Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 lutego 2024
w Esensji w Esensjopedii

Georges Simenon
‹Paryski ekspres›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułParyski ekspres
Tytuł oryginalnyL’homme qui regardait passer les trains
Data wydania22 czerwca 2011
Autor
PrzekładKrzysztof Teodorowicz
Wydawca W.A.B.
ISBN978-83-7414-949-5
Format240s. 135×202mm; oprawa twarda, obwoluta
Cena34,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Zboczeniec z Amsterdamu
[Georges Simenon „Paryski ekspres” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Georges Simenon był tytanem pracy. Spośród jego ponad czterystu pięćdziesięciu powieści i opowiadań, publikowanych pod własnym nazwiskiem bądź wieloma pseudonimami literackimi, do dziś najbardziej cenione są kryminały z komisarzem Maigretem w roli głównej. Słusznie! Ale niesłusznie, że przy okazji spycha się na plan dalszy jego nie mniej liczne książki psychologiczne. Takie chociażby jak „Paryski ekspres”.

Sebastian Chosiński

Zboczeniec z Amsterdamu
[Georges Simenon „Paryski ekspres” - recenzja]

Georges Simenon był tytanem pracy. Spośród jego ponad czterystu pięćdziesięciu powieści i opowiadań, publikowanych pod własnym nazwiskiem bądź wieloma pseudonimami literackimi, do dziś najbardziej cenione są kryminały z komisarzem Maigretem w roli głównej. Słusznie! Ale niesłusznie, że przy okazji spycha się na plan dalszy jego nie mniej liczne książki psychologiczne. Takie chociażby jak „Paryski ekspres”.

Georges Simenon
‹Paryski ekspres›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułParyski ekspres
Tytuł oryginalnyL’homme qui regardait passer les trains
Data wydania22 czerwca 2011
Autor
PrzekładKrzysztof Teodorowicz
Wydawca W.A.B.
ISBN978-83-7414-949-5
Format240s. 135×202mm; oprawa twarda, obwoluta
Cena34,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Choć pochodził z belgijskiego Liege i tam zaczynał karierę pisarską – będąc najpierw ambitnym młodym dziennikarzem, a następnie prozaikiem – dzisiaj kojarzony jest przede wszystkim jako jeden z najwybitniejszych przedstawicieli literatury… francuskiej. I trudno temu się dziwić, skoro tworzył właśnie w tym języku. Nie wszędzie jednak cieszy się tak wielką estymą, na jaką zasługuje. Poza Francją i ojczystą Belgią, postrzega się go najczęściej jako twórcę postaci komisarza Jules’a Maigreta, nierzadko zapominając o dziesiątkach powieści, w których postać słynnego paryskiego policjanta się nie pojawiała. A przecież także w nich – wystarczy wymienić „Wdowę Couderc” (1942) bądź „Trzy pokoje na Manhattanie” (1946) – dawał wyraz nie tylko swemu kunsztowi pisarskiemu, ale również dogłębnej znajomości psychiki ludzkiej. Do tego samego grona można dorzucić, wydany krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej, „Paryski ekspres”. Był to zresztą okres dla Georges’a Simenona bardzo płodny; dość powiedzieć, że tylko w ciągu dwunastu miesięcy 1938 roku światło dzienne ujrzały tom opowiadań oraz dwanaście powieści podpisanych jego nazwiskiem. Jedną z nich była właśnie dramatyczna historia holenderskiego przedsiębiorcy Keesa Popingi.
Simenon wiedział jak rozpoczynać swoje powieści! Wystarczyło niekiedy przeczytać kilka pierwszych zdań książki, aby przez kolejne godziny, nie odkładając jej ani na chwilę, pożerać z wypiekami na twarzy aż do ostatniej strony. Osiągał to zresztą bardzo prostą metodą – nie siląc się na wielkie tajemnice z przeszłości, wrzucał czytelnika od razu w sam wir wydarzeń, a dopiero potem, z biegiem czasu, pozwalał sobie na czy to na retrospekcje, czy też na wyciąganie na wierzch brudów z życia swoich bohaterów. W przypadku „Paryskiego ekspresu” jest jednak nieco inaczej. Przede wszystkim dlatego, że główna postać książki, wspomniany już Kees Popinga, nie ma w swoim życiorysie żadnego epizodu, którego mógłby się wstydzić. Może poza paroma zbereźnymi myślami, ale takowe przytrafiają się przecież każdemu. Popinga mieszka w holenderskim Groningen i od wielu już lat pracuje w firmie Juliusa de Costera młodszego jako jej główny przedstawiciel i zastępca szefa. Firma zajmuje się zaś zaopatrywaniem statków we wszystko, co jest im potrzebne podczas rejsów – od olinowania po paliwo, od węgla po prowiant i alkohol. Jako że cieszy się szacunkiem klientów, jej pracownicy, a już na pewno szefostwo, nie mogą narzekać na wysokość uposażeń. W każdym razie Popingę było stać na zaprojektowanie i wybudowanie jednej z najpiękniejszych willi w Groningen, w której mieszka ze swoją żoną i dwojgiem latorośli.
Pewnego dnia jednak – a mówiąc precyzyjniej: wieczoru i nocy – wszystko ulega zmianie. Po kolacji Popinga wybiera się do portu, aby sprawdzić, czy załoga mającego lada chwila wypłynąć w morze statku Ocean III otrzymała wszystko, co zamówiła. Na miejscu okazuje się, że nie; nie pojawił się bowiem zbiornikowiec z mazutem. Zaniepokojony mężczyzna zaczyna więc poszukiwania swego przełożonego, ale nie zastaje go ani w biurze, ani w domu; przypadkowo zauważa go przez okno w gospodzie Petit Saint-Georges, co już samo w sobie jest wydarzeniem niezwykłym. Julius de Coster młodszy zaprasza swego zastępcę do stolika i, nieźle już wcięty, opowiada, co się stało, a w zasadzie – co dopiero się stanie. Z powodu nieudanych spekulacji i licznych defraudacji firma znalazła się na skraju bankructwa, które zostanie ogłoszone następnego dnia. Właściciel nie ma jednak zamiaru spokojnie czekać na ten moment, aby ostatecznie znaleźć się za kratkami. Dlatego ma zamiar upozorować samobójstwo, a następnie opuścić kraj, aby – korzystając z nowej tożsamości – zacząć od nowa w innym rejonie Europy bądź świata. W Groningen nic go już nie trzyma – ani zidiociały z powodu starości ojciec, ani zdradzająca go małżonka. Zdradza swoje plany Popindze zaś dlatego, że mimo wszystko go ceni, choć pewnie w jeszcze większym stopniu ma wobec niego po prostu wyrzuty sumienia. Upadek firmy będzie bowiem jednoznaczny z plajtą jego zastępcy; straci on zarówno wybudowany na kredyt piękny dom, jak i wszystkie oszczędności ulokowane w przedsiębiorstwie. Na pożegnanie de Coster wręcza Popindze pięćset florenów, to jest połowę gotówki, którą zabrał z kasy.
To jedno wydarzenie całkowicie odmienia bohatera. Zauważywszy, że świat, który go otaczał – czyli firma, która zapewniła mu sukces zawodowy, i szczęście rodzinne, które na nim zbudował – był jedynie pozorem, ułudą, postanawia wziąć na nim odwet. Następnego dnia rano nie idzie do pracy, a wieczorem opuszcza miasto rodzinne i wyrusza do Amsterdamu, aby w hotelu „Carlton” odnaleźć Pamelę Makinsen, ekskochankę Juliusa de Costera. Przekonany, że przecież wcale nie jest gorszy od swego byłego już szefa – w końcu nie kradł i nie oszukiwał – liczy na jej względy. Ale ona traktuje go lekceważąco i wyśmiewa, co prowadzi do tragedii. Kiedy Popinga opuszcza hotel, Pamela nie żyje. Nie chcąc wpaść w ręce policji, mężczyzna jeszcze tej samej nocy udaje się na dworzec kolejowy i pociągiem ekspresowym odjeżdża do Paryża. Następnego dnia policja francuska, na prośbę swoich holenderskich kolegów, rozpoczyna poszukiwania zabójcy, a do nagonki na Popingę przyłącza się prasa paryska, która nie szczędzi mu inwektyw typu „zboczeniec z Amsterdamu”. Mężczyzna wcale jednak nie wydaje się być przestraszony rozgłosem, więcej nawet – rozpoczyna grę z policją, pisząc do prowadzącego śledztwo komisarza Lucasa oraz gazet listy, w których prostuje pojawiające się w artykułach kłamstwa. Jednocześnie, ukrywając się w Paryżu, bez możliwości posługiwania się własnym paszportem, wdeptuje w półświatek, co wpędza go w kolejne kłopoty.
W „Paryskim ekspresie” wątek kryminalny jest mocno rozwinięty, ale nie wybija się na plan pierwszy. Jest to bowiem przede wszystkim – mówiąc w największym uproszczeniu – opowieść o zwyczajnym człowieku, któremu w bardzo krótkim czasie zawalił się świat i który postanowił odreagować to w dość specyficzny sposób. Popinga nie jest maniakalnym zbrodniarzem, jak się go przedstawia w prasie, a jednak z biegiem czasu, trochę nieświadomie, wchodzi w garnitur, jaki mu szyją media. Jak kameleon, przystosowuje się do barwy otoczenia. Bierze się to w dużym stopniu z dręczących go kompleksów, które eksplodowały, gdy podczas pamiętnej biesiady z de Costerem usłyszał od niego, że jest jedynie „godnym politowania zarządcą”, skoro nie zdołał przez osiem lat zorientować się w czynionych przez niego machlojkach. Teraz robi wszystko, by udowodnić światu, że jest inaczej – że może wodzić za nos policję, że może ukrywać się długimi miesiącami w mieście, które przecież dopiero poznaje. Ale im bardziej wierzy w swoje intelekt i nieomylność, tym bliższy jest koniec jego awanturniczej eskapady. Koniec, dodajmy, tyleż smutny, co zaskakujący. Ale, jak powiedzieliśmy już wcześniej, „Paryski ekspres” jest nade wszystko powieścią psychologiczną, a nie kryminalną. Tu trup nie musi ścielić się gęsto.
Jednym z najważniejszych, obok Popingi, bohaterów książki jest prowadzący dochodzenie w jego sprawie komisarz Lucas (co ciekawe, postać o tym nazwisku wykorzystana została przez Simenona również w cyklu o Maigrecie), który, co szczególnie intrygujące, pojawia się w powieści w zasadzie tylko raz. Później – z malutkim (ale to naprawdę malutkim) wyjątkiem w zakończeniu – jest już tylko o nim mowa; piszą też o nim gazety. Policjant do tego stopnia zaprząta umysłem Holendra, że ten nie potrafi oderwać się od myśli o francuskim stróżu prawa, który – choć niewidoczny (i dla czytelnika, i dla głównego „czarnego charakteru”) – jest niezwykle niebezpiecznym i przebiegłym przeciwnikiem. W „Paryskim ekspresie” – przypomnijmy: wydanym siedemdziesiąt pięć lat temu – zaskakują jeszcze dwie rzeczy. Wątek nagonki medialnej na Popingę, która – wypisz, wymaluj – przypomina to, z czym mamy do czynienia dzisiaj. Zwłaszcza w prasie brukowej, która nierzadko z marszu feruje surowe, bywa że niczym niepoparte i nieuzasadnione wyroki. Niezwykłe wrażenie robi także portret psychologiczny bohatera, a nade wszystko zaserwowany na finał skondensowany obraz jego postępującej dezintegracji umysłowej. Jak się okazuje, żeby być kanalią z prawdziwego zdarzenia, trzeba mieć naprawdę silną osobowość i twardy charakter! Powieść Simenona doczekała się ekranizacji sześćdziesiąt lat temu. Film zatytułowany „The Man Who Watched the Trains Go By” nakręcił Brytyjczyk Harold French, a Keesa Popingę zagrał rodak reżysera Claude Rains.
koniec
7 września 2013

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Grzech niedocenienia (ludowej milicji)
Sebastian Chosiński

23 II 2024

Gdybym miał obstawiać, jednak bez groźby utraty postawionej gotówki, stwierdziłbym, że Paweł Borys Henelt napisał „Nieuchwytnego” w 1955 bądź następnym roku i że była to chronologicznie pierwsza jego powieść z majorem MO Wiktorem Zarubą w roli głównej. Mimo to na swój pierwodruk – i to nie w formie książkowej, lecz jako „gazetowiec” na łamach „Słowa Powszechnego” – musiała ona czekać długich siedem lat.

więcej »

PRL w kryminale: Nadmiernie wrażliwy śledczy
Sebastian Chosiński

16 II 2024

Niepohamowane ludzkie namiętności niejednokrotnie stawały się – także w literaturze – przyczyną wielkich tragedii. Zwłaszcza miłosnych. Taki właśnie wątek postanowił rozwinąć w jednej ze swoich „powieści milicyjnych” Artur Morena, pod którym to pseudonimem ukrywał się Andrzej Wydrzyński. Nosi ona tytuł „Arlekin”, a ukazała się – przed ponad półwieczem – w serii Iskier „Ewa wzywa 07…”.

więcej »

PRL w kryminale: „Kopan” i „kwasopran”
Sebastian Chosiński

9 II 2024

Skoro major Wiktor Zaruba, bohater „powieści milicyjnych” Pawła Borysa Henelta, jest jednym z najwybitniejszych przedstawicieli prawa, jakich świat nosi, to i sprawy, którymi się zajmuje, muszą być niezwykłej wagi. W wydrukowanym w 1962 roku na łamach „Słowa Powszechnego” „gazetowcu” „Plany rakiety X-1 zaginęły” próbuje on złapać podstępnych szpiegów, którzy czyhają na genialny polski wynalazek.

więcej »

Polecamy

Pierwsza wojna... czasowa

Stare wspaniałe światy:

Pierwsza wojna... czasowa
— Andreas „Zoltar” Boegner

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Krótka druga wiosna „romansu naukowego”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Jak przewidziałem drugą wojnę światową
— Andreas „Zoltar” Boegner

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Tegoż autora

Miasto grzechu i występku
— Sebastian Chosiński

Windą do nieba
— Sebastian Chosiński

Konflikt pokoleń
— Sebastian Chosiński

Przez morza i oceany…
— Sebastian Chosiński

Upiorny „Glina”
— Sebastian Chosiński

Europejska dusza, amerykański sznyt
— Sebastian Chosiński

Pod przewodem Pernille
— Sebastian Chosiński

Chwila subtelnego oddechu
— Sebastian Chosiński

Jak traktować klasyków
— Sebastian Chosiński

Monk wieczne żywy!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.