Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 1 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Roman Orwid-Bulicz
‹$$$… Dlaczego czyste?›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł$$$… Dlaczego czyste?
Data wydania1947
Autor
Wydawca Wydawnictwo Powieści Sensacyjnych
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

Zbrodnie w stylu retro: Okupacyjny kryminał z wątkiem szpiegowskim
[Roman Orwid-Bulicz „$$$… Dlaczego czyste?” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Choć przed dwoma laty ukazało się w Polsce klubowe wydanie jednej z jego „powieści detektywistycznych”, Roman Orwid-Bulicz jest w kraju praktycznie nieznany. Działalność literacką rozpoczął bowiem dopiero po drugiej wojnie światowej jako autor… emigracyjny. Wydana w 1947 roku w Monachium – i od tamtej pory niewznawiana – powieść „Dolary… Dlaczego czyste?” zamyka trylogię, której bohaterem jest przedwojenny komisarz Policji Państwowej o nazwisku Śliwiński.

Sebastian Chosiński

Zbrodnie w stylu retro: Okupacyjny kryminał z wątkiem szpiegowskim
[Roman Orwid-Bulicz „$$$… Dlaczego czyste?” - recenzja]

Choć przed dwoma laty ukazało się w Polsce klubowe wydanie jednej z jego „powieści detektywistycznych”, Roman Orwid-Bulicz jest w kraju praktycznie nieznany. Działalność literacką rozpoczął bowiem dopiero po drugiej wojnie światowej jako autor… emigracyjny. Wydana w 1947 roku w Monachium – i od tamtej pory niewznawiana – powieść „Dolary… Dlaczego czyste?” zamyka trylogię, której bohaterem jest przedwojenny komisarz Policji Państwowej o nazwisku Śliwiński.

Roman Orwid-Bulicz
‹$$$… Dlaczego czyste?›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł$$$… Dlaczego czyste?
Data wydania1947
Autor
Wydawca Wydawnictwo Powieści Sensacyjnych
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
O przedwojennych losach Romana Orwid-Bulicza (względnie Bulicz-Giedrycia) nie wiadomo praktycznie nic, poza tym że urodził się w 1902 roku i ukończył studia prawnicze. Nie znalazł się bowiem, jak dotąd, nikt, kto zbadałby gruntowniej biografię pisarza. Okupację przeżył w kraju; doświadczył też na własnej skórze, co wiąże się z byciem wyzwolonym przez Armię Czerwoną, w efekcie czego – zdecydował się na wyjazd (bądź ucieczkę) na Zachód. Początkowo zamieszkał w amerykańskiej strefie okupacyjnej Niemiec. Tam też zadebiutował w nowej roli – jako prozaik. W 1947 roku w monachijskim Wydawnictwie Powieści Sensacyjnych opublikował trzy – powiązane ze sobą bohaterami – dzieła kryminalno-sensacyjne, których tytuły mogą wydać się nieco ekstrawaganckie (i, nie ma co ukrywać, dziwaczne): „Moja pierwsza sprawa i jego…”, „Drugie wydanie powieści” oraz „Dolary… Dlaczego czyste?”. Prawdopodobnie pod koniec tego samego roku przeniósł się do Londynu, gdzie w pierwszej kolejności dał się poznać jako dramaturg1).
W polskich teatrach działających w stolicy Anglii Wacław Radulski wyreżyserował dwie sztuki Orwid-Bulicza: opartego na informacjach zawartych w anonimowej książce „Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów” (dopiero po latach okazało się, że jej autorem był Józef Mackiewicz) „Świadka” (premiera miała miejsce pod koniec 1947 roku) oraz „Próbę” (późniejszą o dwa lata). O ile ta pierwsza cieszyła się wśród polskich emigrantów popularnością i była – z uwagi na kontrowersyjność tematu (mord w Katyniu) i sposób jego ujęcia – szeroko dyskutowana, o tyle drugą uznano za znacznie słabszą. Skutkiem tego pisarz wrócił do prozy. W ciągu kolejnych trzech lat opublikował trzy powieści: opowiadającą o getcie warszawskim „Europa nie odpowiada” (1950), dwutomową poświęconą pierwszym miesiącom „okupacji sowieckiej” kraju „Jeśli jutro wojna…” (1952)2) oraz „Łączniczkę Hankę” (1952). Potem pojawiały się zbiory opowiadań: „Strach” (1953), „Wartości nieprzemijające” (1955) i „Żywe kręgle. Opowiadania emigrantów” (1960). Wreszcie w 1967 roku w Bonn ujrzały światło dzienne – tylko w języku niemieckim – wspomnienia pisarza zatytułowane „Cena zwycięstwa. Dziennik przymusowej wędrówki (1939-1945)”.
Większość książek Orwid-Bulicz wydał za własne pieniądze. Jako że wiązało się to z dużym ryzykiem finansowym, przy okazji publikacji „Jeśli jutro wojna…” obmyślił nową, wcześniej niepraktykowaną, formę sprzedaży swoich dzieł. Sprzedawał je w subskrypcji, raz w tygodniu wysyłając czytelnikom jeden arkusz (trzydzieści dwie strony) tekstu. Kasował za to równowartość paczki papierosów, czyli 2 szylingi i 3 pensy3). Pierwsza połowa lat 50. XX wieku była czasem jego największej popularności w kołach emigracyjnych; znalazło to również swoje odzwierciedlenie w działalności społeczno-politycznej Orwid-Bulicza. W grudniu 1954 roku został on członkiem Rady Rzeczypospolitej Polskiej – londyńskiego quasi-parlamentu, którego rola ograniczała się jednak tylko do konsultowania i opiniowania decyzji prezydenta i rządu na uchodźstwie. Zasiadał w niej – z ramienia Niezależnego Ruchu Społecznego – bardzo krótko, bo jedynie do 27 września 1955 roku (choć kadencja tego organu trwała wówczas trzy lata). Zmarł 3 grudnia 1973 roku w walijskim Bangor.
Spośród dzieł prozatorskich Orwid-Bulicza w Polsce, jak do tej pory, opublikowano tylko – w klubowym wydawnictwie Wielki Sen (nieco ponad dwa lata temu) – jego debiutancką powieść detektywistyczną „Moja pierwsza sprawa i jego…”. Dzisiaj jednak przyjrzymy się ostatniej części tej trylogii, o tyle intrygującej, że jej akcja rozgrywa się w latach 1940-1944 w Generalnym Gubernatorstwie (głównie w Warszawie i Krakowie). Wątek kryminalny miesza się tutaj z sensacyjnym i szpiegowskim; w tle obserwujemy natomiast okupacyjną codzienność, której istotnym elementem jest funkcjonowanie ruchu oporu (Armii Krajowej). Preludium do fabuły są jednak wydarzenia z wiosny 1940 roku. Dziewięć miesięcy wcześniej w Moskwie podpisano pakt Ribbentrop-Mołotow, w wyniku którego III Rzesza i Związek Radziecki podzieliły się po równo terytorium II Rzeczypospolitej. Oba wrogie Polsce państwa oficjalnie łączy sojusz; NKWD i Gestapo wymieniają się informacjami na temat osób poszukiwanych i więźniów, koordynowane są również działania przeciwko polskiej inteligencji. W Warszawie działa przedstawicielstwo sowieckie, którego urzędnikiem jest niejaki Siergiej Fomienko.
Wyposażony w odpowiednie dokumenty, nie musi obawiać się ani SS, ani Gestapo. Większym zagrożeniem mogą być dla niego Polacy. Oczywiście pod warunkiem, że będą wiedzieć, jaką rolę odgrywa w Warszawie. Pewnego wiosennego dnia Fomienko zostaje na ulicy zaczepiony przez oficera SS, który zmusza go do udania się do jego tajnego biura. Tam składa mu zaskakującą propozycję: 30 tysięcy dolarów amerykańskich w zamian za streszczenie rozmów, jakie 16 sierpnia 1939 roku prowadził on w ambasadzie niemieckiej w Moskwie oraz za odpisy raportów z dnia następnego. Jak widać, esesman jest doskonale poinformowany – wie, że przedstawiciel Sowietów brał udział w przygotowaniach do podpisania układu niemiecko-radzieckiego; ba! zna nawet nazwisko, jakim się wtedy posługiwał. Gdy Fomienko mimo wszystko wciąż opiera się, Niemiec – jeśli to naprawdę jest Niemiec – wyciąga kolejne asy z rękawa… Ten intrygujący wstęp nie ma bezpośredniego przełożenia na dalszą akcję, chociaż się z nią wiąże. W jaki sposób, dowiadujemy się jednak dopiero w ostatnim rozdziale powieści, w którym Orwid-Bulicz przenosi narrację w dzień poprzedzający wybuch powstania warszawskiego.
To, co najistotniejsze rozgrywa się natomiast pomiędzy. Na początku września 1943 roku Gestapo aresztuje warszawskiego mecenasa Bystrzanowskiego, współwłaściciela firmy „Aroma”, która handluje tytoniem na terenie całej Generalnej Guberni. Co jest idealną przykrywką do prowadzenia działalności konspiracyjnej. Zaangażowani są w nią także pozostali wspólnicy, a nade wszystko Gustaw Kąkolewski, którego personalia, podobnie jak innych bohaterów, są fałszywe. Tylko tchórzliwy Zygmunt Nowak – przed wojną urzędnik Ministerstwa Skarbu – stara się trzymać na uboczu. Kiedy dowiaduje się o zatrzymaniu mecenasa, wpada w popłoch i jeszcze tego samego dnia wraz z synem opuszcza Warszawę i wyjeżdża do siostry w Krakowie. Kąkolewski dba o to, aby – poza Bystrzanowskim – już nikt nie dostał się w łapy wroga, a jego samego stara się wyciągnąć z Pawiaka. Jako przedwojenny policjant ma wiele cennych w warunkach wojennych kontaktów – zarówno z „granatowymi”, jak i z ludźmi z półświatka.
Od nich próbuje dowiedzieć się czegoś na temat afery z dolarami. Z jakiegoś bowiem powodu Niemcy starają się wykupić z czarnego rynku, znacznie zresztą przepłacając, banknoty pięcio- i dwudziestodolarowe. Nie wszystkie oczywiście, a jedynie te, które dotąd były nieużywane, czyli są – jak w tytule powieści – „czyste”. Zajmuje się tym na ich polecenie pewien przedsiębiorca z Częstochowy, Antoni Feber, co do tożsamości i pochodzenia którego podziemie ma spore wątpliwości. Dlatego właśnie major AK „Ochotny” wydaje Gustawowi rozkaz rozpracowania całej sprawy. A że ślady wiodą do Krakowa – Kąkolewski wyrusza, nie bez przeszkód po drodze, do stolicy GG… Napisana w ekspresjonistycznej manierze powieść Orwid-Bulicza jest nadzwyczaj interesującym świadectwem czasów, w jakich powstała. Autor, co do tego nie ma wątpliwości, ma świetne rozeznanie; sprawy, o których pisze, nie są mu obce; nie fantazjuje też – wydarzenia przedstawione są w sposób bardzo realistyczny i psychologicznie prawdopodobny. To zapewne efekt tego, że pisał tę książkę praktycznie „na gorąco”. Bo choć ukazała się dwa lata po zakończeniu wojny, gotowa już była w 1945 roku.
Okupacyjna codzienność pokazana jest z nieco innej perspektywy, niż oglądamy ją zazwyczaj (głównie w filmach). Bohaterowie – notabene różnorodność ich postaw to kolejny duży plus powieści – są ludźmi wywodzącymi się z różnych środowisk, którzy jako główny cel stawiają sobie przede wszystkim – przeżyć! A przy tym zarobić na życie i dach nad głową. Kiedy nie można tego robić uczciwie, trzeba ryzykować. Nazistowski terror wcale nie wydaje się z tego powodu mniej doskwierający – codziennością są prowokacje, łapanki i aresztowania. Ale również zdrady. Mało komu można ufać, bo mało kto przyznaje się do tego, kim jest naprawdę. Granatowi policjanci – mówiący z ukraińskim akcentem – wysługują się Niemcom (i mordują Żydów), ale potrafią także – to już jednak taki bez akcentu – ostrzec przed grożącym niebezpieczeństwem. Przedwojenni urzędnicy państwowi okazują się tchórzami, a handlarze walutą – bohaterami ruchu oporu. Nic nie jest jednoznacznie białe bądź czarne. Co najwyżej… „czerwone”. Nie zapominajmy bowiem o tym, że w tle cały czas czai się sowiecka agentura. Tym groźniejsza, im bliżej granic Rzeczypospolitej znajduje się Armia Czerwona.
koniec
16 stycznia 2021
1) W 23. numerze z 1949 roku (z datą 11 czerwca) ukazującego się w Londynie tygodnika „Polska Walcząca” znajduje się – podpisana „J. Jastrz.” – relacja ze spotkania Romana Orwid-Bulicza z czytelnikami (na stronie 3., w rubryce „Z polskiego Londynu”). Możemy w niej przeczytać: „Na wieczorze tym z ust dyrektora Polskiego Teatru Dramatycznego, dra Pobóg Kielanowskiego, dowiedzieliśmy się, że Orwid-Bulicz jeszcze w Polsce rozpoczął swą karierę dramaturga. Niedługo przed wojną napisał sztukę, którą miał wystawić wileński teatr, będący pod dyrekcją Kielanowskiego. Wojna przeszkodziła tym zamiarom”.
2) W książkowym wydaniu „Jeśli jutro wojna…” autor zapowiedział kontynuację swojej epopei, która miała nosić tytuł „Sztandary i ludzie”. Nigdy się jednak nie ukazała; wielce prawdopodobne jest, że pisarz jej nie ukończył.
3) Szczegółowo przedstawił to w wywiadzie, jakiego udzielił londyńskiemu tygodnikowi katolickiemu „Gazeta Niedzielna” (w numerze 8. z 24 lutego 1952 roku). Na pytanie dotyczące opłacalności subskrypcji odpowiedział dziennikarzowi: „Rozumie Pan, że żaden wydawca nie jest skłonny do ujawniania szczegółów swych poczynań. Proszę zatem i mnie pozwolić odpowiedzieć tylko ogólnie. Wynik był zadowalający. Do książki nie dopłaciłem, chociaż niestety jeszcze tym razem niczego też nie zarobiłem. Jako wydawca nie mogłem sobie wypłacić honorarium jako autorowi”.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Uciec, ale dokąd?
Marcin Knyszyński

27 II 2021

Wydawnictwo IX zebrało pięć starszych opowiadań Dawida Kaina, dołożyło dwa zupełnie nowe i wydało „Wszystkie grzechy korporacji Somnium”. Skromna, mała książeczka – ale niech nie zwiodą was jej niepozorne gabaryty. Wszystkie dotychczas czytane przeze mnie powieści autora („Oczy pełne szumu”, „Fobia” i „Ostatni prorok”) dotykały podobnego zagadnienia – kłopotu zwanego „istnieniem”. Tak, dokładnie – coś, co jest absolutnie podstawowe, niezbywalne i konieczne (choć tu można się spierać na szczycie (...)

więcej »

PRL w kryminale: Zielarz, przemytnik i arabski kochanek
Sebastian Chosiński

26 II 2021

Na początku lat 80. XX wieku aktywność literacka Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego zaczęła wyhamowywać. Raz, że pisarz był już w wieku, w którym większość mężczyzn w Polsce Ludowej znajdowała się na emeryturze. Dwa, że wraz ze zmieniającą się sytuacją polityczną malała popularność „powieści milicyjnych”. Drukowany na łamach prasy „Czwarty klucz” był jedynym premierowym tekstem pisarza, jaki ukazał się w gorącym 1981 roku.

więcej »

O świecie, którego już nie ma
Sebastian Chosiński

25 II 2021

Był starszym bratem laureata literackiej Nagrody Nobla za 1978 rok. Isaak Bashevis Singer uważał zresztą Izraela Joszuę za swego mentora. Są krytycy, którzy uważają, że talentem starszy z Singerów przewyższał tego, który później zdobył światowy rozgłos. Niestety, zmarł, mając zaledwie pięćdziesiąt lat. Ale i tak pozostawił kilka dzieł, które można uznać za prozatorskie arcydzieła. Wydany po raz pierwszy w języku polskim przed paroma tygodniami zbiór opowiadań „Perły” był jego książkowym (...)

więcej »

Polecamy

Imperium wcale się nie rozpadło

Na rubieżach rzeczywistości:

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.