Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Włóczykije: Główny Szlak Beskidzki – prolog

Esensja.pl
Esensja.pl
Cytując klasyka, „po 40-stce człowiek wie na co stać go na co nie”. 40 lat spędzone głównie na siedząco, spora nadwaga i ogólna ’nieruchawość’. Aż nagle, 4 lata temu, coś się zmienia, zaczynam regularnie chodzić po górach, z czasem ubywa 20kg i teraz w weekendy trudno mi usiedzieć w domu. Pamiętam pierwszą wyprawę, czerwiec 2016 i Barania Góra, wejście od Białej Wisełki. Serce wali jak szalone, ciężko oddech złapać. Po powrocie dwa dni zakwasów… A teraz +30km w górach jest do przejścia – nie dochodzę do celu na czworakach i następnego dnia mogę przejść kolejnych -dzieścia km. Kiedyś w słotny dzień nie ruszyłbym się z domu, w minioną sobotę wybrałem się na Małą Babią Górę wiedząc, że będzie padać.

Marcin Grabiński

Włóczykije: Główny Szlak Beskidzki – prolog

Cytując klasyka, „po 40-stce człowiek wie na co stać go na co nie”. 40 lat spędzone głównie na siedząco, spora nadwaga i ogólna ’nieruchawość’. Aż nagle, 4 lata temu, coś się zmienia, zaczynam regularnie chodzić po górach, z czasem ubywa 20kg i teraz w weekendy trudno mi usiedzieć w domu. Pamiętam pierwszą wyprawę, czerwiec 2016 i Barania Góra, wejście od Białej Wisełki. Serce wali jak szalone, ciężko oddech złapać. Po powrocie dwa dni zakwasów… A teraz +30km w górach jest do przejścia – nie dochodzę do celu na czworakach i następnego dnia mogę przejść kolejnych -dzieścia km. Kiedyś w słotny dzień nie ruszyłbym się z domu, w minioną sobotę wybrałem się na Małą Babią Górę wiedząc, że będzie padać.
Mural pod sufitem schroniska PTTK na Hali Łabowskiej – początek/koniec szlaku GSB w Wołosatem
Mural pod sufitem schroniska PTTK na Hali Łabowskiej – początek/koniec szlaku GSB w Wołosatem
O Głównym Szlaku Beskidzkim
W tym roku zrealizowałem projekt przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego. To najdłuższy ciągły szlak pieszy w Polsce. Prowadzi od Wołosatego w Bieszczadach do Ustronia w Beskidzie Śląskim (lub odwrotnie, jak chcą puryści tego szlaku – był projektowany od zachodu; przy okazji polecam obszerny artykuł nt. historii tego szlaku). 499km przez Bieszczady, Beskid Niski, Beskid Sądecki, Gorce, Beskid Żywiecki i Śląski (i jeszcze Pogórze Bukowskie i Pogórze Orawsko-Jordanowskie, gwoli poprawności grograficznej). Ponad 22 000 metrów sumy podejść. Oto Główny Szlak Beskidzki, sprofilowany od wschodu:
Cykl artykułów
Przez najbliższe 21 tygodni będę na łamach Esensji relacjonował poszczególne etapy. Moje przejście GSB to nie tylko wysiłek fizyczny i udowadnianie czegoś sobie. GSB jest szlakiem, które obfituje w ciekawostki krajoznawcze. Są miejsca gdzie Historia przez duże H splata się z tą małą historią lokalnych społeczności. Jestem ciekawy świata i wykorzystałem każdą okazję do poszerzenia wiedzy o „Polsce małych ojczyzn”. Tu warto zaznaczyć, że moje przejście w 21 dni jest stosunkowo długie (w tej chwili mój znajomy kończy ten szlak i pewnie zmieści się w 13-14 dniach…) – ze średnią ok. 24km/dzień miałem sporo czasu na zatrzymywanie się przy licznych tabliczkach informacyjnych. Robiłem zdjęcia, a poźniej już w domu szukałem informacji uzupełniających.
Całość umieściłem na Blogu Włóczykijów, który powstał z myślą o udokumentowaniu mojego przejścia GSB 2020 (w międzyczasie blog rozrósł się i oprócz opisu GSB mam sekcje „Poznaj swój Kraj”, w której opisuję 1-2 dniowe wycieczki w Polsce i „bliskiej zagranicy”, zorganizowane przeze mnie dla znajomych oraz „Cały ten świat”, gdzie w miarę wolnego czasu umieszczam wpisy dotyczące miejsc na świecie które dane mi było odwiedzić.). Mam opis i zdjęcia każdego etapu, tworzone na gorąco, najczęściej w schronisku kończącym dany odcinek oraz serie „Szczyt Dnia” i „Literka Sponsor”. Ta ostatnia to próba zebrania ciekawych historii związanych z danym etapem. Czasem te historie ciągną się przez kilka etapów, czasem są to ciekawostki związane z konkretnym miejscem. Niniejszy cykl w ramach Esensji będzie zbierał wszystko co najważniejsze w 21 artykułów, po jednym na etap, ze szczególnym naciskiem na lokalne historie.
Pomysł
Grudzień 2019. Spędzam święta w Pokrzywnej (Góry Opawskie). Z braku innych gór, trzy dni z rzędu wchodzę na Biskupią Kopę. Trasy krótkie, ludzi mało, więc w schronisku mam czas na przeczytanie wszelakich tabliczek informacyjnych. I dowiaduję się, że Biskupia Kopa jest na Głównym Szlaku Sudeckim. I świta myśl, żeby przejść cały szlak. Tylko świta, bo za chwilę zmienia się w pomysł przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego – jest mi bliższy. Część zachodnią Beskidów dość dobrze znam, poza tym jestem w trakcie planowania majówki w Bieszczadach, więc pomysł zaczyna się spinać i powstaje zgrubny plan.
W styczniu 2020 plan się konkretyzuje. Buduję go wokół trzech założeń:
  1. W związku z tym, że do tej pory najdłuższe moje wędrówki były 3-4 dniowe, ale zawsze z powrotem na noc do bazy, GSB przejdę częściowo odcinkowo, z doskoku – a częściowo jednym ciągiem. Po prostu nie jestem pewien czy dam radę iść ~20 dni bez przerwy.
  2. Idę ze wschodu na zachód. Głównie dlatego, że planowana majówka w Bieszczadach będzie dobrą inauguracją, ale potem dołożyłem wątek celowości. Otóż zaraz po II WŚ mój dziadek przeszedł z wciąż niespokojnych Bieszczad na Śląsk na piechotę. Nie szedł oczywiście górami, bardziej wzdłuż obecnej DK94. Trochę naciągając, przejście GSB ze wschodu na zachód będzie upamiętniało 75-tą rocznicę wędrówki dziadka.
  3. Nocuję w schroniskach/pensjonatach. Tu warto wtrącić, że (chyba zdecydowana) większość „GSB-owiczów” idzie z namiotami i biwakuje po drodze. To dodaje aspektu przygody. Ale ja postanawiam „spać w czystej pościeli i świeże mleko pić”. Jest to oczywiście ułatwienie – głównie ze względu na mniejszą wagę plecaka. Ale z drugiej strony sprawia, że każdy dzień staje się realizacją planu – bo trzeba dojść do konkretnego miejsca.
Planowanie
W tym samym czasie udało mi się odnowić kontakt ze „starymi znajomymi” z Chorzowa, związanymi z Wisłoczkiem. A Wisłoczek to świetna baza do przejścia odcinków GSB znajdujących się w Beskidzie Niskim. Jedna dłuższa kawa i plan nabiera rumieńców – w maju dwa etapy w Bieszczadach, potem seria weekendowych wypadów do Wisłoczka i przejście 8 etapów aż do Krynicy. No i wreszcie urlop z plecakiem – 258km z Krynicy do Ustronia, 11 dni z noclegami w schroniskach.
Potem nastaje COVID i związane z tym ograniczenia. Majówkę trzeba przełożyć, ale plan będzie realizowany. Powstaje skoroszyt z datami, konkretnymi trasami, miejscami noclegu. Lubię planowanie. To jedna z większych przyjemności związanych z wędrowaniem. Epidemia powoduje tylko jedną niedogodność – moim pierwszym etapem będzie odcinek nr 3 z mojego planu: Smerek–Cisna. A początek GSB będzie dopiero po odcinku nr 8. Trochę nie po kolei, ale uznaję, że może być. Na rok 2021 planuję przejście „klasyczne”, czyli bez powrotów do domu i tym razem z zachodu na wschód.
Plan – w kolejności geograficznej – jest taki:
  • Etap 1: Wołosate–Ustrzyki Górne
  • Etap 2: Ustrzyki Górne–Smerek
  • Etap 3: Smerek–Cisna
  • Etap 4: Cisna–Duszatyn
  • Etap 5: Duszatyn–Przełęcz pod Tokarnią
  • Etap 6: Przełęcz pod Tokarnią–Wisłoczek
  • Etap 7: Wisłoczek–Chyrowa
  • Etap 8: Chyrowa–Bartne. Natura weryfikuje ten plan – burza i inne „atrakcje” zmuszają mnie do zejścia ze szlaku i w konsekwencji odcinek 8 realizuję w dwóch kawałkach:
    • Etap 8a: Chyrowa–nad Przełęczą Hałbowską
    • Etap 8b: nad Przełęczą Hałbowską–Bartne
  • Etap 9: Bartne–Ropki 
  • Etap 10: Ropki–Krynica Zdrój
  • Etap 11: Krynica Zdrój–Hala Łabowska
  • Etap 12: Hala Łabowska–Przehyba
  • Etap 13: Przehyba–Krościenko
  • Etap 14: Krościenko–Turbacz 
  • Etap 15: Turbacz–Skawa
  • Etap 16: Skawa–Hala Krupowa 
  • Etap 17: Hala Krupowa–Markowe Szczawiny 
  • Etap 18: Markowe Szczawiny–Hala Miziowa 
  • Etap 19: Hala Miziowa–Węgierska Górka 
  • Etap 20: Węgierska Górka–Stożek 
  • Etap 21: Stożek–Ustroń 
Końcowe refleksje
Ten artykuł to prolog do serii, ale pozwolę sobie zamieścić spoiler i podzielić się refleksjami powstałymi już po przejściu całego szlaku. Z jednej strony nie ma się czym chwalić – ukończyłem cały szlak przez wakacje, ale tylko połowę przewędrowałem jak należy, dzień po dniu. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę moją przeszłość, nadwagę i braki kondycyjne – jestem z siebie dumny. 45 lat i po raz pierwszy w życiu przygoda z plecakiem w górach.
Wędrówka z plecakiem to domena młodości. Ja – w przeciwieństwie do chyba większości spotkanych na szlaku – nie byłem aktywny jako nasto- czy 20-latek. Owszem, zdarzały się pojedyncze wypady w góry, ale każda Barania, Śnieżka czy Pilsko były okupione 2-3 dniami zakwasów. Nie uprawiałem żadnego sportu, trudno mówić o jakiejkolwiek regularnej aktywności fizycznej. O wędrowaniu kilka dni z rzędu z plecakiem nawet nie myślałem. 20kg temu wiele rzeczy wydawało się niemożliwych, nie dla mnie.
I w takim kontekście każdy kilometr Szlaku smakuje podwójnie. A kilometry przebyte dodatkowo, po dniu na szlaku – po to by wejść na Babią na zachód słońca, w kolejny wieczór na Pilsko i jeszcze następnego dnia znowu na Pilsko na wschód słońca – smakują jak najlepsze lody. I pomimo pewnej dumy z osiągnięcia celu nie dominuje uczucie wyczynu. Jeśli miałbym określić przejście jednym słowem, będzie to WDZIĘCZNOŚĆ. Dominująca jest wdzięczność Bogu.
Wdzięczność za brak kontuzji, odcisków, otarć, które mogły mnie wyeliminować z dalszego wędrowania. Wdzięczność za widoki, wschody i zachody słońca, za wodę z górskiego strumyka, za obfitość leśnych owoców, ludzi spotkanych po drodze. A przede wszystkim za nowe spojrzenie na życie.
Jestem wdzięczny za zdrowe kolana i serducho. Jestem wdzięczny za pogodę – za pochmurne niebo, gdy przechodziłem Rabkę i Jordanów. Za piekące słońce, które wysuszyło szlak pod Baranią Górą i Pilskiem. Za mgły i mżawki w Beskidzie Niskim. Za perfekcyjną temperaturę w Bieszczadach i Beskidzie Sądeckim.
Jest też wdzięczność dla ludzi. Przede wszystkim dla znajomych z Wisłoczka, dzięki którym skomplikowana logistycznie operacja przejścia Beskidu Niskiego „z doskoku” stała się logiczną układanką. Jestem wdzięczny Robertowi, Bogdanowi i Jonaszowi za kilka odcinków przewędrowanych razem. Jestem wdzięczny pani Ludmile ze schroniska pod (C)Hyrową, właścicielom agro z Latarni Wagabundy i Dworu Rajdany za elastyczność i pomocną dłoń. Jestem wdzięczny spotkanym ludziom, za pozdrowienia, uśmiechy, miłe słowa.
Szkoda, że ta przygoda się skończyła. Ale już jest w głowie plan przejścia w przyszłym roku – w drugą stronę, od Ustronia do Wołosatego. I oczywiście kolejny raz będzie klasycznie – z plecakiem, dzień po dniu, w 19-20 dni. Jeśli będzie taka możliwość, będę wdzięczny. Jeśli życie potoczy się inaczej – będę miał w pamięci ten rok i to łączone przejście.
W artykule powinny być zdjęcia :) No to są – ale tym razem bez opisów, bez komentarza. Kto przeszedł GSB, może rozpozna miejsca i widoki. Kto nie miał okazji wędrować – niech te zdjęcia będą zachętą.
Do zobaczenia na szlaku w 2021!
koniec
2 października 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Front pałacu z pierwszą działającą fontanną<br/>fot. Wojciech Gołąbowski

Miejsca, które warto odwiedzić: Budować 33 lata i… wyjechać
Wojciech Gołąbowski

6 VIII 2021

Pałac w Kamieńcu Ząbkowickim królewna Marianna Orańska zaczęła budować jako swą letnią romantyczną rezydencję. Mimo kłód rzucanych pod nogi przez rodzinę eks-męża, inwestycję dokończyła… po czym podarowała ją synowi, a sama wyjechała do innych swych majątków.

więcej »
fot. Wojciech Gołąbowski

Miejsca, które warto odwiedzić: Sentymenty, zadziwienie, oszołomienie
Wojciech Gołąbowski

23 VII 2021

Muzeum Zabawek w Kudowie-Zdroju mieści się w samym jej centrum, tuż obok parku – nie ma więc żadnego problemu z jego odnalezieniem. W dodatku informują o nim liczne billboardy, rozlokowane tu i ówdzie w Kotlinie Kłodzkiej.

więcej »
Fot. za wambierzyce.pl/ruchoma-szopka

Miejsca, które warto odwiedzić: Szopka inna niż zwykle
Wojciech Gołąbowski

16 VII 2021

Wambierzyce, wieś położona w Kotlinie Kłodzkiej, słynie nie tylko z pięknej i starej bazyliki. Jest tu również najstarsza w Polsce ruchoma szopka, dostępna do zwiedzania przez cały rok.

więcej »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.