Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 12 kwietnia 2024
w Esensji w Esensjopedii

Agnieszka ‘Achika’ Szady
‹Na krętym szlaku›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAgnieszka ‘Achika’ Szady
TytułNa krętym szlaku
OpisAkcja opowiadania rozgrywa się w kilka miesięcy po wydarzeniach opisanych w „Drugiej stronie Mocy”. Rosnące w siłę Imperium ściga pozostałych jeszcze przy życiu rycerzy Jedi i bezlitośnie tępi wszelkie próby oporu przeciwko nowemu porządkowi…
Gatunekspace opera

Gwiezdne wojny: Na krętym szlaku – część 2

« 1 2 3 4 6 »

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Gwiezdne wojny: Na krętym szlaku – część 2

Ilustracja: <a href='mailto:blutengel@poczta.onet.pl'>Robert Łada</a>
Ilustracja: Robert Łada
– Ojej, jaką ona miała piękną suknię… No więc widzisz, Windy, że nie jesteśmy jakimiś wieśniakami, którzy nosa za swoją planetę nie wystawili. Tylko, że jeszcze nigdy nigdzie nie byliśmy tak…
– Samopas – podpowiedział jej Mattis i nadstawił policzek, żeby w podziękowaniu dostać buziaka.
Nessie zatrzymała się przy straganie z owocami i kupując kilka, wdała się w rozmowę z handlującą nimi starszą Sullusjanką. Odwróciła się do reszty towarzystwa.
– Podobno mają tu ładny park parę przecznic dalej. Chodźmy go zobaczyć.

Park był istotnie imponujący, zwłaszcza jak na tak nieurodzajną planetę. Rosło w nim wiele gatunków sprowadzonych z różnych miejsc galaktyki, dominowały jednak miejscowe drzewa, przypominające gigantyczne ni to grzyby ni to porosty – ich szarozielone korony wznosiły się nad spacerującymi niczym gąbczaste parasole. Pod drzewami rosły krzewy ozdobne i starannie przystrzyżona trawa; przyjemnie pachniało roślinami i mokrą ziemią. Nessie najchętniej zostałaby w nim do późnej nocy, ale czas mijał i musieli wracać.
Potem, obiecała sobie. Potem.
Wrócili na lądowisko. Ekipa naprawcza spóźniła się ponad pół godziny, ale wreszcie nadeszła, w składzie dwóch Wookieech, chudego Rodianina i Twi’leka, który był ich szefem.
– Hipernapęd, tak? – zwrócił się, lustrując grupkę badawczym spojrzeniem, najwyraźniej zastanawiając się, kto tu dowodzi. W końcu zatrzymał wzrok na Cranberry. – No, zobaczymy, co mu się stało, dzieciaki.
Dziewczynom nie spodobał się jego protekcjonalny ton. Wyglądał na cwaniaka, który widząc przed sobą niedoświadczonych młodziaków zastanawia się tylko, jak by tu ich oszukać.
Zobaczył uszkodzenia i aż gwizdnął.
– Proszę, proszę, co my tu mamy. To wygląda jak ślad po ostrej strzelaninie. Jakieś kłopoty?
– Piraci – powiedziała Cranberry, zanim Zeloe lub Mattis zdążyli otworzyć usta. – Ile będzie kosztowała naprawa?
Przymrużył oko, niby to w zamyśleniu, bawiąc się od niechcenia końcem głowomacki.
– Jak dla was, trzy i pół tysiąca. No, niech będzie trzy. Lubię was, dzieciaki.
– Półtora tysiąca – powiedziała zimno Cran. – I nie jesteśmy dzieciakami. Przynajmniej nie my dwie.
Twi’lek zaśmiał się sztucznie.
– Chyba nie macie pojęcia, jakie są tutaj ceny. Same części będą kosztowały dwa tysiące.
– Rdzeń do hipernapędu dwa tysiące? Musiałby być zrobiony z platyny.
– W stoczniach Sluis Van nowy rdzeń kosztuje około ośmiuset kredytów – wtrąciła się spokojnie Nessie. – Powiedzmy, że tutaj trochę drożej ze względu na odległość, plus robocizna…
– Powiem ci coś, panno mądralińska – przerwał jej rozzłoszczony Twi’lek. – Oprócz nas nie ma tu żadnej innej firmy naprawczej, więc możesz się zgodzić na nasze warunki albo polecieć na Sluis Van, niech ci tam zamontują.
Sytuacja nie wyglądała dobrze. Cranberry i Nessie uprzednio dokładnie dowiedziały się od Zeloe, ile pieniędzy może przeznaczyć na naprawę. Miała przy sobie kartę kredytową „na drobne wydatki” i choć drobne wydatki córki gubernatora znacznie odbiegały od przeciętnego kieszonkowego, to jednak po opłaceniu naprawy mogło im już prawie nic nie zostać na jedzenie i paliwo. A paliwa mieli już bardzo niewiele.
Cran skoncentrowała się, przywołując Moc.
– Dwa tysiące. To moje ostatnie słowo – wycelowała w Twi’leka palec wskazujący jakby chcąc dźgnąć go w pierś.
– Dwa tysiące – powtórzył posłusznie, nieco mechanicznym tonem. Tak naprawdę nie spodziewała się, że trik podziała, nie wyglądał na kogoś, kto jest szczególnie podatny na sztuczki Jedi.
– Zgoda! – powiedziała szybko i wyciągnęła rękę. Przybił umowę, jeszcze lekko otumaniony. Jeden z Wookieech zaryczał coś cicho, ale nikt nie zrozumiał, o co mu chodziło.

Ekipa zabrała się za wymontowywanie uszkodzonego hipernapędu. Cranberry stała, patrząc im na ręce i wyraźnie dając do zrozumienia, że nie będzie tolerować żadnej fuszerki. Zeloe i Mattis przyglądali się przez chwilę, ale w końcu znudzeni poszli do statku, pograć w gry komputerowe. Nessie spacerowała dookoła, rzucając tęskne spojrzenia na horyzont, wreszcie podeszła do pracujących. Cran łypnęła na nią z ukosa.
– Co, nie usłyszę żadnych uwag na temat niewłaściwego korzystania z Mocy? – spytała półgłosem w ich ojczystym języku, żeby nikt nie mógł zrozumieć. Nessie wzruszyła ramionami.
– Nic nie mówisz? Przydaje się czasami ktoś, kto odwala za ciebie brudną robotę, co?
Spojrzenie, które otrzymała, było tak pełne przykrości, że zmieszała się trochę.
– Dobra, przepraszam, to był chwyt poniżej pasa – mruknęła patrząc w bok. – Zapomnijmy o tym.
Nessie westchnęła lekko i skrzyżowała ramiona na piersi.
– Czasem się zastanawiam, czy przypadkiem nie masz racji.
Wieczorem Zeloe uparła się, żeby iść na dyskotekę. Ponieważ naprawa hipernapędu miała potrwać do następnego dnia, a nie mieli nic do roboty, Nessie i Cranberry nawet nie protestowały. Poszły razem z nimi, trzymając się pół kroku z tyłu, jak prawdziwa obstawa. Nawet Cran wreszcie wydawała się bawić całą sytuacją.
W lokalu było tłoczno i hałaśliwie, migające kolorowe światła wydobywały z ciemności sylwetki wyrostków najdziwniejszych ras. Obie Jedi usiadły przy metalowym stoliku, gapiąc się na tańczących i popijając jakiś dość podejrzany gazowany napój.
Nessie przypomniały się początkowe lata jej nauki, kiedy to Qui-Gon często zabierał ją w ruchliwe, zatłoczone miejsca, a potem bez końca przepytywał, jak wyglądało pomieszczenie, jak kto był ubrany i co powiedział. Minęło bardzo dużo czasu, zanim nauczyła się koncentrować na tyle, żeby móc zwracać uwagę na takie rzeczy automatycznie.
Jakby w odpowiedzi na jej myśli, z głośników zabrzmiała piosenka „Rodiańskie wakacje” – przebój właśnie z tamtych czasów. Nessie odstawiła szklankę i podniosła się od stolika.
– Idziesz potańczyć?
– Nie.

Wmieszała się w tłum i z zadowoleniem podrygiwała w żywym rytmie. Na parkiecie było tłoczno; umiejętności Jedi przydawały się do tego, żeby co chwila nie wpadać na kogoś. W końcu piosenka skończyła się, zagrali coś o mechanicznym brzmieniu. Nessie już zamierzała wrócić do stolika, kiedy jej spojrzenie padło na stojącego przy barze mężczyznę. Był w średnim wieku, średniego wzrostu i niezwykle przeciętnej powierzchowności. Tak przeciętnej, że w istocie zapamiętanie jego twarzy nie było łatwe nawet dla kogoś z pamięcią Jedi. Ale w tym wypadku to była zaleta.
Kiedy oficjalnie przyłączyły się z Cranberry do Sojuszu, Mon Mothma pokazała im zdjęcia wszystkich przywódców lokalnych komórek, organizujących ruch oporu na swoich planetach. To był jeden z nich, pochodził, zdaje się, z Eriadu. Skupiła się trochę i przypomniała sobie jego nazwisko.
Przepchnęła się przez tłum i podeszła, stając niezobowiązująco obok mężczyzny.
– Seti Deratisnikos, jak sądzę? – spytała półgłosem.
Pociągnął ze swego kufla, przyglądając jej się uważnie.
– Zgadza się, maleńka. A co?
Bothański barman stał stanowczo za blisko. Wprawdzie muzyka skutecznie zagłuszała większość rozmów, ale Nessie wolała nie ryzykować. Bothańczycy mieli dobry słuch. Zmrużyła lekko oczy: w drugim końcu baru jedna z butelek zachybotała się i spadła z półki, rozbijając się na podłodze z efektownym trzaskiem. Barman klnąc pod nosem udał się tam, żeby posprzątać.
– O, butelka się stłukła. Szkoda. Na jakiejś innej planecie można by za nią dostać nawet trzysta osiemdziesiąt jeden kredytów.
– Pod warunkiem, że, eee… nie byłoby to cztery tysiące siedemset dwadzieścia sześć dni później – odparł półgłosem. Wypił jeszcze łyk i westchnął. – Kto wymyślił te idiotyczne hasła?
– Spece ze sztabu – Nessie nie miała ochoty się przyznawać, że to ona podsunęła pomysł kodów liczbowych jako najłatwiejszych do wplecenia w niby to przypadkową rozmowę. – Potrzebny mi transport do głównej bazy. Masz jakiś kontakt z naszymi?
– Nie tutaj – odstawił kufel na bar. – Porozmawiajmy w jakimś spokojniejszym miejscu.
– Tam jest nasz stolik – kiwnęła głową. Najwyraźniej zrozumiał informację zawartą w słowie „nasz”, bo bez sprzeciwu pozwolił się zaprowadzić we wskazanym kierunku. Dotarli do stolika na antresoli; Cranberry popatrzyła na nich pytająco.
– Cranberry, Seti Deratisnikos – przedstawiła ich Nessie, siadając i gestem wskazując mu krzesło. – To człowiek, którego szukamy.
« 1 2 3 4 6 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:tatsusachiko@gmail.com'>Tatsu</a>, wygenerowane przy pomocy AI

Bestseller
Marcin Pindel

16 III 2024

— Spójrz prawdzie w oczy: marny z ciebie pisarzyna, takich „talentów” jest na pęczki w każdym zakątku tego kraju. Nawet wśród twoich uczniów było wielu lepszych od ciebie; pewnie to zauważyłeś, czytając ich wypracowania, ale twoje chore przekonanie o tym, że jesteś wyjątkowy, pozbawiło cię trzeźwego osądu. Tylko ja mogę ci pomóc, jedyne, co musisz zrobić, to o to poprosić.

więcej »
Ilustracja: Małgorzata Myśliborska

Pająki
Jan Myśliborski

14 I 2024

Było już prawie zupełnie ciemno. Kiedy zatrzaskiwał ciężkie skrzydło bramy, wydało mu się, że po drugiej stronie drogi dostrzegł zarys sylwetki stojącego pod drzewem człowieka. Mimo wszystko poczuł coś w rodzaju ulgi, gdy już przekręcił klucz.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:tatsusachiko@gmail.com'>Tatsu</a>, wygenerowane przy pomocy AI

Kształt duszy
Tomasz Jarząb

16 XII 2023

Upubliczniasz dostęp do swoich myśli i ludzie odnajdują w tobie własne odbicie. Nie możesz kłamać, oszukiwać. Jesteś tylko tym, czym jesteś, obrany z pozorów i kurtuazyjnych zasłon, które jedynie przysłaniają twoją zwyczajność. Rzeka to widzi i podziwia. A ty podziwiasz siebie za to, że odważyłeś się pokazać komuś prawdziwe ja. Że stałeś się przez to kimś niezwykłym.

więcej »

Polecamy

...ze szkicownika, cz. 9

...ze szkicownika:

...ze szkicownika, cz. 9
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 8
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 7
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 6
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 5
— Jacek Rosiak

Za kulisami autoportretu, cz. 3
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 4
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 3
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 2
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 1
— Jacek Rosiak

Zobacz też

Z tego cyklu

Druga szansa
— Magdalena Stawniak

Nowa układanka ze starych klocków
— Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Mroziuk, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Przemytnik i pozostali
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 razy Darth Vader
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wróg publiczny, cz. 7
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 6
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 5
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 4
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 3
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 2
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Tegoż twórcy

Baśń o trzech siostrach
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Żołnierzyki
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Prima Aprilis: Odyseja ko(s)miczna
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Gwiazdka Semiramis
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kraina podwórek
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.