Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 kwietnia 2024
w Esensji w Esensjopedii

Jan Myśliborski
‹Pająki›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorJan Myśliborski
TytułPająki
OpisJan Myśliborski: matematyk, programista, wielbiciel lektur, górskich wędrówek i podróży z plecakiem. Pisze w porywach, pod wpływem nastroju, miejsc, okoliczności. Interesuje go wzajemne przenikanie się rzeczywistości z fantazją, nakładanie snów i wyobrażeń na realne zdarzenia. Fascynuje go czas we wszelkich jego aspektach.
Małgorzata Myśliborska: absolwentka ASP, również zakochana w podróżowaniu. Również tworzy w porywach, często pod wpływem odwiedzonych miejsc.
Gatunekgroza / horror, realizm magiczny

Pająki

1 2 3 »
Było już prawie zupełnie ciemno. Kiedy zatrzaskiwał ciężkie skrzydło bramy, wydało mu się, że po drugiej stronie drogi dostrzegł zarys sylwetki stojącego pod drzewem człowieka. Mimo wszystko poczuł coś w rodzaju ulgi, gdy już przekręcił klucz.

Jan Myśliborski

Pająki

Było już prawie zupełnie ciemno. Kiedy zatrzaskiwał ciężkie skrzydło bramy, wydało mu się, że po drugiej stronie drogi dostrzegł zarys sylwetki stojącego pod drzewem człowieka. Mimo wszystko poczuł coś w rodzaju ulgi, gdy już przekręcił klucz.

Jan Myśliborski
‹Pająki›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorJan Myśliborski
TytułPająki
OpisJan Myśliborski: matematyk, programista, wielbiciel lektur, górskich wędrówek i podróży z plecakiem. Pisze w porywach, pod wpływem nastroju, miejsc, okoliczności. Interesuje go wzajemne przenikanie się rzeczywistości z fantazją, nakładanie snów i wyobrażeń na realne zdarzenia. Fascynuje go czas we wszelkich jego aspektach.
Małgorzata Myśliborska: absolwentka ASP, również zakochana w podróżowaniu. Również tworzy w porywach, często pod wpływem odwiedzonych miejsc.
Gatunekgroza / horror, realizm magiczny
W wiejskim barze z ogródkiem, w którym zatrzymałem się na posiłek w trakcie samotnej, rowerowej wycieczki po wschodniej Polsce, rzucił mi się w oczy porządnie ubrany młody człowiek, siedzący przy narożnym stoliku. Przyciągnęła moją uwagę jego nieruchoma, pozbawiona wyrazu twarz, półprzymknięte, nieobecne oczy, przygarbione ramiona, jakiś bezwład w sylwetce. Wyglądał, jakby wyssano z niego życie.
Skojarzył mi się z opowiadaniem, które napisałem jakieś trzy lata temu. To było moje ostatnie opowiadanie, bo mniej więcej w tym czasie rozpoczął się dziwny proces, polegający na tym, że napisane zdarzenia prędzej czy później (raczej prędzej) wkraczały do mojego życia, czyli mówiąc wprost, stawałem się ich rzeczywistym bohaterem. Narosło wtedy we mnie przekonanie, że angażując się emocjonalnie w wymyślone wydarzenia, stwarzam pewnego rodzaju przestrzeń do ich realizacji. Mówiąc krótko: zacząłem się bać swoich opowiadań.
• • •
„Zatrudnię absolwenta wyższej uczelni, inteligentnego, oczytanego, do opieki nad domem na czas wyjazdu”. Jeszcze pół roku wcześniej Adam przebiegłby po prostu wzrokiem po tym ogłoszeniu. Ale teraz, po 6 miesiącach wysyłania listów bez odpowiedzi, odbywania frustrujących rozmów telefonicznych, spotkań kończonych upokarzającym „Odezwiemy się do pana” – jednym słowem, po sześciu miesiącach bezskutecznego poszukiwania sensownej pracy – był gotów. Dojrzał do zastanowienia się nad podtekstem ogłoszenia. Inteligentny… oczytany… do opieki nad domem… Co to za dom? Co to za właściciel?
– Będę chciał z panem porozmawiać. Niech pan przyjedzie jutro wieczorem. Jeśli będzie pan jechał od Włodawy, proszę nie przeoczyć skrętu, pierwsza leśna droga w prawo za Chwalewem. Do zobaczenia – trzask odkładanej słuchawki zakończył rozmowę.
Mężczyzna miał sympatyczny i spokojny głos. Adam spróbował wyobrazić sobie jego wygląd. Przed oczami pojawił mu się wysoki, szczupły, lekko siwiejący pan, z gęstymi wąsami, również przyprószonymi siwizną. Spróbował wyobrazić sobie jego strój, aby do tego wyobrażenia dopasować swój ubiór na wieczorne spotkanie. Mimo jednak wysiłków wyobraźni siwiejący mężczyzna nieodmiennie ukazywał mu się w białych szortach, z rakietą tenisową pod pachą.
Do wieczora kilkakrotnie zdążył zmienić koncepcję ubrania. Nie miał się kogo poradzić, Karolina miała wrócić z brukselskiego stypendium dopiero za trzy miesiące (a do tego, sądząc z coraz chłodniejszego tonu korespondencji, nie było wcale pewne, czy wróci konkretnie do niego). Żadnemu z nielicznych przyjaciół za nic nie przyznałby się do dzisiejszej wizyty. Ostatecznie odłożył jednak szary garnitur, kupiony na okoliczność egzaminu absolutoryjnego i zakładany na oficjalne spotkania. Jak dotąd nie przyniósł mu szczęścia. Zwyciężyła koncepcja luźnego, sportowego stroju.
Zapadał wieczór. Adam minął właśnie Chwalewo, po obu stronach drogi ciągnęły się pola. W końcu szosa zakręciła łagodnym łukiem, a potem bardzo gwałtownie w drugą stronę, brzegiem niedużego zbiornika wodnego. Zaraz potem pojawił się las. Adam gwałtownie przyhamował i zjechał w prawo.
Wysłużona corsa podskakiwała mocno na wybojach. Po kilkuset metrach nieutwardzona droga przeszła w szeroką, wygodną szutrówkę, a po dwóch kilometrach wyjechał z lasu na rozległe pola, obwiedzione ciemną linią kolejnego, wysokiego lasu. Na skraju pola widniały zabudowania.
Wioskę tworzyło kilka zaledwie domostw. Domyślił się łatwo, że cel jego podróży stanowi posiadłość za wysokim, białym murem, kontrastującym z prostymi, siatkowymi ogrodzeniami sąsiednich gospodarstw. Mur jaśniał intensywnie w zapadającym zmroku. Zatrzymał samochód przed masywną, metalową bramą. Obok, na murze, dojrzał panel domofonu z palącą się nad nim czerwoną lampką. Wysiadł, podszedł do bramy i nacisnął przycisk. Po chwili usłyszał głos.
Ilustracja: Małgorzata Myśliborska
Ilustracja: Małgorzata Myśliborska
– Tak?
– Jesteśmy umówieni, nazywam się Adam Bilecki. – Zanim skończył, światło zmieniło kolor z czerwonego na zielony i brama zaczęła się otwierać. Wrócił do samochodu i wjechał do środka.
Znalazł się w przestronnym ogrodzie, zdominowanym przez stare, owocowe drzewa o masywnych pniach i rozłożystych koronach. Ukryty wśród nich dom nie wydawał się duży. Przed drzwiami wejściowymi zaparkowany był niebieski peugeot. Postawił swój samochód obok niego.
Lampa nad drzwiami wejściowymi zapaliła się, drzwi się otworzyły i pojawił się w nich lekko przygarbiony mężczyzna z wielką grzywą zupełnie siwych włosów, ubrany w zbyt obcisłe dżinsy i kraciastą koszulę z grubej flaneli. Stał w otwartych drzwiach i przyglądał się uważnie idącemu w jego stronę Adamowi.
Przywitali się, wymienili kilka uprzejmości, z których Adam zapamiętał tylko nazwisko: Kręcki. Potem mężczyzna zaprosił go do środka i przez niespodziewanie długi korytarz poprowadził do salonu. Ściany sporego pomieszczenia zabudowane były regałami pełnymi książek.
Usiedli naprzeciw siebie przy dużym, okrągłym stole. Mężczyzna przez chwilę przyglądał się gościowi uważnie. Miał niebieskie, trochę przyblakłe oczy.
– Proszę mi opowiedzieć o sobie – powiedział.
– Ale co pana interesuje – spytał Adam. – Wykształcenie, pochodzenie, zainteresowania?
– Słusznie. – Mężczyzna się uśmiechnął. – A więc po kolei, ukończył pan studia. Jakie?
– Uniwersytet, matematyka, pół roku temu – Adam odpowiedział krótko, z pewnym znużeniem. Tyle razy w przeciągu ostatniego pół roku odpowiadał na podobne pytania.
– Matematyka? To ciekawe; co pana skłoniło do wybrania tego kierunku? – zapytał gospodarz. Adam zastanowił się przez chwilę. W trakcie tych wszystkich interview właściwie to nikt jeszcze nie zadał mu takiego pytania.
– Tak naprawdę nie były to względy bardzo praktyczne – powiedział w końcu. Uczucie znużenia nie ustępowało. – To jest jedyna dziedzina, w której można mieć zaufanie do rozumu. Wszędzie indziej musi pan dokonywać mniej lub bardziej cichych założeń, odwoływać się do doświadczenia, a w matematyce wszystko jest piękne, proste i logiczne. Wystarczą reguły wnioskowania, kilka pojęć pierwotnych i aksjomatów i ma pan piękną, ogromną naukę.
– I problemy ze znalezieniem pracy. – Uśmiechnął się znów gospodarz.
O dziwo, lekko złośliwa uwaga gospodarza otworzyła Adama. Nagle zaczął opowiadać o swoich studiach, o związanych z nimi pasjach i rozczarowaniach, o zainteresowaniach literaturą, o próbach malarskich, o podróżach, o samotności w górach i rozczarowaniu alpinizmem, w którym szukał echa romantycznych lektur, a znalazł tylko sportowe współzawodnictwo. Mężczyzna słuchał z widocznym zainteresowaniem, wtrącał komentarze, a gdy pojawił się wątek gór, rozwinęła się między nimi ożywiona dyskusja. Gospodarz wiedział o górach sporo i mówił o nich z autentyczną pasją. Okazało się, że wiele podróżował, dużo widział i przeżył, i też posmakował wspinaczki, choć nie miał w tej dziedzinie żadnych wybitnych osiągnięć.
– Tak, świetnie się z panem rozmawia. Tak to jest z nami pasjonatami – stwierdził w pewnym momencie. – Ale czy pan zauważył, która to jest godzina?
Adam spojrzał na stojący na kominku zegar. Dochodziła pierwsza.
– Przepraszam, nie zauważyłem, nie kontrolowałem czasu. Myślę, że powinienem już iść. – Podniósł się z fotela. Uświadomił obie, że nie padło ani jedno słowo o pracy, a mimo to gospodarz nie czynił prób zatrzymania go. Podniósł się również i uprzejmie odprowadził go do drzwi.
„Kolejne nieudana rozmowa” – pomyślał z goryczą Adam.
Ilustracja: Małgorzata Myśliborska
Ilustracja: Małgorzata Myśliborska
Na dworze zalegała mgła. Blask wiszącej nad bramą lampy tworzył świetlistą kulę. Szyby samochodu pokryte były warstwą wilgoci zmieszanej z kurzem. Adam włączył na chwilę wycieraczki, uchylił boczne okno i uruchomił nawiew. Gospodarz pochylił się do okna i powiedział:
– Mam nadzieję, że pańska narzeczona nie będzie robić panu wyrzutów za spóźniony powrót.
– Nie mam narzeczonej – powiedział Adam, skupiony na regulacji ustawienia nawiewu wentylatora.
– Mieszka pan z rodzicami?
– Nie, właściwie nie mam z nimi kontaktu. Mieszkają daleko – odpowiedział. – Poza tym dawno już poróżniliśmy się z różnych powodów – dodał już jakby z rozpędu i sięgnął do kluczyka w stacyjce.
– Chwileczkę, panie Adamie. – Gospodarz wsunął rękę przez uchylone okno i położył dłoń na kierownicy. – Czy my nie mieliśmy porozmawiać o pańskiej pracy?
• • •
1 2 3 »

Komentarze

17 I 2024   17:20:43

Spodobał mi się Pana tekst. Przeniósł mnie w tamtą senną rzeczywistość. Poruszył jakąś strunę... no i momentami był naprawdę zabawny. Gratuluję i pozdrawiam!

26 I 2024   15:23:56

Dziękuję - to miłe i inspirujące. Serdecznie pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:tatsusachiko@gmail.com'>Tatsu</a>, wygenerowane przy pomocy AI

Bestseller
Marcin Pindel

16 III 2024

— Spójrz prawdzie w oczy: marny z ciebie pisarzyna, takich „talentów” jest na pęczki w każdym zakątku tego kraju. Nawet wśród twoich uczniów było wielu lepszych od ciebie; pewnie to zauważyłeś, czytając ich wypracowania, ale twoje chore przekonanie o tym, że jesteś wyjątkowy, pozbawiło cię trzeźwego osądu. Tylko ja mogę ci pomóc, jedyne, co musisz zrobić, to o to poprosić.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:tatsusachiko@gmail.com'>Tatsu</a>, wygenerowane przy pomocy AI

Kształt duszy
Tomasz Jarząb

16 XII 2023

Upubliczniasz dostęp do swoich myśli i ludzie odnajdują w tobie własne odbicie. Nie możesz kłamać, oszukiwać. Jesteś tylko tym, czym jesteś, obrany z pozorów i kurtuazyjnych zasłon, które jedynie przysłaniają twoją zwyczajność. Rzeka to widzi i podziwia. A ty podziwiasz siebie za to, że odważyłeś się pokazać komuś prawdziwe ja. Że stałeś się przez to kimś niezwykłym.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:tatsusachiko@gmail.com'>Tatsu</a>, wygenerowane przy pomocy AI

Moja anima
Marcel Baron

11 XI 2023

Poszliśmy do muzeum. Annie ubrała się w sukienkę, którą uznała za najpiękniejszą. Nie zamierzałem jej mówić, co ma założyć, choć ona pragnęła wybrać właśnie to, w czym ja chciałbym ją zobaczyć. Mój stanowczy nakaz, by zdała się na własny gust, przyjęła z nieszczęśliwą miną.

więcej »

Polecamy

...ze szkicownika, cz. 9

...ze szkicownika:

...ze szkicownika, cz. 9
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 8
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 7
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 6
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 5
— Jacek Rosiak

Za kulisami autoportretu, cz. 3
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 4
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 3
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 2
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 1
— Jacek Rosiak

Zobacz też

Tegoż twórcy

Mgła
— Jan Myśliborski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.