Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 czerwca 2024
w Esensji w Esensjopedii

Alan Akab
‹Więzień układu›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAlan Akab
TytułWięzień układu
OpisAutor pisze:
O autorze może tyle – absolwent technikum chemicznego, ukończył biologię, lecz na równi ze ścisłym umysłem ceni humanizm. Czymże bowiem byłaby ludzka technika, cywilizacja, czy choćby najbardziej udane społeczeństwo bez wiedzy o człowieku, o tym jaki jest naprawdę, jakim chciałby być widziany, czego pragnie i jakie są jego słabości?
GatunekSF

Więzień układu – część 11

« 1 7 8 9

Alan Akab

Więzień układu – część 11

– Używasz tego na własne ryzyko. Daj się z tym złapać a wylądujesz w akademii – ostrzegł. Pokazał pasek ze zwartym talerzem. – To jest właściwa maska. Nakładasz ją tak, by pluskwa znalazła się dokładnie pod środkiem tej tarczy. To – wskazał na drugie – jest nadajnik. Udaje pluskwę, którą zagłusza maska. Musi ją nosić inna osoba. Nieważne czy ma własną pluskwę czy nie, nadajnik sprawi że system będzie widział ciebie kilka metrów od niej. By zaczęła działać, najpierw musisz założyć maskę na ramię i przytknąć do niej tarczę nadajnika – położył oba urządzenia na sobie. – Wtedy kod twojego lokalizatora zostanie przepisany do nadajnika maski. Gdy lokalizator zostanie wywołany, nadajnik wykorzysta te dane do stworzenia jego imitacji w systemie – podał mu oba urządzenia. – Gdy nałożysz maskę, ukryj ją dobrze pod rękawem i nie paraduj przed perceptorami. To samo dotyczy osoby z nadajnikiem. Ktoś może się w końcu do czegoś dogrzebać.
Arto wziął oba paski do ręki, tak delikatnie jakby mógł je zniszczyć samym dotykiem.
– Możesz zatrzymać oba urządzenia – dodał Zem. – To dobra wymiana.
Zawahał się. Rozumiał z grubsza jak działa maska, lecz nie znał wszystkich szczegółów.
– Czyli to pozwoli mi zniknąć z systemu – powiedział. – A czujniki?
– Tu zasada jest inna. Gdy uaktywnisz któryś ze zwykłych czujników, maska pozwoli mu odebrać sygnał z pluskwy, lecz sprawi, że do systemu dotrze on innym kanałem łączności. To wystarczy, by komputer potraktował sygnał nie jako alarm, lecz żądanie zlokalizowana pluskwy przez rodziców. Te sygnały są identyczne, różni je tylko droga, którą docierają do sieci. W odpowiedzi komputer wyśle sygnał, który odbierze nadajnik maski. System uzna, że znajdujesz się w zupełnie innym miejscu i czujnik, który uaktywniłeś, przestanie cię widzieć, ale nie będzie cię traktował jak dorosłego, lecz jak obiekt, który ma prawo przebywać w tym miejscu – uśmiechnął się lekko. – To dziura w systemie, której dorosłym chyba nigdy nie uda się załatać. Oczywiście czujniki działające inaczej rozpoznają cię jako dorosłego, ze wszystkimi konsekwencjami.
Arto zrozumiał. Zem wciąż myślał, że wybiera się do doków.
– Czy to… naprawdę pozwala zniknąć, całkowicie i… przed każdym? – spytał niepewnie.
– Nie wiem jak dorośli mogliby obejść takie zabezpieczenie. Maskowany lokalizator zostaje zagłuszony, a jego funkcje przejmuje nadajnik. Jego najważniejszą częścią jest sztuczna pluskwa, nie tak skomplikowana jak ta prawdziwa, ale wystarczy, na pewien czas. To urządzenie oślepi każdego. Każdego – podkreślił.
Arto poczuł jak jego serce gwałtownie przyspieszyło. Spojrzał prosto w czerwone oczy Zema. Zdawały się przewiercać Arto na wylot.
– Obserwatorzy…? – szepnął. – Władcy gry…?
– Niczego nie zauważą. Jeśli zaszedłeś tak daleko, powinieneś to wiedzieć.
Obaj musieli zrozumieć, że myślą o tym samym. Odzyskał nadzieję. Jeśli Zem rozumiał, iż to tylko gra, jego sztuczki mogły naprawdę działać! Był głupi, myśląc, że sam może oszukać system. Prawdziwa walka toczyła się stale, na wyższych poziomach szkoły. Ta gra ma sens tylko wtedy, gdy nie wiemy, że gramy, pomyślał. Jeśli Zem wie, to znaczy, że już w nią nie gra.
Niemal natychmiast pomyślał o konsekwencjach. Jeśli mówienie dorosłym o szkole prowadzi do akademii, to gdzie może doprowadzić odkrycie gry?
– Czy Dael… zaszedł tak daleko?
Zem odwrócił wzrok.
– Być może znacznie dalej. Dwa rozjaśnienia przed wypadkiem uprzedził nas, że tamci mogą go wyjąć. Widziałem się z nim jeszcze raz, lecz nic więcej o tym nie wspomniał.
– Wyjąć… ze szkoły?
– Nie wiem czy chodziło tylko o szkołę. Sam już nie wiem, być może udziela mi się jego paranoja… Niewielu wiedziało, że miał wujka w Podziemiu. Nigdy go nie spotkał, znikł gdy był jeszcze bardzo mały, ale… każdy wie, że Protektorzy lubią się mścić na rodzinie. Może nie powinien mi wtedy o tym wspominać, być może ja nie powinienem mówić tego tobie. Młodszaku, powiem ci jedno. Dobrze jest wiedzieć, lecz tylko do pewnego poziomu. Dalej wiedzieć jest już niebezpiecznie.
Zem miał rację. Jak można było wiedzieć tak wiele i udawać, że nie wie się nic? Jak mógłby iść do magazynu, wiedząc, że go obserwują? Czy dlatego Zem potrzebował jego grupy, dlatego sam nie chodził do magazynów? Lecz czy sam fakt, że przestał to robić nie pokazywał władcom gry że coś wie? Czy istniał jakikolwiek sposób, by zachowywać się tak, by nie dać niczego po sobie poznać – i nie zwariować?
Nie zauważył jak znieruchomiał. Jego umysł zawirował, a on sam poczuł się jak gdyby wyszedł z ciała i patrzył na wszystko skądś z boku. Gdyby wiedział wcześniej o tym wszystkim, gdyby wiedział jeszcze miesiąc temu, chyba zaszyłby się pod reaktorem, bojąc się wyjść. A jednak, kolonista wiedział o wszystkim, wiedział nawet więcej – i nie bał się działać. Powinienem mu bardziej zaufać, pomyślał, nawet jeśli mówi mi tylko tę część prawdy, którą chce bym poznał. Ma powód by to robić. Teraz to rozumiem.
Lecz wiedząc tak wiele, można się pogubić w szczegółach. Można o czymś zapomnieć.
Przemógł się by poruszyć głową. Spojrzał na trzymane w dłoni podzespoły maski.
– Ile będę miał czasu?
– Maska działa tak długo jak długo kody wprowadzone do nadajnika pozostają aktualne. Nie potrafi on przekodować sygnałów przekazywanych przez system do prawdziwej pluskwy. Zapamiętuje kod awaryjny i zawarty w pluskwie kod podstawowy, jaki ma użyć na następnej sesji, lecz nie odczytuje algorytmów jakie wykorzystuje przy kodowaniu. To nie jest możliwe. Po trzech sygnałach system zorientuje się że coś jest nie tak. Jeśli będziesz chciał zniknąć na dłużej, będziesz musiał wrócić i przeładować pamięć, stykając ze sobą nadajnik i maskę.
– A bez przeładowania?
– Całkowita niewykrywalność trwa kilka godzin. Sześć możesz uznać za w pełni bezpieczne. Dwie, trzy następne zwykle też, lecz jeśli masz pecha i pierwszy sygnał zostanie przesłany zaraz po tym jak założysz maskę, wtedy twoja zabawa nie potrwa aż tak długo. Maska i nadajnik ostrzegają gdy odbiorą wezwanie od systemu. – Zem nacisnął niewielki przycisk na krawędzi ażurowego talerza. Rozległ się cichy, piskliwy dźwięk. – Niestety, czas transmisji jest zaszyty w algorytmie. Tylko prawdziwa pluskwa potrafi go rozkodować.
– To znaczy, że będę wiedział kiedy system wysyła sygnał, lecz nie będę wiedział kiedy wyśle następny?
– Tak. Po drugim sygnale twój czas zacznie się kończyć.
Więc wszystko co mi pozostaje to mieć nadzieję, że sygnał nie nadejdzie gdy będę w kanale, pomyślał. Wtedy ten drugi okaże się trzecim.
– Druga osoba nie jest potrzebna do działania maski, prawda?
– Do działania nie – zgodził się Zem – Ona jest potrzebna do tego, by system widział, że się poruszasz. Sygnały kontrolne, takie jakie mogą wysłać twoi rodzice, nie są kodowane. Jeśli znikasz na godzinę, możesz zostawić nadajnik w domu, lecz jeśli na dłużej… Jeśli policja wtedy cię sprawdzi, zauważy, że siedzisz ciągle w tym samym miejscu. Jakie dziecko wytrzyma w jednym miejscu przez sześć godzin?
– A jeśli dorośli wsadzają do pluskiew coś, o czym nie wiesz?
– Wierz mi, młodszaku, sprawdziliśmy taką możliwość. Byłem w wielu miejscach i robiłem rzeczy, na które nawet oni – podkreślił – by mi nie pozwolili. Nie możesz tylko zgubić czasu, ani zapominać gdzie nie wolno wchodzić.
Arto odruchowo spojrzał na zegarek. Kilka godzin wystarczy.
– Dziękuję.
– Zależy mi na tym, byś przeżył, nieważne gdzie. Wiesz dlaczego.
Odwrócił się i odszedł razem ze swoją świtą. Arto odszedł w drugą stronę.
Więc Zem wiedział. Ilu jeszcze, oprócz niego? Musiało ich być wielu, być może tak wielu, że w tej grze zaczęli oszukiwać samych władców…
Czy aby na pewno? Na ile rzeczy władcy gry pozwalali swoim graczom? Czy w grze, która polegała na odkrywaniu jej reguł, dało się oszukiwać? O co naprawdę chodziło tym ludziom, niewidzialnym, a jednak decydującym o wszystkim? Jeśli pozwalali na morderstwo…
Nagle zadrżał. Letnie powietrze przeszyło jego ciało sięgającym aż do szpiku mrozem.
Zem wiedział. To go zmieniło, dość, by władcy to dostrzegli, a mimo to pozostał w szkole.
Jak Anhelo…
A co jeśli obaj byli do czegoś potrzebni?
Myśl była zbyt przerażająca. Spróbował ją odrzucić jeszcze zanim zdołała się uformować – bezskutecznie. Jak głęboko ta gra sięgała w ich życie? Jak bardzo była skomplikowana? Przecież w każdej grze najlepszym graczem był ten, który zdobywał jak najwyższy poziom…
Czy to, co robił i co zamierzał zrobić miało kiedykolwiek jakikolwiek sens, poza graniem?
koniec
« 1 7 8 9
23 listopada 2006

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 7
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

17 XI 2012

Lady Sith nie potrzebowała widzieć Twi’lekanki, żeby całą sobą czuć efekt działania Mocy. Dziewczyna żyła jeszcze, właściwie Beyre bawiła się nią dopiero, nie czyniąc przy tym poważniejszej krzywdy. Na to przyjdzie czas.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 6
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

3 X 2012

Sala tronowa w pałacu imperatorskim i ona sama leżąca na podłodze, z trudem łapiąca haustami powietrze. Niebieskie błyskawice zgasły sekundę wcześniej, a Lord Sidious podszedł nieśpiesznie i najwyraźniej nie mogąc darować sobie ostatniego akcentu, kopnął Beyre w żołądek.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 5
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

18 VIII 2012

Człowiek szedł powoli, prowadząc przed sobą Windu, czy Beyre, czy jak jej tam. Domniemana lady Sith miała ramiona wykręcone do tyłu, a nadgarstki zapewne skute kajdankami. Fett zasłaniał się nią w taki sposób, że Bossk nie widział jego dłoni.

więcej »

Polecamy

...ze szkicownika, cz. 9

...ze szkicownika:

...ze szkicownika, cz. 9
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 8
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 7
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 6
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 5
— Jacek Rosiak

Za kulisami autoportretu, cz. 3
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 4
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 3
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 2
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 1
— Jacek Rosiak

Zobacz też

Tegoż twórcy

Nudna lekcja fantastyki
— Zofia Marduła

Śladami Endera?
— Magdalena Kubasiewicz

Prima Aprilis: Blaszana pułapka
— Wojciech Gołąbowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.