Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 12 kwietnia 2024
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXXXIV

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Leo, Rodolphe
‹Trent (wyd. zbiorcze)›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTrent (wyd. zbiorcze)
Scenariusz
Data wydania25 stycznia 2024
RysunkiLeo
PrzekładJakub Syty
Wydawca Lost In Time
ISBN9788367270632
Format424.s 215x290 mm
Cena175,00
Gatunekprzygodowy, sensacja
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Na pograniczu
[Leo, Rodolphe „Trent (wyd. zbiorcze)” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
No, to będzie naprawdę niezła gratka dla miłośników komiksu frankofońskiego. Ośmioodcinkowy „Trent” z lat dziewięćdziesiątych, autorstwa Rodolphe i Leo, ukazał się właśnie nakładem Lost in Time w wielkim wydaniu zbiorczym. Leo na szczęście tylko rysuje i to nawet lepiej niż w „Aldebaranie” czy „Betelgezie”. Czyli – jest dobrze.

Marcin Knyszyński

Na pograniczu
[Leo, Rodolphe „Trent (wyd. zbiorcze)” - recenzja]

No, to będzie naprawdę niezła gratka dla miłośników komiksu frankofońskiego. Ośmioodcinkowy „Trent” z lat dziewięćdziesiątych, autorstwa Rodolphe i Leo, ukazał się właśnie nakładem Lost in Time w wielkim wydaniu zbiorczym. Leo na szczęście tylko rysuje i to nawet lepiej niż w „Aldebaranie” czy „Betelgezie”. Czyli – jest dobrze.

Leo, Rodolphe
‹Trent (wyd. zbiorcze)›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTrent (wyd. zbiorcze)
Scenariusz
Data wydania25 stycznia 2024
RysunkiLeo
PrzekładJakub Syty
Wydawca Lost In Time
ISBN9788367270632
Format424.s 215x290 mm
Cena175,00
Gatunekprzygodowy, sensacja
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Wspominam z przekąsem o Leo (Luiz Eduardo de Oliveira) nie bez powodu. Bardzo narzekałem na jego naiwne i bardzo infantylne fabuły ostatnich komiksów słynnego „Cyklu Aldebarana”. Wszystkie osiem części „Trenta” napisał Rodolphe Daniel Jacquette, czyli po prostu „Rodolphe”, w latach 1991-2000 (w Polsce znamy go najbardziej z komiksu „Ter” i późniejszej kooperacji z Leo przy „Kenii” i „Namibii”). I chociaż ma on czasami równie niezrozumiałe zapędy w kierunku dziwnych uproszczeń fabularnych i nie do końca przemyślanych umowności co Leo (bo ten mu pewnie mieszał w głowie) – to w ogólnym rozrachunku pisze całkiem nieźle. A sam Leo naprawdę przykłada się do rysunku – jest o wiele bardziej realistyczny, jeśli chodzi o ludzką anatomię i dokładniejszy scenograficznie (pejzaże i przyroda zawsze wychodziły mu pierwszorzędnie, więc tego się nie czepiam). I nawet same twarze są bardziej zróżnicowane, a nie jak od sztancy rysowana ciągle ta sama facjata u wszystkich bohaterów.
Kim jest tytułowy bohater? Phillip Trent jest konstablem Kanadyjskiej Królewskiej Policji Konnej, który w swoim charakterystycznym czerwonym uniformie, w towarzystwie dzielnego konia i wiernego psa przemierza południowe i centralne obszary Kanady końca dziewiętnastego wieku. Stara się wiernie wypełniać rozkazy swoich przełożonych, ściga bandytów i rzezimieszków, ratuje damy w opałach, tropi zbiegów wzdłuż Jeziora Manitoba, kumpluje się z Indianami, eskortuje więźniów, poszukuje zaginionych robotników na dalekiej Północy i wzdycha do ukochanej (ukochanych, bo jest dość zmienny uczuciowo).
Każdy z ośmiu odcinków serii stanowi odrębną całość, którą można czytać w oderwaniu od reszty. Jest oczywiście zarysowany pewien główny wątek, czyli jego uczucie (miłość to chyba zbyt wiele powiedziane) do pięknej młodej reprezentantki wyższych sfer Providence, Agnes Saint-Yves. Wiemy też, że taka, a nie inna profesja Phillipa była rodzajem ucieczki od cywilizacji i bólu, z jakim musiał się zmagać – we wspomnieniach pojawia się jego (była) żona Janet, ale nie wiemy dokładnie, co się wydarzyło. Pod koniec serii pojawi się jeszcze trzecia kobieta na dokładkę, ale to zostawiam już czytelnikowi do odkrycia.
Trent jest dziwnym bohaterem, pełnym sprzeczności i dość rzadko spotykanym. Z jednej strony jest facetem niebywale wytrzymałym fizycznie, zaprawionym w bojach, potrafiącym odnaleźć się na odległych kanadyjskich pustkowiach i w mrokach polarnej nocy. Jego samotna egzystencja jest eskapizmem dość oryginalnym – nie w świat pozytywnych marzeń, lecz negatywnych realiów surowej Północy i jest swego rodzaju pokutą zadawaną sobie z niewiadomego powodu. Z drugiej strony Phillip Trent ma nieustanną depresję, męczą go koszmary, po których chlipie w poduszkę. Wydaje się on bardzo niedojrzałym, niedoświadczonym życiowo facetem – popadającym w emocjonalne skrajności z łatwością spotykaną właśnie w komiksach Leo („Betelgeza”, „Antares”) i dostającym małpiego rozumu na widok każdej napotkanej spódniczki. I nie chodzi tu o żadne niestosowne zachowania – mam wrażenie, że Trent zakochuje się w każdej napotkanej kobiecie i to tak, jakby świat się miał zaraz skończyć. No niestety jest trochę nudnym bohaterem, postępującym poprawnie i przewidywalnie w każdej sytuacji – zresztą cała seria Rodolphe i Leo jest dokładnie taka.
Scenarzysta napisał, że inspirowały go klasyczne lektury dzieciństwa – w szczególności powieści Jamesa Olivera Curwooda. Dlatego w „Trencie” nie mamy do czynienia z antybohaterem, a z wzorem szlachetności i waleczności. Rodolphe bardzo sugestywnie kreuje miejsce akcji – pogranicza, gdzie stykają się cywilizacja i dzicz, po którym trafiamy na bezkresne, nietknięte ludzką stopą przestrzenie. Bawi się jednocześnie konwencją westernu w bardzo udany sposób, wykorzystując ograne motywy i zabawnie je przekształcając – na przykład Wild Bill Hickok pojawia się jako Wild Bill Turkey.
Leo muszę tym razem pochwalić. Rysuje bardzo dobrze, podobnie jak w wydawanym równolegle do „Trenta” „Aldebaranie”. Nie był chyba jeszcze tak zmęczony, chciało mu się po prostu. Krajobrazy, dzika przyroda, małe mieściny i wnętrza budynków wyglądają imponująco. Ludzie wyglądają bardziej naturalnie, nie są tak sztywni i nie przypominają manekinów, jak chociażby w komiksach „Ocaleni. Anomalie kwantowe” czy „Powrót na Aldebarana”. Dobra robota, Leo. Szkoda, że w dwudziestym pierwszym wieku nie szło już tak dobrze.
Ostatnie odcinki „Trenta” to już taka trochę telenowela. Rodolphe wspominał, że pod koniec nie czuł tego komiksu, że zaczął chyba dreptać w miejscu i opowiadać o niczym. Ale wydawnictwo Dargaud nie chciało rezygnować z duetu Rodolphe/Leo – nie musi być „Trent”, ale ma być coś dobrego. W ten sposób doszło właśnie do „Kenii” i „Namibii”. W przypadku tego drugiego komiksu – uwaga – Leo już nie rysował, tylko pomagał Rodolphe przy scenariuszu. Nie miał już tyle czasu – siedział nad „Antares” – może gdyby zostawił Rodolphe w spokoju i przysiadł nad swoimi komiksami, to obydwu panom wyszłoby to na dobre? Ot, dygresja. „Trenta” polecam, choć umiarkowanie.
koniec
20 lutego 2024

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Najjaśniejsza gwiazda na naukowym niebie starożytności
Agata Włodarczyk

12 IV 2024

Informacji dotyczących osiągnięć Hypatii nie zachowało się wiele – a jeśli mamy opierać się na tym, co jest nam dostępne, możemy rzec jedno: wielka szkoda! Ta żyjąca w IV n.e. wieku filozofka zdecydowanie zasługuje, by o niej pamiętać.

więcej »

Nowe otwarcie
Maciej Jasiński

11 IV 2024

Wojna Jokera dobiegła końca. Udało się powstrzymać kolejny kataklizm, który mógł doprowadzić do zniszczenia Gotham. Ale miasto i jego mieszkańcy wciąż liżą rany. W Gotham pozostało wiele osób, które popierały Jokera i prowadzoną przez niego wojnę. Pora zatem spróbować posprzątać w mieście i przygotować je na nowe czasy, które nadchodzą.

więcej »

Miecze i sandały
Marcin Knyszyński

10 IV 2024

Egmont znów serwuje polskim czytelnikom historyczno-przygodowy komiks frankofoński. I po raz kolejny jest to dobra decyzja – zwłaszcza że mamy do czynienia z jednym z najlepszych twórców europejskich. Enrico Marini tym razem zabierze nas w przeszłość odległą o dwa tysiące lat.

więcej »

Polecamy

Batman zdemitologizowany

Niekoniecznie jasno pisane:

Batman zdemitologizowany
— Marcin Knyszyński

Superheroizm psychodeliczny
— Marcin Knyszyński

Za dużo wolności
— Marcin Knyszyński

Nigdy nie jest tak źle, jak się wydaje
— Marcin Knyszyński

„Incal” w wersji light
— Marcin Knyszyński

Superhero na sterydach
— Marcin Knyszyński

Nowe status quo
— Marcin Knyszyński

Fabrykacja szczęśliwości
— Marcin Knyszyński

Pusta jest jego ręka! Część druga
— Marcin Knyszyński

Pusta jest jego ręka! Część pierwsza
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Leo Lego
— Marcin Knyszyński

Leo constans
— Marcin Knyszyński

Leo do kwadratu
— Marcin Knyszyński

Brak umiaru szkodzi
— Dagmara Trembicka-Brzozowska

Jeszcze bardziej typowy Leo
— Marcin Knyszyński

Typowy Leo
— Marcin Knyszyński

Krótko o komiksach: Nagich piersi dla młodzieży ciąg dalszy
— Marcin Osuch

Safari z dinozaurami
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Esensja czyta dymki: Wrzesień 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Reaktywacja
— Daniel Gizicki, Wojciech Gołąbowski, Marcin Osuch, Paweł Sasko, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Miecze i sandały
— Marcin Knyszyński

Z rodzynkami, czy bez?
— Marcin Knyszyński

Hola, hola, panie Straczynski!
— Marcin Knyszyński

Żadna dziura nie jest dość głęboka
— Marcin Knyszyński

Uczta ekstremalna
— Marcin Knyszyński

Straczynski Odnowiciel
— Marcin Knyszyński

Cztery wywiady, coś tam pomiędzy i pogrzeb
— Marcin Knyszyński

Bez emocji
— Marcin Knyszyński

Barbarzyńska epoka
— Marcin Knyszyński

Trochę retro
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.