Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 14 kwietnia 2024
w Esensji w Esensjopedii

Cassandra Clare
‹Miasto upadłych aniołów›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMiasto upadłych aniołów
Tytuł oryginalnyCity of Fallen Angels
Data wydania18 maja 2011
Autor
PrzekładAnna Reszka
Wydawca MAG
CyklDary Anioła
ISBN978-83-7480-211-6
Format488s. 135×202mm
Cena39,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Miasto upadłych aniołów

Esensja.pl
Esensja.pl
Cassandra Clare
« 1 2 3 4 6 »

Cassandra Clare

Miasto upadłych aniołów

– Na Anioła, ty nic o nich nie wiesz, prawda? A w ogóle masz pojęcie, jak powstają wampiry?
– No cóż, kiedy mama wampirzyca i tatuś wampir bardzo się kochają...
Isabelle skarciła go wzrokiem.
– Wampiry nie potrzebują seksu, żeby się rozmnażać, ale założę się, że tak naprawdę nie wiesz, jak to działa.
– Wiem – obruszył się Simon. – Jestem wampirem, bo wypiłem trochę krwi Raphaela, zanim umarłem. Picie krwi plus śmierć równa się wampir.
– Niezupełnie – powiedziała Isabelle. – Jesteś wampirem, bo wypiłeś trochę krwi Raphaela, potem zostałeś ugryziony przez inne wampiry, a jeszcze potem umarłeś. W którymś momencie tego procesu musiałeś zostać ugryziony.
– Dlaczego?
– Ślina wampirów ma... pewne właściwości. Właściwości transformacyjne.
– Fuj! – mruknął Simon.
– Nie mów tak. Ty też masz magiczną ślinę. Wampiry trzymają przy sobie ludzkich niewolników i żywią się nimi, kiedy brakuje im krwi. To dla nich chodzące automaty z przekąskami. – Izzy mówiła z niesmakiem. – Można by sądzić, że ci ludzie będą słabi z powodu utraty krwi, ale ślina wampirów ma właściwości lecznicze. Zwiększa u nich liczbę czerwonych krwinek, wzmacnia ich i czyni zdrowszymi, dzięki czemu żyją dłużej. Dlatego wampir żywiący się krwią człowieka nie łamie Prawa, bo tak naprawdę nie robi mu krzywdy. Oczywiście, kiedy wampir uzna, że potrzebuje czegoś więcej niż przekąski, zaczyna karmić niewolnika niewielkimi ilościami swojej krwi, żeby przywiązać go do siebie. Niewolnicy kochają swoich panów, uwielbiają im służyć. Chcą zawsze być blisko nich. Ty też wróciłeś do hotelu Dumort, bo przyciągał cię tam wampir, którego krwi spróbowałeś.
– Raphael – rzucił Simon ponurym głosem. – Nie powiem, żebym ostatnio czuł palącą potrzebę jego bliskości.
– Bo ta potrzeba mija, kiedy sam stajesz się w pełni wampirem. Czują ją tylko niewolnicy, którzy wielbią swoich panów i nie są w stanie ich nie posłuchać. Nie rozumiesz? Kiedy wróciłeś do Dumort, klan Raphaela osuszył cię z krwi, a ty umarłeś i stałeś się wampirem. Gdyby zamiast tego dali ci trochę krwi wampira, stałbyś się niewolnikiem.
– To wszystko jest bardzo interesujące – stwierdził Simon – ale nie wyjaśnia, dlaczego tamci się na nas gapią.
Isabelle obejrzała się na nowych gości.
– Gapią się na ciebie – zauważyła. – Może ich pan umarł i szukają innego właściciela. Mógłbyś mieć swoich pupilów. – Uśmiechnęła się szeroko.
– Albo przyszli tutaj na ziemniaki z cebulą – podsunął Simon.
– Ludzcy niewolnicy nie jedzą. Żyją dzięki mieszance krwi wampira i zwierzęcej. Nie są nieśmiertelni, ale starzeją się bardzo powoli.
– To smutne. – Simon zmierzył mężczyzn wzrokiem. – Nie wyglądają najlepiej.
Isabelle usiadła prosto.
– I idą do nas. Chyba zaraz się dowiemy, czego chcą.
Ludzcy niewolnicy poruszali się jak na kółkach. Wydawało się, że nie stawiają kroków, tylko bezgłośnie suną naprzód. Przejście przez salę zajęło im sekundy. Kiedy zbliżyli się do stolika, Isabelle wyjęła z buta sztylet ostry jak szpilka i położyła go na stole. Zrobiony z ciężkiego, ciemnego srebra, z krzyżami wypalonymi po obu stronach rękojeści, lśnił w blasku świetlówek.
Większość broni przeciwko wampirom jest ozdobiona krzyżami, jakby z góry zakładano, że wszystkie wampiry są chrześcijanami, pomyślał Simon. Czyżby wyznawanie innej religii mogło choć raz okazać się korzystne?
– Wystarczy – rzuciła Isabelle, kiedy dwaj niewolnicy dotarli do stolika. Rękę trzymała obok sztyletu. – Mówcie, o co wam chodzi.
– Nocna Łowczyni – przemówił syczącym szeptem osobnik stojący po lewej stronie. – Nie wiedzieliśmy o twojej obecności.
Isabelle uniosła brew.
– I co z tego?
Drugi niewolnik wskazał na Simona długim, szarym palcem o pożółkłym i ostrym paznokciu.
– Mamy sprawę do Chodzącego za Dnia.
– Nie mam pojęcia, kim jesteście – odezwał się Simon. – Nigdy was nie widziałem.
– Ja jestem pan Walker – przedstawił się pierwszy mężczyzna. – Obok mnie stoi pan Archer. Służymy najpotężniejszemu wampirowi Nowego Jorku. Głowie największego klanu na Manhattanie.
– Raphaelowi Santiago – domyśliła się Isabelle. – W takim razie musicie wiedzieć, że Simon nie należy do żadnego klanu. Sam sobie jest panem.
Pan Walker się uśmiechnął.
– Mój pan ma nadzieję zmienić tę sytuację.
Simon popatrzył na Isabelle. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
– Czy Raphael nie przykazał ci, że masz trzymać się z dala od jego klanu? – spytała.
– Może zmienił zdanie – powiedział Simon. – Wiesz, jaki on jest. Kapryśny. Nieprzewidywalny.
– Nie wiem. Nie widziałam go od tamtego czasu, kiedy zagroziłam, że zabiję go świecznikiem. Ale całkiem dobrze to przyjął. Nawet nie drgnął.
– Fantastycznie – rzucił Simon. Dwaj niewolnicy wpatrywali się w niego jasnymi oczami o białawo-szarym odcieniu brudnego śniegu. – Najwyraźniej Raphael czegoś ode mnie chce. Możecie mi powiedzieć, o co chodzi.
– Nie jesteśmy zaznajomieni z planami naszego pana – oświadczył pan Archer wyniosłym tonem.
– A więc nie ma mowy – skwitował Simon. – Nigdzie nie pójdę.
– Jeśli z nami nie pójdziesz, jesteśmy upoważnieni do tego, żeby doprowadzić cię siłą.
Wydawało się, że sztylet sam wskoczył w dłoń Isabelle. Nie wykonała żadnego widocznego ruchu, a mimo to trzymała go w ręce. Obróciła nim lekko.
– Nie robiłabym tego na waszym miejscu.
Pan Archer obnażył zęby.
– Odkąd to dzieci Anioła są stróżami Podziemnych? Sądziłem, że jesteście ponad takie rzeczy, Isabelle Lightwood.
– Nie jestem jego stróżem, tylko dziewczyną – oznajmiła Isabelle. – Co daje mi prawo kopnąć was w tyłek, jeśli będziecie go niepokoić. Tak to działa.
Dziewczyną? Simon spojrzał na nią z osłupieniem, ale ona patrzyła na dwóch niewolników. Jej ciemne oczy płonęły. Z jednej strony, nigdy wcześniej nie przedstawiła się oficjalnie jako jego dziewczyna, a z drugiej, jakie dziwne stało się jego życie, skoro najbardziej tego wieczoru zaskoczyły go jej słowa, a nie fakt, że właśnie został wezwany na spotkanie z najpotężniejszym wampirem Nowego Jorku.
– Mój pan ma propozycję dla Chodzącego za Dnia – powiedział pan Walker tonem, który zapewne uważał za pojednawczy.
– On ma na imię Simon – warknęła Isabelle. – Simon Lewis.
– Propozycję dla pana Lewisa. Mogę zapewnić, że pan Lewis uzna ją za bardzo korzystną, jeśli raczy nam towarzyszyć i wysłuchać mojego pana. Przysięgam na honor mojego pana, że nie stanie ci się żadna krzywda, Chodzący za Dnia, a jeśli postanowisz odrzucić propozycję mojego pana, twój wybór.
„Mój pan, mój pan”. Pan Walker wymawiał te słowa z mieszaniną adoracji i nabożnego lęku. Simon lekko zadrżał. Jakie to straszne być do kogoś tak przywiązanym i nie mieć własnej woli.
Isabelle pokręciła głową i bezgłośnie powiedziała „nie” do Simona. Prawdopodobnie miała rację. Była doskonałym Nocnym Łowcą. Polowała na demony i łamiących Prawo Podziemnych – wampiry renegatów, czarowników praktykujących czarną magię, zdziczałe wilkołaki, które kogoś zjadły – odkąd skończyła dwanaście lat i zapewne była lepsza w tym, co robiła, niż inni Nocni Łowcy w jej wieku, z wyjątkiem jej brata Jace’ego. A Sebastian był jeszcze lepszy od nich obojga. Ale on już nie żył.
– Dobrze, pójdę – zadecydował Simon.
Oczy Isabelle zrobiły się okrągłe.
– Simon!
Obaj niewolnicy zatarli ręce jak łotry z komiksu. Nie sam gest był niepokojący, ale to, że wykonali go jednocześnie i w taki sam sposób, jakby byli marionetkami, których sznurki zostały pociągnięte w tym samym momencie.
– Doskonale – ucieszył się pan Archer.
Isabelle z brzękiem cisnęła nóż na stół i pochyliła się. Jej lśniące ciemne włosy zamiotły blat.
– Simon, nie bądź głupi – wyszeptała pośpiesznie. – Nie ma powodu, żebyś z nimi szedł. Raphael to dupek.
– Raphael to główny wampir – przypomniał jej Simon. – Jego krew zrobiła ze mnie wampira. Jest moim... nie wiem, jak to nazywają.
« 1 2 3 4 6 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie

Stare wspaniałe światy:

Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza wojna... czasowa
— Andreas „Zoltar” Boegner

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Krótka druga wiosna „romansu naukowego”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Jak przewidziałem drugą wojnę światową
— Andreas „Zoltar” Boegner

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Inne recenzje

Co za dużo, to niezdrowo
— Magdalena Kubasiewicz

Esensja czyta: Wrzesień 2013
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Alicja Kuciel, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka

Tegoż twórcy

Intryga i miłosny wielokąt
— Magdalena Kubasiewicz

Co za dużo, to niezdrowo
— Magdalena Kubasiewicz

Esensja czyta: Wrzesień 2013
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Alicja Kuciel, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka

Clary i Jace w czasach królowej Wiktorii
— Magdalena Kubasiewicz

Bojowe nastolatki, czyli bez wampirów ani rusz
— Miłosz Cybowski

Telenowela z wampirami w tle
— Miłosz Cybowski

Esensja czyta: Styczeń 2010
— Anna Kańtoch, Paweł Laudański, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Cierpienia młodego łowcy demonów (i czytelnika też)
— Anna Kańtoch

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.