Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 czerwca 2024
w Esensji w Esensjopedii

Marek Krajewski
‹Słowo honoru›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSłowo honoru
Data wydania15 maja 2024
Autor
Wydawca Znak
CyklEdward Popielski
ISBN978-83-240-6841-8
Format368s. 140×205mm; oprawa twarda
Cena54,99
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Nad piękną i modrą Odrą
[Marek Krajewski „Słowo honoru” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
To nieprawda, że Marek Krajewski na dobre porzucił postać Eberharda Mocka. Mock powraca bowiem w jego najnowszej powieści – „Słowie honoru”. Jest wprawdzie jedynie postacią epizodyczną, ale bez jego udziału w fabule Edward Popielski miałby bardzo poważne kłopoty. Tym razem, w przeciwieństwie do poprzednich części „cyklu szpiegowskiego” z „Łyssym” w roli głównej, akcja rozgrywa się jednak przede wszystkim po drugiej wojnie światowej.

Sebastian Chosiński

Nad piękną i modrą Odrą
[Marek Krajewski „Słowo honoru” - recenzja]

To nieprawda, że Marek Krajewski na dobre porzucił postać Eberharda Mocka. Mock powraca bowiem w jego najnowszej powieści – „Słowie honoru”. Jest wprawdzie jedynie postacią epizodyczną, ale bez jego udziału w fabule Edward Popielski miałby bardzo poważne kłopoty. Tym razem, w przeciwieństwie do poprzednich części „cyklu szpiegowskiego” z „Łyssym” w roli głównej, akcja rozgrywa się jednak przede wszystkim po drugiej wojnie światowej.

Marek Krajewski
‹Słowo honoru›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSłowo honoru
Data wydania15 maja 2024
Autor
Wydawca Znak
CyklEdward Popielski
ISBN978-83-240-6841-8
Format368s. 140×205mm; oprawa twarda
Cena54,99
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Recenzję „Pasożyta” (2023), poprzedniej powieści z Edwardem Popielskim w roli głównej, zacząłem od słów: „Wydanym jesienią ubiegłego roku „Błaganiem o śmierć” Marek Krajewski, jak sam twierdzi, definitywnie rozstał się z postacią Eberharda Mocka. Czy na sto procent, pewnie się jeszcze okaże. Nie należy bowiem zapominać o tym, że podobną decyzję wrocławski prozaik raz już podjął – po publikacji w 2009 roku „Głowy Minotaura”, w której to książce wprowadził na arenę drugiego ze swoich sztandarowych bohaterów, lwowskiego komisarza Edwarda Popielskiego.” Dlaczego przytaczam ten passus jeszcze raz? Ponieważ na kartach „Słowa honoru” Mock rzeczywiście powraca. Wprawdzie tylko na moment, jako postać epizodyczna, ale nadzwyczaj wpływowa. Robi bowiem coś, dzięki czemu Krajewski może kontynuować swoją opowieść i ostatecznie przenieść ją do Wrocławia anno Domini 1956.
Po wzięciu „Słowa honoru” po raz pierwszy do ręki i pobieżnym przejrzeniu książki targały mną dwa uczucia: radość wynikająca z tego, że część fabuły rozgrywa się w przedwojennym Lwowie (konkretnie: jesienią 1938 roku), oraz niepewność, która nawiedziła mnie, kiedy zdałem sobie sprawę, że praktycznie dwie trzecie akcji autor umieścił z kolei w powojennym Wrocławiu (w końcu 1956 roku). A przecież powieści z Popielskim, rozgrywające się już po przechrzczeniu Breslau ponownie na Wrocław (vide „W otchłani mroku” i „Władca liczb”), uznałem swego czasu za najsłabsze w całym cyklu. Słabe do tego stopnia, że szczerze znielubiłem „Łyssego”. Wiarę w niego Krajewski przywrócił mi dopiero drugą serią opowieści o lwowskim policjancie, w której uczynił go bliskim współpracownikiem polskiego wywiadu i kontrwywiadu. A składają się na nią: „Dziewczyna o czterech palcach” (2019), „Pomocnik kata” (2020), „Miasto szpiegów” (2021), „Czas zdrajców” (2022) oraz wspomniany już „Pasożyta” (2023). I oczywiście najnowsze dzieło wrocławianina – „Słowo honoru”.
Fabułę najnowszej powieści Krajewski rozpiął na trzech płaszczyznach czasowych: zawiązanie akcji umieścił na niespełna rok przed wybuchem wojny z Niemcami, krótkie rozwinięcie – trzy lata później (autor blurba na okładce chyba nie do końca uważnie przeczytał tekst, ponieważ zasugerował, że ma to miejsce w 1942 roku), natomiast jej zwieńczenie – w ostatnich miesiącach przełomowego dla Polski Ludowej 1956 roku. A więc już po powrocie do władzy Władysława Gomułki, gdy jednak wciąż jeszcze trwała zażarta walka polityczna pomiędzy tak zwanymi „natolińczykami” (czyli partyjnym betonem, któremu marzył się powrót do metod epoki stalinowskiej) a „puławianami” (którzy z kolei pragnęli częściowej liberalizacji systemu). W gronie tych ostatnich nie brakowało komunistów pochodzenia żydowskiego (jak pojawiający się zresztą w powieści „bezpieczniak” Antoni Alster, filozof Adam Schaff czy dziennikarz Roman Werfel), stąd potoczne – i zdecydowanie pejoratywne – określenie tej frakcji jako „Żydy”. „Natolińczyków” dla odmiany nazywano „chamami”. I w to wszystko zostaje – wbrew sobie – wrzucony Edward Popielski.
Gra toczy się bowiem o Emila Haczko – fikcyjnego przedwojennego polskiego komunistę (nazwisko sugerowałoby pochodzenie białoruskie) i poetę, więźnia obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej i agenta sowieckiego, który jesienią 1938 roku ma stać się katalizatorem wielkiego ponadpartyjnego porozumienia (od socjalistów po endeków) w celu niedopuszczenia do potencjalnego antykomunistycznego sojuszu polsko-niemieckiego (co byłoby oczywiście korzystne dla Związku Radzieckiego). „Dwójka”, czyli polski wywiad i kontrwywiad, chce storpedować jego działania – nie dlatego, że jej dowódcy dążą do sojuszu z Hitlerem, lecz nie chcą pozwolić na niemal jawne działanie agentury sowieckiej w Polsce. Do Lwowa, gdzie niebawem ma pojawić się Haczko, przybywa więc wysłannik generała Tadeusza Pełczyńskiego, szefa Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, kapitan Czesław Dewoyno i kontaktuje się z Popielskim. Prosi go o pomoc w akcji zmierzającej do zneutralizowania szpiega. „Łyssy” nie odmawia i organizuje prowokację.
Osiemnaście lat później, gdy Popielski mieszka już we Wrocławiu (jego ukochana kuzynka Leokadia Tchórznicka po pobycie w stalinowskim więzieniu trafiła do szpitala psychiatrycznego), sprawa Haczki wypływa ponownie. Tym razem jako element gry na szczytach władzy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. „Natolińczycy” chcą ostatecznie zdyskredytować tę postać, udowadniając, że, owszem, był on agentem, ale przede wszystkim sanacyjnej policji; „puławianom” natomiast zależy na tym, aby Emila oczyścić z wszelkich podejrzeń i wziąć go na swoje sztandary. W tym celu muszą mieć jednak pewność, że nie popełnią kardynalnego błędu, który później będzie im się odbijał czkawką. Wszystkie ich wątpliwości może zaś rozwiać nieświadomy tego, że zaraz zostanie wciągnięty w „ubeckie” imadło były komisarz przedwojennej policji. Z Warszawy do Wrocławia płynie rozkaz wyciągnięcia z „Łyssego” prawdy. Zadanie to otrzymuje zesłany ze stolicy na Dolny Śląsk po tym, jak popadł w niełaskę, porucznik Leonard Zarada, dla którego jest to szansa na wydźwignięcie się z upadku, powrót do wielkiej szpiegowskiej gdy i – nieco banalniej – zdobycia własnego mieszkania.
W 1956 roku Edward Popielski jest już siedemdziesięcioletnim staruszkiem, słabym fizycznie, mającym problemy zdrowotne, marzącym jedynie o spokojnym życiu i powrocie do w miarę normalnego stanu psychicznego jego kuzynki. Ostatnie, czego mu w tej chwili potrzeba, to kolejne starcie z bezwzględnymi ubekami. Wielka Historia jednak rzadko liczy się z jej „małymi” uczestnikami. Chcąc nie chcąc, Popielski zostaje postawiony przed poważnym dylematem moralnym. I nie chodzi wcale o to, że miałby wyznać prawdę na temat jakiegoś sowieckiego agenta sprzed lat, ale że wiązałoby się to z danym niegdyś – i to w obliczu księdza – słowem honoru. A dla „Łyssego” – jak dla Kazimierza Pawlaka z filmowej trylogii Sylwestra Chęcińskiego – „słowo droższe od pieniędzy”. Trzeba przyznać, że spośród wszystkich powojenno-wrocławskich perypetii Popielskiego, „Słowo honoru” prezentuje się najciekawiej, dorównując nawet „Rzekom Hadesu” (2012), w których pojawia się Eberhard Mock. Ale w porównaniu z powieściami „drugiego rzutu”, publikowanymi przez Krajewskiego od 2019 roku, jest trochę słabiej.
Nie przekonują dwa elementy. Po pierwsze: tytułowe słowo honoru! Owszem, honor – rzecz istotna, ale już sam fakt zawarcia podobnego przymierza przez Popielskiego i Dewoyno wygląda nieco kuriozalnie (jak zabawa nastolatków, a nie dorosłych mężczyzn, agentów wywiadu II RP), natomiast późniejsze upieranie się przy jego utrzymaniu i niezdradzanie ubekom tajemnicy losu Haczki (nawet za cenę pogrążenia siebie samego i swojej kuzynki) – zdaje się być dla czytelnika jeszcze dziwniejsze i niezrozumiałe. Po drugie: zakończenie powieści. Finalizowanie fabuły Marek Krajewski rozciąga w zasadzie na ponad trzydzieści stron, jakby miał wątpliwości, jakim w ogóle mocnym akcentem zwieńczyć całość. Skupia się więc na wyjaśnianiu, wyjaśnianiu i wyjaśnianiu. Co oznacza, że wcześniej zabrnął w zdecydowanie zbyt wiele zaułków. W efekcie w ostatniej fazie autor musi zająć się intensywnym wiązaniem rozbiegających się wątków w jedno, co prowadzi do tego, że wystrzałowy (dosłownie!) koniec nie robi już większego wrażenia. Przynosi za to uczucie ulgi, że to wreszcie nastąpiło.
koniec
25 maja 2024

Komentarze

27 V 2024   18:16:35

"słowo droższe pieniędzy", szanowny [EDITED]

Od redakcji: nie tolerujemy w komentarzach ataków personalnych. Recydywa grozi banem.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pałac o trzech tysiącach komnat
Agnieszka ‘Achika’ Szady

19 VI 2024

Startująca rakieta czy sen pijanego cukiernika? Nowojorski wieżowiec w radzieckim wydaniu? Pałac Kultury i Nauki był tematem wielu tekstów publicystycznych, a niekiedy także literackich. O szczegółach możemy się dowiedzieć ze zbioru reportaży „Jako dowód i wyraz przyjaźni. Reportaże o Pałacu Kultury”.

więcej »

Sceny z życia gangstera
Miłosz Cybowski

17 VI 2024

„Człowiek yakuzy” Jake’a Adelsteina to pozycja bardzo przeciętna. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wyszła spod pióra doświadczonego dziennikarza, który spędził w Japonii aż dwadzieścia lat.

więcej »

Jak wyprowadzić świat z kryzysu?
Miłosz Cybowski

15 VI 2024

„Zamieszanie z liberalizmem” Francisa Fukuyamy to książka, w której więcej miejsca poświęcono na wyjaśnianie podstawowych zagadnień politycznych i ideologicznych niż na prezentację prób wyjścia z kryzysu.

więcej »

Polecamy

Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie

Stare wspaniałe światy:

Poetycki dinozaur w fantastycznym getcie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza wojna... czasowa
— Andreas „Zoltar” Boegner

Wszyscy jesteśmy „numerem jeden”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Krótka druga wiosna „romansu naukowego”
— Andreas „Zoltar” Boegner

Jak przewidziałem drugą wojnę światową
— Andreas „Zoltar” Boegner

Cyborg, czyli mózg w maszynie
— Andreas „Zoltar” Boegner

Narodziny superbohatera
— Andreas „Zoltar” Boegner

Pierwsza historia przyszłości
— Andreas „Zoltar” Boegner

Zobacz też

Tegoż autora

Trzech solistów w łódce, nie licząc sekcji rytmicznej
— Sebastian Chosiński

My mieliśmy Miliana, Szwedzi mają Ståhla
— Sebastian Chosiński

Wszystkie drogi prowadzą do Bazylei
— Sebastian Chosiński

Przez ciernie na… Manhattan
— Sebastian Chosiński

Z Izraela – via Maroko i Senegal – do Nowego Jorku
— Sebastian Chosiński

Zabić… cóż może być prostszego?!
— Sebastian Chosiński

Braterski hołd
— Sebastian Chosiński

Jazzowe oblicze noise’u i post-rocka
— Sebastian Chosiński

Kto nie ryzykuje, ten… w spokoju nie żyje
— Sebastian Chosiński

W starym domu nie straszy
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.