Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 lutego 2024
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Stulecie Stanisława Lema: Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Esensja.pl
Esensja.pl
« 1 2 3

Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Stulecie Stanisława Lema: Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
KW: Jakie jest wasze ulubione opowiadanie z „Cyberiady” i dlaczego „Elektrybałt Trurla”? (Proszę z pamięci powiedzieć cały wiersz zaczynający się od słów „Cyprian cyberotoman…”). A poza „Elektrybałtem”?
MM: Zdecydowanie „Jak ocalał świat” – za piękno tych wszystkich murkwi, pciem i filidronów, a przede wszystkim za doskonałość logicznego wnioskowania w sprawie „robienia Nic”.
A: O „Podróży drugiej” już pisałam; lubię też „Jak ocalał świat”. A co do Elektrybałta, to nie tylko wierszyki są cudne, ale i opisy, na przykład samego konstruowania machiny: „Wygłosiła natychmiast odczyt o polerowaniu szlifów krystalograficznych dla wstępnego studium małych anomalii magnetycznych. Osłabił więc obwody logiczne i wzmocnił emocjonalne; dostała najpierw czkawki, potem ataku płaczu, wreszcie z największym trudem wygęgała, że życie jest straszne. Wzmocnił semantykę i dobudował przystawkę woli; oświadczyła, że ma jej odtąd słuchać, i kazała dorobić sobie sześć dalszych pięter do dziewięciu, jakie już miała, aby podumać nad istotą bytu.” I tak dalej.
AK: Najbardziej lubię „trylogię” o niemocy wszechmocy i nieszczęsnym uszczęśliwianiu totalnym – to jest wątek ciągnący się od „Bajki o trzech maszynach opowiadających króla Genialona” poprzez „Altruizyna czyli opowieść prawdziwa o tym, jak pustelnik Dobrycy kosmos uszczęśliwić zapragnął i co z tego wynikło” aż po „Kobyszczę”.
KW: Ale ja pytam, dlaczego „Elektrybałt"! Czyż nie jest po prostu genialny?
ASz: To prawda, zawsze podziwiałam rymotwórcze umiejętności autora – o którym zresztą w dzieciństwie myślałam, że jest matematykiem lub fizykiem, więc zachwycało mnie, jak taka „niepoetycka” osoba może tak pisać.
MM: No tak – pisać matematyką o miłości to niespotykana sztuka, więc wiersz „Nieśmiały cybernetyk potężne ekstrema…” może wprawić w zachwyt, a zarazem konfuzję chyba równie łatwo umysł ścisły, jak i literaturoznawcę.
• • •
KW: Kolejne pytanie z tezą: dlaczego ilustracje Daniela Mroza są wspaniałe i nie wyobrażamy sobie bez nich „Cyberiady”?
ASz: (cynicznie): Bośmy się przyzwyczaili. Gdyby ilustrował ją Bohdan Butenko, zadałbyś analogiczne pytanie.
KW: E tam, wiele jest ładnych rysunków w różnych książkach, które wcale się aż tak nie kojarzą z nimi, jak obrazki Mroza z „Cyberiadą”.
ASz: A że Daniel Mróz wielkim grafikiem był, to inna sprawa. Te na wpół surrealistyczne dzięki dziwnym zestawieniom obrazki idealnie pasują do treści, która opowiada o ludzko się zachowujących robotach oraz o przedziwnych, robiących jeszcze dziwniejsze rzeczy maszynach. No a stylizacja na drzeworyt świetnie pasuje do bogatego, staroświeckiego stylu narracji.
MO: „Bajki robotów” czytałem w wersji bez ilustracji i tutaj do dzisiaj zachowałem własne wyobrażenie tego, o czym pisał Lem. Na rysunki Mroza trafiłem dopiero przy „Cyberiadzie i były one trochę takie nieoczywiste, tak jak nieoczywista była treść ilustrowanych opowiadań. Niby Lem, niby SF, ale takie nie do końca SF. Coś jak „chochoły” na okładce pamiętnego wydania „Władcy pierścieni”.
AK: Czytając pierwszy raz „Bajki robotów”, miałem ten przywilej, że mogłem sobie wszystko wyobrażać po swojemu, bowiem posiadane przeze mnie wydanie nie miało żadnych ilustracji – to był taki kieszonkowy format, biała okładka z czarnym tytułem i sam tekst. Oczywiście później poznałem ilustracje Daniela Mroza, są świetne. Ale to nie one ukształtowały moje wizje robociego wszechświata, więc, choć je podziwiam, zawsze już pozostaną dla mnie czymś innym niż owo wyklute we własnej wyobraźni, dziś już dość mgliste pierwsze wrażenie sprzed wielu lat.
• • •
KW: Mówiąc o wartości, jaką niosą ze sobą „Bajki robotów” i „Cyberiada”, najpierw chyba przychodzi nam do głowy, że są bardzo zabawne i genialne od strony językowej. Ale poza tym? Została wam w pamięci jakaś głębsza myśl?
MO: To chyba najtrudniejsze pytanie. Gdy zetknąłem się po raz pierwszy z „Bajkami robotów”, mając jakieś dziesięć, jedenaście lat, to był dla mnie bardzo naturalny element tego, co mnie otaczało. W kinach leciały już „Gwiezdne wojny” z różnej maści robotami, różnorodnymi planetami i wielkimi maszynami, w telewizji była „Sonda”. Teraz sobie myślę, że „Bajki…”, może podświadomie, na miękko przygotowały mnie na lekką fascynację mikro-(atomy, kwarki itp) oraz makroświatem (mgławice, galaktyki). Niewiele może dla mnie z tego wynikło, ale zainteresowanie pozostało.
ASz: Jeśli jesteś dobry w naukach ścisłych, bez problemu uciekniesz z więzienia. A było to na wiele lat przed serialem „MacGyver"!
… bardziej poważnie – może to, co powiedział jeden z mędrców do króla Globaresa: „Nauka objaśnia świat, ale pogodzić z nim może jedynie sztuka”.
AK: Te opowieści są nie tylko zabawne i mądre. One są też bardzo okrutne. Zdarzają się wręcz tak mroczne, że w klimatach niczym z horroru, jak np. „Bajka o królu Murdasie” czy „Biała śmierć”. Ogólnie wiele w nich nie najweselszych i wciąż aktualnych prawd o życiu. Cóż, jak to zgrabnie podsumował autor słowami króla Genialona: „Bądź mi tedy zdrów, przyjacielu, i nadal ukrywaj przed światem prawdy, zbyt dlań okrutne, dla niepoznaki między bajki je wkładając.”
KW: „Cóż może się równać z doskonałością nieistnienia? (…) Pomyśl tylko, proszę: żadnych zmagań, trwóg ani lęków, żadnych cierpień ducha ni ciała, żadnych zwykłych przygód, i to w jakiej skali! Choćby się wszystkie złe moce związały i sprzysięgły przeciwko tobie, nie sięgną cię! O, doprawdy, niezrównane jest słodkie bezpieczeństwo umarłego! A jeśli jeszcze dodać, że nie jest ono niczym przelotnym, nietrwałym, przemijającym, że nic nie może odwołać go ani naruszyć, wówczas niezrównany zachwyt…” – nie takie błahe (co jest jakby oczywiste, ale jednak podkreślmy) te opowieści, Lem wrzucał tu dużo swego pesymizmu dotyczącego zarówno perspektyw cywilizacji, postrzegania relacji władzy z obywatelami (zważcie, że praktycznie wszyscy królowie z „Bajek” to albo okrutnicy, albo idioci), czy też po prostu egzystencjalnego spojrzenia na świat.
My sami, prowadząc tę dyskusję, sięgnęliśmy ponownie do „Bajek robotów” i „Cyberiady”, choćby po to, by znaleźć potrzebne cytaty, ale z pewnością wielu z nas poszperało dłużej, przypominając sobie ulubione teksty. I mamy też nadzieję, że nasza rozmowa i was zachęci, by ponownie spojrzeć na te dzieła Stanisława Lema, a może sięgnąć po nie po raz pierwszy.
koniec
« 1 2 3
18 października 2021

Komentarze

20 X 2021   00:13:01

Również traktuję Bajki Robotów i Cyberiadę jako całość, szczególnie po tym całościowym wydaniu obu zbiorów w jednym woluminie z ilustracjami Mroza. A przezabawnych tekstów jest wiele, mnie szczególnie bawiła końcówka opowiadania o Wuchu, w której Automateusz dość osobliwie się zachowywał (np. kręcił się bodajże - ciekawe dlaczego - koło wielkiego młota parowego w jakimś zakładzie). Jasne że wyrecytuję z pamięci wiersz o Cyprianie Cyberotomanie ceniącym czule itd., choć nie mogę darować, że Trurl zastopował w pół zdania Elektrybałta, kiedy ten zaczął deklamować wierszyk o Gniewnym Gienku Gieneratorze... Też uważam, że niektóre z bajek jako lektura szkolna to strzał kulą w płot. Na szczęście przygodę z Lemem zacząłem od opowiadań o Pirxie, co dla 11-12-latka czytającego wiele książek było czymś w sam raz (przeczytanych w wieku lat 9 "Dzienników gwiazdowych" nie liczę, bo byłem za młody by te nie takie łatwe teksty ogarnąć, by docenić wizjonerstwo oraz obecny w tym dziele - wg mnie to opus magnum autora - specyficzny Lemowy humor). Dzięki temu chętniej sięgnąłem po kolejne książki naszego Koryfeusza, ale z racji humoru Cyberiadę (w ujęciu całościowym) nieustająco lubię do dziś.

20 X 2021   10:35:23

„Bajki robotów” to dla mnie arcydzieło prozy, ze wszystkich wspomnianych w tekście powodów, jedna z moich najulubieńszych książek od lat; czytałem je już w podstawówce (właśnie we wspomnianym wyżej wydaniu kieszonkowym), natomiast do „Cyberiady” nigdy się nie przekonałem, to już jest o wiele bardziej ciężkostrawne, nigdy nie umiałem się w tym odnaleźć.

Od lat też intryguje mnie, w jaki sposób w „Bajce o maszynie cyfrowej, co ze smokiem walczyła” został przełożony na angielski ten fragment: „zamiast elektrosmoka zrobiła się z tego słowa elektrosmoła” (smok -> smoła), tym bardziej że nawet po polsku jest to dość karkołomne (pierwsze słowo jest w dopełniaczu, drugie w mianowniku).

20 X 2021   16:11:21

Nie miałem dość sił, by wziąć udział w dyskusji na satysfakcjonującym mnie poziomie, przeto zaznaczę tylko, że — po pierwsze — zawsze bliższa mi była „Cyberiada”, po drugie — mocno je odróżniam najpewniej także stąd, że w szkole były „Bajki...”, chociaż z drugiej strony nic z tych lekcji na szczęście nie pamiętam, po trzecie — nic mnie tak nie uwiodło, jak nieśmiały cybernetyk potężne ekstrema poznający.

20 X 2021   16:22:42

Tfu, jak tak może być, że owe bladawce, krętki białkowe na włóknie węglowo-azotowym zbudowane, dyskutują nad mądrością naszych ksiąg przedwiecznych, przez legendarnego CyberLEM-a spisanych. Trza będzie GOLEM-a na nich napuścić, niech dokona dogłębnej analizy stochastycznej i rozbioru tegoż zbioru pustego.

22 XI 2021   02:55:34

zniknęła opowieść o wiecznym buncie robotów którymi zawsze w plotkach dowodził robot wielgachny

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pierwsze wydanie książkowe „Liners of Time” z roku 1947.<br/>© isfdb.org

Stare wspaniałe światy: Pierwsza wojna... czasowa
Andreas „Zoltar” Boegner

17 I 2024

„Jego twórczość pozostała bez większego wpływu” – tak radykalnie, a zarazem wielce niesprawiedliwie, brzmiał werdykt niemieckiego „Leksykonu literatury SF” (1988) w stosunku do prozy pierwszego Brytyjczyka, który pisał dla słynnego „Amazing Stories”.

więcej »
Future Fiction Magazin 5

Fantastyczne Zaodrze (21) – przegląd prasy (jesień 2023)
Andreas „Zoltar” Boegner

28 XII 2023

Po letniej flaucie następuje silne jesienne ożywienie na rynku. O czym można poczytać przed i po Halloweenie w fantastycznych czasopismach Niemiec?

więcej »

Fantastyczne Zaodrze, czyli co nowego w niemieckiej science fiction? (20)
Andreas „Zoltar” Boegner

18 XII 2023

W USA fantastyka już dawno przestała być pisarską domeną mężczyzn. Trend dotarł w ostatnim czasie do Niemiec. Autorki piszą w szerokim spektrum od literatury młodzieżowej do thrillera o eksploracji Układu Słonecznego.

więcej »

Polecamy

Pierwsza wojna... czasowa

Stare wspaniałe światy:

Pierwsza wojna... czasowa
— Andreas „Zoltar” Boegner

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Krótka druga wiosna „romansu naukowego”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Jak przewidziałem drugą wojnę światową
— Andreas „Zoltar” Boegner

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Z tego cyklu

Pijane ślimaki prowadzą śledztwo
— Mieszko B. Wandowicz

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Tegoż twórcy

„W zeszłym roku nie miałem wakacji”
— Joanna Kapica-Curzytek

Esensja czyta: Wrzesień 2013
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Alicja Kuciel, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka

Panie Stanisławie, Mrogi Drożku!
— Marcin T.P. Łuczyński

Esensja czyta: Kwiecień-czerwiec 2010
— Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Przeczytaj to jeszcze raz: Social-fiction
— Daniel Markiewicz

Dialogi
— Janusz A. Urbanowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.