Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 lutego 2024
w Esensji w Esensjopedii

Miejsca, które warto odwiedzić: Jaka jest różnica między dzwonem a fajką?

Esensja.pl
Esensja.pl
Fajką można komuś przydzwonić, ale dzwonu nie da się sfajczyć. A co ma wspólnego dzwon z fajką? Muzeum! Tak, serio. W Przemyślu można zwiedzić Muzeum Dzwonów i Fajek, jako dwóch najsłynniejszych produktów pochodzących z tego miasta. Niektórym udaje się też zajrzeć po godzinach do ludwisarni.

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Miejsca, które warto odwiedzić: Jaka jest różnica między dzwonem a fajką?

Fajką można komuś przydzwonić, ale dzwonu nie da się sfajczyć. A co ma wspólnego dzwon z fajką? Muzeum! Tak, serio. W Przemyślu można zwiedzić Muzeum Dzwonów i Fajek, jako dwóch najsłynniejszych produktów pochodzących z tego miasta. Niektórym udaje się też zajrzeć po godzinach do ludwisarni.
Pierwszy poziom ekspozycji<br/>fot. Agnieszka Szady
Pierwszy poziom ekspozycji
fot. Agnieszka Szady
Muzeum mieści się w stojącej w narożniku placu samotnej wieży zegarowej: miała ona być dzwonnicą kościoła, jednak na skutek śmierci cesarzowej Marii Teresy, która obiecała zasponsorować inwestycję, nie wybudowano go. W czasach austriackich budowla pełniła funkcję obserwacyjną, której pośrednią kontynuacją jest istniejący na szczycie punkt widokowy, zaopatrzony w zdjęcia widocznej zeń panoramy z podpisanymi najważniejszymi budynkami. Ja miałam to szczęście, że wraz z koleżankami zwiedzałyśmy Przemyśl z przewodnikiem (pozdrowienia dla wspaniałej Stanisławy!), więc usłyszałyśmy obszerne wyjaśnienia dotyczące historii każdego zabytku.
„Lubię widzieć dymek siwy,
Jak się wznosi z twego łona
Ludzkich losów obraz żywy
Buja, wije się i kona”.
Fragment wiersza Franciszka Kowalskiego o fajce, wypisanego skomplikowanym zawijasem na ścianie jednego z pięter muzeum.
Kaliany, czyli nargile, czyli szisze<br/>fot. Agnieszka Szady
Kaliany, czyli nargile, czyli szisze
fot. Agnieszka Szady
Fajki produkowano w Przemyślu już w latach 70. XIX wieku, natomiast na szerszą skalę manufakturę rozwinął przybysz z Czech – Wincenty Swoboda, ożeniony z tutejszą panną. Jako tokarz z wykształcenia, wyrabiał wszystko z drewna, i tak też do dziś powstają przemyskie fajki. W muzeum można kupić niedrogie, proste modele, za jedyne 400 złotych; te bardziej luksusowe potrafią kosztować i trzy razy tyle. Rzemieślnicy nazywani są fajkarzami, w odróżnieniu od fajczarzy, którzy z ich dzieł korzystają. W wielu miastach, m.in. w Poznaniu, organizowane są zawody w pykaniu fajki: w przeciwieństwie do tego, z czym się na ogół kojarzą zawody, polegają na tym, żeby zrobić coś nie najszybciej, ale najwolniej. Zwycięzcą zostaje bowiem ten, kto najdłużej spala określoną porcję tytoniu.
Dla miłośnika fantasy<br/>fot. Agnieszka Szady
Dla miłośnika fantasy
fot. Agnieszka Szady
Podobno najsmaczniejsze fajki produkuje się z korzenia wrzośca – legenda mówi, że na ten pomysł wpadł adiutant Napoleona, kiedy cesarz w czasie działań wojennych zgubił fajkę i trzeba mu było szybko skombinować następną. Główki fajek mogą być zrobione z bardzo rozmaitych materiałów: drewna, gliny, porcelany, metalu albo łatwego w obróbce minerału zwanego morską pianką. W muzeum można podziwiać wszystkie typy. Z metalu były robione (lub przynajmniej nim okuwane) ozdobne fajki „zbójnickie” z charakterystyczną przykryweczką, zwaną kapturkiem. Drewniane z kolei mają najbardziej fantazyjne kształty: od smoczej łapy poprzez popiersia Piłsudskiego i innych słynnych osób, aż po piecyk typu koza. Nie wątpię, że gdzieś w świecie istnieją też fajki z motywami gwiezdnowojennymi.
Naturalne piękno<br/>fot. Agnieszka Szady
Naturalne piękno
fot. Agnieszka Szady
Ceramiczne główki ozdobione jakimś sielskim obrazkiem obyczajowym lub myśliwskim były popularne w fajkach żołnierskich – obejrzałyśmy całą ich kolekcję wydobytą przy pracach archeologicznych w Twierdzy Przemyśl. W niemieckim i austriackim wojsku istniało nawet coś takiego, jak fajka rezerwisty, kupowana ze składek lub specjalnego funduszu, i ofiarowywana wiarusowi na pożegnanie. Były to istne giganty, nawet metrowej długości! Czy raczej wysokości, ze względu na pionowy układ. Cybuch zdobiono włóczkową kitką oraz figurkami koni i innych motywów związanych z tradycją danego regimentu lub ogólnie z wojskiem, zaś malunki na główce były – dzięki jej rozmiarowi – wyjątkowo bogate.
Dzwony i dzwonki<br/>fot. Agnieszka Szady
Dzwony i dzwonki
fot. Agnieszka Szady
W kolekcji muzeum znajdują się też bardzo oryginalne fajki wodne oraz indiańskie kalumety, sprezentowane przez rozmaitych podróżników. Zresztą większość kolekcji pochodzi z darowizn. Na ścianach wiszą reprodukcje XIX-wiecznych reklam fajek i tytoniu oraz obrazów przedstawiających palaczy.
„Już płyn w ziemi, towarzysze!
Forma szczęśliwie nalana.
Ale czy skutek dopisze?
Bywa klęska niespodziana:
Gdy spiż zdradzi,
Formę rozsadzi
Ach! częstokroć w jednej chwili
Szczęście błyśnie i omyli”.
Dzwon z herbem Przemyśla<br/>fot. Agnieszka Szady
Dzwon z herbem Przemyśla
fot. Agnieszka Szady
„Pieśń o dzwonie” Fryderyka Schillera jest w całości zacytowana na jednej z wiszących na ścianach tablic. Inne przedstawiają poszczególne etapy produkcji dzwonu, a także zdjęcia dzwonów okrętowych i informacje o ich historii i zastosowaniu.
Prawdziwe dzwony w muzeum występują w postaci modeli ukazujących procedurę odlewania, a także kilkunastu zabytkowych, niekiedy uszkodzonych w wyniku wojny. Ponieważ mniej więcej 90% zwiedzających koniecznie usiłuje jakimś dzwonem zadzwonić, w ekspozycji umieszczono specjalnie dla nich nowy, którego wolno dotykać i kołysać nim. Jest nieduży i ścianki ma cienkie, aby nie wydawał przesadnie głośnego dźwięku, co w zamkniętym pomieszczeniu byłoby mordercze.
Pierwszy rzut oka na ludwisarnię<br/>fot. Agnieszka Szady
Pierwszy rzut oka na ludwisarnię
fot. Agnieszka Szady
To, co napisano na tablicach, dwa dni później miałyśmy okazję zobaczyć, a nawet dotknąć. Ludwisarnia rodziny Felczyńskich z zewnątrz wygląda bardzo niepozornie: mieści się w przybudówkach starej kamienicy niemal w centrum w Przemyśla. Oprowadzała nas przemiła pani Urszula, prawnuczka mistrza Jana, który w 1948 roku rozpoczął działalność w tym właśnie miejscu, kontynuując dziedzictwo rodziny sięgające początków XIX wieku.
Obejrzałyśmy kolejne etapy produkcji, najpierw niewielki warsztat, gdzie powstają zdobienia. Formy do najczęściej powtarzanych napisów i wzorów (godła, krzyże, kiście winogron, anioły i tak dalej) zajmują cały regał, a dla wzorów nietypowych firma ma drukarkę 3D. Zdobienia wykonywane są metodą wosku traconego: najpierw formuje się wybrany element, przykleja do glinianej kopuły za pomocą… masła, a następnie delikatnie nanosi kolejne warstwy gliny, w której po wypaleniu odciśnie się negatyw wzoru. Glina na formy dzwonów, jak od wieków, utwardzana jest końskim nawozem. To połączenie tradycji z najnowszą technologią uważam za wyjątkowo urokliwe.
Formowanie rdzenia<br/>fot. Agnieszka Szady
Formowanie rdzenia
fot. Agnieszka Szady
Dzwon wysokości około półtora metra waży mniej więcej 600 kilogramów. Grubość ścianek ma wpływ na dźwięk, więc zdobienia mogą być umieszczane tylko w pasie odpowiednio odległym od szczytu i dolnego rozszerzenia. Im grubsze ściany, tym bogaciej mogą być dekorowane. Firma ma zamówienia z całego świata, od Meksyku po Japonię; kilka miesięcy temu odlali dzwon dla buddyjskiej świątyni w Birmie, po którym na półce pozostała figurka stylizowanego lwa, który posłużył jako wzór do wykonania korony, czyli „ucha”, za które dzwon jest zawieszony. Korona składała się z czterech takich stworów.
Nanoszenie dekoracji<br/>fot. Agnieszka Szady
Nanoszenie dekoracji
fot. Agnieszka Szady
Potem przeszłyśmy do odlewni, gdzie stały i wisiały dzwony oraz formy we wszystkich stadiach, od toczonego na kole garncarskim trzonu, aż po dzwon parę dni wcześniej wydobyty z dołu. Produkcja wygląda bowiem tak samo, jak setki lat temu: glinianą formę umieszcza się w wykopanym dole, przysypuje ziemią, którą trzeba porządnie ubić, i przez otwór w formie wlewa się stop z dużego pieca. Wydobywanie ostygniętego dzwonu odbywa się w soboty i nie mogą w nim uczestniczyć kobiety (w każdym razie taka jest tradycja).
Dół odlewniczy<br/>fot. Agnieszka Szady
Dół odlewniczy
fot. Agnieszka Szady
Przed wejściem, na rampie ładowniczej, stał duży dzwon przygotowany do oczyszczenia i wypolerowania, oraz trzy mniejsze, zapakowane już w folię do transportu, z wypisaną markerem wagą i miejscem przeznaczenia. Dzwon na oko czterdziestocentymetrowej wysokości waży 150 kg. Te wypolerowane nie bardzo mi się podobały, takie błyszczące, że aż kiczowate. Nieoczyszczony wyglądał dostojniej i jakoś bardziej prawdziwie.
Tu się dzwony poleruje<br/>fot. Agnieszka Szady
Tu się dzwony poleruje
fot. Agnieszka Szady
Do kompletu powinnam jeszcze zwiedzić i opisać którąś z lokalnych manufaktur fajczanych, jednak nie starczyło na to czasu, bo w planach był jeszcze Sanok i Rzeszów z fascynującymi muzeami. A więc, jak mawiają anglojęzyczni prezenterzy, stay tuned!
koniec
27 września 2020

Komentarze

04 XI 2020   16:18:56


TAM JEST ŚWIETNIE!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Od Lukrecji Borgii do bitew kosmicznych
Agnieszka ‘Achika’ Szady

1 XII 2023

Czy Magda Kozak była pierwszą Polką w stanie nieważkości? Ilu mężów zabiła Lukrecja Borgia? Kto pomógł bojownikom Bundu w starciu z carską policją? I wreszcie zdjęcie jakiego tajemniczego przedmiotu pokazywał Andrzej Pilipiuk? Tego wszystkiego dowiecie się z poniższej relacji z lubelskiego konwentu StarFest.

więcej »

Razem: Odcinek 3: Inspirująca Praktyczna Pani
Radosław Owczarek

16 XI 2023

Długie kolejki, brak podstawowych towarów, sklepowe pustki oraz ograniczone dostawy produktów. Taki obraz PRL-u pojawia się najczęściej w narracjach dotyczących tamtych czasów. Jednak obywatele Polski Ludowej jakoś sobie radzą. Co tydzień w Teleranku Pan „Zrób to sam” pokazuje, że z niczego można stworzyć coś nowego i użytecznego. W roku 1976 startuje rubryka „Praktycznej Pani”. A o tym, od czego ona się zaczęła i co w tym wszystkim zmalował Tadeusz Baranowski, dowiecie się z poniższego tekstu.

więcej »

Transformersy w krainie kucyków?
Agnieszka ‘Achika’ Szady

5 XI 2023

34. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi odbywał się w kompleksie sportowym zwanym Atlas Arena, w dwóch budynkach: w jednym targi i program, w drugim gry planszowe, zaś pomiędzy nimi kilkanaście żarciowozów z bardzo smacznym, aczkolwiek nieco drogim pożywieniem. Program był interesujący, a wystawców tylu, że na obejrzenie wszystkich stoisk należało poświęcić co najmniej dwie godziny.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Kiedy para - buch!
— Wojciech Gołąbowski

Ochorowiczówka ma młodsze rodzeństwo!
— Wojciech Gołąbowski

Budować 33 lata i… wyjechać
— Wojciech Gołąbowski

Sentymenty, zadziwienie, oszołomienie
— Wojciech Gołąbowski

Szopka inna niż zwykle
— Wojciech Gołąbowski

Domek mały, Górki Wielke, serce ogromne
— Wojciech Gołąbowski

Roosevelt jest królem, a czołg skoczkiem
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wieś, która odpływa w przeszłość
— Beatrycze Nowicka

Bliskie spotkania krowiego stopnia
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

A z jakiego to filmu?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tegoż autora

Po komiks marsz: Luty 2024
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Krótko o filmach: Walka Thora z podwodnym Sauronem
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Weekendowa Bezsensja: Wszystko, czego nigdy nie chcielibyście wiedzieć o… Esensji (31)
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

I gwiazdka z nieba nie pomoże, kiedy brak natchnienia
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tajemnica beczki z solą
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Serializacja MCU
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Od Lukrecji Borgii do bitew kosmicznych
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Półelfi łotrzyk w kanale burzowym
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Zwariowane studentki znów atakują
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Transformersy w krainie kucyków?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.