Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 lutego 2024
w Esensji w Esensjopedii

Artur Urbanowicz
‹Gałęziste›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGałęziste
Data wydania13 listopada 2019
Autor
Wydawca Vesper
ISBN978-83-7731-340-4
Format145×205mm; oprawa twarda
Cena45,90
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Gąszcz marketingu
[Artur Urbanowicz „Gałęziste” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
„Gałęziste” Artura Urbanowicza cieszą się bardzo dobrą opinią wśród czytelników. Trudno jednak zgadnąć, dlaczego.

Jarosław Loretz

Gąszcz marketingu
[Artur Urbanowicz „Gałęziste” - recenzja]

„Gałęziste” Artura Urbanowicza cieszą się bardzo dobrą opinią wśród czytelników. Trudno jednak zgadnąć, dlaczego.

Artur Urbanowicz
‹Gałęziste›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGałęziste
Data wydania13 listopada 2019
Autor
Wydawca Vesper
ISBN978-83-7731-340-4
Format145×205mm; oprawa twarda
Cena45,90
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
„Gałęziste” to bardzo specyficzna książka, będąca literackim debiutem Artura Urbanowicza. Pierwotnie wyszła w końcówce roku 2015 (choć Biblioteka Narodowa podaje rok 2016) nakładem własnym autora w wydawnictwie Novae Res. Dzięki zręcznemu marketingowi dość szybko zaczęła zbierać pozytywne opinie wśród miłośników grozy, a że jej akcja działa się na Suwalszczyźnie, autorowi udało się w następnym roku uzyskać lokalne stypendium artystyczne na napisanie kolejnej powieści z tamże osadzoną akcją. Owoc stypendium, powieść „Grzesznik”, wyszedł drukiem w 2017 roku w wydawnictwie Gmork.
W tym samym roku (a więc nie w 2016, jak stoi w wielu miejscach w sieci) „Gałęziste” otrzymały Złotego Kościeja w kategorii… thrillera (mimo że formalnie uchodzą za horror), a także Nagrodę Czytelników Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego, która wedle niefunkcjonującej już strony samej nagrody (tu jest kopia) była jedynie rodzajem czytelniczego wyróżnienia, w dwóch wcześniejszych edycjach określanego wręcz jako „głosowanie czytelników”.
W roku 2019 Urbanowicza „przejął” Vesper i przy okazji wydania najświeższego, bardzo grubego „Inkuba” (728 stron!), puścił wznowienie „Gałęzistego” – w sztywnej oprawie, z ładną grafiką na okładce, z ilustracjami we wnętrzu książki, ale przede wszystkim poddanego gruntownej redakcji. Ponoć tak gruntownej, że to już nowa jakość i w związku z tym sam autor wnioskował na jednym z przodujących czytelniczych portali o niełączenie wydań i osobne ich listowanie. Ba! W książce znalazło się nawet posłowie Krzysztofa Grudnika, jednego z jurorów Nagrody Polskiej Literatury Grozy im. Stefana Grabińskiego w 2017 roku, aczkolwiek padają w nim dość dziwne słowa: „Widziałem i chwaliłem ogromne zaangażowanie autora w jej [książki] promocję”. Tak jakby reklamowanie własnej książki było rodzajem godnego uwagi osiągnięcia…
I tu dochodzimy do clou sprawy. Otóż po popularności i wysokich ocenach (poprawione wydanie ma na wspomnianym portalu średnią 7,4 przy blisko 1400 ocenach, z czego 750 osób oceniło książkę na 8 lub wyżej) należałoby sądzić, że mamy do czynienia z dziełem wciągającym, klimatycznym i po prostu dobrze napisanym, jeśli nie wręcz wybitnym. A tu nic z tych rzeczy. To wręcz orka na ugorze.
Składa się na to wiele rzeczy, podstawowa jest jednak ta, że powieść została napisana przez osobę młodą, niedoświadczoną i kiepsko władającą piórem. Dialogi są tutaj fatalne, a do tego jest ich dużo, bo przecież jakoś trzeba było rozepchać zawartość na blisko 450 stron. Nic to, że samej fabuły, jeśliby oberżnąć ją ze zbędnych rozmów, pustosłowia narracyjnego, dookreślania rutynowych czynności, encyklopedycznych definicji, pozbawionych znaczenia zdarzeń i niepotrzebnie odwracających uwagę czytelnika wątków, zostałoby może ze 150 stron. A tak – po krótkim wstępie z wątkiem mocno pobocznym, choć potencjalnie klimatycznym, który w kilku miejscach przelatuje przez książkę jak meteor – dostajemy blisko 200 stron spacerów, przejazdów, rozmów i drobnych akcentów nadprzyrodzonych lub sennych wizji, przez które wciąż nie można uchwycić sedna intrygi, ale za to ma się okazję szczerze znienawidzić dwójkę głównych bohaterów. Gdy zaś w końcu jako tako owa nić intrygi się objawia (ktoś dybie na życie parki na wypadzie krajoznawczym, być może kultyści), to i tak niewiele to zmienia, bo mieliśmy dostać horror, a wciąż obcujemy z czymś na kształt dramatu obyczajowego wymieszanego z thrillerem, ciutkę wzbogaconym kapanymi pipetą elementami grozy. Ot, ktoś przez moment będzie miał żółte oczy z pionowymi źrenicami, gdzieś tam przez las przesunie się cień niekoniecznie człowieka, w wodzie odbije się martwa twarz, albo którąś z postaci nawiedzi koszmar. Dopiero w granicach strony 300. autor serwuje większy fragment, który mógłby uchodzić za grozę, ale do tego fragmentu to trzeba chcieć dotrzeć.
A nie jest to łatwa sztuka. Głównie dlatego, że para bohaterów jest cięta z bloku bazaltu na wzór wyobrażeń licealnych, bądź wręcz gimnazjalnych, o samcu alfa i jego suce. Samiec alfa jest rzekomo umięśnionym, 22-letnim mizoginem o aparycji buraka, obraża się o wszystko i wkurza, gdy ktoś ma inne niż on zdanie, choć – jak pisze w pewnym momencie autor – „lubił i umiał dyskutować”. Aczkolwiek, sądząc z przebiegu fabuły, wyłącznie wtedy, gdy miał rację, czy też raczej „jego było na wierzchu”. W innych wypadkach się odyma (jeśli oponentem jest osoba obca) bądź ruga za posiadanie odrębnej myśli (jeśli jest to jego dziewczyna). A rugać ma za co, bo on jest ateistą, a ona praktykującą katoliczką. Więc od czasu do czasu jeździ po niej jak po łysej kobyle i się naśmiewa. Co nie przeszkadza mu w trakcie jednej z rozmów (s. 127) stwierdzić: „Pogódźmy się z tym, że jedno nie przekona drugiego, uszanujmy cudze poglądy i żyjmy z tym jakoś. Mnie i Karolinie się to udało”.
Jego „suka” to z kolei drobna, ruda dziewczyna, która ciągle daje sobą pomiatać i mimo kolejnych złośliwości czy wręcz czystej agresji z jego strony praktycznie łasi się do niego i… ratuje mu życie. Raz za razem. Bo chłopak ma od urodzenia cukrzycę, ale NOTORYCZNIE zapomina sobie sprawdzać cukier czy brać insulinę. Jak to u cukrzyków, u których pewne odruchy są wręcz wdrukowane, bo jedna pomyłka może skończyć się zgonem.
Teraz najlepsze. Oboje są ze sobą od TRZECH lat (doprawdy, nie wiem, jakim sposobem byłoby to możliwe), choć ideał urody wedle naszego samca alfa to zupełnie coś innego (s. 42): „Dziewczyna była wysoka, miała długie, naturalne blond włosy, spory biust i śliczne, łagodne rysy twarzy. Choć nosiła luźny damski dres, opinał się na jej wydatnych, jędrnych pośladkach i pełnych udach. Zdecydowanie miała czym się pochwalić. Tomek gustował w takich kobietach. Nie w głodzących się modelkach, tylko kobietach. Krągłościach, pagórkach, wzgórzach”. Tu autor dodaje swoje didaskalium: „To ciekawe, że jego dziewczyna pasowała do tego profilu wyglądu jak pięść do nosa”. Kawałek dalej (s. 59) dowiadujemy się jeszcze, że ta pełna z każdej strony kobieta ma „płaski, lecz nieprzesadnie umięśniony brzuch”.
I te oznaki silnego związku… Choćby na stronie 36: „Wyciągnęła telefon i wyszukała odpowiedni kontakt. Z każdym sygnałem ogarniał ją coraz większy niepokój. – Próbuj dalej – zachęcił ją łagodnie. Wiedział, że obawiała się jego wściekłości, a jakże! Pewnie by do tego doszło, lecz zrobiło mu się jej żal. Wyglądała jak zbity pies”.
Przy czym skorzystam z okazji i zaznaczę, że bohaterowie próbują używać komórek jedynie w lesie, gdzie nigdy nie mają zasięgu, natomiast gdy są w cywilizacji, w ogóle nie pamiętają, że istnieje coś takiego jak telefon. Mimo że przynajmniej dziewczyna bardzo chce dodzwonić się do matki. Wciąż też są problemy z naładowaniem komórki, co jest o tyle dziwne, że jeżdżą audi i raczej można założyć, że auto powinno mieć chociażby przejściówkę do ładowania telefonu z gniazda zapalniczki.
Dla ukazania głębi uczucia tej dwójki sypnę paroma przykładami. Kiedyś dziewczyna dała chłopakowi ankh jako wisiorek, nie wiedząc, że to symbol płodności (s. 56). „Tomek o mało nie umarł ze śmiechu, kiedy przekazywał odkrycie Karolinie i z kąśliwą ironią dziękował jej za trafiony prezencik. Kiedy jej wpadka wyszła na jaw, zrobiło jej się niesamowicie wstyd. (…) Dowcipkował, że musiał to być znak od losu. Między innymi z tego powodu (choć tak naprawdę chciał zrobić Karolinie na złość) postanowił, że od tamtej pory nie będzie rozstawał się z tym wisiorem”.
Po czym pięć stron dalej (s. 63): „Kochał ją. Jak nikogo innego. Nie miał wątpliwości, że to ta jedyna, planował po studiach poprosić ją o rękę”.
Z kolei w knajpie (s. 109)…
„- Nie mam już ochoty na kontynuowanie tej rozmowy.
– Ja za to mam – odpowiedział i opróżnił kufel do końca. Wiedział, że nazajutrz będzie tego żałował, ale nie dbał o to. W końcu sama prosiła o szczerość. Parł przed siebie jak taran, opętany potężną złością, która gnieździła się w nim, ale jeszcze nie dała w pełni o sobie znać. – Wracając do tematu, wiesz, jaki jest wasz – kobiet – problem? Nie doceniacie tego, co macie. Chcecie przyjść na gotowe, jakby należało wam się z urzędu. Jesteście nastawione na czerpanie z życia, tylko kiedy trzeba dać coś od siebie, robicie to od wielkiego dzwonu”.
I kawałek dalej (s. 112):
„- Wszystko, co mówisz, to kompletne bzdury!
– Bzdury? – syknął. Zauważ, że ja, w przeciwieństwie do ciebie, wszystko, co mówię, popieram solidnymi argumentami. (…) To, co mówię, kochanie, jest jak matematyka. Tego się nie da obalić! (…) Zresztą, jak widać, twoje zachowanie potwierdza moje tezy. W ogóle nie dostrzegasz, ile zrobiłem, byśmy byli razem. Swoje odbębniłem, choć nie dostałem wiele w zamian”.
Po czym szarmancko stwierdza (s. 113): „- Zanim dramatycznie trzaśniesz drzwiami, przyznam ci się, że nie mam przy sobie gotówki, a wątpię, by przyjmowali tutaj karty płatnicze – powiedział złośliwie i skierował się do wyjścia”.
1 2 »

Komentarze

11 XI 2023   17:52:21

Hmmm, no niestety nie wiem, czy to kulejąca psychologia, czy przypadkiem wyszedł mu portret zapatrzonego w siebie buraka. Niestety, jestem sobie w stanie wyobrazić takiego człowieka w realnym świecie.
To nie pierwsza książka, gdzie tego typu cytaty się trafiają. Zawsze się wtedy zastanawiam, na ile to świadoma kreacja autora, a na ile to gdzieś przecieka jego podejście do kobiet.

13 XI 2023   11:38:49

Gdyby to było w jakikolwiek sposób konsekwentnie podane - być może dałoby się uwierzyć. Ale raz jest normalnie, raz po buracku, raz po pijacku (po jednym piwie zachowuje się jak po butelce wódki), a do tego rzekoma miłość po grób i jego, i jej. To jest po prostu fatalnie napisane. A to, że w treść przecieka podejście autora do kobiet to zupełnie inna sprawa.

13 XI 2023   12:24:38

Tak przy okazji - jakiś czas temu marudziłam na brak ciekawej fantastyki, potem natrafiłam na coś wartego polecenia tj. cykl rozpoczęty "Miastem jadeitu". Przyjemna odmiana po wielu ostatnio czytanych przeze mnie książkach fantasy, gdzie postaci są zbudowane na kilku przymiotnikach.

13 XI 2023   13:11:53

"Miasto jadeitu" mam w planach niedługo przeczytać. Ponoć faktycznie jest przyzwoite. Na razie odzyskiwałem wiarę w to, że bywają dobre książki, poprzez lekturę "Misji grawitacyjnej". Stare, ale jare.

22 XI 2023   22:48:03

Sądząc po wypowiedziach autora na fejsie, cóż, chyba widać, skąd się wzięły pewne elementy kreacji. ;)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Grzech niedocenienia (ludowej milicji)
Sebastian Chosiński

23 II 2024

Gdybym miał obstawiać, jednak bez groźby utraty postawionej gotówki, stwierdziłbym, że Paweł Borys Henelt napisał „Nieuchwytnego” w 1955 bądź następnym roku i że była to chronologicznie pierwsza jego powieść z majorem MO Wiktorem Zarubą w roli głównej. Mimo to na swój pierwodruk – i to nie w formie książkowej, lecz jako „gazetowiec” na łamach „Słowa Powszechnego” – musiała ona czekać długich siedem lat.

więcej »

PRL w kryminale: Nadmiernie wrażliwy śledczy
Sebastian Chosiński

16 II 2024

Niepohamowane ludzkie namiętności niejednokrotnie stawały się – także w literaturze – przyczyną wielkich tragedii. Zwłaszcza miłosnych. Taki właśnie wątek postanowił rozwinąć w jednej ze swoich „powieści milicyjnych” Artur Morena, pod którym to pseudonimem ukrywał się Andrzej Wydrzyński. Nosi ona tytuł „Arlekin”, a ukazała się – przed ponad półwieczem – w serii Iskier „Ewa wzywa 07…”.

więcej »

PRL w kryminale: „Kopan” i „kwasopran”
Sebastian Chosiński

9 II 2024

Skoro major Wiktor Zaruba, bohater „powieści milicyjnych” Pawła Borysa Henelta, jest jednym z najwybitniejszych przedstawicieli prawa, jakich świat nosi, to i sprawy, którymi się zajmuje, muszą być niezwykłej wagi. W wydrukowanym w 1962 roku na łamach „Słowa Powszechnego” „gazetowcu” „Plany rakiety X-1 zaginęły” próbuje on złapać podstępnych szpiegów, którzy czyhają na genialny polski wynalazek.

więcej »

Polecamy

Pierwsza wojna... czasowa

Stare wspaniałe światy:

Pierwsza wojna... czasowa
— Andreas „Zoltar” Boegner

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Krótka druga wiosna „romansu naukowego”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Jak przewidziałem drugą wojnę światową
— Andreas „Zoltar” Boegner

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Tegoż autora

Kości, mnóstwo kości
— Jarosław Loretz

Majówka seniorów
— Jarosław Loretz

Gadzie wariacje
— Jarosław Loretz

Weź pigułkę. Weź pigułkę
— Jarosław Loretz

Warszawski hormon niepłodności
— Jarosław Loretz

Niedożywiony szkielet
— Jarosław Loretz

Puchatek: Żenada i wstyd
— Jarosław Loretz

Klasyka na pół gwizdka
— Jarosław Loretz

Książki, wszędzie książki, rzekł wół do wieśniaka
— Jarosław Loretz

I robotom bywa smutno
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.