Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 października 2020
w Esensji w Esensjopedii

Włóczykije: GSB – Etap 1: Wołosate – Ustrzyki Górne

Esensja.pl
Esensja.pl
Każdy z 21 etapów mojego GSB będzie miał swoją literkę – patronkę. Dla etapu 1 jest nią U jak Ukraina.

Marcin Grabiński

Włóczykije: GSB – Etap 1: Wołosate – Ustrzyki Górne

Każdy z 21 etapów mojego GSB będzie miał swoją literkę – patronkę. Dla etapu 1 jest nią U jak Ukraina.
Przed lekturą niniejszego artykułu, zachęcam do zapoznania się z poprzednim „GSB – Prolog”, w którym wyjaśniam motywy przejścia 500km Głównym Szlakiem Beskidzkim oraz dzielę się założeniami i planem.
Mój GSB zaczął się nietypowo, bo od przejścia etapów 3 – 8a (Smerek -> nad Przełęczą Hałbowską). To przez zawirowania związane z koronawirusem i zakazem wyjazdów wypoczynkowych. Na początek, czyli do Wołosatego, trafiam dopiero pod koniec czerwca. Jestem w ramach „majówki”, którą musieliśmy przełożyć. Grupa jest 16-osobowa, bazę mamy w Wetlinie (Bieszczadzkie Marzenie). Dla wielu z nas to biuszczadzki pierwszy raz. Pogoda dopisuje, Bieszczady są zielone (co sprawia, że trudno wypatrzeć bieszczadzkie anioły, które jak wiadomo są całe zielone).
Pierwszy dzień wykorzystaliśmy na wyprawę na sam koniec Polski – do źródeł Sanu. Drugi i trzeci poświęcamy na Główny Szlak Beskidzki. Nie każdy ma ochotę i siły przejść zaplanowanymi przeze mnie odcinkami GSB, ale każdy ma ochotę zachłysnąć się Bieszczadami. Jako organizator zaplanowałem więc taką wycieczkę, która pasuje każdemu. Zamówiłem transport z Wetliny do Wołosatego, na początek szlaku. Ja z małą grupką przejdziemy pierwszy odcinek GSB (GSB to szlak długodystansowy, więc oznaczony kolorem czerwonym – będzie mi towarzyszyć aż do końca, do Ustronia) z Wołosatego przez Rozsypaniec, Halicz do Ustrzyk Górnych. Dodamy sobie Tarnicę, która jest poza czerwonym szlakiem, ale prowadzi na nią krótki łącznik.
Pozostali wejdą na Tarnicę bezpośrednio z Wołosatego, najbardziej popularnym szlakiem i też zejdą do Ustrzyk Górnych, gdzie mamy wyznaczone spotkanie i zamówiony transport do bazy w Wetlinie. Ich trasa będzie o 12km i dwa wzniesienia krótsza niż moja.
Tarnica widziana z czerwonego szlaku, niedługo po starcie z Wołosatego<br/>fot. Marcin Grabiński
Tarnica widziana z czerwonego szlaku, niedługo po starcie z Wołosatego
fot. Marcin Grabiński
Kupujemy bilety do Bieszczadzkiego Parku Narodowego, dzielimy się na dwie grupy i ruszamy. Szlak czerwony prowadzi najpierw asfaltem, który wkrótce zmienia się w leśną drogą, najpierw płaską, potem wznosząca się lekko pod górę. Po drodze możemy po naszej lewej podziwiać Tarnicę. Szlak będzie zakręcał, więc będziemy ją widzieli od południa i wschodu, aż w końcu na nią wejdziemy. Na początek idziemy na… wschód. Tak zaplanowano szlak – aby dojść do Ustronia (czyli na zachód), trzeba najpierw iść na wschód. Szlak prowadzi nas do jedynego punktu stycznego całego GSB z Ukrainą. I stąd literka „U” jako „sponsor etapu”. Tu warto wspomnieć, że przed II Wojną Światową Główny Szlak Beskidzki kończył się na Czernyhorze, obecnie na granicy ukraińsko-rumuńskiej. Dla ciekawych, polecam obszerny artykuł nt. historii tego najdłuższego w Polsce szlaku PTTK. Robimy fotkę ze słupkami granicznymi w oddali, nie przechodząc oczywiście na drugą stronę. Podobno jak się ma szczęście, to jest mandat od polskiego patrolu Straży Granicznej, a jak pecha to ukraińscy pograniczczycy zawożą do Lwowa na przesłuchanie…
My co prawda granicy nie przekroczyliśmy, ale nasze komórki już tak, co okazało się dość kosztowne (synchronizacja zdjęć w tle z roamingiem danych…). Dało też dodatkowy efekt „podróży w czasie”. W związku z godzinną różnicą w czasie „naszym” i „ukraińskim”, zdjęcie zrobione przy granicy ma późniejszą godzinę niż te wykonane w dalszej części wędrówki, gdy komórka „wróciła” do polskiego czasu.
Granica PL-UA na Przełęczy Bukowskiej<br/>fot. Marcin Grabiński
Granica PL-UA na Przełęczy Bukowskiej
fot. Marcin Grabiński
Od Przełęczy Bukowskiej, gdzie dotknęliśmy granicy, szlak skręca pod kątem prostym w lewo. I tu dopiero zaczyna się prawdziwa wspinaczka – wchodzimy na szczyt Rozsypaniec, a za nim Halicz (1333m n.p.m.). Tu moje historyczne zamiłowanie (skrzywienie?) każe wspomnieć, że za czasów Bolesława Chrobrego Halicz był trójstykiem granic Polski, Węgier i Rusi Kijowskiej. Dziś góra w całości znajduje się w granicach Rzeczypospolitej. Od słowa „Halicz” pochodzi nazwa krainy/państwa „Ruś Halicka”, co później stało się źródłosłowiem dla „Galicji”.
Szlak, mimo, że prowadzi dość mocno pod górę, nie jest trudny. W wielu miejscach zbudowano „schody” (progi drewniane, pomiędzy którymi jest ubity tłuczeń) z barierkami. Można się oczywiście zżymać na takie sztuczne ingerencje w szlak, ale ich funkcja to nie tylko ułatwianie wędrówki, ale przede wszystkim ochrona bieszczadzkiej roślinności. Bez schodów i barierek turyści zadeptaliby dużo szerszy pas szlaku.
Połonina w okolicach Halicza. Na pierwszym planie schody i barierki wyznaczające szlak<br/>Fot. Marcin Grabiński
Połonina w okolicach Halicza. Na pierwszym planie schody i barierki wyznaczające szlak
Fot. Marcin Grabiński
Po krótkiej wspinaczce w lesie wychodzimy wreszcie na połoniny, czyli niezalesiony obszar, porośnięty głównie trawami i niewysokimi krzaczkami jagód i borówek. Słowo „połonina” pochodzi od wyrazu „płony” i oznacza „pusty, nieużyteczny”. Połoniny może i są nieużyteczne, ale jakie piękne! Duża przestrzeń, brak zabudowań i dróg, gdzie nie spojrzeć – zielono (jest koniec czerwca, po obfitych opadach). Wystarczyła mi chwila wędrówki by postanowić tam wrócić, już po ukończeniu GSB. Halicz i widoki pomiędzy nim a Tarnicą warto zostawić sobie na deser GSB, a nie na jego przystawkę. Za rok mam zamiar przejść GSB w drugą stronę i wtedy Halicz będę miał na koniec.
Gdzieś na Haliczu moi towarzysze wyprzedzili mnie i zostałem sam. Chyba nawet tak lepiej. Każdy krok to „och” i „ach”. Jest absolutnie fantastycznie przecudownie (wiem, wiem, teraz nikt tak nie mówi… takie widoki kwituje się dosadnym „k… ale za…e”, ale pomimo ścisłego wykształcenia mam pewien zasób przymiotników w języku polskim…). Co kilka metrów robię zdjęcie, po co chwilę wydaje mi się, że jest inny odcień zieleni, inny układ gór i chmurek rzucających na nie cień. I jeszcze jeden pozytyw tej trasy – z Wołosatego większość turystów idzie bezpośrednio na Tarnicę. Połoniny pod Haliczem mam praktycznie tylko dla siebie.
Z Halicza szlak prowadzi w dół, na przełęcz GOPRowską. Za nią, po prawej od szlaku, jest źródełko. Napełniam bidon krystalicznie czystą i zimna wodą. Pewnie można ją pić bezpośrednio – tu nie ma żadnych zanieczyszczeń, ale na wszelki wypadek mój bidon ma podwójny filtr. Stąd znowu trzeba się wspinać – na przełęcz pod Tarnicą oraz na samą Tarnicę, najwyższy szczyt Bieszczad (1346m n.p.m.).
Panorama widziana z Tarnicy<br/>fot. Marcin Grabiński
Panorama widziana z Tarnicy
fot. Marcin Grabiński
I tu niespodzianka – spotykam część naszej grupy wchodzącej bezpośrednio z Wołosatego. Schodzimy więc do Ustrzyk Grn. razem. Tarnica jest popularnym celem dla turystów, więc tu kończy się prawie samotne wędrowanie. Ludzi sporo, ale nie na tyle by tworzyły się zatory. Jeszcze chwila na połoninach, po czym wchodzimy w las. Nie ma już zachwycających widoków, ale jest ulga dla … karku. Dzień był upalny, a idąc większość dnia na zachód, słońce spaliło mi lewą stronę karku. Następnego dnia z czapki z daszkiem i małego ręcznika zrobię nakrycie głowy „na beduina”.
Las na zejściu z Szerokich Wierchów do Ustrzyk Górnych<br/>Fot. Marcin Grabiński
Las na zejściu z Szerokich Wierchów do Ustrzyk Górnych
Fot. Marcin Grabiński
Ustrzyki Górne to niewielka miejscowość, która żyje z … wożenia turystów takich jak my. My transport mamy umówiony (lubię mieć wszystko zaplanowane), ale wydostanie się stąd nie stanowi większego problemu. We wsi są dwa duże parkingi a ruch busów i mini busów jak na dworcu PKS dużego miasta. W większości nie są to kursy rozkładowe – minibusy wożą grupy takie jak moja oraz zbierają indywidualnych turystów. Warto przejść się po po parkingu i zapytać zamówione busy czy mają miejsca. Najczęściej tak. My też zabieramy dwie pasażerki. Nasz bus jest opłacony, ale kierowca i tak bierze po „piątce” od obu dodatkowych pasażerek. Po drodze do naszej bazy w Wetlinie, zostawimy je w Brzegach Górnych.
Jeśli jesteście w Bieszczadach i chcecie „zaliczyć” (nie lubię tego określenia w górach, ale część turystów tak traktuje wedrówki) Tarnicę, polecam wejście dłuższym, czerwonym szlakiem (tak jak ja w tym odcinku) i następnie powrót do Wołosatego szlakiem niebieskim. Halicz tak mnie zachwycił, że w sierpniu, już po skończeniu GSB, wróciłem w Bieszczady specjalnie by przejść ten szlak jeszcze raz.
W następnym odcinku, też w ramach czerwcowej „majówki”, przejdziemy z Ustrzyk Górnych do Smereka, a po drodze przedreptamy dwie najbardziej znane połoniny – Caryńska i Wetlińska.
koniec
9 października 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Bieszczadzka Kolej Leśna<br/>fot. Marcin Grabiński

Włóczykije: GSB – Etap 3: Smerek – Cisna
Marcin Grabiński

23 X 2020

Każdy z 21 etapów mojego GSB ma swoją literkę – sponsora. Dla etapu 3 jest nią P jak Początek.

więcej »
Moje ulubione zdjęcie, połonina Caryńska widziana z Wetlińskiej<br/>fot. Marcin Grabiński

Włóczykije: GSB – Etap 2: Ustrzyki Górne – Smerek
Marcin Grabiński

16 X 2020

Każdy z 21 etapów mojego GSB ma swoją literkę – sponsora. Dla etapu 2 jest nią C jak Caryńska Połonina.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:kordas73@o2.pl'>Adam Kordaś</a>

Wywiad z redakcją Esensji
Esensja

13 X 2020

Hej, ale mieliście nie pisać, jak to się wszystko zaczęło! Chcecie zanudzić czytelników?

więcej »

Polecamy

GSB – Etap 3: Smerek – Cisna

Włóczykije:

GSB – Etap 3: Smerek – Cisna
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 2: Ustrzyki Górne – Smerek
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 1: Wołosate – Ustrzyki Górne
— Marcin Grabiński

Główny Szlak Beskidzki – prolog
— Marcin Grabiński

Mount Kosciuszko
— Marcin Grabiński

W poprzek Tatr
— Marcin Grabiński

Źródła Sanu
— Marcin Grabiński

Zobacz też

Z tego cyklu

GSB – Etap 3: Smerek – Cisna
— Marcin Grabiński

GSB – Etap 2: Ustrzyki Górne – Smerek
— Marcin Grabiński

Główny Szlak Beskidzki – prolog
— Marcin Grabiński

Mount Kosciuszko
— Marcin Grabiński

W poprzek Tatr
— Marcin Grabiński

Źródła Sanu
— Marcin Grabiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.