Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 kwietnia 2024
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

10 największych rozczarowań muzycznych 2023 roku

Esensja.pl
Esensja.pl
Jak co roku, poza wskazaniem najciekawszych płyt, osobno skupimy się na tych, które sprawiły wielki zawód. Jednocześnie zaznaczam, że „rozczarowanie” nie oznacza „najgorszy”, choć i tak może być.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 największych rozczarowań muzycznych 2023 roku

Jak co roku, poza wskazaniem najciekawszych płyt, osobno skupimy się na tych, które sprawiły wielki zawód. Jednocześnie zaznaczam, że „rozczarowanie” nie oznacza „najgorszy”, choć i tak może być.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
10. „Tension” Kylie Minogue
Kylie Minogue podąża prostą drogą w tę sama przepaść, w którą wpadła jakiś czas temu Madonna. Na siłę stara się odmłodzić, czemu pomóc mają całe zastępy producentów. Niestety w tym wszystkim zabrakło nie tylko ciekawych melodii, ale przede wszystkim charakteru.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
9. „Who We Used to Be” James Blunt
Bardzo promowano najnowszą płytę Jamesa Blunta, ale z pustego i Salomon nie naleje. Piosenkarz może drwić ze swojego największego hitu „You’re Beautiful”, ale wygląda na to, że już nic lepszego nam nie zaproponuje. Choć, jak pokazuje „Who We Used to Be”, bardzo się stara.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
8. „Music Inspired by Slavs” Music Inspired By
Bardzo podobała mi się poprzednia płyta projektu Music Inspired By, na której muzyka powstała w wyniku inspiracji alchemią. Kiedy usłyszałem, że teraz biorą na tapetę wierzenia słowiańskie, nie mogłem się doczekać efektu końcowego. Niestety okazał się rozczarowujący. To znaczy sam materiał zły nie jest i przyjemnie się go słucha, ale kompletnie brak mu słowiańskiego ducha. Powiedziałbym nawet, że gdyby nie tytuł, ta muzyka skojarzyłaby mi się bardziej z Bliskim Wschodem.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
7. „Drastic Symphonies” Def Leppard
Mam wrażenie, że zapanowało powszechne przekonanie, że jeśli ktoś chce zasługiwać na miano muzycznej legendy (a Def Leppard bez wątpienia taką jest), powinien mieć na koncie album nagrany z orkiestrą symfoniczną. Nie powiem, czasem z takiego mariażu powstają ciekawe rzeczy, niemniej „Drastic Symphonies” stanowi wzorcowy przykład, jak nie powinno się tego robić. Przypomnijmy więc, że orkiestra ma ubarwiać muzykę, a nie przeszkadzać.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
6. „10” Wyszkoni / Jackowski
Nie wiem, czy na pomysł przerobienia utworów Maanamu piosenkarka wpadła sama, czy ktoś jej go podsunął, ale był to błąd. Próbując wejść w buty Kory, Anna Wyszkoni zderzyła się ze ścianą. I to boleśnie. Nawet nie chodzi o same zdolności wokalne, co o osobowość, której byłej wokalistce Łez zabrakło. I nie pomogły tego zamaskować triki polegające na przearanżowaniu utworów.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
5. „Skaza” Budka Suflera
Tytuł „Skaza” doskonale oddaje charakter tej płyty. Ja wiem, że w zespole wciąż grają dawni muzycy Budki Suflera, ale dalsze funkcjonowanie tego projektu wydaje się coraz bardziej wątpliwe. Może granie koncertów ze starym repertuarem jakoś wychodzi, ale nowe utwory ocierają się o irytujący banał. Nawet jeśli podpierano się odnalezionymi kompozycjami Romualda Lipko, to widać, że nie bez powodu trafiły one do szuflady.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
4. „More Inspirations” Saxon
Nie rozumiem tej logiki: skoro poprzedni album z coverami „Inspirations” okazał się beznadziejnym, wymuszonym łabędzim śpiewem zdziadziałych metalowców, którego nikt nie potrzebował, to wydawanie jego kontynuacji powinno być jeszcze bardziej zbędne. Może chodziło o zatarcie złego wrażenia? Jeśli tak, to się nie udało. Dobrze, że rok 2024 panowie przywitali premierowym materiałem „Hell, Fire and Damnation”, który pozwala zapomnieć o „More Inspirations”.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
3. „Metallic Spheres In Colour” The Orb & David Gilmour
Zeszły rok upłynął pod znakiem odświeżania klasyki. Pierwszą trójkę największych rozczarowań zaczniemy więc od ponownie zmiksowanego wspólnego krążka elektronicznej formacji The Orb i gitarzysty Pink Floyd Davida Gilmoura. Pierwotnie „Metallic Spheres” ukazał się w 2010 roku i stanowił ciekawe, ambientowe dzieło, będące przedsmakiem wydanego nieco później „The Endless River”, sygnowanego nazwą Floydów. Lubię do niego wracać i tam nie było czego poprawiać. Panowie z The Orb się jednak uparli i w efekcie przygotowali rozwleczoną, monotonną breję bez charakteru. Do tego w miksie poukrywali gitarowe zagrywki Gilmoura. Trudno więc nawet dostrzec jego udział.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
2. „The Dark Side of the Moon Redux” Roger Waters
Mimo wszystko ingerencja The Orb w „Metallic Spheres” to małe piwo w porównaniu z tym, co zrobił Roger Waters z kultową „Ciemną stroną księżyca”. Tu mogło chodzić tylko o jedno – udowodnienie całemu światu tezy głoszonej od czasu odejścia Watersa z zespołu, że „Pink Floyd to on”. Okazało się, że nie. Wyrugowanie muzycznego wkładu byłych kolegów z naciskiem na gitarowe solówki Gilmoura, sprawiło, że całość straciła coś, co wyzwalało ciarki na całym ciele. W zamian otrzymaliśmy jeszcze więcej monologów wygłaszanych starczym głosem basisty, powodując, że materiał stał się przegadany i, paradoksalnie, mniej zrozumiały. Ech, „tak naprawdę nie ma ciemnej strony księżyca, tylko wszędzie jest ciemno”.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
1. „Songs of Surrender” U2
Podczas, gdy Watersa napędzała ambicja, muzyków U2 napędzała… bardzo bym nie chciał, aby to była kasa, ale chyba inaczej nie można powiedzieć. Przez dekady to Elvis stanowił symbol gwiazdy, którą zeżarł biznes i uwięził w Las Vegas. Dziś wiemy, że niekoniecznie była to jego decyzja. Trudno sobie jednak wyobrazić, by Bono z kolegami ulegli wpływom współczesnego odpowiednika pułkownika Parkera, który by ich praktycznie ubezwłasnowolnił. Okazało się, że wygodniej jest grać nawet najbardziej spektakularne koncerty nie ruszając się z miejsca, niż jeździć w trasy. I chyba podobnie jest z muzyką. Po co wysilać się i tworzyć coś nowego (zwłaszcza, że ostatnie dwa krążki okazały się mniej przebojowe, niż wcześniejsze), skoro można wziąć zestaw starych hitów, trochę je podrasować i udawać, że tak zawsze miały wyglądać.
koniec
21 lutego 2024

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie taki krautrock straszny: Czas (smutnych) rozstań
Sebastian Chosiński

22 IV 2024

Longplayem „Future Days” wokalista Damo Suzuki pożegnał się z Can. I chociaż Japończyk nigdy nie był wielkim mistrzem w swoim fachu, to jednak każdy wielbiciel niemieckiej legendy krautrocka będzie kojarzył go głównie z trzema pełnowymiarowymi krążkami nagranymi z Niemcami.

więcej »

Non omnis moriar: Praga pachnąca kanadyjską żywicą
Sebastian Chosiński

20 IV 2024

Muzyczna archeologia? Jak najbardziej. Ale w pełni uzasadniona. W myśl Horacjańskiej sentencji: „Nie wszystek umrę” chcemy w naszym cyklu przypominać Wam godne ocalenia płyty sprzed lat. Albumy, które dawno już pokrył kurz, a ich autorów pamięć ludzka nierzadko wymazała ze swoich zasobów. Dzisiaj wspólny album czechosłowackiej Orkiestry Gustava Broma i kanadyjskiego trębacza Maynarda Fergusona.

więcej »

Nie taki krautrock straszny: Nie zadzieraj z Czukayem!
Sebastian Chosiński

15 IV 2024

W latach 1968-1971 życie muzyków Can ogniskowało się wokół pracy. Mieszkając w Schloß Nörvenich, praktycznie nie wychodzili ze studia. To w którymś momencie musiało odbić się na kondycji jeśli nie wszystkich, to przynajmniej niektórych z nich. Pewien kryzys przyszedł wraz z sesją do „Ege Bamyasi” i nie wiadomo, jak by to wszystko się skończyło, gdyby sprawy w swoje ręce nie wziął nadzwyczaj zasadniczy Holger Czukay.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Pot i Kreff – Made in Poland: Wspaniały dzień dla wolności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff – Made in Poland: U2 w bieli i czerwieni
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Czy ta pani wystąpi jeszcze z Łzami?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zmiany… ale niewielkie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wyspa Gilmoura
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Idź do krateru wulkanu Snæfellsjökull…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz być Kubą Rozpruwaczem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

My i Oni
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wielki mały finał
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Piołun w sercu a w słowach brak miodu, czyli 10 utworów do tekstów Ernesta Brylla
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kim był Józef J.?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ilu scenarzystów potrzea by wkręcić steampunkową żarówkę?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Baldwin Trędowaty na tropie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nie należy mylić zagubienia się w masie z tkwieniem w gównie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Diabeł rozbiera się u Prady
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.