Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 grudnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część trzecia

Esensja.pl
Esensja.pl
Andreas „Zoltar” Boegner
1 2 »
Pan w rogowych okularach i mocno przylizanej fryzurze z przedziałkiem patrzy z ekranu telewizora bardzo poważnie. Widz nie ma wątpliwości, że to, co ten człowiek ma do powiedzenia, jest ważne a poruszany temat tak alarmujący, że wymaga zdecydowanej interwencji mediów. „W ostatnim temacie tej audycji chodzi o władzę, o żądzę władzy, o roztaczanie jej duchowych pejzaży”, rozpoczyna redaktor zachodnioniemieckiego programu telewizyjnego „Monitor”.

Andreas „Zoltar” Boegner

Perry Rhodan – dezerter w kosmosie, część trzecia

Pan w rogowych okularach i mocno przylizanej fryzurze z przedziałkiem patrzy z ekranu telewizora bardzo poważnie. Widz nie ma wątpliwości, że to, co ten człowiek ma do powiedzenia, jest ważne a poruszany temat tak alarmujący, że wymaga zdecydowanej interwencji mediów. „W ostatnim temacie tej audycji chodzi o władzę, o żądzę władzy, o roztaczanie jej duchowych pejzaży”, rozpoczyna redaktor zachodnioniemieckiego programu telewizyjnego „Monitor”.
Jest 24 lutego 1969 – w ówczesnej RFN trwa zażarta walka pokolenia ’68 z wszystkim, co jego zdaniem było reakcjonistyczne, zacofane, zapatrzone w niechlubną przeszłość Trzeciej Rzeszy. Paradoksalnie ludzie żądni wprowadzenia długo odwlekanych zmian w polityce i pilnie potrzebnych reform kulturowych obrali za cel ataku „Perry Rhodana” (dalej PR) – sagę opisującą rozwój zjednoczonej i pozbawionej atawistycznej homo- i ksenofobii ludzkości.
Erzac Hitlera w epoce planetarnej
Redaktor „Monitora” kontynuuje:
„Ten reportaż bazuje na fakcie, że miliony młodych ludzi w Republice Federalnej, i nie tylko oni, rzucają się tydzień w tydzień pełni zapału na, powiedzmy, specyficzny rodzaj niszowej literatury trywialnej. Nie chodzi bynajmniej o książki pełne treści seksualnych, lecz o kolorowe zeszyty, w których wychwala się czystość rasy, wojnę, kult wodza. Razem ze znanym niemieckim futurologiem Robertem Jungkiem postanowiliśmy naświetlić przy pomocy przykładu tę fascynację wszechwładnymi ludźmi i obnażyć jej kulisy. Wyniki dają sporo do myślenia…”1)
Terrański żołnierz, czyli „kosmiczny żołdak” w akcji. Okładki tego typu można bardzo łatwo nadinterpretować jako pochwałę sankcjonowanej przez państwo przemocy.<br/>© Pabel-Moewig Verlag KG
Terrański żołnierz, czyli „kosmiczny żołdak” w akcji. Okładki tego typu można bardzo łatwo nadinterpretować jako pochwałę sankcjonowanej przez państwo przemocy.
© Pabel-Moewig Verlag KG
Z dzisiejszej perspektywy dziwi właściwie tylko jedno: Atak mediów nastąpił stosunkowo późno, bo prawie dziesięć lat po nagonkach na wszelakie zeszyty science fiction, sterowanych częściowo przez komunistyczny rząd NRD w dziwnym przymierzu z zachodnioniemiecką cenzurą 2). W momencie emisji niesławnego reportażu „Monitora” seria obejmowała już prawie 400 odcinków i zbliżała się do końca cyklu „M 87” (zeszyty nr 300-399). W ciągu dziewięciu lat istnienia PR udowodnił swoją żywotność, przyciągnął milionową rzeszę fanów i zdeklasował wszelakie podobne produkty na niemieckojęzycznym rynku. Taki sukces powinien właściwie już o wiele wcześniej przyciągnąć wszelakiej maści moralizatorów, samozwańczych obrońców dobrego smaku oraz bojowników o wysoki poziom dzieł literackich.
Jednak ten spóźniony atak miał sporą moc rażenia. Używając bardzo dosadnego języka, dalekiego w wyrazie od kulturalnego „o tempora, o mores” Cycerona, zbulwersowany dr Jungk roztaczał przed przerażonymi widzami „Monitora” katastroficzną wizję z piekła rodem:
„Perry Rhodan to coś w rodzaju erzacu Hitlera. Jest on Hitlerem epoki planetarnej. Jest Hitlerem ery lotów kosmicznych. Ucieleśnia tę samą żądzę władzy, ma te same faszystowskie cechy, jakimi odznaczali się dyktatorzy lat 30-tych i 40-tych, dlatego uważam, że jest to dosyć niebezpieczna postać. Zadaję sobie pytanie: Jak to możliwe, że taka prostacka postać władcy mogła zostać bohaterem milionów młodocianych?”3)
Autorzy „Monitora” podmalowują wszystko odgłosami strzałów, tupotem maszerujących oddziałów, wycinkami przemów z okresu Trzeciej Rzeszy i krzykami śmiertelnej trwogi w tak doskonały sposób, że zarzut krzewienia myśli faszystowskiej został przyporządkowany serii na całe dziesięciolecia.
Po tym dramatycznym wstępie Jungk moralizuje dalej:
„Seria ’Perry Rhodan’ jest w Niemczech oznaką pewnego mentalnego zacofania. W Ameryce mieli kiedyś ich Supermana, ale został on wyparty przez lepsze formy science fiction. Tam podkpiwa się z Supermana, podczas gdy ’Perry Rhodan’ jest traktowany w Niemczech niestety bardzo poważnie. Zadaję sobie pytanie, czy nie drzemie tutaj czasem ukryta tęsknota za führerem, czy niemiecki człowiek nie pragnie swojego Perry Rhodana?”4)
Dzisiaj wypowiedzi Jungka wywołują na szczęście jedynie wzruszenie ramionami i lekki uśmieszek politowania. Zwłaszcza w dziale marketingowym wydawnictwa DC, przypuszczam. Są one raczej odzwierciedleniem podświadomej i przemożnej chęci zwalczenia demonów przeszłości i pragnienia zdecydowanego odcięcia się od zgubnego wpływu faszyzmu w niemieckim społeczeństwie tamtych lat.
Redakcja PR reaguje…
W zeszycie nr 429 redakcja PR musiała dementować pogłoski o rychłym zakończeniu serii po miażdżącym wyroku twórców programu „Monitor”.<br/>© Pabel-Moewig Verlag KG
W zeszycie nr 429 redakcja PR musiała dementować pogłoski o rychłym zakończeniu serii po miażdżącym wyroku twórców programu „Monitor”.
© Pabel-Moewig Verlag KG
Reportaż „Monitora” odbił się w Niemczech szerokim echem. Producent PR, wydawnictwo Erich Pabel, doznało sporych strat materialnych a negatywne zdanie o serii w opinii publicznej zostało ugruntowane. Trzeba jednak przyznać, że twórcy i redaktorzy PR wykazali się sporą dozą naiwności i ponoszą tym samym po części sami winę za to, co się wydarzyło po emisji programu. W reportażu można zobaczyć K. H. Scheera, redaktora naczelnego serii, jak dyskutuje o sile rażenia broni statków kosmicznych Terran jak gdyby chodziło o najnowszy model auta w garażu, a nie o systemy o mocy tysięcy gigaton TNT (!). Dzisiaj określilibyśmy takie rozmowy jako niewinny „techno babble” między nerdami, ale w roku 1969 królowało jeszcze inne nastawienie. Od tego momentu widzom „Monitora” musiało stać się jasnym, dlaczego Scheer ma w fandomie przezwisko „Handgranaten-Herbert”, czyli Herbert Granat Ręczny. W tej samej audycji fani PR argumentują nieco nieudolnie (co zresztą jest zrozumiałe – w końcu chodzi o nastolatków), że politycznym priorytetem Rhodana jest porozumienie a nie konflikt z innymi rasami kosmicznymi.5) No, właśnie: nieszczęsne słowo-tabu „rasa”, na które lewicowo nastawieni krytycy literaccy zareagowali oczywiście jak byk na czerwoną płachtę…
Jeszcze w tym samym roku do debaty włączyła się prasa. Hubert Bacia, redaktor ektremalnie lewicowego czasopisma „konkret”, konfabulował dogmaty w rodzaju:
„To ważne, aby przedstawić mu [czytelnikowi PR – przyp. autora] doskonałe posługiwanie się techniczną władzą, aby mógł znieść kontrolę, jaką roztacza nad nim ta właśnie władza.” 6)
Stawiając znak równości pomiędzy fikcyjnym światem produktu literackiego a wyimaginowanym manifestem politycznym, Bacia nie miał żadnych oporów, aby zastosować wysoce niesmaczne porównania:
„’Los nie pyta o winę czy jej brak’, oznajmia Perry Rhodan. Oczywiście, że nie, bo rozkaz to rozkaz i trzeba być twardym. Czy to u bram planetarnej fortecy […], czy też w warszawskim gettcie.” 7)
Nie pomogło w tym kontekście również niezbyt przemyślane nazewnictwo, które towarzyszyło serii od samego początku. Oto dwa najjaskrawsze przykłady: Ruch polityczny, który zapoczątkował zjednoczenie Ziemian, nazwano wtedy Trzecią Siłą (w odróżnieniu od bloków politycznych Wschodu i Zachodu). Kto chciał, dopatrywał się tutaj nieistniejących odwołań do Trzeciej Rzeszy. Sam Rhodan nosi tytuł „Großadministrator„, co można przetłumaczyć jako „wielki zarządca”, wywołując natychmiast skojarzenie z „wielkim wodzem”, czyli niemieckim führerem. W rzeczywistości chodzi wprawdzie tylko o odróżnienie przywódcy całego imperium od administratorów jego poszczególnych systemów gwiezdnych. Tym niemniej jest to niezbyt szczęśliwe sformułowanie.
Wydawnictwo Pabel próbowało ograniczyć szkody, lecz nie potrafiło zapobiec powstaniu pogłosek o wymuszonym negatywnymi opiniami zakończeniu serii. W zeszycie 429 z października 1969 musiano nawet oficjalnie dementować takie plotki. Sile przekazu telewizyjnego usiłowano przeciwstawić się przy pomocy wywiadów radiowych z K. H. Scheerem, które słuchacze ocenili jednak jako „bardzo kontrowersyjne” 8).
Zeszyt nr 400 pt. „Menschheit im Zwielicht“ (Ludzkość w półmroku), w którym rozpoczęła się nowa era historii Perry Rhodana.<br/>© Pabel-Moewig Verlag KG
Zeszyt nr 400 pt. „Menschheit im Zwielicht“ (Ludzkość w półmroku), w którym rozpoczęła się nowa era historii Perry Rhodana.
© Pabel-Moewig Verlag KG
Głównym elementem, jaki pomógł nieco ograniczyć powstałe szkody, stały się zmiany w narracji samej serii. Pomiędzy właśnie zakończonym cyklem „M 87”, pełnym typowych dla space opery konstrukcji fabularnych, a rozpoczynającym nowy rozdział przygód Rhodana cyklem zeszytów nr 400 – 499 wprowadzono prawie tysiącletni skok czasowy. Autorzy usiłowali w ten sposób odciąć się od wszelakich wydarzeń i protagonistów ostatnich lat, ratując jednocześnie relatywnie nieśmiertelne postaci główne serii poprzez przeniesienie ich do XXXV wieku.
Nie pozbyto się wyłącznie osób. Imperium Solarne rozpadło się bezkrwawo; pojawiły się nowe państwa, oferujące potomkom Ziemian alternatywę dla rządów Perry Rhodana. Olbrzymi skok czasowy umożliwił również logicznie uzasadnione wprowadzenie nowych technologii i nowych cywilizacji. Pomógł on w emocjonalnym odseparowaniu się dużej części Terran od byłych władców i umożliwił autorom tym samym stworzenie scenariusza, w którym po raz pierwszy Ziemia została zagrożona przez… własnych kolonistów.
Postawiony przed wyborem pomiędzy zupełnym poddaniem się „młodym gniewnym” a zbrojną obroną kolebki ludzkości, Rhodan wybiera… ucieczkę w czasie, przenosząc cały Układ Słoneczny pięć minut w przyszłość. Po raz pierwszy w historii serii jej bohater znalazł się w dobrowolnie wybranej izolacji. Aby wyjść z tego impasu nie będzie już można polegać, jak to wcześniej bywało, na olbrzymich flotach gwiezdnych i logistycznym zapleczu tysięcy imperialnych kolonii. Autorzy zasygnalizowali tym samym wolę znalezienia nowych, interesujących i mniej oczywistych rozwiązań fabularnych.
1 2 »

Komentarze

12 XII 2021   08:15:52

Rewelacyjne są te teksty o PR. Nie mogę doczekać się następnej części.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie przegap: Listopad 2022
Esensja

30 XI 2022

To ostatnie jesienne podsumowanie w tym, roku. Następne – w Sylwestra!

więcej »

Fantastyczne Zaodrze, czyli co nowego w niemieckiej science fiction? (7)
Andreas „Zoltar” Boegner

15 XI 2022

Zbiory opowiadań są w niemieckim fandomie tak samo popularne jak w Polsce. Teksty z antologii należą do grona dobrych kandydatów do prestiżowych nagród dla literatury fantastyczno-naukowej. Tym razem przyjrzę się dwóm zupełnie różnym książkom tego typu. Będzie o sztucznych inteligencjach i fantastyce w stylu retro.

więcej »

Do księgarni marsz: Listopad 2022
Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek

7 XI 2022

Jesień nie musi być nudna i przygnębiająca, jeśli tylko mamy na półkach dobre książki. Sięgamy więc po ciekawie zapowiadające się listopadowe nowości. Warto na nie zerknąć również dlatego, że już idą Święta. Jest okazja, aby zacząć myśleć o gwiazdkowych książkowych prezentach dla bliskich. A im wcześniej je kupimy, tym więcej uda się nam przeczytać, zanim książki trafią pod choinkę. (Brzmi znajomo? My też tak oczywiście robimy, ale się do tego za bardzo nie przyznajemy…)

więcej »

Polecamy

Cyborg, czyli mózg w maszynie

Stare wspaniałe światy:

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.