Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 lutego 2024
w Esensji w Esensjopedii

Krzysztof Bartnicki
‹Morbus Sacer›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorKrzysztof Bartnicki
TytułMorbus Sacer
OpisKrzysztof Bartnicki, rocznik ’71. Humanoid, anglista. Aerobiont, czekoladożerca, whiskyfil. Pracuje w Katowicach, ale sterem (marzeń) orientuje się na Wrocław. Rodzinnie zdyscyplinowany: jednokroć żonaty, dwakroć dzieciaty, po trzykroć szczęśliwy. Z utęsknieniem czeka krzyżówki Joyce’a z Dukajem. Póki co, sam goni własny ogon w zwodliwych kazamatach Logorei.
GatunekSF

Morbus Sacer, cz. 3

« 1 2 3 4 5 6 10 »

Krzysztof Bartnicki

Morbus Sacer, cz. 3

(„Dlaczego nie zastanawia nad historiami triumwiratów? Prawda, że dwoje podoła trzeciemu, lecz trzeci sięga ich zemstą zza grobu, bo zaczynają spierać się między sobą. A może on mnie lekceważy, Szymek?”)
– Co rzekłeś, Macieju? - Jan i Filip nachylają się nade mną. A ja spoglądam przez okiennicę i widzę, że nadciąga burza.
– Co rzekłem? - wykręcam ich słowa, cofam je, udając zadziwienie, obmacuję rozległość podróżnych szat i rozglądam się za Joyce’em zwanym tu Jakubem. - A rzekłem co? Chyba tylko tyle, że nadciąga burza.
– Jakub także zauważył chmury i poszedł na dach odprawić modły - odrzeka Jan i naciąga kaptur na głowę. - Zimnawo.
– Zaraz pioruny kuliste wpadną do tej komnaty i wygubią obcych - mówię. - Trzeba wołać wszystkich do środka, ham!
– Cóż to: ham? I skąd to mógłbyś wiedzieć? - Jan ślepia po mnie niezbyt pewnie i strząsa brodą, niemniej pierwsze błyski i huki wyciągają mu ramię, prostują rozkazująco palec. - Przywołać Jakuba!
Wtedy Irlandczyk wychyla głowę przez otwór w dachu i wypiera w moją stronę z zażartością:
– A ten co robi wśród nas, bracia, że nas poucza o zjawiskach nocy? Może to mag, który mruczy dziwne rzeczy? Następca Iskarioty? Powiedziano to u proroka Joela: Kiedy nadejdzie czas odgarniania jagniąt od lwów, mowa zdrajcy gmatwać się będzie i po tym go wyznacie. Słowa będą takiemu wciąż żywsze a sensy staną się rozleglejsze. Korab, który po strumieniu cichym pływa nie odnajdzie się wśród wzbuchanych kipieli i rozlewisk nieprzekupnych. Fałszywy prorok wymówi dziwne rzeczy, niedobre synom Izraela!
– Czy oskarżasz o coś brata Macieja? - rozpytuje Filip. - A może młodym winem się upiłeś, Jakubie?
W odpowiedzi słyszymy grzmot tak donośny, że wszyscy drżą w posadach. Pioruny obliczają odległości, zliczają sekundy, niecierpliwią się, tupią kutymi kopytami w smoliste obłoki, przyganiają szum. W ów dziwny wieczór światło postępowało za dźwiękiem, odwrotnie niż zwykle. Szymek chyli się z nastawni, przebran za pobożnego Kreteńczyka, chce zaświadczyć cudu, przynajmniej rozlewu krwi. „Uważaj, suka poznała cię!”, szepcze przeciw narastającym zgiełkom. Kiwam nań ręką, żeby się zbliżył. Ogląda się niepewnie po pulpicie sterowniczym i wchodzi. Nie widzi już, że Siostra Fraktala zajmuje mu miejsce. Plan działa, czas zarzucić sieć, łup oszamotać.
– No co jest? - Szymek szturcha mnie w ramię. - Idź i zaduś ją wreszcie albo wynośmy się do wszystkich diabłów!
Stoi tyłem do Irlandczyka, mistrza kamuflażu, mojego znajomego aktora. A kiedy odwróci się, będzie już za późno.
– Ty zwałeś się Szymon - wygłasza Szary Fraktal i dotyka mu czoła - ale od dziś będziesz Piotrem, czyli Skałą, na której inni zbudują swoje zwycięstwo.
Apostołowie nie patrzą na nas, bo pioruny zrywają się z niewidzialnej smyczy. Wybiegamy z Szarym ze scenerii a Siostra zamyka za nami iluzję. Szymek stoi przerażony, obmacuje się po czole, i pierwszy piorun trafia właśnie w niego. Rozumie nagle język zdrady; wie, że go uwięziliśmy w symulatorze, że nie wydostanie się już stamtąd i doczeka cudzego końca. Bo ciebie nie potrzebowali, odzywa się język zdrady, ale twojej maszyny: owszem. - KONIEC GRY
(„To się uda!”, cieszy się Szary Fraktal, kiedy po raz n-ty scenariusz spełnia się według naszych założeń.)
– Nieźle, nieźle, panie Samski - uaktywnia się Metelski. - Ale NCM może to panu załatwić szybciej i zgrabniej.
– Jeśli jesteście choć w połowie tacy dobrzy jak się chwalicie - psykam, - nie potrzebujecie mnie!
– Jeśli jest pan choć w połowie tak dobry jak uważamy, potrzebujemy pana - ripostuje Metelski. - A jeśli jest pan choć w połowie tak mądry jak się panu zdaje, przyjdzie pan do nas.
– A to niby po co? Wasze groźby nie przekonują mnie. Wasze pieniądze też nie. Dużo większe zarobię gdzie indziej.
– Myśli pan o akademickiej karierze? - chichocze Metelski, choć chichot do niego nie pasuje. - Nie uda się panu.
(- A wy skąd możecie to wiedzieć? - podpuszcza Szary Fraktal po odłożeniu na bok lektury Jen-Tsy.)
– Nieufny wyraz: skąd… - Metelski podkłada mi pod oczy dysk. - Nasz czarnorynkowy katalog. Proszę przejrzeć.
Zbiór pustych przechwałanek. Złodzieje osobowości, potrafią modelować cudzą świadomość. Typy spod ciemnej gwiazdy, na zlecenie wykradną kody genetyczne. Detektywi wytrenowani do monitorowania myśli określonego rodzaju. Chemikalia zmieniające płeć. Rozwinięte układy agresji strukturalnych w białka, szarą masę, cały ten koktajl. Certyfikaty, referencje, rekomendacje od ludzi i niby ludzi; pewnie rządzą światem skoro nie ma ich w nagłówkach serwisów. Asasyni, esesmani, oseski, kliki podziemne i podskórne, likwidują życie, genom, psychikę. Technologia zamkniętych oczu - dysk po lekturze formatuje się sam i staje bezużyteczną płytką z wonną nutą związków krzemu w tle.
– Dlaczego nie weźmiecie innych? Nie jestem przecież jedynym Ziemianinem z wysokim IQ.
– Lecz przy okazji ma pan bardzo wysokie MQ - uśmiecha się pełnokrwiście Metelski i taki grymas mu pasuje.
Was es auch immer bedeutet… - szepczę, wypróbowuję własną technologię zamkniętych oczu. Metelski rozpływa się w nierozróżnieniu między jawą a zwidem, moja mama wraca do łask z książeczką na kolanach i czyta spolegliwie, spójnie:
– Książę, teraz o śnie. Choć wiemy kiedy nas dogania, nie udaje nam się zbiec. O śmierci nie wiemy, kiedy nas dopędza, toteż porzucamy myśl o ucieczce, choć nie o strachu. (Lecz to inne zagadnienie.) Na swoim dworze, książę, masz podobno mędrców, którzy potrafią wnikać pod skorupę snu, ale jest takich niewielu, często tracą rozum i odchodzą przedwcześnie. Bez błogosławieństwa Najwyższych Istot nikt nie zadecyduje o tym, co mu się przyśni, ani nie zapamięta, co mu się śniło. W trudzie i potępieniu czasu staramy się pętać własne marzenia i nie udaje się to. Tak, potężny jest geniusz dawcy snu. A spójrz na cichego rzemieślnika imieniem śmierć. Naśladuje sen, tłumaczy na zrozumiały język. Nie zamęcza się przy tym i nie złorzeczy, jest sprawiedliwa, pilna i nie trzeba jej zgody Bóstw, zaś efekty jej pracy są równie ważkie co natchnienia snu. Teraz rozstrzygnij sam, książę: czy łatwiej jest odczytać dzieło snu czy śmierci? I gdy zdecydujesz, poznasz że łatwiej jest dobremu rzemieślnikowi aniżeli geniuszowi.
– Dobrze, mamo - mówię. - Teraz ja opowiem ci coś w zamian.
– Czekaj, pójdę po herbatę i sok jarzębinowy - mówi mama, listopadowa okiennica otwiera się ze świstem, mama walczy z wiatrakiem roztrzepanego pledu, zły dżin wiatru zostaje odcięty, mama idzie do kuchni. Szary Fraktal skorzysta z chwili jej nieobecności, wykształci się z muszli, za nim jego Siostra. Siadają mi w kolanach.
• • •
– Syn pańskiej matki jest schizofrenikiem - ośmielił się doktor Jasnorzewicz.
Wyraził to w taki sposób, abym nie mógł się przyczepić. Syn mojej matki, też coś! Równie dobrze / źle: dysponent mojego serca, właściciel moich płuc, powiernik moich tętnic, zawiadowca moich histerii i zwątpień, intendent najeżeń i zagrożeń, totumfacki płciowości, najemca myśli, dzierżawca mojego losu, delegat moich własnych zakichanych sprzeciwów!
– Nieprzyznawanie się do własnej choroby jest dość symptomatyczne - ciągnie doktor, ciągnie własną zgubę, w końcu mu przywalę, zrobi się cicho jak cyjankiem zasiał, lecz coś mnie powstrzymuje, powstrzymuje mnie niepewność, niepewność czy jest to ten sam doktor, który jest silniejszy ode mnie, ten sam, który mi się przyśnił, w tym rzecz, że nie ogarniam czy on się tylko przyśnił, czy aż przyśnił, czy może coś więcej, bo na pewno nie mniej.
(Szary skrył się. „Nie podoba mi się ten dupek”, stwierdził nim zniknął. Skoro to mówi, boi się. Jego Siostra zobrazowała się w moją matkę. Siedzi na skrawku krzesła i zastanawia się co powiedzieć.)
– Czy nie powinien pan raczej zbadać mojej córki? - pyta mama, oj, głos nie ten, o, już dobrze.
– Pani córka to przypadek nietykalny - stwierdza Jasnorzewicz. - Umrze bez zmian. A za to pani syn…Zaobserwowałem, że odczuwa wewnętrzny przymus uzdrowienia siostry. To wszak jest niemożliwe, więc zmyśla sobie potężnych przyjaciół oferujących nadludzkie możliwości.
Umrze? Gnój pewnie miał na myśli uśnie. Grecy to odkryli: koimo, śpię, koimeterion, sypialnia.
– Syn traci kontakt z własną jaźnią. Rozdwojenie już nastąpiło a dalsze procesy dystrybucji…
« 1 2 3 4 5 6 10 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 7
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

17 XI 2012

Lady Sith nie potrzebowała widzieć Twi’lekanki, żeby całą sobą czuć efekt działania Mocy. Dziewczyna żyła jeszcze, właściwie Beyre bawiła się nią dopiero, nie czyniąc przy tym poważniejszej krzywdy. Na to przyjdzie czas.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 6
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

3 X 2012

Sala tronowa w pałacu imperatorskim i ona sama leżąca na podłodze, z trudem łapiąca haustami powietrze. Niebieskie błyskawice zgasły sekundę wcześniej, a Lord Sidious podszedł nieśpiesznie i najwyraźniej nie mogąc darować sobie ostatniego akcentu, kopnął Beyre w żołądek.

więcej »

Gwiezdne wojny: Wróg publiczny, cz. 5
Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

18 VIII 2012

Człowiek szedł powoli, prowadząc przed sobą Windu, czy Beyre, czy jak jej tam. Domniemana lady Sith miała ramiona wykręcone do tyłu, a nadgarstki zapewne skute kajdankami. Fett zasłaniał się nią w taki sposób, że Bossk nie widział jego dłoni.

więcej »

Polecamy

...ze szkicownika, cz. 9

...ze szkicownika:

...ze szkicownika, cz. 9
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 8
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 7
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 6
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 5
— Jacek Rosiak

Za kulisami autoportretu, cz. 3
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 4
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 3
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 2
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 1
— Jacek Rosiak

Zobacz też

Z tego cyklu

Morbus Sacer, cz. 5
— Krzysztof Bartnicki

Morbus Sacer, cz. 4
— Krzysztof Bartnicki

Morbus Sacer, cz. 2
— Krzysztof Bartnicki

Morbus Sacer, cz. 1
— Krzysztof Bartnicki

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.