Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 kwietnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Grzegorz Wiśniewski
‹Tolkienowska opowieść wigilijna›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorGrzegorz Wiśniewski
TytułTolkienowska opowieść wigilijna
OpisZgodnie z długą (już czteroletnią) tradycją, Greg Wiśniewski obdarza nas opowieścią wigilijną (wcześniejsze – Imperialną, Matriksową i Obcą znajdziecie w poprzednich numerach „Framzety” i „Esensji”). Miała sie ona pojawić w grudniu, który to termin wydawał się właściwszy, ale dystrybutor wyciął nam numer i wprowadził do polskich kin „Władcę Pierścieni” z dwumiesięcznym opóźnieniem. Dlatego też, drodzy Czytelnicy, otrzymujecie Tolkienowską Opowieść Wigilijną na …Wielkanoc.
Gatunekfanfiction, fantasy

Tolkienowska opowieść wigilijna

Grzegorz Wiśniewski
« 1 2 3

Grzegorz Wiśniewski

Tolkienowska opowieść wigilijna

– Powiedziałem: Laponia, szczeniaki – sprecyzował warknięciem Annatar – To takie miejsce na północy, gdzie jest pełno najrozmaitszych różnych prezentów…kosztowności… elfich mieczy… zbroi z mithrilu… – uniósł wzrok pod powałę. – Złota… balrogów…klejnotów… bogactw…
Fiona, najmniejsza córka Pippina otworzyła szeroko oczy.
– Ballogów? – wysepleniła.
– Bogactw – poprawił ją Annatar, zdenerwowany jak zwykle.
– A ballogowie?
– Nie ma żadnych balrogów. Przejęzyczyłem się.
Fiona wygięła usta w podkówkę, a oczy zaszły jej łzami.
– Nie ma ballogów? Łeee… Ballogowie byli kuuul.
Annatar był wstrząśnięty. Jak one się wyrażały? Co to znaczy kuuul? I dlaczego balrogowie byli kuuul? Gdyby jego ktoś pytał, to byli raczej skur… Zresztą, nieważne.
Chciał uniknąć niezręcznej sytuacji i sięgnął szybko do worka, podsuniętego żwawo przez eee… elfy.
– Zobacz, no zobacz – powiedział do Fiony podstawiając jej pod nos zabawkę, wielkiego pająka z naklejką „Made in Umbar”. – Zobacz, jakie ładne, włochate zwierzątko. Możesz sobie zrobić z niego przytulankę…
Fiona obdarzyła podarek ponurym spojrzeniem.
– Ale chała – podsumowała. Chwyciła pająka za nogę i poszła sobie, popłakując z cicha i napełniając Annatara kiepskimi przeczuciami.
Przeczucie to okazało się słuszne. Żaden dzieciak nie był zadowolony. Annatar miał w worku najlepsze rzeczy, jakie zdołał zgarnąć w Umbarze, Mrocznej Puszczy, na bagnach Dagorladu i w Morii. Niektóre z nich były co prawda nieco nadgryzione zębem czasu (i nie tylko czasu), ale wciąż wydawały mu się interesujące. Minęło sporo czasu, od kiedy ostatni raz zetknął się z jakimiś dziećmi i teraz się to zemściło.
Gdy ostatni dzieciak opuścił salon, atmosfera – dotąd nieziemską grobowa – pogorszyła się o kilka rzędów wielkości. Była pewnie taka jak w najgłębszych lochach Barad Dur, jednak Annatar nie wiedział na pewno, bo nigdy nie opuszczał sali tronowej. Barad Dur był po prostu zbyt straszny i zbyt ponury.
Hobbici, gromada sztywniaków ciągle siedząca za stołem i pykająca z licznych fajek, częstowała go spojrzeniami, które były niczym ostrza pik.
– No cóż… – Sam odchrząknął, wreszcie budząc się z pełnego zdumienia letargu. – Dobry hobbicie, bardzo dziękujemy ci za twój trud. Nie nawykliśmy tutaj do podobnych zaskoczeń, ale w ten miły wieczór jesteśmy w stanie cieszyć się każdymi odwiedzinami.
– Nie podobało wam się, prawda? – Annatar słyszał w myślach trzeszczenie fundamentów własnego planu. – Nie ujęło was tak samo, jak nie ujęło waszych dzieci?
Sam wyraźnie był w kropce.
– Nooo… wiesz…
– Może nie było tak źle… – Pippin przyszedł mu w sukurs zza stołu.
– Nie było – przytaknął Merry. Wstał i stanął u boku Sama. Wskazał worek. – A te ołowiane Nazgule to bardzo sprytny pomysł… Dzieciak dostaje tylko króla Nazguli i jak chce dozbierać pozostałych osiem, musi być co roku grzeczny.
– Trochę praktyki… odrobina charyzmy… – Sam uśmiechnął się niemal promiennie. – I któregoś dnia można na tej kanwie można na większej liczbie dzieciaków zrobić naprawdę solidny szmal…
– I te kawałki palantiru niby z Barad Dur – pochwalił na koniec Bilbo. – Naprawdę wyglądają jak prawdziwe kawałki palantiru. Spodobają się dzieciakom. Chociaż – dodał po chwili namysłu, wspominając reakcję obdarowanego syna Meriadoka – może nie od razu…
Annatar był w naprawdę kiepskim humorze.
– Naprawdę tak myślicie?
Sam i Merry popatrzyli po sobie.
– Oczywiście, mój dobry hobbicie. Oczywiście – uśmiechęli się i pyknęli Annatarowi dymem fajkowym prosto w twarz. Zakrztusił się, zakaszlał i kichnął potężnie, aż ogień poszedł.
– Na zdrowie – grzecznie życzył mu Bilbo.
Ale Annatara trafił ostateczny szlag. Żądza plugawienia wzięła w nim górę nad rozsądkiem i chlasnął ich w twarze najplugawszym językiem na jaki było go stać.
– Bagosz! Gorzaleń! Myślicie żeście tacy cwani? Jesteście jak krzatowe kalosze, które zdepczę kiedy tylko będę miał pragnienie!
W salonie znów zrobiło się cicho i ponuro.
– Za przeproszeniem – odezwał się Bilbo zza stołu. – Chcesz w mordę za Bagosza?
– A ten Gorzaleń? – zapytał zdezorientowany Merry. – Mieszkam tu całe życie, a jakoś nie znam hobbita.
Za późno, za późno Annatar się opanował. Teraz stał jak słup, z głupawym uśmiechem błąkającym się wokół ust. Za nim słychać było stękania jego eee… elfów, które nie upuszczając worka próbowały wyciągnąć spod swoich zielonych kaftanów różne ostre przedmioty.
Róża Gamgee wstała, z twarzą różową z gniewu.
– Samie – powiedziała. – Wyproś tego gościa.
I to był koniec.
• • •
Szli gęsiego przez zasypane śniegiem na kilka łokci pola. Annatar na przedzie, za nim szóstka jego eee… elfów. Zaprzęg z saniami na końcu, powoli i nieco zygzakiem. Żadne nieszczęście nie zostało oszczędzone ambitnemu Panu Darów. Pozostawione bez dozoru wierzchowce z zaprzęgu zlekceważyły widmowych jeźdźców i zaczęły tłuc się na poroża. Po kilku rundach popręgi i rzemienie zaprzęgu przemieniły się w prawdziwy mordyjski węzeł, a tak się złożyło, że żadnego miecza Annatar ze sobą nie miał.
Wlekli się więc na piechotę, a Sauron Wielki, obecnie uwięziony w postaci Pana Darów, w złoworogim milczeniu rozpamiętywał swą klęskę.
Po jakimś czasie jeden z eee… elfów zdecydował się (mimo, że kompani ze wszystkich sił starali się do tego nie dopuścić) zadać swemu panu pytanie. Dogonił Annatara i chwilę szedł równo z nim.
– Panie, panie… czy mygę… o cyś zapytać?
Annatar skinął przyzwalająco głową.
– Panie, panie… Co włyściwie pyszło ne tak?
Eee… elf spodziewał się najgorszego. Gniewu. Krzyku. I własnej potwornej śmierci. Jednak żadna z tych rzeczy się nie zdarzyła, co oznaczało, że wygrał zakład i kompani byli mu teraz winni cztery krasnoludzkie czaszki. Zamiast tego Sauron nie zwalniając spojrzał na swojego sługę i pozwolił sobie na paskudny uśmiech.
– To zupełnie nieistotne. Spróbujemy znów.
Przyspieszył kroku.
– Za rok.
KONIEC
koniec
« 1 2 3
1 marca 2002

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Umowa
Elżbieta Leszczyńska

10 IV 2021

Bóg podrapał się w głowę. Targały nim sprzeczne uczucia. Kusiła go gra z diabłem, a równocześnie pragnął jak najszybciej usunąć popełnione przy tworzeniu ludzkich istot błędy.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Za górami, w tym samym lesie
Ewa Kajtoch

27 III 2021

Idę po zakupy wspomagając się balkonikiem. Udaje mi się dojść, a wrócić do domu pozwalają mi jakieś dziewczynki z osiedla. Całej portmonetki nie zabrały, ale pięćdziesiąt złotych musiałam oddać.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Gwiezdne wojny: Druga szansa
Magdalena Stawniak

20 II 2021

Facet utkwił w nim badawczy wzrok, aż zrobiło mu się nieswojo. Ale dzięki temu przestał płakać. Oficer skinął dłonią zachęcając go do podejścia bliżej. Chętnie to zrobił, bo nie musiał już więcej patrzeć na zwłoki.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Wiedźmińska Opowieść Wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Obca opowieść wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Matriksowa Opowieść Wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Imperialna Opowieść Wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Listopad 2014
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Paweł Micnas, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Chwała ogrodów, błoto i morze
— Michał R. Wiśniewski

Kategoria A
— Michał R. Wiśniewski

Niewielka wojna
— Michał Kubalski

Noel Profesjonał
— Grzegorz Wiśniewski

Tygrys! Tygrys! Tygrys!
— Grzegorz Wiśniewski

Pies, czyli kot
— Grzegorz Wiśniewski

Dobrzy, źli ludzie
— Grzegorz Wiśniewski

Płomień Tiergarten
— Grzegorz Wiśniewski

Mój brat, Kain
— Grzegorz Wiśniewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.