbowała odtworzyć w pamięci ich nieskładną wymianę zdań. Jej biedny, ranny symbiont nie mógł pomóc. Z zapamiętanych fragmentów wywnioskowała, że Gertrand pytał głównie o sin-ra. Wtedy złożyła to na karb ich obcości, faktu, że sami nie posiadali symbiontów, ale teraz…

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Miasto Słońca
Paweł Wolski

15 I 2022

Tym razem jednak, kiedy na dany mi przez cicerone znak jednym ruchem ściągnąłem z Niespodzianki osłaniające ją płótno, pośród z górą dwóch tysięcy skupionych wokół rezydentów zapanowała absolutna cisza.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Wędrowny Teatr Lalek Jeremium Patajasz
Anna Robak-Reczek

18 XII 2021

Wystarczyło kilka nieznacznych ruchów, i snuła się historia. Młody chwilę patrzył na to, co robi mój towarzysz, a potem, nie odrywając od niego wzroku, wyjął z kangurzej kieszeni bluzy niedużą lalkę. Biedne to stworzenie po przejściach dołączyło nieśmiało do tej, którą trzymał stary. Nie wiem, kto kogo prowadził, ono chłopca, czy on je.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Druga szansa
— Magdalena Stawniak

Nowa układanka ze starych klocków
— Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Mroziuk, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Przemytnik i pozostali
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 razy Darth Vader
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wróg publiczny, cz. 7
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 6
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 5
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 4
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 3
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 2
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Tegoż twórcy

Nocą wszystkie koty są czarne
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.