Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 maja 2024
w Esensji w Esensjopedii

Anna Kłodzińska, Józef Radzicki
‹Śledztwo prowadzi porucznik Szczęsny›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŚledztwo prowadzi porucznik Szczęsny
Data wydania1957
Autorzy
Wydawca MON
SeriaLabirynt
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: W kamienicy na Złotej
[Anna Kłodzińska, Józef Radzicki „Śledztwo prowadzi porucznik Szczęsny” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W 1957 roku, na fali październikowej „odwilży”, swój powieściowy debiut opublikowała – dotychczas zajmująca się głównie dziennikarstwem – Anna Kłodzińska (w tym momencie miała już czterdzieści dwa lata). Wtedy nikt jeszcze nie mógł przewidywać, że za sprawą książki „Śledztwo prowadzi porucznik Szczęsny” na literacką scenę wkroczy jedna z najbardziej znanych postaci peerelowskiej literatury kryminalnej.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: W kamienicy na Złotej
[Anna Kłodzińska, Józef Radzicki „Śledztwo prowadzi porucznik Szczęsny” - recenzja]

W 1957 roku, na fali październikowej „odwilży”, swój powieściowy debiut opublikowała – dotychczas zajmująca się głównie dziennikarstwem – Anna Kłodzińska (w tym momencie miała już czterdzieści dwa lata). Wtedy nikt jeszcze nie mógł przewidywać, że za sprawą książki „Śledztwo prowadzi porucznik Szczęsny” na literacką scenę wkroczy jedna z najbardziej znanych postaci peerelowskiej literatury kryminalnej.

Anna Kłodzińska, Józef Radzicki
‹Śledztwo prowadzi porucznik Szczęsny›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŚledztwo prowadzi porucznik Szczęsny
Data wydania1957
Autorzy
Wydawca MON
SeriaLabirynt
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Ten moment musiał kiedyś nadejść, choć – przyznaję bez tortur! – odwlekałem go bardzo długo, aż do granic przyzwoitości. Omówiłem już przecież w tej rubryce nadzwyczaj szczegółowo twórczość takich tuzów peerelowskiej „powieści milicyjnej”, jak Zygmunt Zeydler-Zborowski czy Jerzy Edigey (chociaż wiązało się to z przebrnięciem przez po kilkadziesiąt pozycji każdego autora), a tę pisarkę – nie ukrywam, że z uwagi na obecne w jej książkach rozwinięte wątki propagandowe – skrzętnie omijałem szerokim łukiem. Dłużej już jednak nie tego robić nie mogę, ponieważ jej przemilczanie fałszowałoby obraz literatury kryminalnej epoki Polski Ludowej, a tego bym nie chciał. Zatem od dzisiaj w rubryce „PRL w kryminale” dominować będzie… Anna Kłodzińska. O której często można przeczytać, że jest „pisarką nieomal całkowicie zapomnianą”.
I tak, i nie. Wielbiciele literackiego mainstreamu sprzed paru dekad rzeczywiście raczej nie będą kojarzyć jej dorobku, a sztandarowy bohater Kłodzińskiej, czyli (bezimienny) porucznik MO Szczęsny, będzie dla nich postacią całkowicie anonimową. Zupełnie inaczej rzecz ma się jednak w środowisku fanów „powieści milicyjnej”. W tej grupie, całkiem zresztą licznej, związana przez całe życie z Warszawą dziennikarka i prozatorka jest autorką kultową. Dość powiedzieć, że po dziś dzień wznawia się jej powieści z lat 50., 60., 70. i 80., a nawet tę, którą wydała na początku lat 90., ukrywając się pod pseudonimem Stanisław Załęski (chodzi o „Wynajętego mordercę”), ponieważ zdawała sobie sprawę z niechęci, jaką jest otoczona w kraju po upadku ustroju komunistycznego. Ale wcześniej przez ponad trzydzieści lat była jedną z najpłodniejszych (i najpopularniejszych) pisarek, specjalizujących się w może i mało ambitnym, ale na pewno bardzo poczytnym gatunku literatury rozrywkowej.
Urodziła się 25 listopada 1915, zmarła natomiast – 2 stycznia 2008 roku. Przeżyła dziewięćdziesiąt dwa lata, miesiąc i jeden tydzień. Ostatnią powieść wydała, mając siedemdziesiąt sześć lat. Pod tym względem los okazał się dla niej łaskawy. Karierę zaczynała jako dziennikarka i parała się tym zawodem jeszcze przez wiele lat. Nawet gdy pisane przez nią kryminały biły rekordy popularności. Często zresztą na łamach prasy zajmowała się właśnie sprawami sensacyjnymi. Zadebiutowała jednak książką, która z rozrywką nie miała nic wspólnego, nie była nawet beletrystyką – chodzi o socrealistyczny reportaż (na poły historyczny) „Ziemia srebrzy się cynkiem”, który opowiadał o rozwoju przemysłu cynkowego. Czy ktoś tę pozycję wówczas czytał – śmiem wątpić, choć na pewno wiele bibliotek musiało mieć ją w swoim księgozbiorze. Po „przełomie październikowym” Kłodzińska szybko wyczuła zmieniającą się koniunkturę i postanowiła to, czym na co dzień zajmowała się w gazecie, wykorzystać w formie powieściowej – napisać „odwilżowy” kryminał.
Skoro udało się Leopoldowi Tyrmandowi w „Złym” (1955), czemu miało nie udać się jej, prawda? Najpierw w efemerycznym tygodniku dla młodzieży „Przygoda”, wychodzącym w latach 1957-1958, wydrukowała krótkie opowiadanie „Skradziona biżuteria”, a potem – w MON-owskiej serii „Labirynt” – powieść „Śledztwo prowadzi porucznik Szczęsny” (1957). Na obwolucie pojawia się jednak jeszcze drugie nazwisko – Józef Radzicki. Czy zatem Kłodzińska miała pomocnika, któremu należy się współautorstwo książki? Czy chodzi o będącego jednocześnie prawnikiem i lekarzem medycyny (w domyśle: sądowej) przyszłego profesora Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, ucznia profesora Sergiusza Schillinga-Siengalewicza (1887-1951), przedwojennego kierownika Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Stefana Batorego, który po drugiej wojnie światowej przeniósł się do stolicy Wielkopolski? Biorąc pod uwagę fakt, że autorka musiała konsultować się w sprawach dotyczących rozkładu zwłok z jakimś specjalistą – jest to prawdopodobne.
Akcja powieści rozgrywa się w centrum Warszawy, ogniskując wokół starej, przedwojennej kamienicy przy ulicy Złotej 21 (dla porównania: pamiętny dom z legendarnego serialu Jana Łomnickiego mieścił się pod numerem 25). Sądząc z pewnych uwag i dowcipów rzucanych przez bohaterów, a zwłaszcza doktora Krasińskiego, współpracującego z Milicją Obywatelską lekarza medycyny sądowej – jest maj 1957 roku. Przez absolutny przypadek w podpiwnicznych lochach odkryte zostają zwłoki. Przygotowując się do wizyty komisji sprawdzającej czystość w budynkach użyteczności publicznej, dozorca Antosiak udaje się, bardzo niechętnie, do podziemi kamienicy. Rzadko tam bywa, sprząta jeszcze rzadziej; słusznie więc obawia się, że jeżeli zajrzą tu urzędnicy – będzie kiepsko. Jego uwagę przykuwa nieprzyjemny zapach. Podążając za nim, trafia na otwór prowadzący do głębiej położonych lochów; widzi w nim ciało. Nie namyślając się długo, pędzi do najbliższego komisariatu, któremu kierownikuje porucznik Szczęsny.
Jak pisze Kłodzińska: „Był to młody jeszcze, szczupły mężczyzna o bardzo jasnych, prawie białych włosach i dużych czarnych oczach”. Rangę, choć oficerską, ma niską, ale przełożeni go cenią; miał już okazję wykazać się jako dobry śledczy. Potwierdza to współpracujący z nim sierżant Kamiński, który kiedyś w rozmowie z żoną tak sportretował porucznika: „Mądry, sprawiedliwy człowiek, ale pies na przestępców, jak mało kto! A ciągle się czegoś uczy. Ile razy przyjdę do niego do mieszkania, służbowo naturalnie, to siedzi nad książkami, notatki robi i tylko czarną kawę żłopie”. Dość powiedzieć, że zanim został funkcjonariuszem, Szczęsny przez dwa lata studiował medycynę. Nie jest więc w ciemię bity. Choć oczywiście do trupa na Złotej wzywa prawdziwego fachowca od medycyny sądowej, czyli doktora Krasińskiego. Ten po przeprowadzeniu sekcji stwierdza, że zwłoki należą do młodej kobiety, którą najpierw najprawdopodobniej pozbawiono przytomności, uderzając czymś ciężkim (może młotkiem?) w głowę, a następnie uduszono. Wciąż jednak nie wiadomo, kim jest denatka.
Szczęsny jest przekonany, że sprawcę tej okrutnej zbrodni należy szukać wśród mieszkańców kamienicy. Zrobił to ktoś, kto czuł się w tym miejscu swobodnie i na dodatek wiedział o istniejących pod piwnicą lochach. Ofiara też – jego zdaniem – tutaj mieszkała. Milicjant nie wyobraża sobie bowiem sytuacji, w której zabójca sprowadza ciało z zewnątrz, ryzykując, że zostanie przyłapany. W ciągu dnia ktoś przecież by go zauważył, a nocą brama jest zamknięta – otwiera ją na wezwanie spóźnionych lokatorów dozorca Antosiak. Kamienica jest jednak spora; w sumie składa się na nią szesnaście mieszkań, w tym dwanaście od frontu. Dwa można z miejsca wykluczyć, ponieważ w tej chwili po katastrofie, jaka wydarzyła się zimą, stoją puste, czekając na remont. W jednym mieszka milicjant Roman Łukasiak, w innym – jego niemłodzi już rodzice. Tych też, jak mniema Szczęsny, można wykluczyć. Trudno również podejrzewać Antosiaka, który zawiadomił MO o zwłokach. Grupa podejrzanych zawęża się, ale wciąż jest na tyle szeroka, że funkcjonariusze nieustannie błądzą jak we mgle. Dochodzenie rusza z kopyta dopiero, kiedy udaje się ustalić personalia ofiary.
Jak wiele „powieści milicyjnych” z okresu narodzin gatunku, czyli drugiej połowy lat 50. XX wieku (patrz: „Zemsta Mariana Boruty” Zygmunta Sztaby, „Stary zegar” oraz „Królewna?!” Andrzeja Piwowarczyka czy „Na tropie zbrodni” Juliana Woźniaka), także „Śledztwo prowadzi porucznik Szczęsny” razi dużą naiwnością i uproszczeniami (najbardziej podejrzani są ci, którzy piją, robią pokątne interesy albo należą do… Świadków Jehowy). Ale przynajmniej Kłodzińska przemawia do czytelnika zupełnie innym językiem niż robili to pisarze parę lat wcześniej, w epoce socrealizmu. Z kart książki bije pewna świeżość, realia obyczajowe oddane są bez przekłamań, a wybijający się na plan pierwszy wątek przemocy seksualnej zdecydowanie wyprzedza swój czas.
Do dokonanego przed dekadą wznowienia powieści wydawnictwo Wielki Sen dorzuciło jeszcze dwa opowiadania Anny Kłodzińskiej wydrukowane w 1961 roku w „Kurierze Polskim”. Oba całkiem interesujące. W „Nienawiści” autorka kreśli portret rozpadającego się małżeństwa. Kierowany nadzwyczaj negatywnymi uczuciami wobec małżonki mężczyzna postanawia pozbyć się jej, pozorując czy to samobójstwo, czy też nieszczęśliwy przypadek. Z kolei w „Tajemniczym pasażerze” poznajemy historię warszawskiego taksówkarza, który zostaje wplątany w zakończony tragedią napad na pewnego profesora. To zaledwie obrazki, krótkie epizody, szkice, ale dają jako takie pojęcie o talencie – może w tym wypadku nie tyle pisarskim, co dziennikarskim – Kłodzińskiej.
koniec
12 kwietnia 2024

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Perły ze skazą: Co jest ta miłość, „rybia cholera”!
Sebastian Chosiński

27 V 2024

Jeśli ktoś choćby pobieżnie interesuje się kinem radzieckim, powinien – ba! musi – znać nakręcony przez Grigorija Czuchraja przed niemal siedmioma dekadami słynny miłosny dramat historyczny z czasów wojny domowej w Rosji „Czterdziesty pierwszy”. Powstał on na podstawie noweli Borisa Ławrieniowa, który opisując historię czerwonoarmistki Mariutki i „białego” oficera Goworuchy-Otroka, posiłkował się własnymi przeżyciami na froncie turkiestańskim.

więcej »

Krótko o książkach: Matka królów
Joanna Kapica-Curzytek

26 V 2024

Powieść historyczna „Cecylia” odsłania przed nami mało znane kulisy „wojny dwóch róż”, czyli wojny domowej w Wielkiej Brytanii. Już wtedy, w XV wieku, kraj miał szczęście do silnych, inteligentnych kobiet.

więcej »

Nad piękną i modrą Odrą
Sebastian Chosiński

25 V 2024

To nieprawda, że Marek Krajewski na dobre porzucił postać Eberharda Mocka. Mock powraca bowiem w jego najnowszej powieści – „Słowie honoru”. Jest wprawdzie jedynie postacią epizodyczną, ale bez jego udziału w fabule Edward Popielski miałby bardzo poważne kłopoty. Tym razem, w przeciwieństwie do poprzednich części „cyklu szpiegowskiego” z „Łyssym” w roli głównej, akcja rozgrywa się jednak przede wszystkim po drugiej wojnie światowej.

więcej »

Polecamy

Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie

Stare wspaniałe światy:

Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza wojna... czasowa
— Andreas „Zoltar” Boegner

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Krótka druga wiosna „romansu naukowego”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Jak przewidziałem drugą wojnę światową
— Andreas „Zoltar” Boegner

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.