Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 kwietnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Grzegorz Wiśniewski
‹Tolkienowska opowieść wigilijna›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorGrzegorz Wiśniewski
TytułTolkienowska opowieść wigilijna
OpisZgodnie z długą (już czteroletnią) tradycją, Greg Wiśniewski obdarza nas opowieścią wigilijną (wcześniejsze – Imperialną, Matriksową i Obcą znajdziecie w poprzednich numerach „Framzety” i „Esensji”). Miała sie ona pojawić w grudniu, który to termin wydawał się właściwszy, ale dystrybutor wyciął nam numer i wprowadził do polskich kin „Władcę Pierścieni” z dwumiesięcznym opóźnieniem. Dlatego też, drodzy Czytelnicy, otrzymujecie Tolkienowską Opowieść Wigilijną na …Wielkanoc.
Gatunekfanfiction, fantasy

Tolkienowska opowieść wigilijna

Grzegorz Wiśniewski
« 1 2 3 »

Grzegorz Wiśniewski

Tolkienowska opowieść wigilijna

– Wyobraźcie sobie zatem hobbita wrzucającego mój pierścień, mój sssskarb, w otchłań ognia… czy jesteście w stanie w to uwierzyć?
Eee… elfy jednomyślnie i entuzjastycznie pokręciły głowami. Co wyraźnie dowodziło, że nie były tak do końca głupie.
– Ja również. Nikt nie byłby w stanie wyrzucić mojego pierścienia władzy ot tak, aby go zniszczyć. Nigdy. Stąd wniosek, że to jakiś kant jest… Nikt nie wrzucił pierścienia w ogień, bo nikt nie byłby w stanie tego zrobić. Są w Śródziemiu cwaniacy, którzy potrafiliby sfingować podobny numer, a następnie zatrzymać pierścień dla siebie. I pewnym jest, że tak właśnie zrobili. A nam nie wolno do tego dopuścić! Czy to jasne?
Tym razem szyje słuchaczy energicznie zginały się w energicznych potaknięciach.
– Skądinąd wiem, że w domostwie na dachu którego stoimy, odbędzie się spotkanie istot zamieszanych w tę aferę. Idąc tropem tutejszych obyczajów wkradniemy się w ich łaski, a następnie wyciągniemy z nich tajemnicę tego, co stało się z moim sssskarbem. Kluczem do tego są dzieci. Gdy je pozyskamy, gdy zaczną nas uwielbiać, ich rodzice zrobią dla nas wszystko. Wszystko! Jasne?
Jeden z eee… elfów podniósł rękę.
– Słucham? – odezwał się Annatar głosem, który zatrzymałby lodowiec.
– Dlaczygo ne… eee… dlaczygo ne zrobitz tygo kak zwykle? Złypać krzywy szabel, pochlastać, wymordać, a potem na turturry ich…?
Annatar złączył dłonie na piersi.
– Ponieważ – oświadczył najspokojniejszym tonem na jaki było go stać, a nie czarujmy się, nie było to wiele – jest nas siedmiu, a tych kurdupli w promieniu jednej stai mieszka sto razy więcej… chciałbyś przejść do historii jako utłuczony przez kurduple?
– Ne, panie…
Annatar bez słowa wskazał mu miejsce przy worku. Machnął ręką i pomaszerował w kierunku komina domostwa Gamgee, z którego unosił się rzadki dym. Grupa eee… elfów podążała trop w trop za nim.
– Tędy – Annatar wskazał komin. – Tędy dostaniemy się do środka.
– Nie lepiej przez drzwi? – zapytał głos jednego z tragarzy.
Odpowiedź padła tonem nie znoszącym sprzeciwu. Innego Annatar nie znał.
– Nie. Zaskoczymy ich. Że o uniknięciu ewentualnej zasadzki w najbardziej oczywistym miejscu nie wspomnę…
• • •
Sam Gamgee spojrzał krytycznie na skończoną właśnie pracę. Martwił się tym pustym kątem w swoim salonie. Zaprosił na zimę grupę swoich najlepszych przyjaciół i nie chciał, by w głównym rogu najbardziej reprezentacyjnego pomieszczenia norki, zaraz obok kominka, ziała przerwa w secesyjnym umeblowaniu – a kredens po prapradziadku rozpadł się był na jesieni…
Jego najmłodsza córeczka zaproponowała, żeby zastawił to miejsce jakąś rośliną. Bardzo lubiła zapach jodły, więc przyniósł z dworu taką jedną, osadzoną w wiadrze z ziemią. Postawiona w kąciku koło pieca całkiem nieźle zasłaniała bliznę po kredensie. Gdy jeszcze dzieciaki wpadły na pomysł, żeby drzewko udekorować zawieszanymi na sznurku cukierkami, orzechami, wycinankami z papieru – a na koniec tortowymi świeczkami – efekt wyglądał niemal na celowe działanie. Jako ostatnią Sam osadził na czubku papierową gwiazdę.
Cofnął się i jeszcze raz spojrzał na całość. Mogło być gorzej.
– Tatusiu! Ale to łaaadne… – zawołała Fiona, podbiegając do niego. – Ale łaaadne! Zrobimy taką w przyszłym roku też? Zrobimy?
– Oczywiście, kochanie – odpowiedział Sam, chociaż było dla niego jasne, że podobnie kretyńska tradycja żadną miarą nie przyjmie się nigdzie w cywilizowanym świecie.
Róża, żona Sama, kończyła właśnie zastawiać półmiskami porządny dębowy stół, przygotowany specjalnie do tej uroczystej kolacji.
– Skończyliście już? – zapytała z uśmiechem. Podeszła i ucałowała Sama. – Siadajcie zatem. Pippin i Merry wyglądają na solidnie głodnych. – dodała wracając do kuchni po ostatnie potrawy.
Sam stanął u szczytu stołu, wodząc wzrokiem po gościach. Peregrin Tuk bawił się na podłodze z czeredą dzieciarni w strażników i złodziei. Meriadok Brandybuck w zamyśleniu palił fajkę, odchylając się w bujanym fotelu. Frodo i Bilbo Bagginsowie rozmawiali cicho przeciwległym w rogu pokoju.
Doprawdy – norka Sama dawno już nie oglądała tak znakomitych gości.
– Drodzy moi – zaczął, kładąc ręce na oparciu krzesła. – Zapraszam do poczęstunku. Cieszę się, że po tak długim czasie znaleźliście chwilę, aby odwiedzić moje skromne progi. Tym większa jest moja radość was gościć.
– Ja tylko jeszcze raz przypomnę, – odezwał się Bilbo Baggins z kąta – że obiecaliście nikomu nie powiecie o tym spotkaniu. Ani słowa. Nikomu. Zwłaszcza kronikarzom, którzy rozpaplają to zaraz po całym świecie, albo nawet utrwalą dla potomności… To wizyta prywatna. Oficjalnie przybędę do was dopiero w przyszłym roku.
– Nie martw się, Bilbo – Merry podniósł się z fotela bujanego i przeciągnął potężnie. – Twoja tajemnica jest bezpieczna. A teraz jedzmy.
Zasiedli tędy do stołu, radując się własnym towarzystwem i tylko jeden Frodo pozostał cichy, z rzadka przegryzając jakiś smakołyk. W połowie uczty wydarzyła się jednak rzecz niesłychana.
W powietrzu rozległ się nagle potężny okrzyk „Ho-ho-ho!” – i od komina buchnął obłoczek sadzy, a chwilę potem z paleniska zstąpił do salonu postawny jegomość w czerwonym kubraku obrębionym białym futrem. Posunięty był w latach, co znać było po pooranej zmarszczkami twarzy i długiej, zadbanej białej brodzie. Potoczył po zaskoczonych obecnych wzrokiem, na dłużej zatrzymując spojrzenie na obu Bagginsach i rzekł:
– Witajcie! Witajcie! Przybywam tutaj z dalekiej północy, a imię me Pan Darów, Annatar. W tę oto porę zjawiam się, aby nagrodę wszystkim grzecznym dzieciom wręczyć, a niegrzeczne do porządku przywołać.
Odpowiedziała mu cisza. Nie zrażony tym machnął za siebie ręką, a cztery mniejsze istoty, cztery wyglądające znajomo szoki estetyczne, wytaszczyły przed niego olbrzymi worek.
– Czy są tu jakieś dzieciątka, które chcą dostać prezent?
Niespodziewane przybycie odzianej na czerwono postaci nieźle nastraszyło czeredę dzieciaków i przepłoszyło ją do sieni i dalszych pokojów. Jednak na dźwięk słowa „prezent” małe hobbity wyrosły przed Panem Darów jak spod ziemi. Niczym Noldorowie, którym zaproponowano darmowy Silmaril.
Z tyłu oniemiali dorośli po prostu wpatrywali się w całe to przedstawienie. Merry nachylił się do Sama.
– Stary, nie wiedziałem, że wspierasz jakiś lokalny zespół folklorystyczny…
– A mnie to wygląda na jeden z twoich genialnych pomysłów – odciął się Sam. Annatar tymczasem ocenił jednym spojrzeniem dorosłych wpatrzonych w niego i jego orszak, po czym pochylił się nad dziećmi. Postarał się przy tym o swój najpromienniejszy uśmiech i chyba nawet mu się udało, bo dwójka najmniejszych szkrabów się rozbeczała.
– Jestem Annatar – przedstawił się. – Pan Darów.
Reszta dzieciaków stała z wybałuszonymi oczami i szeroko otwartmi ustami. Jeden mały w zielonej tunice podszedł i z niedowierzaniem dotknął czerwonego kubraka. Wyglądało na to, że nawiązanie kontaktu z dziećmi kurdupli zależało całkowicie od pomysłowości Annatara.
– Czy któres z was wie, – uniósł palec, jakby chciałby im coś wskazać – gdzie Pan Darów mieszka?
Ale maluchy milczały.
– No co jest, nie chcecie zgadywać?
Cisza.
– Mieszkam daleko, naprawdę daleko na północy w miejscu… – Annatar zachęcająco zawiesił głos – …w miejscu które nazywa się… nazywa się…
Małe hobbity roześmiały się jak jeden.
– W Utumno!
Annatarowi niemal odebrało głos.
– Nie, nie! Nazywa się inaczej… druga litera to A…
Odpowiedź nadeszła jeszcze szybciej.
– Angband!
Zacisnął pięść na brodzie.
– Ponownie źle. Skupcie się. Druga litera to A. No przecież chyba wszystkie dzieci to wiedzą?
Pochylił się nad malutką dziewczynką wgapioną z otwartą buzią w eee… elfa, któremu spod tuniki wysunęła się kolczuga.
– A ty wiesz, malutka?
Hobbiciątko zaperzyło się.
– No pewnie. Chodzi o Angmar.
Annatar wyprostował się ledwie hamując furię.
– A figę – wycedził dzieciakom prosto w nos, a potem pokazuje długi, czarny rozdwojony jęzor. – W Laponii.
– W Japonii? – maluchy przyjrzały mu się podejrzliwie – Kitujesz. Masz za małe oczy.
« 1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Umowa
Elżbieta Leszczyńska

10 IV 2021

Bóg podrapał się w głowę. Targały nim sprzeczne uczucia. Kusiła go gra z diabłem, a równocześnie pragnął jak najszybciej usunąć popełnione przy tworzeniu ludzkich istot błędy.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Za górami, w tym samym lesie
Ewa Kajtoch

27 III 2021

Idę po zakupy wspomagając się balkonikiem. Udaje mi się dojść, a wrócić do domu pozwalają mi jakieś dziewczynki z osiedla. Całej portmonetki nie zabrały, ale pięćdziesiąt złotych musiałam oddać.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Gwiezdne wojny: Druga szansa
Magdalena Stawniak

20 II 2021

Facet utkwił w nim badawczy wzrok, aż zrobiło mu się nieswojo. Ale dzięki temu przestał płakać. Oficer skinął dłonią zachęcając go do podejścia bliżej. Chętnie to zrobił, bo nie musiał już więcej patrzeć na zwłoki.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Wiedźmińska Opowieść Wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Obca opowieść wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Matriksowa Opowieść Wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Imperialna Opowieść Wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Listopad 2014
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Paweł Micnas, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Chwała ogrodów, błoto i morze
— Michał R. Wiśniewski

Kategoria A
— Michał R. Wiśniewski

Niewielka wojna
— Michał Kubalski

Noel Profesjonał
— Grzegorz Wiśniewski

Tygrys! Tygrys! Tygrys!
— Grzegorz Wiśniewski

Pies, czyli kot
— Grzegorz Wiśniewski

Dobrzy, źli ludzie
— Grzegorz Wiśniewski

Płomień Tiergarten
— Grzegorz Wiśniewski

Mój brat, Kain
— Grzegorz Wiśniewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.