Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 kwietnia 2024
w Esensji w Esensjopedii

Agnieszka ‘Achika’ Szady
‹Na krętym szlaku›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAgnieszka ‘Achika’ Szady
TytułNa krętym szlaku
OpisAkcja opowiadania rozgrywa się w kilka miesięcy po wydarzeniach opisanych w „Drugiej stronie Mocy”. Rosnące w siłę Imperium ściga pozostałych jeszcze przy życiu rycerzy Jedi i bezlitośnie tępi wszelkie próby oporu przeciwko nowemu porządkowi…
Gatunekspace opera

Gwiezdne wojny: Na krętym szlaku – część 2

« 1 2 3 4 5 6 »

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Gwiezdne wojny: Na krętym szlaku – część 2


III
Późną nocą trap „Kryształowej gwiazdy” otworzył się cicho i ze statku wyszły dwie postaci, starannie zamykając za sobą właz. Lądowisko było skąpo oświetlone, najwięcej światła padało z odległych budynków portu. Gdyby ktoś przypadkiem zaplątał się w pobliże, mógłby zobaczyć, że postaciami tymi są dwie dziewczyny, wyglądające i ubrane zupełnie zwyczajnie – no, może z wyjątkiem mieczy świetlnych u pasa.
Pobiegły w mrok, omijając portowe zabudowania. Obie tak samo szybkie, obie jak powietrza potrzebujące ruchu i ćwiczeń fizycznych. Ulice miasta były jak wymarłe, choć z nocnych lokali dobiegał gwar i muzyka. Dotarły do parku i zagłębiły się w pachnącą zielenią ciemność, przetykaną migotaniem nielicznych ozdobnych latarni. Więcej światła dawały znajdujące się w pierwszej kwadrze trzy księżyce Anoatu.
Nocne powietrze było chłodne i ostre; od niedalekiej rzeki ciągnęło wilgocią. Musiały kwitnąć jakieś drzewa, bo pachniało delikatną słodyczą. W pobliżu nie było nikogo. Cranberry i Nessie popatrzyły na siebie i jednocześnie skinęły głowami. Syknęły zapalane miecze, zielono-niebieski blask rozświetlił mroczną alejkę. Rozpoczęły znaną sobie na pamięć serię ciosów i uników, skoków, efektownych obrotów, gonitw i prób wytrącenia sobie nawzajem broni z ręki. Moc tętniła im w żyłach, szumiała w głowie – upajające uczucie jedności i harmonii z całym światem, panowania nad każdym nerwem swojego ciała i wspólnoty takiej, jaką może dać tylko trening lub walka ramię w ramię.
Do statku wracały nad ranem, kiedy niebo na wschodzie już jaśniało, a kolorowe światła w nocnych klubach gasły jedne po drugich. Były zmęczone, tym przyjemnym zmęczeniem, jakie daje intensywny fizyczny ruch. Cranberry wiedziała, że tym razem zaśnie bez żadnych koszmarów.
• • •
Rdzeń do hipernapędu został zamontowany przed południem, paliwo uzupełnione i „Kryształowa gwiazda” była gotowa do drogi. Stali wszyscy czworo przed trapem – po ostatnim tygodniu spędzonym w zamknięciu nikomu nie spieszyło się z powrotem na pokład.
– Coś się spóźnia ten wasz znajomy – Zeloe oglądała sobie rzęsy w kieszonkowym lusterku. – Może w ogóle nie przyjdzie?
– Przyjdzie, przyjdzie – uspokoiła ją Cranberry, wyspana i w dobrym humorze. Poprzedniego wieczoru ustaliły z Setim, że poleci z nimi na Kiris Beta, gdzie znajdą młodym jakiegoś pilota, a sobie – transport do bazy Sojuszu. Seti wyjaśnił im, że na Kiris działa świeżo założona, ale prężna komórka ruchu oporu i nie powinno być problemów ze znalezieniem odpowiedniego statku. Zeloe i Mattis zostali poinformowani o konieczności przystanku po drodze na Korelię; nie byli tym zachwyceni, ale nikt nie zwracał na nich uwagi.
– O, właśnie idzie – Cran wskazała nadchodzącą od strony kapitanatu portu sylwetkę. Mattis rzucił jej zdziwione spojrzenie, bo przybysz był jeszcze zdecydowanie zbyt daleko, by rozpoznać jego rysy. Nic jednak nie powiedział.

Pozwolenie na start było już załatwione, kurs wyliczony, bez zbędnych formalności więc wystartowali i weszli w nadprzestrzeń zaraz po opuszczeniu pola planetarnego. Lot na Kiris Beta trwał tylko kilka godzin i w porze późnego obiadu zobaczyli na ekranie zielono-brązową planetę otoczoną w płaszczyźnie równika kilkusetkilometrowym pierścieniem skalnych brył. Oczywiście żaden pilot nie byłby na tyle szalony, żeby weń wlecieć, ale i tak na obrzeżach pasa umieszczono zautomatyzowane boje ostrzegające przed niebezpieczeństwem. Jeżeli jakiś statek zanadto zbliżył się do pierścienia, boje zaczynały wysyłać sygnały alarmowe, każąc mu natychmiast zawrócić.
Nessie wprowadziła „Gwiazdę” na orbitę.
– Gdzie lądujemy, w stolicy? – zapytała Setiego przez ramię.
– Tak, w Veisse.
Cranberry włączyła nadajnik.
– „Kryształowa gwiazda” do kontroli naziemnej w Veisse, proszę o zezwolenie na lądowanie.
Po kilkunastu sekundach ciszy zgłosił się automat, podając koordynaty kursu na lądowisko. Cranberry wprowadziła je do komputera pokładowego. Nessie położyła dłoń na drążku sterowniczym, ale nagle zastygła nieruchomo, niewidzącym wzrokiem patrząc przed siebie.
– Coś nie tak? – Cran z niepokojem pochyliła się w jej stronę.
– Nie, nic.
Kiedy zniżyli lot, na ekranie ukazała się szarobura chmura dymu unosząca się nad miastem.
– Co to, pożar? – Zeloe podniosła się z miejsca, żeby lepiej widzieć.
– Nie wstawaj, dopóki jesteśmy w powietrzu – odruchowo upomniała ją Nessie. – Nie wiem, może jakaś awaria. Chyba nic groźnego, skoro dostaliśmy zgodę na lądowanie.
Sprowadziła statek w dół, do portu dla jednostek prywatnych. Wylądowała w wyznaczonym sektorze, zgasiła silniki, przesunęła dłonią po czole, jakby chcąc odegnać zmęczenie lub jakąś natrętną myśl. Seti wstał z fotela.
– Idziemy do miasta coś załatwić. Wy zostaniecie tutaj.
– O nie, żadne takie! – zaprotestowała natychmiast Zeloe. – My też chcemy iść.
– Niech idą – machnęła rękę Cran. – Przynajmniej będziemy ich mieć na oku.
Zeloe prychnięciem wyraziła swoje oburzenie co do takiego traktowania i pierwsza pobiegła do wyjścia. Zamknęli statek i skierowali się do budynku kapitanatu, gdzie znajdowało się jedyne wyjście z portu. W twarze dmuchnął im ciepły, wilgotny wiatr. Na tej planecie właśnie zaczynała się wiosna.
Veisse było przeciętnym, kilkusettysięcznym miastem. Zabudowa składała się głównie ze starych siedmio- lub dziesięciopiętrowych budynków o kształcie sześcianu, obłożonych brązowym granitem. Ulice były przesadnie szerokie, tak, że budynki wydawały się znajdować całe kilometry jeden od drugiego. Przynajmniej osoby przyzwyczajone do wyższej i bardziej zwartej zabudowy mogły mieć takie wrażenie.
Seti włożył do elektronicznego notesu kartę z planem miasta, którą kupił w automacie informacyjnym.
– Szpital jest cztery przecznice stąd – powiedział, przeglądając dane. – Tam znajdziemy… tego, kogo mamy znaleźć.
– Chcę iść do centrum handlowego – odezwała się Zeloe.
– Nie ma tam nic, czego byś nie mogła kupić na Chandrilli. Poza tym chyba teraz jest jakaś przerwa w pracy. Popatrzcie, jakie te ulice puste.
Dookoła istotnie nie było widać wielu ludzi, ale mogło to być złudzenie spowodowane rozmiarami ulic. Projektanci miasta najwyraźniej mieli też zamiłowanie do ogromnych, pustych placów, wyłożonych granitowymi płytami, i gigantycznych obelisków, które zapewne w zamierzeniu miały być ozdobne, a sprawiały dziwnie przygnębiające wrażenie.
Ruszyli piechotą, chociaż określenie „cztery przecznice” w tym mieście oznaczało kilkukilometrowy marsz. Pogoda jednak zachęcała do spaceru, a na pustawych ulicach nie było widać żadnych środków transportu publicznego.
Byli już w połowie drogi, kiedy nad ich głowami przeleciały cztery ciężko opancerzone śmigacze, potem z boku nadleciały jeszcze trzy, kierując się w stronę widocznego nad budynkami słupa dymu. Gdzieś daleko rozległ się huk eksplozji, jakby wyleciało w powietrze coś dużego. Nessie, Cranberry i Seti spojrzeli na siebie z niepokojem.
– Jeszcze dwie przecznice – mężczyzna rzucił okiem na wskazania komputera. – Tędy.
Skręcili w boczną ulicę, nieco węższą od głównej. W oddali pojawiła się grupa młodych ludzi. Biegli rzucając kamieniami i krzycząc coś, ale z powodu odległości nie można było rozpoznać słów. Nagle z góry nadleciał kolejny wojskowy śmigacz i w ciągu sekundy rozpętało się piekło. Wokół zaroiło się od wojska i policyjnych oddziałów specjalnych, posypały się strzały, z tłumu poleciały butelki i granaty dymne, ktoś upadł i już się nie podniósł. Zawrócili, żeby uciekać, ale wylot ulicy był już zablokowany, uskoczyli więc w stronę najbliższego budynku i schowali się w podcieniach, za grubym, granitowym filarem. Na ulicy wrzała walka, oddziały specjalne szły jak fala uderzeniowa, zmiatając przed sobą zbuntowanych studentów. Z dala wciąż słychać było wycie syren i stłumione odgłosy wybuchów; jeden ze śmigaczy runął w dół, zestrzelony, i eksplodował, zasypując okolicę deszczem płonących odłamków.
– Nie przedrzemy się do szpitala, musimy zawrócić – stwierdził Seti.
– Na lądowisko też się nie przedrzemy – mruknęła Cran.
Zanim zdążyli cokolwiek zrobić, do podcieni wbiegli żołnierze, otaczając ich z bronią gotową do strzału.
– Ręce do góry!! Pod ścianę, ale już! – wrzasnął dowódca. – Wy dwaj, obszukać ich!
Nessie poczuła iskrę strachu w napiętych do granic możliwości nerwach, i jak echo, podobne uczucie ze strony Cran. Noszenie przy sobie mieczy świetlnych było jak wyrok śmierci.
Nie było wyjścia. Brutalnie złapana za kark i pchnięta pod ścianę wywinęła się jednym ruchem, wyszarpnęła spod kurtki miecz, kopniakiem odepchnęła od siebie żołnierza i skosiła lufę karabinu drugiemu. Z sykiem zapaliło się zielone ostrze Cranberry, w dłoni Setiego nie wiadomo skąd znalazł się miotacz. Powalili pozostałych żołnierzy, ale już nadbiegali inni.
« 1 2 3 4 5 6 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: Waldemar Jagliński

Malarz, chłopiec i Ewa
Waldemar Jagliński

20 IV 2024

Pośród soczystych traw zobaczył znajomą postać. Obraz zafalował, stał się żywy, a chłopiec z pierwszego planu znikał i pojawiał się, pulsując barwami. Kilka większych kwiatów pochyliło się w stronę Promyka, a ten uśmiechnął się szeroko i wskoczył na mocne łodygi.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:tatsusachiko@gmail.com'>Tatsu</a>, wygenerowane przy pomocy AI

Bestseller
Marcin Pindel

16 III 2024

— Spójrz prawdzie w oczy: marny z ciebie pisarzyna, takich „talentów” jest na pęczki w każdym zakątku tego kraju. Nawet wśród twoich uczniów było wielu lepszych od ciebie; pewnie to zauważyłeś, czytając ich wypracowania, ale twoje chore przekonanie o tym, że jesteś wyjątkowy, pozbawiło cię trzeźwego osądu. Tylko ja mogę ci pomóc, jedyne, co musisz zrobić, to o to poprosić.

więcej »
Ilustracja: Małgorzata Myśliborska

Pająki
Jan Myśliborski

14 I 2024

Było już prawie zupełnie ciemno. Kiedy zatrzaskiwał ciężkie skrzydło bramy, wydało mu się, że po drugiej stronie drogi dostrzegł zarys sylwetki stojącego pod drzewem człowieka. Mimo wszystko poczuł coś w rodzaju ulgi, gdy już przekręcił klucz.

więcej »

Polecamy

...ze szkicownika, cz. 9

...ze szkicownika:

...ze szkicownika, cz. 9
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 8
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 7
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 6
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 5
— Jacek Rosiak

Za kulisami autoportretu, cz. 3
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 4
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 3
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 2
— Jacek Rosiak

...ze szkicownika, cz. 1
— Jacek Rosiak

Zobacz też

Z tego cyklu

Druga szansa
— Magdalena Stawniak

Nowa układanka ze starych klocków
— Adam Kordaś, Michał Kubalski, Marcin Mroziuk, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Przemytnik i pozostali
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 razy Darth Vader
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wróg publiczny, cz. 7
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 6
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 5
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 4
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 3
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Wróg publiczny, cz. 2
— Anna ‘Cranberry’ Nieznaj

Tegoż twórcy

Baśń o trzech siostrach
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Żołnierzyki
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Prima Aprilis: Odyseja ko(s)miczna
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Gwiazdka Semiramis
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kraina podwórek
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.