Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 czerwca 2024
w Esensji w Esensjopedii

Alan Akab
‹Więzień układu›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAlan Akab
TytułWięzień układu
OpisAutor pisze:
O autorze może tyle – absolwent technikum chemicznego, ukończył biologię, lecz na równi ze ścisłym umysłem ceni humanizm. Czymże bowiem byłaby ludzka technika, cywilizacja, czy choćby najbardziej udane społeczeństwo bez wiedzy o człowieku, o tym jaki jest naprawdę, jakim chciałby być widziany, czego pragnie i jakie są jego słabości?
GatunekSF

Więzień układu – część 13

« 1 17 18 19

Alan Akab

Więzień układu – część 13

Rozpoczynał się przeraźliwie powolny, międzygwiezdny wyścig. Cokolwiek czekało ich na tej długiej drodze, ten kawałek skały był tego początkiem. Nim dotrą do celu, niektórzy będą zmuszeni stoczyć prawdziwą walkę, najgorszą ze wszystkich – walkę z samym sobą.
Gra, prawdziwa gra, dopiero się zaczynała.
• • •
Stał samotnie przy niewielkim, plaszklanym okienku jednego z podpowierzchniowych korytarzy na rufie. Zagrażającego im asteroidę dawno pochłonęła czerń kosmosu. To samo stało się z Ziemią. Jednak stał tam, beznamiętnie gapiąc się w pozostawioną za sobą drogę.
Statek powoli zaczął wychodzić z płaszczyzny Układu; promieniem grawitonowym odrzucał z kursu większe obiekty, chmury drobniejszych cząstek pozostawiając osłonom. Kierowali się w stronę jakiejś odległej gwiazdy. Czuł jak gdzieś w głębi skały emiter zaczyna powoli zwiększać swoją moc. Wkrótce przekroczy bezpieczną dla człowieka granicę ciągu. Do tego czasu wszyscy mieli zamknąć się w bezpiecznych komorach zero-inercji, a on nawet nie wiedział czy tego chce.
Czy nie lepiej zaszyć się gdzieś i poczekać aż mordercze przyspieszenie zrobi swoje, skończyć wszystko nim zacznie się na dobre? Ale nie potrafił. Co sobie pomyślą rodzice, co pomyśli Iwen, gdy kiedyś ktoś odtworzy przy nim jego ostatnią rozmowę z Daelem? Zresztą, dorośli i tak zaraz by go znaleźli, przez pluskwę. Wbrew obietnicom Zefreda ta pamiątka po niewoli wciąż tkwiła w jego ciele.
Coś w nim umarło, czuł to. Coś się zmieniło. Był pusty, jak wtedy gdy Dael odszedł za pierwszym razem, lecz w jego podświadomości, zakopana głęboko pod wspomnieniami, zawsze tkwiła nadzieja. Brak dowodów czynił ją nieśmiertelną. Dziś umarła naprawdę, wraz z nim. Nie znaleziono niczego, jedynie w tarczę jonomagnetyczną, wraz z okruchami myśliwców i powierzchni asteroidy złapała się odrobina DNA. Jego DNA.
Został wykorzystany. Zrozumiał wszystko. Flota chciała, by ta ucieczka się udała, chcieli, by Dael się ujawnił. To tylko kolejna część gry, pomyślał, gry, w której znów ktoś zginął, tak jak on miał zginąć w szkole. Stał się zbędny, więc pozwolili mu uciec, wykorzystując jako przynętę w wychwytywaczu na znacznie większego zwierza. To się nigdy nie skończy. Co jest grą, a co rzeczywistością? Czy istnieje coś takiego jak rzeczywistość? Wszyscy nim grali, rzucali niczym zawodowi szulerzy wyszlifowaną kostką, z góry wiedząc co wypadnie. Jedyne o co się bili to o to kto ma wykonać rzut.
Już wiedział, że nigdy nie będzie szczęśliwy. Jedyne szczęście jakiego dozna będzie tylko krótką, migotliwą iskrą w otchłani mroku kosmosu, a jej blask, choć ulotny i niepozorny, sprawi jedynie, że, jak dziś, zabolą go oczy. Bo zawsze gdy się do niej zbliży, gdy osiągnie swój wymarzony cel, wtedy będzie ktoś inny, ktoś na kim mu zależy i kto za to zapłaci, zamieniając wszystko w gorycz klęski. Dobrze znał smutek; rozpacz i ból były mu tak bliskie, że traktował ich jak wiernych przyjaciół, na których zawsze mógł liczyć, że będą w pobliżu. Od niedawna dołączyła do nich śmierć. Była z nim zaledwie od paru rozjaśnień, a wciąż czuł swobodę, z jaką zagościła w jego umyśle. Poczynała sobie z tak ogromną pewnością siebie, że zaczęło go to przerażać.
Co z tego, że płakał. Przy tym co czuł, te łzy były niczym. W jego świadomości były nieszczere. Dael miał rację. Zbyt wiele czuł w sobie gniewu, zbyt często pozwalał, by stał się on napędem jego działań. Zrozumiał dlaczego Zem tak uważnie mu się przyglądał. Sprawdzał jak bardzo upodobnił się do swojego wroga. Sam, gdy już wiedział czego szukać, znalazł to bez trudu. Zarodek Anhela, skryty pod kruchą skorupą emocji, tylko czekał na właściwą chwilę. Przeraził się swojej nietrwałości, niestabilności, lecz rozumiał, iż taki właśnie miał być, na początku, zanim przekroczy linię. Czy mógł przekroczyć ją wtedy, w łazience? Czy potrzebny był czyn, a może wystarczyła sama wola i gotowość?
Rząd kiedyś zadecydował – ma być żołnierzem. Nikt nie zostawił mu wyboru, nikt nie pytał. Po prostu to zrobili. O tym, że można żyć inaczej wiedział jedynie z opowiadań tych, którzy czegoś takiego zaznali. Gdyby nie Dael i Iwen nawet by go to nie obchodziło. Teraz wiedział – może wybrać i chce wybrać coś innego, lecz to mogło już nie wystarczyć. Być może było na to za późno. Być może był już kimś innym niż kiedyś, niż jeszcze dziś rano.
Z milionów gwiazd w Galaktyce, padło akurat na tę, i na niego…
Cóż mógł zrobić, mając niecałe jedenaście lat i cień rodzącej się świadomości, iż jego umysł był zaprogramowany do walki w obronie tego, czego najbardziej nienawidził? Jak mógł zmienić to kim, czym był? Nieważne co myślał, w co wierzył, szkoła była silniejsza. Zwyciężając ją, bezwiednie z nią przegrywał – bo nawet wtedy robił to, co miał robić. Na koniec, albo się podda, albo będzie walczył – i przegra.
Czy mógł znienawidzić siebie za to jaki się stał? Słońce było już ledwie jasną plamką, może wielkości czubka paznokcia jego małego palca, niepozorną tarczką, różniącą się od miliardów innych gwiazd jedynie wielkością. Przyłożył palec do szyby, zasłaniając je. Jeśli nie, pomyślał, to tylko dlatego, że programowanie zostało zakończone. Jestem żołnierzem. Nawet jeśli chcę walczyć przeciwko tym, którzy takim mnie uczynili, to jestem nim. Wasza maszyna jest ustawiona, tylko czeka, by ktoś nacisnął przycisk.
Lublin, 31.08.2004
koniec
« 1 17 18 19
9 stycznia 2007

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 7
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

17 XI 2012

Lady Sith nie potrzebowała widzieć Twi’lekanki, żeby całą sobą czuć efekt działania Mocy. Dziewczyna żyła jeszcze, właściwie Beyre bawiła się nią dopiero, nie czyniąc przy tym poważniejszej krzywdy. Na to przyjdzie czas.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 6
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

3 X 2012

Sala tronowa w pałacu imperatorskim i ona sama leżąca na podłodze, z trudem łapiąca haustami powietrze. Niebieskie błyskawice zgasły sekundę wcześniej, a Lord Sidious podszedł nieśpiesznie i najwyraźniej nie mogąc darować sobie ostatniego akcentu, kopnął Beyre w żołądek.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 5
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

18 VIII 2012

Człowiek szedł powoli, prowadząc przed sobą Windu, czy Beyre, czy jak jej tam. Domniemana lady Sith miała ramiona wykręcone do tyłu, a nadgarstki zapewne skute kajdankami. Fett zasłaniał się nią w taki sposób, że Bossk nie widział jego dłoni.

więcej »

Polecamy

...ze szkicownika, cz. 9

...ze szkicownika:

...ze szkicownika, cz. 9
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 8
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 7
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 6
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 5
— Jacek Rosiak

Za kulisami autoportretu, cz. 3
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 4
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 3
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 2
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 1
— Jacek Rosiak

Zobacz też

Tegoż twórcy

Nudna lekcja fantastyki
— Zofia Marduła

Śladami Endera?
— Magdalena Kubasiewicz

Prima Aprilis: Blaszana pułapka
— Wojciech Gołąbowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.