Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 lutego 2024
w Esensji w Esensjopedii

Elżbieta Leszczyńska
‹Gelimer›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorElżbieta Leszczyńska
TytułGelimer
OpisAutorka pisze o sobie:
Jestem emerytowaną redaktorką, pracowałam m.in. w Naszej Księgarni. Wydawnictwo Skrzat wydało moje dwie książki dla dzieci i młodzieży, a Esensja opublikowała mój dramat „Baśń o miłości” oraz opowiadanie „Umowa”.
Gatunekdramat

Gelimer

Elżbieta Leszczyńska
1 2 3 6 »
Już tydzień pod Decimum czekamy na króla.
Aspar dał znać, że także stoi w pogotowiu.
Noc głęboka i księżyc pojawił się w nowiu,
A wśród cichych namiotów tylko wicher hula.

Elżbieta Leszczyńska

Gelimer

Już tydzień pod Decimum czekamy na króla.
Aspar dał znać, że także stoi w pogotowiu.
Noc głęboka i księżyc pojawił się w nowiu,
A wśród cichych namiotów tylko wicher hula.

Elżbieta Leszczyńska
‹Gelimer›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorElżbieta Leszczyńska
TytułGelimer
OpisAutorka pisze o sobie:
Jestem emerytowaną redaktorką, pracowałam m.in. w Naszej Księgarni. Wydawnictwo Skrzat wydało moje dwie książki dla dzieci i młodzieży, a Esensja opublikowała mój dramat „Baśń o miłości” oraz opowiadanie „Umowa”.
Gatunekdramat
(Rok 534 po Chrystusie. Afrykańskie królestwo Wandalów za panowania ostatniego władcy, Gelimera. Komnata w domu Anny w Kartaginie. Wieczór)
I
ANNA:
I co, dumna kobieto? Znowu ciebie zdołał
Dosięgnąć, dobre imię do kąta odstawić.
Ile to ja już razy chciałam go zostawić,
A potem przyjmowałam, gdy padł do mych kolan…
Nie umiem sobie radzić z tą dziwną miłością.
Czy to miłość jest jeszcze, czy tylko udręka
Dla mnie, dla niego hazard, jak rzucanie kością.
On się bawi, naciąga strunę, że aż pęka,
I nagle poluzuje. Tak biegnie zabawa
Od trzech lat… Namiętności już nie czuję wcale,
Gorycz tylko, a każda jego nowa zdrada
Jest jak kamień rzucony na przeciwną szalę
Mojej wytrzymałości. Ta teraz przeważy.
Już koniec.
(Nasłuchuje)
Jakiś hałas na podwórzu słyszę…
Nikt nie jedzie, to tylko wiatr potrąca ciszę.
Nie rozumiem, jak na to wszystko on się waży?
Jak ludźmi kręci? Każdego owinie
Dokoła swego palca, cały dwór, żołnierzy,
Tak lekko, od niechcenia. Niby nie zależy
Mu na ich hołdach. Ale ten czas minie.
Znajdzie swoje nieszczęście, poczuje, jak boli.
(Zamyśla się)
Dziwne, lecz nie mam żalu do Zoe tancerki.
Jest kolejną ofiarą tej bezwzględnej woli,
I tak jak ja, i inne, będzie potem cierpieć.
(Nasłuchuje)
Znowu mi się zdawało, że ktoś do drzwi wali,
Lecz to jakiś pies tylko zaszczekał w oddali.
Pamiętam… Nie, nie mogę pamiętać o świcie
Tej miłości. Inaczej nie skończę się łudzić
I siły mi zabraknie, aby wreszcie zabić
Potwora, widmo, zjawę, co udaje życie.
Mogę tylko pamiętać te ponure noce,
Te martwe ranki. Bez końca, bez końca
Pijacki bełkot, męskie zwierzenia w bełkocie
O kolejnej miłości, okrutne, dręczące.
Potem trzeźwiał i znikał. Nie byłam potrzebna
W trzeźwości jego działań, w pijaństwie jedynie…
A droga, którą kroczy, ta droga haniebna
Nie wróży nic dobrego nie tylko dziewczynie.
Starego Hilderyka uwięzić rozkazał,
Gaimasa, bo wierny, okrutnie oślepił.
Na jego miejsce wodzem Aspara kuglarza
Postanowił uczynić. Nie mógł wybrać lepiej.
Łotr pierwszej klasy, chytry i chciwy pochlebca,
Ale towarzysz zabaw, usłużny w wyborze
Rodzaju trunków, kobiet. To udaje ślepca,
To ściele się pod nogi w obłudnej pokorze.
(Podchodzi do okna)
Już noc i każda troska cięższą się wydaje.
Jutro znów będę pierwszą Kartaginy damą,
Godną szacunku wdową po dostojnym panie
Eustatiosie, który sterował tym krajem,
Dobrą radą wspierając króla Hilderyka,
Dumną Anną Greczynką… Co to za muzyka?
Nic, cisza, to wiatr tylko konary ugina
Drzew pobliskich. A jednak słyszę jakieś szmery.
(Podchodzi do lustra i poprawia włosy)
Wyglądam strasznie, Boże, to też jego wina,
Haracz z sińców, szarości i zniszczonej cery.

(Wchodzi niewolnica Sara)
SARA:
Pani, szlachetny brat przyjechał króla Gelimera.

ANNA:
Ammatas, młodzik jeszcze, kogo tutaj szuka?
Niech wejdzie. Saro przynieś owoców i sera
I wody czystej w dzbanie, by dłonie opłukać.
(Niewolnica wychodzi. Wchodzi Ammatas. W chwilę po nim Sara wnosi stolik z jedzeniem)
AMMATAS:
Witaj, pani, myślałem, że zobaczę brata.
ANNA (do siebie):
Jaki on jest podobny i różny zarazem.
(do Ammatasa)
Rozgość się, Ammatasie, poczekamy razem.
I nie mów do mnie: pani, jestem Anną.
AMMATAS (do siebie):
Anna.
ANNA:
Tyle razy prosiłam, byś tak mówił do mnie.
Ale nie stój, chodź tutaj i usiądź wygodnie.
Czas na posiłek, jeszcze nie jadłam kolacji.
Będziesz mi towarzyszył?
AMMATAS:
Z radością! Lecz nie wiem,
Czy wypada. Gelimer…
ANNA:
Zawsze jeden z braci
Może drugiego wspomóc, gdy tamten jest w biedzie.
AMMATAS:
Nie rozumiem cię, pani… Anno…
ANNA:
Nic takiego.
Gelimera tu dzisiaj chyba już nie spotkasz.
Od tygodnia nie zajrzał, pewnie coś innego
Teraz go cieszyć umie…
AMMATAS:
To złośliwa plotka.
On ciebie, Anno, jedną… tylko ciebie kocha.
ANNA:
O, biedny Ammatasie, jakiś ty niewinny.
Widać, że z ciebie młodzik, co mleko pod nosem
Ledwo obtarł…
(do siebie)
Poczekaj, wkrótce będziesz inny.
AMMATAS:
Co mówisz, Anno?
ANNA:
Mówię, że cię lubię bardzo.
AMMATAS:
Przecież wiesz, że od roku już jestem dojrzałym
Mężczyzną, jak Gelimer. Kobiety nie gardzą
Teraz moim spojrzeniem. Znam się trochę na tym.
ANNA:
No, no, i twoje serce pewnie jest zajęte.
Jakaś piękność je zręcznie pochwyciła w sieci.
AMMATAS:
Nie żartuj ze mnie, Anno, żartuje się z dzieci.
A dla mnie miłość, szczęście, to są sprawy święte.
Poznałem już, co znaczy kochać bez nadziei.
Dwa noże wbite w serce, dwa ranią dlatego,
Że mi nie wolno pragnąć tej, co zamęt sieje
W duszy, a ukochana cierpi przez innego.
ANNA:
Ammatasie, przepraszam, nie chciałam cię dotknąć.
Jak wielbłądzica jestem niezręczna czasami.
Opowiedz trochę nowin, to lek na samotność
Zrezygnowanej wdowy, zniszczonej latami.
AMMATAS:
Ty zniszczona latami? Tak pięknej kobiety,
Uroczej, doskonałej, tak godnej kochania
Nie znajdzie nikt, choć szukałby po całym świecie.
Głupi jest ten mężczyzna, co za inną gania…
ANNA:
Ammatasie!
AMMATAS:
Mój Boże, co się ze mną dzieje?!
Muszę iść… Anno… Wybacz… Zaraz oszaleję.
Nie gniewaj się…
(Wchodzi Sara)
SARA:
Dwóch z gwardii pałacowej czeka.
Mówią, że bardzo pilne. Chcą z panią rozmawiać.
ANNA:
Tyle razy prosiłam, żeby nie przeszkadzać.
Wyrzuć ich. Znają prawa wolnego człowieka.
(Wchodzą gwardziści)
GWARDZISTA I:
Pani, to wykroczenie nie z naszej jest winy.
Taką śmiałość zrodziła państwowa potrzeba.
Musimy znaleźć króla. Nie możemy zwlekać.
GWARDZISTA II:
Kazano nam przekazać ostatnie nowiny.
Myśleliśmy, że będzie…
ANNA:
Bezczelne indyki.
Szukajcie, proszę bardzo, pod łóżkiem i w skrzyni.
Tu go nie ma, widzicie.
AMMATAS:
Zmykajcie łotrzyki!
Powiem o wszystkim bratu, kara was nie minie.
GWARDZISTA II:
Książę, nam rozkazano bez króla nie wracać,
Bo głowy potracimy. Na jedno wychodzi.
Nie ruszymy się, póki pani nam nie powie,
Gdzie go szukać. Co robić? Taka nasza praca.
ANNA:
Myślę, że… Jest na pewno… u Zoe tancerki
W gospodzie „Złota Maska” na Królewskich Polach
Niedaleko pałacu. Idźcie już stąd wszyscy!
Zostawcie mnie!
(Wszyscy wychodzą)
Tak bardzo czuję się zmęczona.
II
(Kartagina. Pokój w gospodzie. Na stole resztki po uczcie i dzban pełen wina.)
GELIMER:
Moja śliczna tancerko, czy ci już mówiłem,
Jak dwie skromne duszyczki, o tej samej porze,
Atakowałem zręcznie, obie usidliłem
I jedną tuż po drugiej wprowadziłem w łoże?
To były dwie córeczki pewnej dumnej damy.
Dwie dziewice, nie miały jeszcze lat piętnastu.
A potem się przeniosłem do łoża ich mamy
I triumf ogłosiłem wnet całemu miastu.
ZOE:
Przestań najmilszy panie, już mnie bolą uszy
Od twoich opowieści. Po co mi ich słuchać?
GELIMER:
Nie bądź zazdrosna, Zoe, przecież czujesz w duszy,
Że tylko ciebie kocham. Tamto przeszłość głucha.
Pragnę, żebyś poznała całe moje życie.
Spowiadam się przed tobą, bo grzeszyłem bardzo,
I rozgrzeszenia czekam, liczę na nie skrycie.
A nad takim grzesznikiem popracować warto.
Chodź, Zoe, daj mi rączkę do pocałowania,
Potem nóżkę, dwie nóżki, usta… i coś jeszcze.
Jak ogień mnie rozgrzewasz, jak ogień pochłaniasz.
Każde twoje spojrzenie wywołuje dreszcze.
(Całują się. Nagle Zoe odsuwa się naburmuszona)
O co chodzi, kwiatuszku, co się z tobą dzieje?
To są właśnie kobiety. Niby wszystko trzyma
Odpowiedni kierunek, gdy nagle powieje
Z innego kąta i wnet następuje zima,
Gdzie przed chwilą upalne królowało lato.
ZOE:
Nie odprawiłeś Anny, przyznaj Gelimerze.
GELIMER:
To byłoby niegodną za miłość zapłatą.
Nie umiem jej powiedzieć, przyznaję się szczerze.
Ale jestem tu z tobą. Ciebie kocham, Zoe.
ZOE:
Ja też cię kocham, panie, i dłużej nie zniosę…
GELIMER:
Uspokój się, największe ukochanie moje.
Nie naciskaj za bardzo, daj mi czasu trochę.
No, chodź do mnie, tak bardzo Zoe potrzebuję,
Zwłaszcza teraz, gdy los mój przesila się w niebie.
Grę szaloną zacząłem, a gdy, co planuję,
Spełni się, podział zysków obejmie i ciebie.
1 2 3 6 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Baśń o miłości
Elżbieta Leszczyńska

14 II 2021

Dziwny lęk dzisiaj zmącił niewzruszony spokój
Od wielu lat goszczący w tym podziemnym świecie.
Ten intruz w me królestwo nieproszony wkroczył,
Pamięć, z tak wielkim trudem usypianą przecież,
Obudził, a z nią wszystko wróciło do życia.
Najcięższy bój stoczyłem ze sobą w tej celi,
Najcięższy bój z nadzieją, tym punkcikiem bieli
W jaskini jak noc czarnej i nie do przebycia.

więcej »

Przed podziałem
Bartosz Wieczorek

20 I 2009

Obsada:
Kierownik – człowiek silny, zdecydowany
Kuba – psycholog; młody człowiek, spokojny
X – charyzmatyczna postać
Ksiądz – wesoły, o głosie pełnym troski

więcej »

Strzelec wyborowy
Adam Słowikowski

4 I 2008

Miejsce: Park miejski
Czas: Bliżej nieokreślony, chociaż podejrzewa się 15 kwietnia 2006 roku
Występują:
Eros jako Amor, Jan Kowalski jako Mężczyzna, Jakub Burski jako Lekarz

więcej »

Polecamy

...ze szkicownika, cz. 9

...ze szkicownika:

...ze szkicownika, cz. 9
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 8
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 7
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 6
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 5
— Jacek Rosiak

Za kulisami autoportretu, cz. 3
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 4
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 3
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 2
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 1
— Jacek Rosiak

Zobacz też

Tegoż twórcy

Umowa
— Elżbieta Leszczyńska

Baśń o miłości
— Elżbieta Leszczyńska

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.