Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXVIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Niech co Krwawy Hegemon?!

Esensja.pl
Esensja.pl
« 1 2 3 »

Jakub Gałka, Marcin T.P. Łuczyński, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski, Krzysztof Wójcikiewicz

Niech co Krwawy Hegemon?!

Marcin T.P. Łuczyński: Są więcej niż trzy części, które uznałbym za masterpieces (choćby zawierające elementy baśniowej mądrości „Cudowny lek” czy „Festiwal czarownic”), a jednak dla mnie wybór nie jest wcale trudny, bo stosuję najprostszy możliwy wyznacznik: ilość powtórnych lektur. A żaden mój komiks (nie tylko autorstwa Christy) nie został tak makabrycznie zaczytany, jak „Dzień Śmiechały”. Zostały dosłownie strzępy, także z cudownej okładki, na której Kajko i Kokosz pękają ze śmiechu, widząc, jak zbójcerze z mozołem ciągną za sobą wieżę oblężniczą. Może dlatego, że wesołość jako taka, czyli po prostu środek wyrazu stosowany przez Christę we wszystkich jego opowieściach o Kajku i Kokoszu, tutaj zyskuje nowy wymiar, zostaje ukazana jako ta sfera ludzkiej osobowości, którą warto honorować i świętować cudownym ludowym obyczajem. Do tego jeszcze wsparta ekologiczną edukacją najlepszej próby – pułapki porobione w lesie na wycinających drzewa zbójcerzy po prostu rządzą!
Marcin Osuch: Ciekawą kwestią jest fakt, że rozmawiając o twórczości Christy, ograniczamy się głównie do „Kajka i Kokosza”. A przecież to niejedyni bohaterowie stworzeni przez tego rysownika. Jeśli czegoś miałem niedosyt, to na pewno przygód „Gucka i Rocha”. Dla mnie jako małego dzieciaka „Tajemniczy rejs” oraz „Kurs na półwysep Jork” były zaproszeniami do niezwykłego świata morskich podróży. Nie wiem, dlaczego Christa ograniczył serię tylko do dwóch historii. Tym bardziej że pomysły na „Kajka i Kokosza” zaczęły mu się kończyć gdzieś w okolicach „Festiwalu czarownic”, a „Gucek i Roch” mieli dosyć spory potencjał rozwojowy.
Krzysztof Wójcikiewicz: Mnie seria „Kajtek i Koko” jakoś nigdy nie zachwyciła. W dzieciństwie liznąłem ją nieco z pasków podczytywanych u starszych kolegów, ale nie przypadła mi do gustu i na długie lata dałem sobie z nią spokój. Wreszcie parę lat temu w moje ręce trafił słynny album „Kajtek i Koko w kosmosie” z reedycji Egmontu – przeczytałem go, zaciekawiony, ale znów skończyło się na wzruszeniu ramionami. Jak to mówią Anglicy, not my cup of tea.
Jakub Gałka: Oj tam, nie ograniczamy się, tylko po prostu się nie zagłębiamy. Nic dziwnego, bo przecież „Kajko…” to szczytowe osiągnięcie Christy i chyba się nie pomylę, jeśli powiem, że każdy z nas wiąże z tą serią najmilsze wspomnienia z dzieciństwa. Ale do „Kajtka i Koka” wrócić trzeba, bo bez nich nie byłoby ich słowiańskich protoplastów, choć ja osobiście za tą serią nie przepadam szczególnie, nie wszystkie odcinki mi się podobają. I tu ciekawa rzecz – o ile „Kajka…” cenię za humor, fabuła jest tam właściwie trochę pretekstowa, o tyle „Kajtka…” lubię za to, że pokazuje umiejętność Christy do zmiany konwencji, do prowadzenia na serio fabuły fantastycznej albo kryminalnej, jak w „Zwariowanej wyspie” i „Londyńskim kryminale”. Zresztą te właśnie albumy lubię najbardziej, przygody marynarzyków w kosmosie tak sobie.
Konrad Wągrowski: Ale właśnie tam pojawia się po raz pierwszy coś mocno zbliżonego do Kajka i Kokosza, gdy bohaterowie lądują na planecie, na której panuje prasłowiańskie średniowiecze!
Jakub Gałka: No i co z tego? Ale poziom humoru o klasę niżej. A podobnie jak z „Kajtkiem…” rzecz ma się z „Guckiem…” – bardzo fajny komiks przygodowy prawie na serio, z humorem jako dodatkiem do sensacyjnej fabuły (to samo było w serii rozpoczętej „Śladem białego wilka” – tylko tam akurat poważna tematyka jakoś mniej mi pasowała, chyba jednak Kajtek i Koko też kojarzyli mi się z lekkim humorem). Świetna rzecz i rzeczywiście szkoda, że skończyło się na dwóch albumach.
Konrad Wągrowski: Zapowiadało się na więcej. Znów to powiedzmy – Christa miał talent do powoływania do życia malowniczych bohaterów. Tak malowniczych, że ich możliwości dostarczania zabawy były rozciągnięte na lata i dziesiątki albumów. A z tych bohaterów chyba rzeczywiście nie żałujemy jedynie odejścia Kajtka i Koka – oni swoje przeżyli. Inni, niestety nie.
No dobra, tak sobie gadamy, a teraz konkrety. Ulubiona postać?
Jakub Gałka: O masz, następny, co trudne pytania zadaje. Człowieku, jeśli masz Łamignata, Ofermę, Kaprala, Hegemona, Mirmiła, Lubawę, Jagę, Kokosza, nie mówiąc o występach okazjonalnych typu woj Wit, to jakich ty chcesz konkretów? No nie, przepraszam, ja wybrać tego jednego jedynego nie potrafię. Każda z nich ma świetne występy, każda miewa genialne teksty, każda jest świetnie scharakteryzowana za pomocą 1-2 podstawowych cech, które są ciągle wygrywane. Tylko Kajko jest cienki, ale to już wiemy.
Marcin Osuch: W przeciwieństwie do Kuby, dla mnie sprawa jest bardzo prosta. Najbarwniejszą postacią jest Kapral. Wpisany w klasyczny schemat wiecznego zastępcy, pochlebca i intrygant, odgrywając się ciągle na podwładnych, wnosi najwięcej kolorytu w historie Christy. Hegemon próbuje dotrzymać mu kroku, ale już Oferma wraz z resztą Zbójcerzy tworzą tylko tło. „Wielki Turniej”, „Festiwal czarownic” oraz „Zamach na Milusia” byłyby mdłe bez popisów Kaprala.
Marcin T.P. Łuczyński: Wybór postaci to już jest naprawdę trudne, zupełnie jak decyzja, którą rękę pozwolić sobie uciąć, a którą zostawić. Jednak przymuszony, wskazałbym na Mirmiła. Cudowny hipochondryk, te jego nieśmiertelne orchidee i kurhan, królewski urzędnik będący jednocześnie człowiekiem o gołębim sercu, który raz na kwartał pozwala dobremu zbójowi Łamignatowi na siebie napadać, siedzący pod pantoflem Lubawy, baby, która by go całego samym tylko biustem przykryła, włącznie z tymi jego wąsami wielkimi niczym warkocze Pippi Langstrump. A przy tym w gorącej wodzie kąpany i w ogromnym stopniu beztroski. Koncert tej postaci to oczywiście „Festiwal czarownic”, gdzie – będąc zmienionym przez magię w olbrzyma – każe zasypać fosę, bramę trzymać otwartą i codziennie w południe staje przy wałach i ubliża wszystkim możliwym wrogom, namawiając ich, żeby przybyli pod Mirmiłowo i pozwolili mu się nastukać. No po prostu przesympatyczna postać.
Krzysztof Wójcikiewicz: Kapral bez dwóch zdań. Owszem, galeria barwnych postaci jest u Christy dość obszerna, ale to Kapral jest z nich wszystkich najciekawszy, charakter ma rozpisany na najwięcej tonów. Bez niego seria straciłaby połowę uroku.
Jakub Gałka: Zazdroszczę wam takiego zdecydowania, lelum polelum…
Konrad Wągrowski: Wybór jest koszmarnie trudny, ale szukałbym wśród zbójcerzy. O Kapralu powiedzieliście już wszystko, ale ja nieodmiennie rechoczę, gdy Hegemon z ponurą miną mówi „Najbardziej mnie irytuje, gdy mówią, że nie mam poczucia humoru”. Ale przecież Oferma w lochu mówiący z rozrzewnioną miną „Rozkazywałem – czyż to nie piękne? Będę miał co wspominać do końca życia” też jest przecież nietuzinkowy.
Jakub Gałka: O, to chyba przeszliśmy gładko do plebiscytu na najlepszy tekst. Na plasterki? Orchidee? Niech co Krwawy Hegemon? Wyprowadzanie się do mamusi? Podawanie się do dymisji? A może jakaś jednorazowa perełka?
Marcin T.P. Łuczyński: Dla mnie osobiście absolutnie topowa jest scenka, kiedy Kokosz siedzi na jadącym wozie, na wysokim stogu siana. Tak wysokim, że w końcu zawadza głową o jakiś konar i z hukiem spada. Wstaje, oczywiście z gwiazdkami wirującymi wokół czoła, nakłada z powrotem na ciemię swój maleńki jak kieliszek na gotowane jajka hełmik i wzdycha: „Ech, gdyby nie zbroja, byłoby po mnie”. No po prostu zsikać się można… Albo Łamignat, który się zasadza w lesie na Kanclerza i gdy go w końcu dopada, wskazuje na swoją wielką lagę opartą o niewiele od niej wyższy pień drzewa i mówi: „Popatrz na mój bacik i obiektywnie rozważ swoje szanse”.
Konrad Wągrowski: Ja mam kilka kultowych tekstów, które może nie są powszechnie pamiętane, ale ja ich używam w mowie potocznej. Jeden pochodzi z „Na wczasach”: „– Tato, czemu ten pan się tak męczy? – To turysta, synku” (zawsze to wspominałem na wyprawach górskich). Drugi ze „Szkoły latania”: Kokosz (w karczmie, gdy Zbójcerze czekają, aż skończy jeść, by zaatakować): „Karczmarzu, proszę o trzecie śniadanie. Karczmarzu, proszę o drugie danie trzeciego śniadania. Karczmarzu, proszę o deser”. Drugie danie trzeciego śniadania jest tym, o czym często myślę w środku dnia. No i jeszcze – nieodzowne w pracy: „Zgodnie z planem mieliśmy budować machinę przez tydzień, zobowiązaliśmy się czas ten skrócić o 100%, a zobowiązanie przekroczyliśmy o 200%”. Ech, żeby wszyscy tak pracowali…
Jakub Gałka: U mnie przoduje zdecydowanie Hegemon: „Spójrz mi w oczy, uzurpatorze!” czy „Jestem geniuszem strategii, lecz milcz, bo nie znoszę pochlebstw” – oba do Kaprala – to crême de la crême. Ale było takich tekstów całe mnóstwo, ot, choćby trubadur umilający rejs nieśpiewaniem, bacik Łamignata czy mądrości woja Wita. Zdecydowanie najbardziej uniwersalny i ponadczasowy jest za to tekst „– Żyjesz? – Żyję, tylko się nie ruszam…”.
« 1 2 3 »

Komentarze

28 XI 2015   11:08:04

Wydaje mi się, że opinie o Kajku, jakoby był postacią bezbarwną czy cienką, są z lekka niesprawiedliwe, bo choć faktycznie na tle reszty tej wesołej czeredy jest niemal święty, to przecież jako przeciwwaga dla Kokosza sprawdza się znakomicie. Prawdopodobnie po prostu nie dało się lepiej napisać postaci tak charakterologicznie pozytywnej i trzeba go przyjąć takim, jaki jest (cóż, przecież Thorgal również jest kryształowy – czy on w ogóle ma jakieś wady?). Choć może Christa faktycznie mógł go nieco porysować, Kajko w sumie ma chyba dość zadziorną naturę, zwłaszcza w starciach z Kokoszem pokazywał charakterek (mały nie dawał się grubemu zahukać, o nie!) i autor mógł pójść w tym kierunku i przydać mu np. cechę złośliwości. Ale Kajko nie jest papierowy i nie robi za piąte koło u wozu, bo od czasu do czasu przytrafia mu się także w pojedynkę coś naprawdę niemiłego. A to łomot grabiami od Lubawy za zerwane róże, a to wczasy, jakich nie życzyłby nawet Hegemonowi, a to zamiana na umysły z leśnym lichem ("Kajko, złaź! Nie rób z siebie małpy!")...

Dodam, że dla mnie siłę humoru serii stanowią także w dużej mierze postacie, o których panowie w powyższej dyskusji nie wspomnieli, czyli drugoplanowe czarne charaktery. Galeria malowniczych łajdaków, łotrów i kanalii czy choćby pospolitych hultai, drabów i warchołów jest zaiste obłędna i tylko potwierdza geniusz Janusza Christy. Wielki Kompan z Szambelanem! Jarl Björn! Walwuch! Rangar Złotowłosy! Krwawy Barnaba i karczmarz Schabomił! No i wisienki na tym torcie: ksiażę Dajmiech z Kanclerzem i jego wojski Niesław – ten ostatni to już w ogóle mój ulubiony kajkokoszowski arcyłotr i perełka serii, ha ha.

21 I 2021   17:11:33

Dostałem kiedyś od kolegi wycięte ze Świata Młodych "Na wczasach". Problem w tym, że było to jakieś 60-70%. Czułem się jakbym czytał późniejsze pocięte publikacje Yansa i Valeriana w tymże Świecie Młodych.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Po komiks marsz: Sierpień 2022
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński, Marcin Osuch

12 VIII 2022

Od kilku już lat sierpień na komiksowym rynku nie oznacza sezonu ogórkowego. Tak jest i tym razem. Dużo ciekawych pozycji praktycznie dla każdego.

więcej »

Nie przegap: Lipiec 2022
Esensja

31 VII 2022

Oto co zrecenzowaliśmy w pierwszej połowie wakacji.

więcej »

Niekoniecznie jasno pisane: Samotni wśród bliskich
Marcin Knyszyński

24 VII 2022

Czternastoodcinkowa seria „Royal City”, ze scenariuszem i rysunkami Jeffa Lemire’a, wydana została w Polsce przez Non Stop Comics w trzech zbiorczych tomach. Jest to jeden z nowszych projektów kanadyjskiego twórcy – taki „typowy Lemire”, zabierający czytelnika do małego, amerykańskiego miasteczka i opowiadający smutną, grającą na emocjach historię. Poznajmy rodzinę Pike’ów.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Inne recenzje

10 naj… : 10 roztańczonych kadrów
— Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kadr, który…: Ciężka dola pantoflarza
— Marcin Mroziuk

Kadr, który…: Ona sprawnie fechtuje miotłą
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Po komiks marsz: Styczeń 2021
— Esensja Komiks

Kadr, który…: W krainie latających siekier…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kadr, który…: Gdzie Cię boli?
— Wojciech Gołąbowski

Kadr, który…: Ocena raczej kijowa
— Wojciech Gołąbowski

Kadr, który…: Wyrwać chwasta
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

10 komiksowych zaraz, wirusów i pandemii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Siedem wspaniałych: Lista mocno subiektywna
— Marcin Knyszyński

Tegoż twórcy

Finał najdłuższej przygody w historii polskiego komiksu
— Maciej Jasiński

Materiał na film
— Marcin Osuch

Czysta przyjemność
— Marcin Osuch

Znacie? Tak się Wam tylko wydaje
— Marcin Osuch

Prawie jak w Mirmiłowie
— Maciej Jasiński

Czas wrócić do domu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Baśń dla dużych i małych
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Coraz bliżej Kajka i Kokosza
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sny w technicolorze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ćwierć wieku później
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Potężny przeciwnik
— Marcin Osuch

Trochę jak Burton i Cyb
— Marcin Osuch

Ssanie, sprężanie, praca, wydech…
— Marcin Osuch

Tajemna katana z ostrzem energetycznym
— Marcin Osuch

Rozmawiając z Garfieldem
— Marcin Osuch

Życie pisze najlepsze scenariusze
— Marcin Osuch

Więźniowie terraformacji
— Marcin Osuch

Materiał na film
— Marcin Osuch

Miażdżąc Hammurabiego
— Marcin Osuch

Smutne pożegnanie
— Marcin Osuch

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.