Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 kwietnia 2024
w Esensji w Esensjopedii

Gabriele Muccino
‹W pogoni za szczęściem›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułW pogoni za szczęściem
Tytuł oryginalnyThe Pursuit of Happyness
Dystrybutor UIP
Data premiery9 lutego 2007
ReżyseriaGabriele Muccino
ZdjęciaPhedon Papamichael
Scenariusz
ObsadaWill Smith, Jaden Smith, Thandie Newton, Kurt Fuller
MuzykaAndrea Guerra
Rok produkcji2006
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania117 min
WWW
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Pokrzepiacz serc
[Gabriele Muccino „W pogoni za szczęściem” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„W pogoni za szczęściem” nie wykracza poza archetyp podnoszącej na duchu opowieści z cyklu „rags to riches”, czyli „od stolarza do Hana Solo”. Jednak nie każdy film opiewający mit „American dream” ma w zanadrzu Smitha. A ten ma nawet Smithów dwóch.

Piotr Dobry

Pokrzepiacz serc
[Gabriele Muccino „W pogoni za szczęściem” - recenzja]

„W pogoni za szczęściem” nie wykracza poza archetyp podnoszącej na duchu opowieści z cyklu „rags to riches”, czyli „od stolarza do Hana Solo”. Jednak nie każdy film opiewający mit „American dream” ma w zanadrzu Smitha. A ten ma nawet Smithów dwóch.

Gabriele Muccino
‹W pogoni za szczęściem›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułW pogoni za szczęściem
Tytuł oryginalnyThe Pursuit of Happyness
Dystrybutor UIP
Data premiery9 lutego 2007
ReżyseriaGabriele Muccino
ZdjęciaPhedon Papamichael
Scenariusz
ObsadaWill Smith, Jaden Smith, Thandie Newton, Kurt Fuller
MuzykaAndrea Guerra
Rok produkcji2006
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania117 min
WWW
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Proces prowadzący do powstania filmu opartego na życiorysie Chrisa Gardnera jako żywo przypomina przebieg zdarzeń wiodących ku sfilmowaniu historii Antwone’a Fishera. Obydwu czarnoskórym dżentelmenom udało się wyrwać z nizin społecznych, opowiedzieć o swoich skomplikowanych, wzruszających losach w telewizyjnych talk shows, opisać w książkach i wreszcie zainteresować nimi hollywoodzkich decydentów.
Biografię Fishera pięć lat temu wybrał na swój reżyserski debiut Denzel Washington, zaś curriculum vitae Gardnera zaintrygowało Willa Smitha, który od dawna poszukiwał materiału na pozwalający wykazać się potencjałem dramatycznym „one man show”.
Produkcji filmu podjęła się należąca do Smitha i Jamesa Lassitera firma Overbrook Entertainment, a za kamerą posadzono włoskiego specjalistę od ciepłych komediodramatów, Gabriele’a Muccino („Ostatni pocałunek”, „Pamiętaj mnie” z Moniką Bellucci), którego kontynuującymi neorealistyczne tradycje, humanistycznymi pracami zachwycił się Smith (i niech no ktoś jeszcze powie, że w Hollywood oglądają tylko to, co sami nakręcą). Napisanie scenariusza powierzono innemu fachowcowi od wiwisekcji stosunków międzyludzkich, Stevenowi Conradowi („Zapasy z Ernestem Hemingwayem”, „Prognoza na życie”).
Akcja filmu zawiązuje się w momencie, gdy nasz bohater odprowadza pięcioletniego syna do zapyziałego, prywatnego przedszkola prowadzonego przez Chinkę w średnim wieku (zamiast dzieciaki uczyć, puszcza im „Bonanzę” i „Statek miłości”), po czym udaje się do kliniki medycznej, by sprzedać przenośny aparat rentgenowski. Tym właśnie Gardner się zajmuje – samodzielnym rozprowadzaniem „właściwie niepotrzebnych i za drogich” – jak wyjaśnia odmawiający kupna lekarz – urządzeń.
Harująca na dwóch etatach żona Chrisa jest oczywiście rozczarowana, ale bynajmniej nie zaskoczona brakiem efektywności męża – już dawno przestała wierzyć w jego zapewnienia o lepszej przyszłości. Niedługo potem zostawia go wraz z dzieckiem i wyprowadza się z San Francisco do Nowego Jorku. Wkrótce i Gardner – wskutek niemożności opłacenia czynszu – jest zmuszony przeprowadzić się z mieszkania do taniego motelu. Ale będzie jeszcze gorzej – Urząd Podatkowy ściąga należność z konta nieszczęśnika, co dla niego i jego synka oznacza ni mniej, ni więcej, tylko kilkumiesięczną walkę o nocleg w przytułku dla bezdomnych. Miejsc jest bardzo ograniczona ilość, zaś jedyna alternatywa to nocowanie w łazience na stacji metra.
W międzyczasie Chris rozpoczyna półroczny, bezpłatny staż w domu brokerskim. Kandydatów na stanowisko jest dwudziestu, dalej przechodzi tylko jeden. Jako że prawdziwy Gardner jest dziś multimilionerem, właścicielem firmy brokerskiej Gardner Rich & Co. – z biurami w San Francisco, Chicago i Nowym Jorku – żadnym spoilerem będzie wyjawienie, że w finale filmu, po wielu perturbacjach, osiągnie wymarzony cel.
Z tym, że rzeczywista wersja wydarzeń przedstawia się zgoła inaczej. Chris Gardner nie sprzedawał rentgenów na własną rękę, lecz reprezentował firmę CMS, zarabiając około 30 tysięcy dolarów w skali roku. Zdradzał żonę, matematyczkę Sherry Dyson, ze studentką medycyny Jackie Mediną, i to on porzucił ją – po trzech latach małżeństwa – nie ona jego. A porzucił ją dlatego, że kochanka zaszła w ciążę. Ta wkrótce powiła mu syna Christophera, zaś rok później odeszła – oskarżając Gardnera o stosowanie wobec niej przemocy. Czarna seria trwała – Gardner trafił do aresztu na dziesięć dni (w filmie siedzi jedną noc) za niepłacenie mandatów. Po odsiedzeniu krótkiego wyroku zaniechał dotychczasowego zajęcia i zapisał się na płatny (tysiąc dolarów miesięcznie) kurs brokerski. Oszczędzając niemal wszystkie zarobione pieniądze na dom w Kalifornii (!), przez kilka miesięcy spędzał noce z półtorarocznym wówczas synem w swym biurze, parku, metrze, ośrodkach pomocy społecznej.
Rozbieżności, jak widać, jest sporo. Jednak życie jest życiem, a kino kinem – nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek mógł kibicować facetowi bez skrupułów zdradzającemu świeżo poślubioną małżonkę, przy okazji damskiemu bokserowi i egoiście, który naraża zdrowie synka w wieku ledwie poniemowlęcym dla kariery. Twórcy filmu też sobie tego nie wyobrażali, dlatego starym hollywoodzkim zwyczajem odpowiednio złagodzili niektóre fakty z życia Gardnera, a niektóre poddali znacznej dramatyzacji. Do czego zresztą wszyscy – Smith, Muccino i sam Gardner, pełniący funkcję współproducenta i zapewne niemający nic przeciwko przedstawieniu siebie w dużo lepszym świetle – uczciwie się przyznają.
Aktorzy byli przerażeni grubością scenariusza w pierwszej wersji filmu.
Aktorzy byli przerażeni grubością scenariusza w pierwszej wersji filmu.
A skoro tak, nie należy traktować ich dzieła inaczej jak niemającą większych ambicji bajkę z Fabryki Snów, której podstawowym zadaniem jest zapewnienie widzowi dwóch godzin rozrywki. Wypada dodać, iż niewielki odsetek widzów i znaczna część krytyków z natury nie kupuje takiego koloryzowania, ale to już tylko ich wola i ich pretensje. Moim zdaniem, w przypadku kultury popularnej, pretensje bezzasadne i od dawna anachroniczne – już Sienkiewicz w swoich „pokrzepiaczach serc” szminkował prawdę historyczną, co bynajmniej nie ujmuje jego powieściom wartości literackich.
Autora „Potopu” przywołałem zresztą nieprzypadkowo – pogodnemu dramatowi Muccino w warstwie ideologicznej też przyświeca głównie cel pokrzepienia serc. Jeśliby chcieć opisać ten film jak najkrócej, można by rzec, że tak właśnie wyglądałaby „Śmierć komiwojażera” Arthura Millera, gdyby zekranizował ją Frank Capra, zmieniając wymowę z anty- na prokapitalistyczną i dokładając, rzecz jasna, happy end.
Mamy więc tutaj realistyczne ludzkie problemy w realistycznych ramach czasowych (rok 1981, a więc przede wszystkim stagflacja pozostawiona Reaganowi po właśnie zakończonej kadencji Cartera), ale w beztroskiej, nieco odrealnionej konwencji – bohatera na każdym kroku prześladuje pech (co bywa momentami lekko irytujące), światek maklerów giełdowych jawi się jako oaza szczęścia, gdzie wszyscy są uśmiechnięci, przyjaźnie do siebie nastawieni, a potencjalnego pracodawcę można przekonać do swoich możliwości, układając kostkę Rubika (ponoć w tamtym roku całe Stany ogarnęła prawdziwa mania na punkcie wynalezionej siedem lat wcześniej przez węgierskiego architekta zabawki).
Jednakże ta uproszczona i dosyć naiwna fabuła, której bliżej do „Rocky’ego” (dwie godziny przyjmowania ciosów i chwila triumfu w finale) niż do poważnej publicystyki społecznej, ma też swoje zalety. Na przykład niespotykaną, nawet w filmach z szuflady „od pucybuta do milionera”, pochwałę determinacji i wiary we własne siły. Gardnerowi w uporczywym dążeniu do szczęścia nie sekunduje żaden mentor pokroju doktora Davenporta z „Antwone’a Fishera”. Jest zdany wyłącznie na siebie. Przy czym nigdy nie wyczekuje uśmiechu od losu, nie obwinia nikogo za niepowodzenia, które go spotykają, nie użala się nad sobą. Zawsze stara się znaleźć wyjście z każdej, nawet najbardziej dołującej sytuacji, nadrabiając braki w wykształceniu elokwencją i ujmującym sposobem bycia.
Naturalnie nietrudno budzić sympatię, mając prezencję Willa Smitha – nawet z obfitym wąsem i posrebrzonymi skrońmi. Ale Smith tutaj nie tylko dobrze wygląda – również świetnie gra na niespotykanych u niego od czasu „Szóstego stopnia oddalenia”, tyle że teraz już znacznie dojrzalszych, stonowanych nutach. To naprawdę przednia robota, tym bardziej że Smith tworzy postać od początku do końca wiarygodną, mimo iż perypetie tejże postaci niekiedy zbyt prawdopodobne nie są.
Za to ze scen rozgrywanych pomiędzy ojcem a synem bije wiarygodność spotykana w kinie niezwykle rzadko. Z pewnością jest to skutek tego, że filmowego syna Willa odgrywa jego własny syn – Jaden Christopher Syre. Ale nie tylko tego – ośmioletni Jaden zachwyca naturalnością, której chłopcu w tym wieku nie sposób się wyuczyć. Obserwując ekranowe zachowanie, gesty i teksty rzucane przez Jadena, można wręcz odnieść wrażenie, że filmowano go ukrytą kamerą. Co zaś jest absolutnie nie do przecenienia, to intymne sceny kręcone w zbliżeniach, kiedy obaj Smithowie patrzą sobie głęboko w oczy – gdzieś w tym miejscu kończy się filmowy spektakl, a zaczyna zapis autentycznych uczuć ojcowsko-synowskich. Pierwszym i jedynym jak do tej pory razem, kiedy wynosiłem z filmu podobne – choć nie tak silne – wrażenia, był seans „Papierowego księżyca” Bogdanovicha, z Ryanem i Tatum O’Neal w rolach głównych.
Niewątpliwą zaletą „W pogoni za szczęściem” jest też forma. Gabriele Muccino wzorem swoich wielkich krajanów (są tu sceny przywodzące na myśl „Złodziei rowerów” lub „Umberto D.” Vittorio De Siki) oszczędnie operuje patosem, stawia na prostotę, a zamiast gwałtownie podjudzać emocje, jak zrobiłaby to większość hollywoodzkich reżyserów, pozwala sobie na przerywanie co bardziej tragicznych sekwencji nieprzesadzonym slapstickiem rodem z filmów wspomnianego Capry. Zdjęcia utrzymane są w tonacji sepii i delikatnych pasteli, z wykorzystaniem efektu lekkiej ziarnistości.
Wszystko to składa się na obraz cokolwiek niedzisiejszy. Obraz, który przez swą wtórność nie ma szans zdobyć filmoznawców-intelektualistów, ale który powinien zadowolić – mimo pewnych zastrzeżeń – widzów przedkładających magię ekranu nad szkiełko i oko.
koniec
9 lutego 2007

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Fallout: Odc. 3. Oko w oko z potworem
Marcin Mroziuk

22 IV 2024

Nie da się ukryć, że pozbawione głowy ciało Wilziga nie prezentuje się najlepiej, jednak ważne okazuje się to, że wciąż można zidentyfikować poszukiwanego zbiega z Enklawy. Obserwując rozwój wydarzeń, możemy zaś dojść do wniosku, że przynajmniej chwilowo szczęście opuszcza Lucy, natomiast Maximus ląduje raz na wozie, raz pod wozem.

więcej »

East Side Story: Czy można mieć nadzieję w Piekle?
Sebastian Chosiński

21 IV 2024

Mariupol to prawdopodobnie najboleśniej doświadczone przez los ukraińskie miasto w toczonej od ponad dwóch lat wojnie. Oblężone przez wojska rosyjskie, przez wiele tygodni sukcesywnie niszczone ostrzałami z lądu, powietrza i morza. Miasto zamordowane po to, by złamać opór jego mieszkańców i ukarać ich za odrzucenie „ruskiego miru”. O tym opowiada dokument Maksyma Litwinowa „Mariupol. Niestracona nadzieja”.

więcej »

Fallout: Odc. 2. Elementy układanki zaczynają do siebie pasować
Marcin Mroziuk

19 IV 2024

Z jednej strony trudno nam zachować powagę, gdy obserwujemy, jak bardzo zachowanie Lucy nie pasuje do zwyczajów i warunków panujących na powierzchni. Z drugiej strony w miarę rozwoju wydarzeń wygląda na to, że właśnie ta młoda kobieta ma szansę wykonać z powodzeniem misję, która na pierwszy rzut oka jest ponad jej siły.

więcej »

Polecamy

Bo biblioteka była zamknięta

Z filmu wyjęte:

Bo biblioteka była zamknięta
— Jarosław Loretz

Wilkołaki wciąż modne
— Jarosław Loretz

Precyzja z dawnych wieków
— Jarosław Loretz

Migrujące polskie płynne złoto
— Jarosław Loretz

Eksport w kierunku nieoczywistym
— Jarosław Loretz

Eksport niejedno ma imię
— Jarosław Loretz

Polski hit eksportowy – kontynuacja
— Jarosław Loretz

Polski hit eksportowy
— Jarosław Loretz

Zemsty szpon
— Jarosław Loretz

Taśmowa robota
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.