Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 12 kwietnia 2024
w Esensji w Esensjopedii

Once

John Carney
‹Once›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOnce
Dystrybutor Gutek Film
Data premiery28 marca 2008
ReżyseriaJohn Carney
ZdjęciaTim Fleming
Scenariusz
ObsadaGlen Hansard, Markéta Irglová, Leslie Murphy
Rok produkcji2006
Kraj produkcjiIrlandia
Czas trwania85 min
WWW
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opis dystrybutora
Opowieść o niezwykłym uczuciu, które na jednej z ulic Dublina przytrafiła się irlandzkiemu muzykowi, zarabiającemu na życie graniem na ulicy i emigrantce z Czech, która sprzedaje kwiaty i lubi słuchać dźwięków jego muzyki.
Teksty w Esensji
Filmy – Publicystyka      

Utwory powiązane
Filmy      


Tetrycy o filmie [6.25]

PD – Piotr Dobry [2]
Tego się właśnie obawiałem: cały film jest równie mdły i smętny, co pochodząca z niego, nagrodzona Oscarem ballada „Falling Slowly”. Ponoć to musical dla tych, którzy nie lubią musicali. Cóż, ja musicale bardzo lubię, natomiast rzeczywiście mało mnie obchodzą losy jakichś apatycznych i antypatycznych nudziarzy, przy których smętach Bob Dylan to heavy metal. Jeśli ktoś gustuje w takich flakach z olejem, to proszę bardzo, ja tam dostaję od nich niestrawności.

KS – Kamila Sławińska [10]
Teraz, kiedy blask Złotego Golasa za piosenkę opromienia postacie Glena Hansarda i Markéty Irglovej, łatwo jest namawiać ludzi, by obejrzeli ten niepozorny, skromniutki film – i bardzo dobrze, bo nie dość, że „Once” ma przepiękną, z pasją i wirtuozerią wykonaną ścieżkę dźwiękową, to jeszcze charakteryzuje się piękną i niebanalną historią. Zawsze bardzo do mnie trafiają opowieści, w których muzyka łączy i przemienia ludzi w sposób, jakiego się nie spodziewali: tu dodatkowo jest czymś bardziej intymnym niż seks i bardziej wiążącym bohaterów niż romantyczny związek. Tu zaś ten aspekt podniesiony jest i wyeksponowany wyjątkowo pięknie, może dlatego, że niewątpliwy muzyczny talent obydwojga głównych aktorów, ich muzyczna pasja przydaje temu wątkowi autentyczności i siły: obydwoje śpiewają tak, jakby ich życie zależało od tego. „Once” to także zupełnie nowa jakość w musicalu, film, w którym prezentacja piosenek jest tak spontaniczna i niewymuszona, że w trakcie seansu wręcz przychodzi zapomnieć, że to ten sam gatunek filmowy, który wydał „Dźwięki muzyki”. Film uroczy, bezpretensjonalny, liryczny bez lukru, porywający bez zadęcia – słowem, seans obowiązkowy.

KW – Konrad Wągrowski [6]
Bezpretensjonalny – to rzeczywiście chyba najlepsze słowo ilustrujące „Once”. Szczery – och bez wątpienia tak, przecież nawet bohaterowie praktycznie rzecz biorą grają po prostu siebie. I w warstwie kompozycji niebrzydki, choć zapewne koneserzy mogą kręcić nosem na muzyczną błahość tych piosenek (ale mnie się ich słuchało całkiem miło). Tyle tylko, że jak na film o niespełnionej miłości i podążaniu za marzeniami, jakoś zadziwiająco mało emocji generuje.

BZ – Beata Zatońska [7]
Musical miły dla ucha i dla oka. Bezpretensjonalny, skromny, ciepły, pomysłowy, krzepiący (choć odrobinę mniej słodki niż przysłowiowy cukier Melchiora Wańkowicza). Muzyka w stylu britpop prowadzi bohaterów. Częściej śpiewają niż rozmawiają. Dublin. On i ona – nie poznajemy ich imion – uliczny grajek ze złamanym sercem i emigrantka ze wschodu, spotykają się przypadkiem. Początkiem znajomości jest błękitny odkurzacz. Okazuje się, że łączy ich miłość do muzyki. Jest też nadzieja na coś więcej, a zaczynają od pogawędki i wspólnego grania. Poszukiwacze bardzo mocnych wrażeń mogą poczuć się rozczarowani.

Oceń lub dodaj do Koszyka w

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Copyright © 2000-2024 – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.