Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 grudnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Władysław Krupiński
‹Jak pan przeniósł ten gryps?›

EKSTRAKT:20%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJak pan przeniósł ten gryps?
Data wydania1975
Autor
Wydawca Iskry
SeriaEwa wzywa 07…
Format38s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Zbrodnia na literaturze
[Władysław Krupiński „Jak pan przeniósł ten gryps?” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Czytanie „powieści milicyjnych” Władysława Krupki to przyjemność porównywalna z leczeniem kanałowym zęba. Ich jedynym plusem jest to, że są one krótkie. Łatwo się z nimi uporać i jeszcze łatwiej je zapomnieć. Po przeczytaniu opublikowanego w ramach serii „Ewa wzywa 07…” „Jak pan przeniósł ten gryps?” tę odautorską zwięzłość formułowania myśli i niekomplikowania fabuły czytelnik docenia jeszcze bardziej.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Zbrodnia na literaturze
[Władysław Krupiński „Jak pan przeniósł ten gryps?” - recenzja]

Czytanie „powieści milicyjnych” Władysława Krupki to przyjemność porównywalna z leczeniem kanałowym zęba. Ich jedynym plusem jest to, że są one krótkie. Łatwo się z nimi uporać i jeszcze łatwiej je zapomnieć. Po przeczytaniu opublikowanego w ramach serii „Ewa wzywa 07…” „Jak pan przeniósł ten gryps?” tę odautorską zwięzłość formułowania myśli i niekomplikowania fabuły czytelnik docenia jeszcze bardziej.

Władysław Krupiński
‹Jak pan przeniósł ten gryps?›

EKSTRAKT:20%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJak pan przeniósł ten gryps?
Data wydania1975
Autor
Wydawca Iskry
SeriaEwa wzywa 07…
Format38s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
To, że Władysław Krupka (1926-2019) miał problem z atrakcyjnym i logicznym formułowaniem narracji – można zrozumieć. Nie każdy przecież rodzi się z talentem literackim, nie każdy też potrafi nauczyć się pisać. Ale że wieloletni funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej, chociażby z racji wykonywanej pracy mający dostęp do wielu niezwykłych spraw kryminalnych, nie umiał skonstruować intrygującej fabuły – to już jest dla niego deprecjonujące. Bo nawet jeśli miał jakiś w głowie jakiś zajmujący koncept, to i tak zarzynał go jakością wykonania. Dowodził tego opisany przed tygodniem, a wydany w serii Iskier „Ewa wzywa 07…”, „Celny strzał” (1973); dowodzi również kolejna mikropowieść Krupińskiego (pod tym, łatwym do rozszyfrowania pseudonimem, ukrył się scenarzysta „Kapitana Żbika”) opublikowana przez to samo wydawnictwo – „Jak pan przeniósł ten gryps?”.
W tym cyklu rzadko trafiały się naprawdę dobre teksty, zazwyczaj były to literackie średniaki, których żywot najczęściej był krótki – to znaczy pamiętano o nich przez kilka tygodni, czyli do ukazania się kolejnego zeszytu (przynajmniej w latach, kiedy pojawiające się na okładce hasło „Powieść co miesiąc” było jeszcze zgodne z prawdą). Ale nawet na ich tle „dzieła” Krupki vel Krupińskiego prezentują się blado. Fakt, że w ogóle zostały wydrukowane można wytłumaczyć tylko na dwa sposoby: tym, że major MO (przypomnijmy: odpowiadający za współpracę z literatami, filmowcami i dziennikarzami) był wpływową postacią, więc w interesie wydawnictwa było mieć z nim dobry kontakt; ewentualnie tym, że chcąc zachować rytm dwunastu publikacji na rok, często brano maszynopisy jak leci, nie wybrzydzając ani nie narzekając na koślawość fabuły czy stylu. Dzięki temu Krupka, na co dzień zajęty głównie komiksami, od czasu do czasu – głównie w latach 70. ubiegłego wieku – popełniał również zbrodnię na literaturze. I, niestety, nie ponosił za to żadnej kary.
Bohaterem mikropowieści „Jak pan przeniósł ten gryps?” jest mniej więcej trzydziestoletni Adam Sarna, który po wyjściu z więzienia w Strzelcach Opolskich (odsiedział tam dwa lata za nielegalne posiadanie broni) zgłasza się do warszawskiego zegarmistrza Jerzego Lewickiego z prośbą o… pracę. To nie przypadek. Został tam bowiem skierowany przez swojego kolegę z celi Tadeusza Nowickiego, który zanim poszedł za kratki na kilkanaście lat, robił – mówić enigmatycznie – interesy z Lewickim. By ten uwierzył mu, że nie jest przez nikogo podstawiony, pokazuje mu napisany ręką Nowickiego gryps. Na kartce znajduje się także umowny znak, świadczący o tym, że liścik z więzienia nie jest podrobiony. Zegarmistrz jest człowiekiem ostrożnym, więc nim podejmuje decyzję, zadaje Sarnie masę pytań. Ma on pełne prawo czuć się jak na przesłuchaniu, ale przyjmuje to z pokorą – zależy mu przecież na tym, aby znaleźć dobrze płatną, choćby nielegalną, robotę.
Ich pierwsza rozmowa kończy się tym, że Adam ma przyjść ponownie za kilka dni. Lewicki potrzebuje tego czasu, by go sprawdzić, a zadanie to powierza swojej „prawej ręce”, osiłkowi Stefanowi. I tu docieramy do pierwszego z kilku absurdów: Stefan ma bowiem wykończyć Sarnę, ale gdy okazuje się, że ten jest od niego sprytniejszy i na dodatek zna karate, następuje… nieoczekiwana zmiana miejsc, to znaczy zegarmistrz postanawia wyeliminować z gry pechowego dryblasa, a na jego miejsce przyjąć rekomendowanego przez starego kumpla Adama. Zwłaszcza że szykuje się do kolejnego skoku, który – jeśli tylko się powiedzie – może go ustawić na resztą życia. Sarna zdaje sobie jednak sprawę z tego, że musi trzymać się na baczności, ponieważ nie wierzy w to, że napad na niego był dziełem przypadku. Napisanie czegokolwiek więcej na temat fabuły prowadziłoby już do zdradzenia zbyt dużo. Z drugiej strony można się zastanawiać, czy na pewno zepsułoby to przyjemność z lektury mikropowieści Krupki, bo tej czytelnik i tak nie ma zbyt wiele.
By napompować objętość, autor rozwleka dialogi i opisy, które kompletnie nic nie wnoszą. Ani nie posuwają akcji naprzód, ani nie uwiarygodniają bohaterów psychologicznie. Jakby tego było mało, dialogi te nierzadko skupiają się na rozmowach o tym, co trzeba będzie zrobić; w dalszej części natomiast Krupka opisuje, jak to się robi. A do tej pory byłem przekonany, że napięcie w literaturze kryminalnej utrzymuje się głównie dzięki suspensowi, zaskakującym zwrotom akcji, chowaniem przez pisarza przed czytelnikiem asów w rękawie. Twórca „Jak pan przeniósł ten gryps?” zwyczajnie tego nie potrafi. Jego literatura jest zapewne tak samo nudna i przewidywalna, jak raporty, które sporządzał dla przełożonych. Ostatecznie bowiem – uważny czytelnik będzie się tego domyślał już po lekturze dwóch, maksymalnie trzech stron tej historii – okazuje się, że Adam Sarna wcale nie jest kryminalistą i nie ma nawet najmniejszego zamiaru zejść na złą drogę. Po co więc zgłosił się do Lewickiego? Naprawdę jeszcze tego nie wiecie?
koniec
5 sierpnia 2022

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Linie polaryzacji
Joanna Kapica-Curzytek

5 XII 2022

Zbiór tekstów „Rzeźnia numer jeden i inne reportaże z Niemiec” daje nam wnikliwy wgląd w problemy społeczne naszych zachodnich sąsiadów. Odsłania przed nami całą ich złożoność, ale też pozwala je lepiej zrozumieć.

więcej »

Krótko o książkach: Pomiędzy światem żywych i zmarłych
Joanna Kapica-Curzytek

4 XII 2022

Powieść „Czarne skrzydła czasu” w wielu miejscach czytelnie nawiązuje do motywów anglojęzycznej literatury XIX wieku. Jest też poruszającą przypowieścią o losie człowieka i wyborze ważnych w naszym życiu wartości.

więcej »

PRL w kryminale: Ani śmiać się, ani płakać…
Sebastian Chosiński

2 XII 2022

Książka „Spadkobiercy pani Zuzy” – bardziej powieść szpiegowsko-sensacyjna niż stricte kryminalna – była doskonałym debiutem Jerzego Siewierskiego w roli beletrysty. Później wiodło mu się już bardzo różnie. Opublikowany w 1976 roku tom opowiadań „Pięć razy morderstwo” był eksperymentem ciekawym, ale dalekim od doskonałości. Na dodatek z kilku zamieszczonych w nim tekstów do „PRL-u w kryminale” pasuje tylko jeden: „Umarli nie składają zeznań”.

więcej »

Polecamy

Cyborg, czyli mózg w maszynie

Stare wspaniałe światy:

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.