Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić

Co to jest młoda fantastyka?

Esensja.pl
Esensja.pl
Michał Cetnarowski
« 1 2 3 4 »

Michał Cetnarowski

Co to jest młoda fantastyka?

Spróbujmy od innej strony: Fabryka. Ostatnio wypuścili ciekawych „Przedksiężycowych” Kańtoch, debiut R. W. Orkana „Głową w mur”; w zapowiedziach jest zbiór opowiadań Jewgienija. T. Olejniczaka, który jeśli utrzymał w nim poziom ze swoich tekstów, które znam, to będzie – co najmniej – pozycją intrygującą; na zapowiedziach wisi też książka Dawida Juraszka, który w „Twarzą w twarz” (opowiadanie składające się z sześciu zdań, każde po kilkanaście/kilkadziesiąt tysięcy znaków) i swoich historiach alternatywnych pokazał inną od „chińskiej” autorską twarz. Dużo to czy mało? Piskorski za „Zadrę” (to już Runa) otrzymał niedawno na Euroconie ESFS Encouragement Award dla „najbardziej obiecujących autorów Europy”. Do nagrody Żuławskiego za ten rok w kategorii opowiadanie nominowano „Ekumenizm” Nowaka i „Płonąc od środka” Cezarego Zbierzchowskiego (a rok temu o Zajdla walczył mocarny „Karnawał” Nowaka); wśród innych czytelniczych wyróżnień (głosowanie na Katedrze) pojawiła się też Aśka Skalska i Andrzej Miszczak (a więc czytelnicy wybierają także rzeczy „młode” pomyślane ambitniej). I teraz pada pytanie pierwsze: czy te teksty są dobre? Tu każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Ale jeśli odpowiedź będzie twierdząca (albo przynajmniej ostrożnie twierdząca) – no właśnie, czy to już nieźle, czy jeszcze źle?
Idąc dalej, także metrykalnie – przecież na nowe książki Anny Brzezińskiej, Jacka Dukaja, Jarosława Grzędowicza, Macieja Guzka, Rafała Kosika, Łukasza Orbitowskiego, Michała Protasiuka, Wita Szostaka, Szczepana Twardocha i zapewne także jeszcze kilku autorów wciąż warto czytelniczo czekać, a oni również mogliby zostać uznani – przy doborze odpowiedniej klasyfikacji – za „młodą polską fantastykę” (choć już nie „nową”; no, z Grzędowiczem to pewnie przesadziłem – choć „Księga jesiennych demonów”, jego drugi – „właściwy”? – debiut, to 2003 rok; jeśli ktoś miałby się tu nie łapać, to raczej Dukaj, autor z największym „nieprzerwanym stażem” w tej grupie). Okres „pisania rzemieślniczego” – paradygmatu też w jakimś okresie zapewne potrzebnego, uczącego pisarskiej dyscypliny – być może, przynajmniej na jakimś odcinku, zostaje chyba gdzieniegdzie przełamywany.
Jeśli jest coś niepokojącego w tak zwanym środowisku, to zastanawiające dążenie do unifikacji konwencji: albo coś, co nie jest „rozrywkowe”, jest kompletnie do bani i „nudne” (długie zdania jako postrach dla mas); albo coś, co nie jest „problemowe”, to bezsensowna szmira i „przygodowa papka”. A przecież to nieprawda: u czytelników na półkach jest miejsce na Stanisława Lema i na Glena Cooka, na Tada Williamsa i Marka Huberatha. Jeśli ktoś próbuje przekonywać do czegoś innego, to – oczywiście to już teoria spiskowa, która jak każda elegancka teoria spiskowa nie posiada absolutnie żadnych dowodów na swoje sfalsyfikowanie – w takim razie muszą za nim stać wraże siły Mamona, tertium non datur, który potrzebuje raczej nie „czytelników”, a sprofilowanych „konsumentów”, „klientów”. Czemu to „niepokojące”? Bo może dojść do sytuacji, kiedy młody autor, chcąc zadebiutować, zaczyna – niekoniecznie świadomie – „podpatrywać” co piszą starsi koledzy-autorzy, już uznani na czytelniczym rynku, i w swoim pisaniu pozaświadomie „równa do średniej”; pisze nie tak, żeby „było dobre”, ale „żeby zostało wydane”. I wtedy wąż postmodernizmu („postpostmodernizmu”? „postmodernizmu zdegenerowanego”?) zaczyna zjadać własny ogon: oparta na przetwarzaniu znanych schematów literatura popularna zaczyna być po jakimś czasie pożywką dla „przetwarzania bis”, a ono jest podstawą do dalszych wariacji, i tak dalej. Czyli: dla Gaimana podstawą są mity, dla jego kontynuatora 1 – Gaiman; dla kontynuatora 2 – kontynuator 1; dla kontynuatora 3 – kontynuator 2, i tak dalej. Pytanie, co z pierwotnej mitologii zostaje w takich tekstach na końcu? Kaloryczność intelektualna rozrzedzanych rozwiązań maleje w takim ciągu, konwencja się wyjaławia.
Ale i ta tendencja, jak się wydaje, jest dzisiaj też przełamywana: Dolnośląskie wydało parę lat temu Wojtka Szydę i Jacka Sobotę, Runa ma choćby świetną „Wielką wojnę” Brzezińskiej/Wiśniewskiego, w Supernowej nastąpiła rezurekcja Marka Baranieckiego, miejmy nadzieję na dłużej, w Fabryce pojawił się Janusz Cyran, swój ogródek próbuje uprawiać Powergraph… Jak się okazuje, może być „i pożywnie, i przyjemnie” – nawet w tej samej książce… No, jeśli ktoś chce coś znaleźć dla siebie, to chyba znajdzie.
Inną rzecz – czy znajdzie łatwo. To też zapewne rzutuje na obraz fantastyki jako całości: pierwsze, co napotykasz w zalewie reklamowo-informacyjnym sieci, to rzeczy najbardziej reklamowane przez wydawnictwa – wznowienia bądź książki pod najbardziej „sprofilowanego” (więc najszerszego) czytelnika – bo na nich wydawnictwo po prostu zarabia najwięcej (trudno się więc temu dziwić). Ale czy to świadczy o kondycji fantastyki jako całości? Co się ukazuje pod powierzchnią, kiedy już przebrniemy przez taką pstrokatą fasadę?
Ale może ja po prostu usilnie próbuję być optymistą…? (śmiech)
MF: Nie, oczywiście, nie chodzi o demonizowanie, ale coś jest na rzeczy w stwierdzeniu, że punkt widzenia i tak dalej. Myślę, że jednak na literaturę należy patrzeć całościowo – to znaczy, odrzucając (chociaż, oczywiście, nie jest to do końca możliwe) podziały gatunkowe. Na małym poletku polskiej fantastyki, jasne, dzieje się dużo – sam zresztą wymieniłeś przed chwilą parę interesujących pozycji. Pytanie natomiast brzmi, jakie to ma znaczenie dla literatury w sensie ogólnym? Moim pesymistycznym zdaniem, niewiele.
Przykład z „Czasem fantastyki” wydaje się znamienny. Piszesz o dyskusji, że fantastyka jest za mało naukowa, a za bardzo przygodowa. A może fantastyka jest zbyt fantastyczna? To znaczy, bardziej interesuje się chowaniem głowy w piasek niż podejmowaniem współczesnych (uniwersalnych?) zagadnień. A przecież można pisać o rzeczach istotnych, czego najlepszym dowodem jest „Lód”, jedna z nielicznych książek fantastycznych omawianych w prasie ogólnopolskiej, nagradzana. Jak w tym kontekście wyglądają młodzi pisarze? Czy interesują się tematami jedynie fantastycznymi, czy też próbują podejmować zagadnienia, powiedzmy, nieco szersze?
MC: Najpierw może dygresja, jako mały przerywnik. Nie wiem, czy pamiętasz ten stary – bardzo siwobrody i sprawdzający się raczej na wieczorkach mocno zakrapianych – kawał o Iwanie, którego „Ruscy” z trudem odnaleźli w głuszy syberyjskiej tajgi. Chłopina chudziutki, łykowaty, ale żaden inny nie chciał się zgodzić na walkę z amerykańskim czempionem boksu, gigant-Murzynem, Murzynem-górą. Iwan się zgodził. Przed meczem przychodzi do niego trener. Iwan, powiada, nie ma co owijać w bawełnę: tu trzeba bronić chluby Związku Radzieckiego. Wytrzymaj z nim choć kilka rund na ringu. Wytrzymasz, Iwan? Wytrzymam. I zaczęli balet. Jak się można było spodziewać, Amerykanin od razu przyskoczył do chudziny, zasypał go gradem ciosów. Iwan postawił gardę, przyjmuje te ciosy na ciało, chwieje się, zalewa krwią – ale ustaje. Gong, koniec rundy, podchodzi do trenera. Ten, wystraszony, patrząc na zakrwawioną twarz, pyta: Iwan, wytrzymasz? Wytrzymam. Potem druga runda i sytuacja się powtarza: krew sika, ale Iwan stoi. Wytrzymasz? – pyta trener. Wytrzymam. I znów to samo. Kończy się piąta runda. Iwan, ledwo stojąc, podchodzi do narożnika. Wytrzymasz? – pyta ze łzami w oczach trener. Iwan długo myśli. Nie, mówi, już nie wytrzymam; w końcu mu przypierdolę.
Tak i ja czuję się trochę jak ten Iwan, okładany w rogu, żeby wreszcie puścił parę i nie wytrzymał, przyp…dolił wreszcie w tę naszą fantastykę. (śmiech) A to chyba nie tak – ja wcale nie czekam na taką okazję, nie duszę niczego w sobie, robiąc dobrą minę do złej gry. Zresztą mój osąd jest tu z pewnością skrzywiony, w żadnym razie – ale to chyba jest jasne od początku rozmowy – nie można mnie traktować jako jakiejś wyroczni: w fantastyce jestem „zanurzony po uszy” nie tylko jako czytelnik, a z takiej perspektywy być może – na pewno? – na zjawisko patrzy się inaczej. Jeśli, jak uczyła klasyczna XVIII-wieczna metodologia, obserwator powinien znajdować się poza układem, to byłbym w sytuacji jakiegoś kwantowego gonzo-reportera, który nie tylko dokonuje obserwacji, ale na jakiejś płaszczyźnie, być może, bierze także udział w procesie obserwowanym: może zaburzać jej wynik, deformować obraz.
« 1 2 3 4 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wracać wciąż do domu
Ursula K. Le Guin, Michał Hernes

24 I 2018

Cztery lata temu opublikowaliśmy krótki wywiad z Ursulą K. Le Guin.

więcej »

Jak zrobić „Indianę Jonesa” lepszego od „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”?
Menno Meyjes

23 XI 2014

Usłyszałem od Spielberga, że nie powinienem kręcić, dopóki nie poznam emocjonalnego sedna sceny, dopóki nie spojrzę na nią z sercem- mówi Menno Meyjes, scenarzysta „Koloru purpury” i „Imperium słońca”, które wkrótce ponownie wejdą do polskich kin.

więcej »

Piszę o osobach zagubionych i poszukujących
Anna Kozak

17 XI 2014

Prezentujemy wywiad z Anną Kozak, autorką powieści „Okna” wydanej w październiku 2014 roku nakładem wydawnictwa Akurat.

więcej »

Polecamy

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo

Stulecie Stanisława Lema:

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Grudzień 2009
— Jędrzej Burszta, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Marcin T.P. Łuczyński, Daniel Markiewicz, Beatrycze Nowicka, Monika Twardowska-Wągrowska, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Nowe przyszło
— Michał Kubalski

Tegoż autora

RP Productions
— Michał Cetnarowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.