Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 kwietnia 2024
w Esensji w Esensjopedii

Tomasz Jarząb
‹Kształt duszy›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorTomasz Jarząb
TytułKształt duszy
OpisUrodzony w 1985 roku w Katowicach, absolwent historii na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, zamieszkały obecnie w Jaworznie. Od najmłodszych lat fan literatury fantastyczno–naukowej ze szczególnym uwzględnieniem cyberpunku, który postrzega jako najwdzięczniejszy sposób mierzenia się z problematyką współczesnego świata i człowieka. Do tej pory publikował krótkie formy w „Szortalu Na Wynos” oraz „Szortalu Wydanie Specjalne”.
Gatunekcyberpunk

Kształt duszy

1 2 3 »
Upubliczniasz dostęp do swoich myśli i ludzie odnajdują w tobie własne odbicie. Nie możesz kłamać, oszukiwać. Jesteś tylko tym, czym jesteś, obrany z pozorów i kurtuazyjnych zasłon, które jedynie przysłaniają twoją zwyczajność. Rzeka to widzi i podziwia. A ty podziwiasz siebie za to, że odważyłeś się pokazać komuś prawdziwe ja. Że stałeś się przez to kimś niezwykłym.

Tomasz Jarząb

Kształt duszy

Upubliczniasz dostęp do swoich myśli i ludzie odnajdują w tobie własne odbicie. Nie możesz kłamać, oszukiwać. Jesteś tylko tym, czym jesteś, obrany z pozorów i kurtuazyjnych zasłon, które jedynie przysłaniają twoją zwyczajność. Rzeka to widzi i podziwia. A ty podziwiasz siebie za to, że odważyłeś się pokazać komuś prawdziwe ja. Że stałeś się przez to kimś niezwykłym.

Tomasz Jarząb
‹Kształt duszy›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorTomasz Jarząb
TytułKształt duszy
OpisUrodzony w 1985 roku w Katowicach, absolwent historii na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, zamieszkały obecnie w Jaworznie. Od najmłodszych lat fan literatury fantastyczno–naukowej ze szczególnym uwzględnieniem cyberpunku, który postrzega jako najwdzięczniejszy sposób mierzenia się z problematyką współczesnego świata i człowieka. Do tej pory publikował krótkie formy w „Szortalu Na Wynos” oraz „Szortalu Wydanie Specjalne”.
Gatunekcyberpunk
Valium to dar od Boga. Gdyby Chrystus zszedł z krzyża, też by łykał… – tak powtarzała moja matka, gdy pytałem, dlaczego zawsze z samego rana bierze dwie tabletki. Myliła się w wielu kwestiach, ale w tej akurat miała rację. Jest niezaprzeczalnie skuteczny. Kokosz szarpał się z małą przez niemal kwadrans, nim środek zadziałał.
Teraz dziewczyna leży spokojnie z urządzeniem na głowie. Obok siedzą rodzice. Trudno wyczuć, czym bardziej są przejęci: stanem córki czy tym, że przynosi im wstyd wśród znajomych. Palce matki uzbrojone w złote i platynowe pierścienie wbijają się w ramię męża, który z rybim wyrazem twarzy próbuje zrozumieć, na co patrzy – jaki los właśnie zgotował rodzonemu dziecku. Zupełnie niepotrzebnie. Nikt nikogo nie będzie tu rozliczał. Stać ich na naszą empatię.
Biedroneczka podłącza ostatni moduł. Zgrabne dłonie śmigają po klawiaturze antycznego laptopa, który zmodyfikowała na potrzeby naszej profesji. Pyta, czy ma załadować Mokrą Włoszkę, czy rutynowe Bękarty wojny. Włoszka robi większe wrażenie. Wiem, bo sam ją zaprojektowałem, ścieżkę kodu po ścieżce.
Miejsce jest doskonałe. Gobeliny wiszą na ścianach, przez kolorowe szkiełka witraży sączy się popołudniowe światło, a regały z książkami pną się po sam sufit tej willi na przedmieściach.
Otoczony elektronicznymi rekwizytami wstaję, aby podkreślić sacrum chwili. Trzech aktorów – ja, Biedroneczka i Kokosz – kupa żelastwa i nastolatka opleciona kablami. Teraz patrzcie na mnie. To mój spektakl. Nie ważcie się mrugnąć, bo nie dostrzeżecie magii.
– Zaczynamy?
– Tak – odpowiadają chórem.
– Proszę się nie martwić. Wszystko będzie dobrze.
Widownia zgodnie przytakuje, ufna w moją moc.
Polecam Biedroneczce odpalić program. Delikatne buczenie wypełnia przestronny salon. Matka się wzdryga. Ojciec mruga intensywnie, dalej nic nie rozumiejąc.
Ciało dziewczyny ani drgnie. Bez łez i krzyku, w ciszy własnych myśli poznaje siebie na nowo. Dowiaduje się, kim tak naprawdę jest i co w życiu jest najważniejsze, a potem umiera bezdźwięcznie z powodu tego, kim chciała być.
Właśnie w tych momentach, gdzieś w najgłębszych pokładach mnie słyszę hipnotyzującą melodię wyliczanki, której już nikt nie pamięta. Śmiechy bawiących się dzieci. I ulotne wrażenie, że niedawny ból niesie odkupienie, jeżeli tylko nigdy się o nim nie zapomni.
Siała baba mak…
• • •
Nie wie, gdzie jest. Nie rozumie, dlaczego jeszcze żyje. W kącikach oczu zbierają się łzy, usta drżą i po chwili ulga ujawnia się w niepohamowanym szlochu. Ponownie przychodzi na świat.
Kokosz ściąga aparat. Biedroneczka zamyka laptop. Ja opuszczam kurtynę. Widownia milczy oniemiała.
Co trzeba zrobić, aby zmienić człowieka? Co tak naprawdę sprawia, że przestajemy być sobą – wypadkową własnych oczekiwań i syfu, który żłobi nas jak rwący potok skałę? Odpowiedź jest banalna. To bliskość końca. Aura nadchodzącej śmierci i sama śmierć. Wystarczy poczytać o byłych więźniach Auschwitz, wysłuchać uratowanych rozbitków, ludzi, którzy wyszli z hospicjum o własnych siłach, chociaż rodzina kupiła już trumnę i miejsce na cmentarzu. Jak witają nowy dzień? Niech opowiedzą, jak teraz smakuje suchy chleb.
Na wszczepie kory wzrokowej odbieram wizualizację wiadomości z potwierdzeniem przelewu. Biedroneczka daje wytyczne rodzicom, a w zasadzie opiekunce, która będzie zmieniać pampersy i prać zarzyganą pościel. Nic nie słyszę, ale dobrze wiem, co mówi. Zielone tabletki rano, niebieskie wieczorem. Stany lękowe i zaburzenia poczucia rzeczywistości po inprojekcji ustąpią z czasem, proszę pamiętać, że córka potrzebuje spokoju.
– Mam małą prośbę – zwracam się do rodziców dziewczyny, nie przerywając połączenia z pocztą. – Czy mógłbym liczyć na dobre słowo w Rzece o naszych usługach? Byłbym niezmiernie wdzięczny.
– Naturalnie. – Nieśmiały uśmiech błądzi na twarzy ojca. Zaczynają czuć, że spełnia się ich fantazja. Tak, od dzisiaj będą mieli normalne dziecko, wyśnioną laleczkę, którą można czesać i ubierać.
– Roześlemy informację do naszych znajomych. Dziękujemy. Prawda, Dora? Podziękuj panu.
Dziewczyna milczy. Lalki nie mają głosu.
To wszystko jest magią. Moc umierania w pełnej krasie. Dławiąc się wymiocinami, przyspieszając prawie dziesięć metrów na sekundę w stronę chodnika czy próbując zmusić płuca, aby wyfiltrowały tlen z wody, doceniasz to, co właśnie tracisz. Perspektywa się zmienia. Odrobina czarodziejskiego pyłu. Puff! Stajesz się dobrym człowiekiem. Taka jest teoria, którą głosimy… Którą ja głoszę. Rozchwytywana przez ludzi niewyobrażalna ciemnota, w którą wszyscy chcą wierzyć. Ale czy jest tak naprawdę?
Cena mojej usługi jest uczciwa, bo ludzie potrzebują wahadełka, różdżki i ładowania wody bioenergią z ekranu telewizora. Błysku ukrytych lusterek w kłębach dymu. Chcą być okłamywani, a ja im to daję. To tylko tyle i aż tyle.
Ciche piknięcie nowej wiadomości wyrywa mnie z rozmyślań.
Poczta pantoflowa w dobie neuronowych przekaźników jest niezawodna. Podszepty znajomych to najlepsza reklama. Kowalscy przetestowali metodę na swojej pokręconej córeczce? Nie możemy być gorsi!
Na pulpicie mojej poczty awatar białego króliczka trzyma w pyszczku kopertę.
Biedroneczka pyta, czy czuję się dobrze, bo strasznie zbladłem.
• • •
Ilustracja: <a href='mailto:tatsusachiko@gmail.com'>Tatsu</a>, wygenerowane przy pomocy AI
Ilustracja: Tatsu, wygenerowane przy pomocy AI
Króliczek przykicał godzinę temu.
Wróciłem do domu i jednym poleceniem zamieniłem mój apartament w fortecę. Poza tym chcę być sam. Bez zastanowienia zabieram ze stolika butelkę whisky. Potrzebuję tego. Będzie łatwiej.
Rozsiadam się w fotelu i zaglądam na stronę poczty. Serpentyna wiadomości skręca się pod naporem nowych zleceń i reklam. Tyle tylko że nie interesuje mnie nic poza tą jedną – rozrywką dzisiejszego wieczoru. Rezygnuję ze szklanki i biorę łyk z butelki. To wszystko na niby, powtarzam w duchu, jakbym słowem mógł zmienić bieg wydarzeń.
W kadrze młody chłopak. Za jego plecami ekran zewnętrznego komunikatora oświetla puste ściany skromnego pokoiku. Tak jak na poprzednich filmach. Nie wiem, kim jest. Zanonimizował sobie twarz. Chciałbym, żeby wyjaśnił, po co to robi, ale tylko sypie bluzgi przez zaciśnięte zęby Marylin Monroe, Mikołaja Kopernika, Ronalda MacDonalda.
– Jesteś bydlakiem. Rozumiesz? Ścierwem…
Wiercę się niespokojnie. Wystarczy wyłączyć to kurewstwo. Tylko jedna myśl. Niestety. To smutne, ale nie mogłem tego zrobić za pierwszym razem, za drugim, za kolejnym i teraz też niczego nie zrobię. Będę patrzył do samego końca.
– No dawaj – mówię. – Zaskocz mnie. Powiedz, dlaczego to robisz. Skąd w tobie ta nienawiść. A potem zrób to. Zrób to, do cholery!
Charlie Chaplin posłusznie znika z kadru, by po chwili wrócić bez koszulki. Na bladym i chudym ciele mozaika blizn układa się w stygmaty niepojętego bólu samookaleczenia. Wiem, że zrobi kolejną ranę. Przykłada ostrze noża tuż pod lewym sutkiem i tnie. Powoli i głęboko. Zatrzymuje rękę. Billy Idol wpatruje się w obiektyw i gdy cisza robi się nieznośna, szepcze:
– Pozdrowienia od Boba.
Obraz nieruchomieje… A może to świat zastygł w bezruchu?
Żart! Przecież to kurewski żart. Doświadczyłem w Rzece wszystkiego, co ludzkie i nieludzkie, ale teraz zwyczajnie oblewa mnie zimny pot. Nadtrawiona whisky podchodzi do gardła.
Boba już nie ma. Bob umarł. Powtarzam w myślach jak mantrę, próbując ogarnąć rozumem coś, czego nie można pojąć. To było tak dawno temu, że mogło nigdy się nie wydarzyć. Czyż to nie wystarczy, aby zapomnieć?
W wąskim kanale postrzegania otwieram wiadomość. Chłopak na ekranie nacina kolejny raz ciało z chorą pieczołowitością. Powoli. Starannie. Zasklepione rany i świeże nacięcia tworzą napis: „Bob tu był”.
Siała baba mak…
• • •
Gdzieś w zatęchłej norze na podmiejskim osiedlu dla wymierającego gatunku klasy średniej stara baba drze się niemiłosiernie. Skończyliśmy procedurę. Wieloletnie przyzwyczajenia wyrywa się z korzeniami. Przez lata faszerowała się różnymi stymulacjami – nienawiść polityczna, kościelna dewiacja, plotka osiedlowa. Nie da sobie łatwo tego odebrać. Zupełnie tak, jak ja Boba, gdy po kawałeczku zabijali go na moich oczach, abym nigdy więcej go nie spotkał. Abym zapamiętał, że nigdy nie wróci.
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:tatsusachiko@gmail.com'>Tatsu</a>, wygenerowane przy pomocy AI

Bestseller
Marcin Pindel

16 III 2024

— Spójrz prawdzie w oczy: marny z ciebie pisarzyna, takich „talentów” jest na pęczki w każdym zakątku tego kraju. Nawet wśród twoich uczniów było wielu lepszych od ciebie; pewnie to zauważyłeś, czytając ich wypracowania, ale twoje chore przekonanie o tym, że jesteś wyjątkowy, pozbawiło cię trzeźwego osądu. Tylko ja mogę ci pomóc, jedyne, co musisz zrobić, to o to poprosić.

więcej »
Ilustracja: Małgorzata Myśliborska

Pająki
Jan Myśliborski

14 I 2024

Było już prawie zupełnie ciemno. Kiedy zatrzaskiwał ciężkie skrzydło bramy, wydało mu się, że po drugiej stronie drogi dostrzegł zarys sylwetki stojącego pod drzewem człowieka. Mimo wszystko poczuł coś w rodzaju ulgi, gdy już przekręcił klucz.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:tatsusachiko@gmail.com'>Tatsu</a>, wygenerowane przy pomocy AI

Moja anima
Marcel Baron

11 XI 2023

Poszliśmy do muzeum. Annie ubrała się w sukienkę, którą uznała za najpiękniejszą. Nie zamierzałem jej mówić, co ma założyć, choć ona pragnęła wybrać właśnie to, w czym ja chciałbym ją zobaczyć. Mój stanowczy nakaz, by zdała się na własny gust, przyjęła z nieszczęśliwą miną.

więcej »

Polecamy

...ze szkicownika, cz. 9

...ze szkicownika:

...ze szkicownika, cz. 9
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 8
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 7
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 6
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 5
— Jacek Rosiak

Za kulisami autoportretu, cz. 3
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 4
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 3
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 2
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 1
— Jacek Rosiak

Zobacz też

Tegoż twórcy

Odbicie w lustrze
— Tomasz Jarząb

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.