Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 czerwca 2024
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXXXVI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Zdzisław Byczek, Stefan Weinfeld
‹Klasyka Przygodowa: Podróże Gulliwera›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKlasyka Przygodowa: Podróże Gulliwera
Scenariusz
Data wydania1990
RysunkiZdzisław Byczek
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKlasyka Przygodowa
Gatunekprzygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Klasyka przygodowa: Leumer w Brobdingnagu
[Zdzisław Byczek, Stefan Weinfeld „Klasyka Przygodowa: Podróże Gulliwera” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W rok po wydaniu „Wyspy skarbów” Sport i Turystyka opublikowała drugi zeszyt komiksowy z cyklu „Klasyka przygodowa”. Nosił on tytuł „Podróże Gulliwera”.

Marcin Osuch

Klasyka przygodowa: Leumer w Brobdingnagu
[Zdzisław Byczek, Stefan Weinfeld „Klasyka Przygodowa: Podróże Gulliwera” - recenzja]

W rok po wydaniu „Wyspy skarbów” Sport i Turystyka opublikowała drugi zeszyt komiksowy z cyklu „Klasyka przygodowa”. Nosił on tytuł „Podróże Gulliwera”.

Zdzisław Byczek, Stefan Weinfeld
‹Klasyka Przygodowa: Podróże Gulliwera›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKlasyka Przygodowa: Podróże Gulliwera
Scenariusz
Data wydania1990
RysunkiZdzisław Byczek
Wydawca Sport i Turystyka
CyklKlasyka Przygodowa
Gatunekprzygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
To kolejna powieść, o której zapewne każdy słyszał, ale niewielu czytało. Zapewne także niewiele osób zna pełny tytuł literackiego wzorca. Brzmi on „Podróże Gulliwera w różne kraje dalekie”, a jego autorem był Jonathan Swift, irlandzki duchowny. Sama powieść jest dużo starsza od wspomnianej wcześniej „Wyspy skarbów”, jej pierwsze wydanie miało miejsce w roku 1726. Według krytyków książka była satyrą na panujące ówcześnie stosunki społeczno-polityczne oraz swoistą parodią popularnych wtedy (dość wspomnieć „Robinsona Crusoe” Daniela Defoe) powieści podróżniczych. Książką składa się z czterech części opowiadających po kolei przygody Gulliwera w krainie Liliputów oraz w krainie Brobdingnag (olbrzymów). W trzeciej podróży główny bohater odwiedza już liczne krainy: Laputa, Balnibarbi, Glubbdubdrib, Luggnagg, Japonię(!). A całość kończą przygody w kraju Houyhnhnmów.
Adaptacja komiksowa, do której scenariusz także napisał Stefan Weinfeld, obejmuje dwie pierwsze części i łatwo się domyślić dlaczego. Po pierwsze, tradycyjnie już zeszyt ma ograniczoną objętość (32 strony) i raczej trudno byłoby w nim zmieścić całość powieści Swifta. Po drugie, Weinfeld wybrał te najbardziej spektakularne części, najmocniej przemawiające do wyobraźni czytelników. Chodzi oczywiście o te, w których Gulliwer spotykał – liliputów1)oraz olbrzymów. Leumer Gulliwer, bo tak nazywa się dokładnie główny bohater, po skończeniu studiów medycznych, wiedziony chęcią spotkania przygody, zaciągnął się jako lekarz okrętowy. Po katastrofie żaglowca trafił do krainy zwanej Liliput, której mieszkańcy byli wielkości ludzkiego kciuka. Małe rozmiary nie uwalniały Liliputian od różnej maści problemów, poczynając od politycznych rozgrywek, kończąc na militarnych utarczkach z sąsiadami. Te pierwsze były ponoć odniesieniem się Swifta do sytuacji panującej w ówczesnej Wielkiej Brytanii i jej akurat Weinfeld nie poświęcił zbyt wiele miejsca (dokładnie jeden kadr). Za to mamy całkiem długą sekwencję rozprawy Gulliwera z wrogą flotą wyspy Blefuscu. I nie ma co się dziwić, bo taka w komiksie taka scena musi wypaść dużo bardziej atrakcyjna wizualnie. Co ciekawe, główny bohater w wyniku dworskich intryg, uciekł z Liliputu właśnie do Blefuscu. Tam udało mu się znaleźć „normalną” łódź i na jej pokładzie wyruszyć do domu.
„Nienasycone pragnienie podróży” ponownie wyciągnęło Gulliwera ku nieznanym lądom. Tym razem sytuacja uległa odwróceniu, to główny bohater stał się liliputem w krainie zamieszkałej przez olbrzymów. Z roli groźnego monstrum musi przedzierżgnąć się w zabawkę, najpierw pokazywaną gawiedzi za pieniądze, a później będącą żywą lalką małej (ale olbrzymiej) dziewczynki. Na każdym kroku czyha na niego niebezpieczeństwo ze strony wszelkiej maści zwierząt – szczurów, kotów, żab, ptaków. Ostatecznie wydostaje się z tego dziwacznego świata i wraca do rodziny. Zakończenie trudno jednak uznać za w pełni szczęśliwe. Jego opowieści o dalekich, dziwnych krainach spowodowały, że uznany został za człowieka niespełna rozumu.
Do pracy nad stroną graficzną „Podróży Gulliwera” zaproszono Zdzisława Byczka (1956-2016), znanego ilustratora literatury dziecięcej i młodzieżowej. Współpracował przede wszystkim z Naszą Księgarnią i Krajową Agencją Wydawniczą. Zilustrował między innymi „Indianina w okularach” Hildegard i Siegfrieda Schumacherów oraz „Co słychać u Malinowskich” Marii Terlikowskiej. Jego rysunek, bardzo dobrze sprawdzający się w przypadku ilustracji, nie do końca pasuje do konwencji graficznej komiksu, ale można uznać, że Byczek wyszedł obronną ręką z tego zadania. Dynamiczna kreska rysownika przypomina nieco prace Waldemara Andrzejewskiego. Niemniej jednak wydawać by się mogło, że czasy, gdy uważano, że najlepiej do rysowania komiksów nadają się ilustratorzy książek, już dawno minęły.
„Podróże Gulliwera” Weinfelda i Byczka nie są fascynującym, wciągającym komiksem. Zapewne jednak mógł on spełnić swoją funkcję, przybliżając w błyskawicznym skrócie jedno z najbardziej popularnych dzieł światowej literatury. Pytanie czy tego oczekiwali ówcześni miłośnicy komiksów?
koniec
21 listopada 2021
1) Zresztą, to słowo weszło do powszechnego języka właśnie za sprawą powieści Swifta

Komentarze

21 XI 2021   13:10:07

Panie recenzent, tytuł literackiego wzorca nie brzmi „Podróżne Gulliwera w różne kraje dalekie”. Nawet jeśli zignorujemy (kompromitujące, swoją drogą) literówki, „Podróże Guliwera w różne kraje dalekie” to tylko tytuł jednego z licznych przekładów (konkretnie J. Kotta). Tytuł literackiego wzorca proszę sobie samemu przetłumaczyć na podstawie choćby Wikipedii.

21 XI 2021   20:52:26

Dziękuję za zwrócenie uwagi odnośnie literówki, aczkolwiek nie uważam jej za kompromitującą.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Techno-magia
Marcin Knyszyński

18 VI 2024

Kontynent afrykański nie jest raczej kojarzony z postępem technologicznym – nawet popkultura lokuje tak zwaną science fiction bliskiego zasięgu zazwyczaj poza Czarnym Lądem. Powszechnie znanym wyjątkiem jest marvelowska Wakanda, ale w jej przypadku chodzi o głównie celowy, trochę zabawny i mało realny nawet w nieokreślonej przyszłości kontrapunkt wobec rzeczywistości. Trzyczęściowy „Dayak” wydany przez wydawnictwo Kurc jest swego rodzaju anty-Wakandą. Technologia i nowoczesność nie niosą tu (...)

więcej »

Daleki krewny „Imienia róży”
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

17 VI 2024

„Magowie” to czwarta z kolei seria rozgrywająca się we wciąż rozrastającym się Świecie Akwilonu. Jej drugi tom „Eragan” pokazuje, że pomimo intensywnej eksploatacji tematu, wciąż można z niego wycisnąć coś ciekawego.

więcej »

Oddział wyrzutków
Marcin Knyszyński

16 VI 2024

Harlan Ellison jest legendą science fiction – w 2018 roku doczekaliśmy się w Polsce „Tego, co najlepsze” w jego twórczości dzięki wydawnictwu Prószyński i S-ka. Ellison niestety zmarł dokładnie w tym roku – teraz po sześciu latach, dzięki Egmontowi, możemy uzupełnić naszą wiedzę na temat jego twórczości o kolejny, dość niecodzienny element. W 2013 roku, we współpracy z amerykańskim grafikiem Paulem Chadwickiem, przedstawił światu opowieść w dość niezwykłej jak na niego formie.

więcej »

Polecamy

Ambasadorka pokoju

Niekoniecznie jasno pisane:

Ambasadorka pokoju
— Marcin Knyszyński

Jedenaście lat Sodomy
— Marcin Knyszyński

Batman zdemitologizowany
— Marcin Knyszyński

Superheroizm psychodeliczny
— Marcin Knyszyński

Za dużo wolności
— Marcin Knyszyński

Nigdy nie jest tak źle, jak się wydaje
— Marcin Knyszyński

„Incal” w wersji light
— Marcin Knyszyński

Superhero na sterydach
— Marcin Knyszyński

Nowe status quo
— Marcin Knyszyński

Fabrykacja szczęśliwości
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Go east!
— Marcin Osuch

Zmarnowany temat
— Marcin Osuch

Tegoż autora

A po drodze odwiedzimy kumpli w Winlandii
— Marcin Osuch

Góra, czyli punkt kulminacyjny
— Marcin Osuch

Film animowany w gratisie
— Marcin Osuch

Po komiks marsz: Maj 2024
— Paweł Ciołkiewicz, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kraina bez gwiazd
— Marcin Osuch

Niedzielny krytyk komiksów: Śrubełek? Głowadzik?
— Marcin Osuch

Uczmy się języków!
— Marcin Osuch

Po komiks marsz: Kwiecień 2024
— Paweł Ciołkiewicz, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch

„Szalony Kojot” przez dwie chmury?
— Marcin Osuch

Aparat, góry, człowiek
— Marcin Osuch

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.