Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Edward Strun
‹Sześć oktaw›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorEdward Strun
TytułSześć oktaw
OpisUrodzony w 1981 r. na Górnym Śląsku, z zawodu inżynier budownictwa, projektant; z zamiłowania domorosły filozof, zainteresowany astrofizyką i kosmologią. Miłośnik gadów. W jego terrariach zamieszkują gekony orzęsione, kameleon jemeński i żółw stepowy.
Pseudonim „Strun” pochodzi od teorii strun, a „Edward” od Edwarda Wittena, jednego z najważniejszych propagatorów tej teorii.
Gatunekcyberpunk, kryminał, SF

Sześć oktaw

« 1 2 3 »

Edward Strun

Sześć oktaw

Ilustracja: <a href='mailto:edward.strun@gmail.com'>Edward Strun</a>
Ilustracja: Edward Strun
Pojazd w końcu opuścił brudny The Triangle. Krajobraz stopniowo się zmieniał. Za szybą widać było coraz więcej zieleni, a zabudowa stawała się rzadsza. Wreszcie samochód wjechał w krętą uliczkę, wspinając się na łagodne wzniesienie. Mellington, wzgórza, z którego bogacze spoglądali na miasto leżące usłużnie u ich stóp. Smugi reflektorów błądziły wzdłuż drogi wydobywając z ciemności wysokie płoty, które broniły dostępu do prywatności swoich właścicieli.
Samochód zatrzymał się przed jedną z bram. Z głośników rozbrzmiał kobiecy głos:
– Kto tam?
– Przysyła mnie Baron.
– Ach, tak. Zapraszam.
Skrzydła bramy rozchyliły się.
– Jedź – rzucił Crox.
Znalazł się w pięknym, zadbanym ogrodzie. W świetle latarń majaczyły równo przystrzyżone drzewka, idealnie przycięte żywopłoty. Crox widywał wiele podobnych miejsc; miał sporo klientów w tej dzielnicy. Co prawda bogaczy stać było na legalne wszczepy, ale stymulanty musieli kupować na czarnym rynku. Dyskusja na temat legalizacji baterii do pobudzania mózgu trwała od lat, jednak stanowisko rządu było niezmienne: pozostają zabronione. Stymulanty, choć nieszkodliwe dla ciała, potrafiły silnie uzależniać psychicznie, powodując, że człowiek tracił w życiu cel. Jedynym sensem istnienia stawało się pobudzenie mózgu kolejną dawką stymulanta.
„Ale czy życie tak naprawdę ma jakiś sens?” – nieraz zachodził w głowę Crox. „Kto o tym decyduje? Czy jeden sens jest lepszy od drugiego? Komu wolno wybierać w imieniu innych, który sens jest lepszy? Na podstawie jakich kryteriów?”
Te pytania śmiało można było uznać za cynizm dilera, który opycha ludziom „szkodliwy szajs”, ale gdyby głębiej się nad nimi zastanowić…
Samochód zatrzymał się vis-à-vis budynku, nieopodal fantazyjnej fontanny. Crox wysiadł i rzucił okiem na pięknie oświetloną willę. Skomplikowana bryła, z dachem na kilku poziomach i plątaniną krużganków, przytłaczała modernistycznym przepychem.
W drzwiach na Croxa czekała kobieta ubrana w elegancką, nowoczesną bluzkę i modne spodnie. Widać było, że wystroiła się na przybycie gościa.
– Maya… – powiedziała, wyciągając dłoń do przybysza.
– Nazwiska zostawmy dla siebie.
Potaknęła. Zapraszającym gestem wskazała wnętrze i wprowadziła Croxa do salonu. Diler zajął miejsce w fotelu, a gospodyni usiadła naprzeciw niego na kanapie. Czuł się trochę nieswojo z kapturem zarzuconym na głowę, ale nie zamierzał odstępować od swoich zasad.
– Może kawy, herbaty? – zapytała kobieta.
– Nie, dziękuję. Przejdźmy do konkretów. Jak mogę pomóc?
– Dobrze. Ten… eee… Baron pewnie wspomniał panu, o co chodzi…
– Nie mamy w zwyczaju omawiać spraw biznesowych przez telefon. Ani pomiędzy sobą, ani z klientami.
– Rozumiem, rozumiem. Dyskrecja… Sprawa jest dosyć nietypowa… To znaczy chyba nietypowa… Nie wiem, nie mam doświadczenia, pan pewnie rzetelniej to oceni…
„Zaczyna się” – pomyślał Crox, czując narastającą irytację.
– O jaki synx chodzi? – zapytał.
– Wzmacniacz i korektor strun głosowych.
Diler potwierdził skinieniem głowy.
– Wszczep musi być całkowicie niewidoczny – ciągnęła klientka. – Po operacji nie mogą zostać żadne blizny.
– Da się załatwić, choć oczywiście będzie to dodatkowo kosztowało.
„Kolejna snobka, której marzy się kariera gwiazdy” – przemknęło Croxowi przez myśl.
Rynek muzyczny pełen był podrasowanych elektronicznie beztalenci. Co z tego, że pięknie śpiewają, skoro nie mają za grosz oryginalności i pomysłu na siebie?
– Zabieg ma zostać wykonany dziecku.
Nie spodziewał się tego.
Długo milczał. Naprawdę długo. Kobieta patrzyła na niego wyczekująco, a on unikał jej wzroku.
– W jakim jest wieku?
– Osiem lat.
Przełknął ślinę.
– Zdaje pani sobie sprawę z konsekwencji?
– Chcę jak najlepiej dla mojej córki. Wie pan, jak trudno przebić się w show-biznesie?
– Mogę się tylko domyślać…
– Córka bierze udział we wszystkich konkursach, zdobyła nawet kilka nagród. Jednak ostatnio wszystkie trofea zgarnia chłopak, który potrafi wyciągnąć pięć oktaw. Pięć oktaw! Wyobraża pan sobie?
Crox zmilczał. Nie miał pojęcia, co oznacza słowo „oktawa”. Muzyka nie była jego mocną stroną.
– Chłopak na pewno ma synxa – ciągnęła kobieta. – Powinni go zdyskwalifikować, ale nikt tego nawet nie sprawdził.
Milczał. W uszach dzwoniły mu słowa szefa: „Masz się zgodzić na wszystko”.
– To będzie kosztowało dwa miliony – w końcu powiedział bezceremonialnie. – Cena nie podlega negocjacji.
– Rozumiem.
Kwota nie zrobiła na klientce żadnego wrażenia. Niestety. Przez moment Crox łudził się, że kobieta będzie negocjować, że da mu pretekst, aby odejść bez dogadania terminu. W końcu chodziło o zdrowie dziecka.
– Dla dobra córki jestem w stanie ponieść takie koszty.
– Dla dobra córki?
Znów nerwowo przełknął ślinę. Miał nadzieję, że spod kaptura nie widać jego twarzy. Tracił panowanie nad sobą. W tym fachu stykał się z różnymi klientami, ale z czymś podobnym…
– Mamo, widziałaś moje nuty?!
Crox odruchowo odwrócił głowę w kierunku, z którego dobiegł głos. W progu stała dziewczynka, która, spostrzegłszy gościa, wyraźnie się speszyła. Czarne, wielkie oczy patrzyły ze zdziwieniem na zakapturzonego intruza.
– Tutaj na pewno ich nie ma – odparła spokojnie jej matka. – Wróć, proszę, do swojego pokoju. Miałaś stamtąd nie wychodzić.
Dziewczynka odwróciła się na pięcie i wybiegła z salonu. Crox słyszał tupanie małych stópek.
W jego głowie wrzało. „Masz się zgodzić na wszystko”.
– Zdaje pani sobie sprawę, jakie ryzyko wiąże się z zabiegiem? – zapytał ostrożnie.
– Każda operacja obarczona jest…
– Nie o to chodzi – wszedł klientce w słowo. – Pani córka… jej organizm jeszcze nie jest w pełni rozwinięty. Ona wciąż rośnie.
– To oczywiste.
– A wszczep nie urośnie.
– To także oczywiste.
– Po latach mogą pojawić się komplikacje…
– Trzeba będzie wymienić wszczep na większy. Wiem o tym.
– To nie takie proste… Synxów nie wymienia się jak skarpetek…
– Skarpetek?
– Albo kurtkę, gdy dziecko wyrośnie.
– Do czego pan zmierza?
Czuł narastającą złość. Gniew pulsował w skroniach, rozsadzał czaszkę. Nie da rady… Jutro nie będzie w stanie spojrzeć w lustro. Tego nie sposób utopić w alkoholu, nie da się zwyczajnie puścić w niepamięć. Widział w telewizji program o dzieciach z wszczepami; ofiarach głupoty i próżności własnych rodziców. Najlepiej zapamiętał chłopaka z amputowanymi nogami. Kości, nerwy, ścięgna, zdeformowane mięśnie dopasowane do zbyt małego synxa. Wymiana wszczepu nie pomogła. Deformacje były nieodwracalne. Chłopak przez resztę życia będzie jeździł na wózku. A rodzice przez resztę życia będą oglądać świat przez kraty. Crox nie chciał takiego losu dla tej uroczej dziewczynki.
– Nie mogę przyjąć tego zlecenia. – Wstał i ruszył w stronę drzwi.
– Ale Baron obiecał…
– Gówno obchodzi mnie Baron!
Trzasnął za sobą drzwiami, wsiadł pośpiesznie do samochodu i odjechał. Zaklął bezgłośnie. Wiedział, że nie ma odwrotu. Baron nie daruje nieposłuszeństwa.
– Jedź do domu – powiedział Crox, gdy pojazd opuścił posesję.
Wybrał numer z pulpitu. Po kilku sygnałach odezwał się głos.
– Słucham.
– Nadszedł czas. Przygotuj papiery z wczorajszą datą. Będę za godzinę.
– Nie dam rady za godzinę.
– Pamiętasz, jaka była umowa? – syknął Crox.
– Pamiętam. Ale nie było mowy o godzinie. Obiecałem, że wyrobię się w tym samym dniu.
– Kurwa, chyba nie muszę ci przypominać, ile za to płacę?
– Nie chodzi o pieniądze…
– Martwy nie zapłacę ani grosza.
W głośnikach można było usłyszeć głośne westchnienie.
– Dobra. Zobaczę, co da się zrobić.
– Dzięki.
« 1 2 3 »

Komentarze

03 X 2021   12:30:29

Stary dobry cyber-punk. Warte poświęcenia pięciu minut. Niby nic specjalnego, fabuła i epilog do przewidzenia od pierwszego akapitu, ale poprawne językowo, przedstawione przybliżone tło świata akcji.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Miasto Słońca
Paweł Wolski

15 I 2022

Tym razem jednak, kiedy na dany mi przez cicerone znak jednym ruchem ściągnąłem z Niespodzianki osłaniające ją płótno, pośród z górą dwóch tysięcy skupionych wokół rezydentów zapanowała absolutna cisza.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Wędrowny Teatr Lalek Jeremium Patajasz
Anna Robak-Reczek

18 XII 2021

Wystarczyło kilka nieznacznych ruchów, i snuła się historia. Młody chwilę patrzył na to, co robi mój towarzysz, a potem, nie odrywając od niego wzroku, wyjął z kangurzej kieszeni bluzy niedużą lalkę. Biedne to stworzenie po przejściach dołączyło nieśmiało do tej, którą trzymał stary. Nie wiem, kto kogo prowadził, ono chłopca, czy on je.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Części zamienne
Bohdan Waszkiewicz

30 X 2021

Na wybiegu dla lwów przebywał mój ulubiony kolega z pracy. Karmił z ręki ufnie podchodzące zwierzęta, coś cichutko do nich mówiąc i szczerząc w uśmiechu nienagannie białe zęby. Nawet pogłaskał po grzywie ogromnego samca, po czym z radością wręczył mu solidny kawał mięsa.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.