Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 czerwca 2024
w Esensji w Esensjopedii

Anna Jupowicz-Ginalska
‹Dobrymi intencjami to piekło brukują›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna Jupowicz-Ginalska
TytułDobrymi intencjami to piekło brukują
OpisAutorka pisze o sobie:
Prywatnie: szczęśliwa mama małego Stasia i równie szczęśliwa żona Jacka. Miłośniczka popkultury, podróży, dobrej kuchni i muzyki (raczej metalowej). Fanka tatuaży i wschodnich sztuk walki.
Zawodowo: specjalista ds. PR z ponad dziesięcioletnim stażem, doktor nauk humanistycznych, wykładowca w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka pierwszego w Polsce podręcznika akademickiego na temat marketingu medialnego oraz wielu artykułów o środkach przekazu. Obecnie pełni funkcję Pełnomocnika Dziekana Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW ds. Promocji.
Gatunekfantasy

Dobrymi intencjami to piekło brukują – część 3

« 1 2 3 4 5 11 »

Anna Jupowicz-Ginalska

Dobrymi intencjami to piekło brukują – część 3

Szedłem więc wzdłuż tej śmierdzącej szczeliny. W końcu dotarłem do brzegów Oceanu Mgielnego. Czekałem w umówionym punkcie parę dni, aż wreszcie przypłynął statek. Nie pamiętam jego nazwy, za to świetnie pamiętam panią kapitan. Ta cholerna naga na cały rejs zamknęła mnie w malutkiej kajucie pod pokładem. Tam, utaplany we własnych rzygach i sikach, po raz pierwszy pomyślałem, że może już lepiej było dać się zabić.
W końcu zacumowaliśmy: po paru tygodniach sztormów, ostrych wiraży i krętych zwrotów.
Wypuścili mnie w nocy i na odchodne, wraz z zaprzyjaźnionymi celnikami, odebrali mi resztę złota. Znów zostałem bez grosza.
Wieżę odnalazłem dość łatwo. Nie była specjalnie wysoka czy niska, ale za to piekielnie ponura. Zapukałem w ciężkie, żelazne wrota, a starzec od razu je otworzył.
Szybko mnie wciągnął do środka.
Przygotował się na moją wizytę. Dobrze się przygotował. Bo chociaż mi zapłacił, to najpierw boleśnie zmusił do milczenia.
Potem zaś zeszliśmy na dół. I tam stało to COŚ. Wielkie, metalowe, z mnóstwem trybików, sprężyn, rur. Mag zatopił piwnicę w gryzącej parze i różnych maziach. Od ich smrodu kręciło się w głowie.
Na końcu kazał mi wejść do środka maszyny. Zatrzasnął właz i krzyknął, że to dla dobra miasta. Coś szczęknęło, ryknęło jak rozjuszony byk. Wybuchło, rozrzucając wszystko dookoła, on zaś stracił przytomność. A gdy wyszedłem z machiny, nie byłem już sam.
Sprawdziliśmy, czy przeżył. Jego wielosoczewkowe oko drgało, wybałuszało się i chowało. Metalowa łapa odpadła od ciała. Rozerwało mu szaty, ukazując zdeformowaną nogę i otwarty brzuch, w którym była jakaś skrytka. Staliśmy tak nad nim i nagle pomyśleliśmy, że wcale nie jesteśmy potworami. Że są gorsi od nas.
To wyda się wam okrutne, ale ciągnęliśmy losy, żeby zadecydować, co z nim robić. Zostawiliśmy go przy życiu… Chociaż teraz zaczynam tego żałować.
Rozeszliśmy się, każdy w swoją stronę. Uznaliśmy, że Silva Rerum zdoła ugościć nas wszystkich. Jednak, jak widzicie, to, co było razem, nie powinno się nigdy rozdzielić.
Zrządzeniem losu znaleźliśmy się w karcerze. Pozostał jeszcze jeden z nas.
Ten, który w Ołogrodzie popadł w nałóg mordowania.
Resztę… resztę już znacie.”
Zeznania Soary, więźnia Wolnego Miasta Silva Rerum.
Podpisano:
Skolvitz, sekretarz Rady Magistratu, obserwator przesłuchania
Gestleiter, dowódca straży Wolnego Miasta Silva Rerum, obserwator przesłuchania
Sh’elala, gość Wolnego Miasta Silva Rerum, osoba przesłuchująca, kat.
• • •
– Cholera – szepnął kapitan. – To smutna historia.
– Hm. – Gnom pociągnął nosem, rolując papier. – Zaiste. Ale teraz mamy dowód przeciwko Dyfuzjuszowi. Dobra robota, Sh’elala, mimo wszystko.
Morderczyni nic nie odpowiedziała. I pomyśleć, że Lotr zadawał się z kimś takim… Że wiązała go umowa z członkiem najbardziej skurwysyńskiej organizacji, jaką znało Cesarstwo.
Straszne. Okropne.
Zrobiło się jej się słabo.
– Trzeba by teraz znaleźć brakujące ogniwo – zauważył Gestleiter. – Ostatniego Soarę. Tylko gdzie?
– Gdybym był na jego miejscu, to pewnie chciałbym uciec – wtrącił „mnich”, splatając ręce do modlitwy. – Albo już bym uciekł.
– Sh’elala…? – Skolvitz zagadnął jednooką.
Morderczyni drgnęła i spytała nieobecnym głosem:
– Ta naga, kapitan łajby, na której płynąłeś… Nie nazywała się przypadkiem Azzir?
– Azzir… – „Mnich” poszukał w pamięci. – Chwalcie bogów, pamiętam! Tak, Azzir! Ze statku Zimna Aurara.
Kobieta bez słowa wstała i skierowała się do wyjścia. Była blada, zamyślona, nieco oderwana od rzeczywistości. Widać opowieść więźnia bardzo ją poruszyła.
A mówią, że płatni mordercy nie mają serca!
– Gdzie idziesz? – zaczepił ją Gestleiter.
– Pani kapitan zajmuje się przemycaniem ludzi na waszą wyspę. Pogadam z nią.
Nagle zatrzymała się i odwróciła. Zapytała o coś, o co nie powinien pytać zabójca:
– Ma być żywy czy martwy?
– Kto?
– Ten wasz Soara. Żywy czy martwy, pytam.
Skolvitz wstał i wyprzedził kapitana:
– Jednak żywy. Każdy musi tu mieć praworządny wyrok. Każdy… oprócz Dyfuzjusza. On na to nie zasługuje, bo… on już nawet nie jest człowiekiem.
Morderczyni skinęła głową. Z budynku straży wyszła na sztywnych nogach. Potem przyśpieszyła kroku, biegła coraz szybciej, aż w końcu puściła się pędem ku dzielnicy portowej.
• • •
– Jesteś, do cholery – syknęła skorpena, popychając go ku lewej burcie. – Już mieliśmy płynąć bez ciebie. Musimy opuścić port przed zmianą warty celników.
– Znowu ukryłaś kogoś pod pokładem? – spytał szeptem.
– Nie twój zasrany interes. – Groźnie zagrzechotała ogonem. – Nie wtrącaj się, żółtodziobie. Łap szmatę i szoruj pokład.
– Ale…
– Chyba że wolisz tu jednak zostać, co?
– Nie. Już idę po wiadro.
– Świetnie – mruknęła. – A wy, bando psubratów, do roboty!! Odbijamy od brzegu!
Z boków Zimnej Aurary wysunęły się potężne wiosła, które posuwistymi ruchami przeczesały spienione wody Oceanu Mgielnego. Statek zaskrzypiał, stęknął, szarpnął się i odbił od nabrzeża. Wielkie fale bryznęły na boki, ochlapując pobliskie, mniejsze łajby. Naga stanęła za sterem i umiejętnie lawirowała pomiędzy cumującymi łódeczkami. Mknęli coraz szybciej, a dziób Zimnej Aurary z wielką elegancją ciął szare wody.
Soara rozpoczął szorowanie. Właśnie wylewał pomyje, gdy nagle, na oddalającym się brzegu, zauważył dziwnie znajomą postać.
– No, nie zdążyłeś się pożegnać, co? – Jeden z marynarzy, ten o koralowych naroślach na twarzy i murenich oczach, szturchnął go. – A może nie chciałeś, bałamutniku…
Zabójca wysilił wzrok.
Tak, to ona. Kobieta, która ośmieliła się z nim walczyć.
Prawie go znalazła. Prawie go złapała. Prawie go zabiła. Jak widać, PRAWIE robi naprawdę wielką, wielką różnicę.
Posłała ku niemu strzały, lecz jej łuk nie miał odpowiedniego zasięgu. Pierwszy szyp zdążył się wbić w reling, tuż obok rąk Soary. Kolejne zaś utonęły we wzburzonej wodzie.
– Coś ty jej zrobił, że taka zeźlona? – spytał marynarz.
Soara uśmiechnął się i, patrząc na strzałę wystającą spomiędzy jego rąk, powiedział:
– No właśnie niewiele. Szkoda.
Uniósł rękę i, rechocząc do rozpuku, pomachał nieznajomej na pożegnanie.
Gdy wypłynęli z zatoki Silva Rerum, a na horyzoncie pojawiły się ostre szpice lasu rafowego, kapitan Azzir wyjęła długi gwizdek i zagrała. Wysoki dźwięk przywołał dwa wije, które z gracją skoczyły przed Zimną Aurarę.
Po chwili wpłynęli w koralową dżunglę i gród utonął w gęstej, ponurej mgle. Ocean wzburzył się, bijąc o burty statku.
Soara był wolny.
• • •
Pokonanie piechotą ogromnego Silva Rerum graniczyło z cudem. Tym bardziej, jeżeli wychodziło się bramą strażniczą, łączącą powierzchnię z podziemiami. Przejście zbudowano u podnóża Rady Magistratu, zaś port znajdował się dokładnie na drugim końcu miasta.
Sh’elala miała przed sobą szmat drogi. Próbując oszczędzić czas, skorzystała z dorożki. Szybko się zorientowała, że się przeliczyła: wehikuł utknął w długim, rozwrzeszczanym korku, prowadzącym aż do centrum grodu.
Wychyliła się z okna, krzycząc do dorożkarza:
– Panie, a nie można skrótem? Spieszę się!
– Nie można!! – ryknął ogr, a jego głos ledwo było słychać poprzez rżenie koni, pomstowanie pasażerów i tłumaczenia woźniców. – Wszystko zapchane, bo zaczęli remontować główny trakt, psiekrwie! I to kiedy? Akurat teraz, kiedy na powierzchni najwięcej luda!!
Morderczyni wyskoczyła z dorożki, zmełła ohydne przekleństwo i wysupłała zapłatę za przebyty kurs. Potem zaczęła biec wprost do portu. Nie zatrzymała się ani razu, nie zwolniła, nie ominęła żadnej przeszkody. W końcu dotarła do doków i w zadyszanym biegu zasięgnęła języka, pytając o łajbę kapitan Azzir.
« 1 2 3 4 5 11 »

Komentarze

05 I 2012   01:58:39

Przeczytałam wszystkie części do końca. Genialne, wciągające i bardzo oryginalne. Połączenie Steampunka z fantasy. Najlepsza była główna bohaterka i krasnoludzica, burmistrz. Polecam każdemu :D

01 VII 2013   13:55:15

Atrybucja dialogu zniechęca do czytania. Nic tylko warknął, westchnął, syknął ...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 7
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

17 XI 2012

Lady Sith nie potrzebowała widzieć Twi’lekanki, żeby całą sobą czuć efekt działania Mocy. Dziewczyna żyła jeszcze, właściwie Beyre bawiła się nią dopiero, nie czyniąc przy tym poważniejszej krzywdy. Na to przyjdzie czas.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 6
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

3 X 2012

Sala tronowa w pałacu imperatorskim i ona sama leżąca na podłodze, z trudem łapiąca haustami powietrze. Niebieskie błyskawice zgasły sekundę wcześniej, a Lord Sidious podszedł nieśpiesznie i najwyraźniej nie mogąc darować sobie ostatniego akcentu, kopnął Beyre w żołądek.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 5
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

18 VIII 2012

Człowiek szedł powoli, prowadząc przed sobą Windu, czy Beyre, czy jak jej tam. Domniemana lady Sith miała ramiona wykręcone do tyłu, a nadgarstki zapewne skute kajdankami. Fett zasłaniał się nią w taki sposób, że Bossk nie widział jego dłoni.

więcej »

Polecamy

...ze szkicownika, cz. 9

...ze szkicownika:

...ze szkicownika, cz. 9
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 8
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 7
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 6
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 5
— Jacek Rosiak

Za kulisami autoportretu, cz. 3
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 4
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 3
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 2
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 1
— Jacek Rosiak

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.