Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 lutego 2021
w Esensji w Esensjopedii

Agnieszka ‘Achika’ Szady
‹Powinności Jedi›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAgnieszka ‘Achika’ Szady
TytułPowinności Jedi
OpisOpowiadanie chronologicznie osadzone pomiędzy „Próbami i błędami” a „Drugą stroną Mocy”.
Gatunekfanfiction

Gwiezdne wojny: Powinności Jedi

1 2 3 7 »
Nessie popatrzyła na przywódczynię Mzarich – jaszczurzyca chyba krzyczała coś we wspólnym, choć w panującym harmidrze i tak nie było tego słychać. Zrobiła gest podcinania gardła, dziewczyna spięła mięśnie, sądząc, że to sygnał do ataku na nią, nikt jednak nie ruszył się z miejsca.

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Gwiezdne wojny: Powinności Jedi

Nessie popatrzyła na przywódczynię Mzarich – jaszczurzyca chyba krzyczała coś we wspólnym, choć w panującym harmidrze i tak nie było tego słychać. Zrobiła gest podcinania gardła, dziewczyna spięła mięśnie, sądząc, że to sygnał do ataku na nią, nikt jednak nie ruszył się z miejsca.

Agnieszka ‘Achika’ Szady
‹Powinności Jedi›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAgnieszka ‘Achika’ Szady
TytułPowinności Jedi
OpisOpowiadanie chronologicznie osadzone pomiędzy „Próbami i błędami” a „Drugą stroną Mocy”.
Gatunekfanfiction
Z podziękowaniami dla Ignite za konsultacje laboratoryjne i ogólne wsparcie.


Ogromne słońce Coruscantu właśnie zaszło, krzyżujące się szlaki pojazdów transportowych wyglądały jak sznury światełek. Między budynkami dawno zapadł już mrok, choć wysoko w górze było jeszcze zupełnie jasno.
Platforma lądownicza znajdowała się na wysokości dwustu pięter, wysunięta ze ściany budynku niczym gigantyczny jęzor. Nessie wyszła za swoim mistrzem przez szeroko otwarte drzwi; wiatr zatrzepotał połami jej szaty, zdmuchnął na twarz padawański warkoczyk. Założyła go za ucho i ruszyła przez wąski pomost w stronę końca platformy, zerkając poza krawędź, w żelbetonowo-szklany wąwóz wysokościowców. Ściany opadały stromo, niknąc daleko w dole; poziomu gruntu nie było z tej wysokości widać. Niby nic nadzwyczajnego, a jakoś zawsze budziło w niej to dreszczyk emocji.
Podążając za idącym długimi krokami Qui-Gonem dotarła do lądowiska i ukłoniła się czekającym tam czworgu Jedi. Wśród nich było dwoje członków Rady: Mace Windu i Adi Gallia; pozostałych – starszawego Iktotchianina i niebieskoskórej Twi’lekanki – Nessie nie znała.
Jeszcze pół godziny temu nic nie zapowiadało, że polecą gdzieś z jakąś misją. Nessie siedziała wtedy na szerokim parapecie jednego z okien Świątyni, patrząc na zachodzące za wieżowcami słońce. To miał być miły wieczór. Cranberry kończyła siedemnaście lat – oficjalnie przyjętą w Republice granicę pełnoletności ludzi. Zamierzali uczcić to we trójkę z Anakinem wypadem do zaprzyjaźnionej knajpki, podobnie jak trzy lata wcześniej, kiedy urodziny obchodziła Nessie. Wśród rycerzy Jedi nie było wprawdzie zwyczaju świętowania urodzin ani innych okazji – Mace Windu wiele razy powtarzał, że uważa to za pustotę – ale nie było też zakazu prywatnych wycieczek do miasta. Kieszonkowe, które otrzymywali padawani, w zupełności wystarczało na kolację w niedrogim lokalu. Nessie, mile podniecona myślą o zbliżającej się zabawie, czekała tylko na sygnał od Anakina, że skończył już trening ze swoim mistrzem i może wychodzić. Zamiast tego jej komunikator odezwał się głosem Qui-Gona, wzywającym ich natychmiast na lądowisko…
W wyjściu z budynku ukazali się maszerujący szybkim krokiem Obi-Wan i Anakin. Przyspieszyli jeszcze, bo w tej samej chwili znad budynków nadleciał pasażerski transportowiec, zwolnił i opuścił się na wysokość platformy, aby przy niej przycumować. Z sykiem opadła rampa wejściowa.
Ciekawe, czemu lecimy tak dużym statkiem, zamiast którymś z pojazdów Świątyni.
Statek wystartował, ledwie zamknęły się za nimi drzwi śluzy. Mace Windu zebrał wszystkich w niewielkim pomieszczeniu obok mesy: sądząc po wystroju, było zaprojektowane jako sala klubowa dla pasażerów pierwszej klasy. Półkolisty sufit i obite ciemnoczerwonym materiałem ściany sprawiały wrażenie przytulności. Wyściełane fotele otaczały owalny stół, na którym przewodniczący Rady ustawił podręczny holoprojektor.
– Części z was zdążyłem już wyjaśnić cel naszej misji, ale nie wszyscy znają szczegóły, zatem poproszę mistrza Shi’nai o przedstawienie sytuacji – skinął głową w stronę Iktotchianina.
– Kegrik III, planeta klasy 3Cx, skolonizowana około czterystu lat temu, pierwotnie przez Malastarczyków, następnie przez reptiliońską rasę Mzari, która stanowi obecnie 87% populacji. Przez ostatnie trzy lata nasilały się wśród nich tendencje nacjonalistyczne, niedawno popularność zdobył odłam radykalny, który postuluje pozbycie się wszystkich nie-Mzarich i całkowity odwrót od techniki. Sytuacja stała się na tyle groźna, że Senat Republiki zarządził ewakuację niereptiliońskiej części ludności.
– Dziękuję – Mace Windu uruchomił projektor i nad stołem ukazała się trójwymiarowa mapa Galaktyki. Po dotknięciu wskaźnikiem jeden z sektorów zabłysnął na różowo, po czym powiększył się do rozmiarów całej mapy. Po kolejnym dotknięciu z sektora wykwitł hologramowy obraz planety. Obracała się powoli, ukazując zarysy kontynentów. Sądząc z kolorów, porastała je w większości wilgotna dżungla, a nieliczne miasta otoczone były terenami rolniczymi.
– Główne skupiska ludności do ewakuacji znajdują się w tych miejscach – przewodniczący Rady dotknął wskaźnikiem czterech odległych od siebie miast, które natychmiast rozkwitły rubinową barwą. – Mieszkańcy mniejszych ośrodków zostali już zawiadomieni, gdzie mają przybyć. Mamy zapewnić wszystkim bezpieczne dotarcie na statki ewakuacyjne. Nasz Beryl jest jednym z nich, pozostałe, Jaspis i Onyks, spotkają się z nami w rejonie Kovis.
– A jeżeli dojdzie do walki? – zapytała Twi’lekanka, wykorzystując chwilowe zawieszenie jego głosu. Mace Windu westchnął ciężko.
– Musimy dołożyć starań, żeby do niej nie doszło. Zresztą, jeżeli separatyści zrezygnowali z korzystania z wszystkich wynalazków technicznych, to nie powinni stanowić zbytniego zagrożenia. Podzielimy się na kilkuosobowe grupy, mistrz Kenobi i ja polecimy do stolicy na negocjacje. Ponieważ Mzari nie tolerują udziału młodych osób w spotkaniach tej rangi, nasi padawanowie dołączą do oddziału mistrza Jinna. Masz jakieś wątpliwości, młody Skywalkerze? – spytał, choć Anakin nawet nie zmienił wyrazu twarzy.
– Właśnie się zastanawiałem, skąd oni… znaczy, Mzari, wiedzą, czy człowiek jest stary czy młody – odparł odrobinę tylko speszony padawan Obi-Wana. – Przecież nam jest bardzo trudno ocenić na oko wiek takiego na przykład Wookieego czy Malastarczyka…
– Dobre pytanie. Tak naprawdę nie mamy pewności, do jakiego stopnia Mzari orientują się w ludzkim wieku, ale nie możemy ryzykować, skoro występujemy oficjalnie, a oni wiedzą przecież, kim są rycerze Jedi i że padawanowie to osoby młode… nawet, jeżeli już dorosłe – uśmiechnął się leciutko w stronę swojej uczennicy, która odpowiedziała mu tym samym. – A skoro już mowa o wiedzy, to sugeruję, żeby nasza młodzież poświęciła czas przelotu na nauczenie się wszystkiego na temat Kegriku III. Kazałem skopiować informacje ze świątynnej biblioteki do bazy danych statku. Dziękuję wszystkim za uwagę.
• • •
Wyszli z nadprzestrzeni w sektorze Kovis i nawiązali łączność z pozostałymi dwoma statkami, które – mając do przebycia krótszą drogę – już czekały na orbicie bezludnego, skalistego księżyca, w bezpiecznej odległości od głównych szlaków komunikacyjnych.
Cranberry weszła do kabiny i bezszelestnie stanęła za plecami mistrza. Mace Windu siedząc przy wbudowanym w ścianę terminalu komputera w skupieniu śledził przesuwające się przez monitor linijki tekstu.
– Jakieś nowe wiadomości, mistrzu?
– Według ostatnich raportów, Mzari podzielili się na dwa odłamy: ten bardziej tradycyjny odrzuca wszelkie wynalazki i walczy jakąś prymitywną bronią drzewcową. Drugi nie ma nic przeciwko strzelaniu do wrogów z miotaczy i używaniu ładunków wybuchowych. Co to oznacza? – spytał nagle, odwracając się z fotelem w stronę swojej padawanki i mierząc ją spojrzeniem egzaminatora.
– Emm… to chyba dobrze dla nas? Gdzie dwóch się bije… – jej entuzjastyczny głos ścichł i powoli zamarł, choć Mace Windu nie poruszył nawet powieką. – Kłopoty? – spytała pokornie.
Skinął głową.
– Kłopoty – westchnął, obracając się z powrotem w stronę komputera. – Poprzednie informacje wskazywały, że Mzari w pełni odrzucili wszelką technikę, a to sprawiłoby, że są mniej groźni. – Na chwilę zapatrzył się w przestrzeń nieruchomym wzrokiem.
– Chyba raczej my jesteśmy groźni dla nich – zaryzykowała Cranberry. Mistrz spojrzał na nią z powagą.
– I tego właśnie się obawiam.
• • •
Kiedy transportowiec podchodził do lądowania na obrzeżach stolicy, zobaczyli z góry, jak duże zniszczenia poczyniły zamieszki. Przed budynkami o powybijanych szybach leżały szczątki powyrzucanego z okien wyposażenia; gdzieniegdzie usypano sterty rozmaitych przedmiotów i podpalono. Zdewastowano również śmigacze i pozostałe pojazdy mechaniczne. Nad miastem snuły się chmury ciężkiego dymu śmierdzącego spalonym plastikiem.
Ich statek był przystosowany do lądowania na niemal dowolnej płaskiej powierzchni, co wśród jednostek tej wielkości stanowiło rzadkość, lecz wszystkie place zawalone były wrakami pojazdów, truchłami robotów i rozmaitym zniszczonym sprzętem. Sterty poskręcanego żelastwa groziły uszkodzeniem poszycia, więc w końcu pilot obniżył lot nad jedną z szerszych ulic i Kenobi wraz z Windu zwinnie zeskoczyli z opuszczonego trapu. Statek nabrał wysokości i odleciał do położonego kilkaset kilometrów dalej głównego ośrodka naukowo-badawczego planety.
1 2 3 7 »

Komentarze

« 1 2
14 XII 2010   01:09:27

Bez szału, ale daje rade.

06 I 2011   16:33:06

"Bez szału, ale daje rade."

Przepraszam, ale w którym momencie to opowiadanie „daje radę”? Tekst nawet nie przeczytany po raz drugi przez autora. Zamieszczenie tego opowiadania nie tylko źle świadczy o autorze ale także o braku filtru redakcyjnego (ewentualnie o jego złym działaniu). Konstrukcja scen walk jest z gatunku jak nie powinno się ich pisać i nawet rycerze jedi nie są w tej konkretnej sprawie żadnym wytłumaczeniem.

06 I 2011   18:00:26

A jakieś konkrety?

06 I 2011   20:53:13

Odniosę się tutaj tylko do samego pojedynku z końca opowiadania, o części innych aspektów tego opowiadania było już w innym poście.
Ile tak naprawdę ważyła jeżeli postać potrafi nią kręcić młyńce, zastawiać się i markować ataki jednocześnie „była o wiele szybsza” jak ją straciła ?
Rzucanie bronią która nie jest do tego przystosowana (jak filmowe rzucanie mieczem tak aby nadbiegający przeciwnik nadział się na ostrze).
Rzucanie połową broni – ze środkiem ciężkości umieszczonym na przedzie tak aby się nie obrócił w powietrzu ?
Jaszczur to miał pancerz tylko od parady.
Ataki z wyskoku na uzbrojonego przeciwnika. No tak szybkość jedi. To po co walka halabardą przecież bez było by dla bohaterki o wiele skuteczniej ?
„Lądując na ziemi, zdążyła jeszcze podnieść swoją broń, jednak nie zdążyła się zasłonić i dostała w udo okutym końcem. Na szczęście jaszczur nie zdążył nabrać pełnego zamachu i kolce zamiast wbić się w mięśnie, rozszarpały tylko nogawkę spodni i skórę. Płytko, ale dosyć boleśnie.” – Walczyli na tępą broń ? To było trafienie w udo czy tylko w spodnie na nodze ?
Jedna noc treningu i już mistrzyni we władaniu całkowicie obcą bronią ? A może w akademii jedi uczą się walczyć na każdą możliwą broń ? Uczyć się walczyć, a walczyć przeciwko komuś co całe życie walczy na śmierć i życie daną bronią to dwie różne rzeczy.
Pojedynek to nie jest seria nieskoordynowanych działań w szczególności w starciu z kimś kto potrafi walczyć.

« 1 2

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Gwiezdne wojny: Druga szansa
Magdalena Stawniak

20 II 2021

Facet utkwił w nim badawczy wzrok, aż zrobiło mu się nieswojo. Ale dzięki temu przestał płakać. Oficer skinął dłonią zachęcając go do podejścia bliżej. Chętnie to zrobił, bo nie musiał już więcej patrzeć na zwłoki.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Rocznica śmierci mamusi
Jakub Miazga

30 I 2021

Podczas porannego spaceru mijam wierzby i udaję się nad jezioro. Jeszcze unosi się nad nim lekka mgiełka. Wciągam w nozdrza powietrze i poza zapachem mułu oraz zgnilizną pierwszych opadłych liści wyczuwam w jego chłodzie jakby delikatną zimową nutę. Nie wiem, czy to dlatego, że powietrze jest już inne niż wczoraj, czy też dlatego, że nie jestem w Krakowie.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Krzesło łaski Barabasza
Jerzy Bogusławski

9 I 2021

Krzyczę do zdarcia gardła. Zwijam się w kłębek, wciskam palce w usta. Emmanul chwyta moje dłonie, nie pozwalając mi ich odgryźć. Potem ból ustaje. Leżę bezwładny, niezdolny do poruszenia choćby palcem.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Druga szansa
— Magdalena Stawniak

Nowa układanka ze starych klocków
— Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Mroziuk, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Przemytnik i pozostali
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 razy Darth Vader
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wróg publiczny, cz. 7
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 6
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 5
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 4
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 3
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 2
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Tegoż twórcy

Baśń o trzech siostrach
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Żołnierzyki
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Prima Aprilis: Odyseja ko(s)miczna
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Gwiazdka Semiramis
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kraina podwórek
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.